Skoro to Bóg uczynił kobietę, a nie mężczyznę odpowiedzialną za rodzenie i dał jej wolną wolę, dlatego kobieta odpowiada przed własnym sumieniem i Bogiem za ilość potomstwa, jakie wyda na świat. Ustawa ludzka o zakazie aborcji to ingerencja w boski porządek.
Helena Zarzecka, matka czwórki dzieci
p.s
Nie mogłam sobie odmówić a nawet uważam za swój obowiązek wyrazić swoje zdanie w sprawie zaostrzenia przepisów aborcyjnych.
Ta ustawa to nic innego, jak droga do odbierania głosu kobietom tak, jak to już wcześniej bywało.
informacje, które warto sobie przypomnieć, jak to było z prawami wyborczy,mi kobiet.
Współczesny coaching — propaganda, że każdy może wszystko jest dość powszechny. Hasła propagandowe — wszystko jest w głowie. Na pewno w głowie jest mózg. To jest fakt. Natomiast myśli, umysł, wyobraźnia — kto to wie? Z drugiej strony słychać głosy psychoterapeutów — będzie coraz więcej depresji, będzie coraz gorzej ze zdrowiem psychicznym, lekarze grzmią- coraz więcej zachorowań raka itp. Od zarania dziejów jako ludzkość jesteśmy straszeni. Groźny Bóg, choroby, kataklizmy, problemy. Pewnie jest czego się bać, ale czy też można nauczyć się żyć z ryzykiem? Życie to ryzyko? Strach jest nieodłączny w naszym życiu, musi nam towarzyszyć, bo to emocja, która pomaga nam przetrwać. To, czego warto się nauczać, jak radzić sobie z naszym zachowaniem pod wpływem strachu, jak poradzić sobie z "ochłonięciem", jak nie ulegać panice.
Z powodu współczesnego coachingu wielu ludzi uległo też złudnemu poczuciu, że bez pracy czy włożonego wysiłku można osiągnąć wiele. Niestety mało kiedy manna spada z nieba, mało kto wygra w totolotka. Mało kiedy bez włożonego wysiłku następuje rozwój osobisty.
Te dwa punkty widzenia — jeden, że jest strasznie, okropnie, wszędzie czają się zagrożenia a drugi punkt widzenia — jest super, możesz wszystko, świat i wszechświat należy do Ciebie itp.
Jak tu nie zgłupieć w ogromie czasami sprzecznych informacji?
Na szkoleniach często współcześni motywatorzy sukcesu pokazują szklankę z wodą — jest w niej połowa płynu — zadają pytanie — np. ile jest wody? - część osób mówi: szklanka do połowy pusta — a część szklanka do połowy pełna. To dualność myślenia, to dwa punkty widzenia — coś jest, a czegoś nie ma. To jest czarne, a to białe. Jest to związane ze spojrzeniem na życie, prawą lub lewą półkulą mózgu. To jest normalne. Dwa aspekty bieguna składają się na tą całość.
Sens i przekaz podświadomy coachów często jest taki: ci, co widzą szklankę do połowy pełną, to niby lepsi goście, ci, co widzą szklankę do połowy pustą, to niby gorsi goście — tacy pesymiści, co źle spostrzegają rzeczywistość, czyli skupiają się na braku, bo tylko optymizm jest cool! Dlatego czasami problem osobistym jest porównywanie się z innymi. Wpadasz w zazdrość, jak kogoś ocenisz jako "lepszego" od siebie, bo wtedy Ty jesteś ten gorszy, albo wpadasz w zadowolenie, gdy oceniasz kogoś jako gorszego od siebie, bo wtedy Ty jesteś ten lepszy. Czy to może budować zdrowe poczucie wartości? Zapewne nie.
Tak naprawdę — opierając się na faktach, należy stwierdzić, że zdrowo jest widzieć dwie strony medalu i jak realnie i konkretnie o tym pomyślimy, to szklanka jest do połowy pełna i do połowy pusta. Oba stwierdzenia, oba spojrzenia są prawdziwe. Inny jest tylko kierunek dostrzegania faktów, czy naszego nastawienia i konsekwencji. Spostrzeganie jest też związane z aktualną sytuacją życiową- np. jak chce mi się pić, to stwierdzę fajnie, że do połowy pełna, mam co wypić, jak stwierdzę, że do połowy pusta, to muszę napełnić, bo może się przyda, Pewien fakt zauważymy, a innego nie zauważymy, czy nie weźmiemy w danej chwili pod uwagę.
Jest takie powiedzenie — optymista wynalazł samolot a pesymista spadochron. Ta metafora pokazuje, że każdy rodzaj myślenia jest potrzebny, a wręcz niezbędny. Dlatego tak ważne jest, aby widzieć jeden i drugi punkt widzenia, a nie "załamać" się , że lepiej mają Ci, co widzą szklankę do połowy pełną. Ważne jest, aby posiadać różne rodzaje spojrzenia, różne myślenie, czyli być twórczym, elastycznym i kreatywnym.
Bardzo mi się podoba powiedzenie, ze optymista wynalazł samolot a pesymista spadochron. Dlatego, że ta metafora pokazuje, ze nie ma wyższości optymizmu nad pesymizmem, a chodzi o to, żeby widzieć oba bieguny — obie strony medalu i tak wracając do szklanki — obie odpowiedzi są dobre i adekwatne — ważne, aby mieć świadomość, jednego i drugiego aspektu możliwych zdarzeń (optymistycznej wersji i pesymistycznej). Pesymizm pozwala przewidzieć konsekwencje zagrożeń.
Dlatego propaganda, że wszystko masz w głowie, myśl tylko pozytywnie — może zrobić więcej szkody jak pożytku. Nie da się myśleć tylko pozytywnie, bo będziemy jak ten "chłopek-roztropek" nieprzygotowany i bezradny np. gdy jest zagrożenie powodzi.
Uważam, że przedewszystkimmyśl zdrowo, a w tych myślach możesz zobaczyć różne alternatywy, zarówno w różowych barwach jak i w ciemnych, bo to jest zgodne z realnym życiem, a nie z tym, aby się zmuszać do tego, aby zobaczyć tylko jedną stronę życia — tę piękną, beztroską, optymistyczną itp. Jeśli zmuszamy się tylko do myślenia optymistycznego, uciekamy od tzw. nieprzyjemnych emocji czy potem ewentualnych konsekwencji.
Uciekanie od odczuwania smutku, wstydu, złości, strachu powoduje, że one i tak domagają się zauważenia. Domagają się w taki sposób, że pojawia się cała masa myśli, czyli popularnie mówiąc nakręcania się. Tymczasem nazwanie emocji, czyli uświadomienie sobie ich, akceptacja odczuć strachu, gniewu, wstydu itp. sprawia, że nie wypieramy ich. Uświadomienie sobie, że w tej określonej sytuacji życiowej mam prawo tak się czuć, mam prawo te emocje "przetrawić" (przeżyć — a to proces) aż do czasu gdy zbledną. Chodzi tylko o to, aby nie robić tragedii z tego, że właśnie doświadczam nieprzyjemnych dla mnie emocji, bo w procesie przeżywania życia, gdzie wiadomo, że wszystko mija- one też przeminą. Czy pamiętamy, że w dobie koronawirusa i światowej paniki złościliśmy się, baliśmy się, przeżywaliśmy nieprzyjemne emocje. To były normalne emocje w odpowiedzi na trudną sytuację. Mamy prawo do emocji w takiej sytuacji i to jest zupełnie normalne, a gdy uznamy emocje za nienormalne, staną się dla nas potężnym stresem i problemem, bo emocje odbiorą zdrowy rozsądek.
Jak działają współcześni oszuści? Wiedzą, że gdy wywoła się strach, człowiek przestaje racjonalnie myśleć. Wywołują panikę — np. Twoje konto bankowe przejmują oszuści, Twój syn potrzebuje natychmiastowej pomocy itp. Skupiamy się tylko na strachu, na emocji, nie nazywamy wtedy, co czuję, przestajemy myśleć, oczekując ratunku, to jakby syndrom sztokholmski, bo ci, co oszukają, proponują wybawienie... a emocje zamykają zdrowy rozsądek. Nazwanie emocji może zapoczątkować ponownie myślenie i pomoże włączyć zdrowy rozsądek. Dlatego zawsze najpierw trzeba nazwać emocje, zrobić głęboki wydech, jeszcze jeden wydech aż powróci zdrowe myślenie, żeby ustalić jak jest naprawdę.
Dlatego jeśli ktoś nas straszy.... Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się programować, nie wpadajmy w panikę.
Generalnie jako ludzkość jesteśmy odporni na traumę, bo tak biologicznie jesteśmy wyposażeni, mamy swój mechanizm walcz-uciekaj. Dajmy sobie prawo do przeżywania nieprzyjemnych emocji, złości na ograniczenia, akceptacji, że uczymy się życia w nowej, nie znanej sytuacji, a w związku z tym mam prawo czuć się czasami zagubionym i bezradnym. Jednocześnie włączmy zdrowe myślenie, co mogę zrobić, aby odnaleźć się w nowej sytuacji? Co mogę zrobić, aby przeżyć to, czyli określone działanie i zachowanie sprawi, że się wyciszam i uspokajam. Czy coś muszę zmienić w sobie, czy w sytuacji? Jeśli tak, to zmieniam, a nie rozpaczam i złoszczę się na to, że muszę to zrobić Warto sobie uświadomić, że sama w sobie sytuacja, zdarzenie nie jest tragedią, tylko nasza ocena i interpretacja tego, wyobraźnia tragedii może być dla nas umysłową pułapką, z której potem trudniej wyjść, czyli nie wpadajmy we własne sidła wyobraźni i tragicznego myślenia, szukajmy dobrych, czyli jasnych stron i nie bójmy się, że widzimy też złe, czyli ciemne strony, bo przecież też są te dobre strony.
Bardzo fajny filmik, który ukazuje, że pierwszym etapem radzenia sobie z emocjami, a także zachowaniem pod ich wpływem jest bardzo ważne ich nazwanie ( wyrażenie słowami, czyli uświadomienie sobie ich a wtedy jedna i druga półkula naszego mózgu jest jakby w zgodzie ze sobą — prawa półkula to emocje a lewa słowa. Wtedy też jest szansa, że nie rozwinie się takie nakręcanie myślami tragizującymi — np. gdy odczuwam smutek , może pojawić się myśl - życie jest do d u p y, wszystko jest beznadziejne itp. Doskonale wiemy, że określone emocje wpływają na wytwarzanie określonych myśli. Radzenie sobie z emocjami to też akceptacja. że one są , że mają prawo się pojawić, mamy prawo jej odczuwać i mają prawo być. Mam prawo do ich przezywania, nie muszę udawać , że ich nie czuję, nie muszę od nich uciekać na siłę. Nazwanie ich i uświadomienie sobie ich sprawia, że ciało i podświadomość wtedy wie, co przeżywa. Emocje są naszym wskaźnikiem - ukazują nam, co jest dla nas ważne, na czym nam zależy, do czego dążymy. Rozumienie i uświadamianie sobie własnych emocji pomaga rozumieć samego siebie, ale także innych. Czasami się zdarza, że osoby cierpiące na zaburzenia lękowe, wiele innych emocji, zwłaszcza złość kojarzą z napięciem i lękiem.
Ten temat jest obecnie numerem 1 w świecie. Społeczeństwo jest wystraszone, co jest normalne w takich sytuacjach. Strach pomaga się zmobilizować. Jeden wirus potrafi uzmysłowić ludziom, jak bardzo wzajemnie od siebie zależymy w zakresie profilaktyki i bezpieczeństwa. Po co kłótnie, wojny? Wrogiem jest brak solidarności, brak odpowiedzialności, brak higieny i zasad BHP, napędzanie się strachem, wpadanie w panikę, czy zerowanie na ludzkim nieszczęściu lub niewiedzy.
Jeden wirus może faktycznie uśmiercić więcej ludzi niż wojna. Całe szczęście, że jest o wiele więcej wyzdrowień jak zgonów i to jest optymistyczna wiadomość.
Myślę, że warto śledzić nowe informacje naukowe o koronawirusie, jakie objawy warto rozpoznać, aby szybciej reagować.
cyt. "Wśród niektórych istotnych odkryć zaobserwowano, że duża część pacjentów z koronawirusem wykazywała biegunkę, nudności, wymioty i / lub dyskomfort w jamie brzusznej przed wystąpieniem objawów oddechowych. Naukowcy zalecają monitorowanie pacjentów z początkowym stresem przewodu pokarmowego, co pozwoli na wcześniejsze wykrycie, diagnozę, izolację i interwencję.
Wskazuje to, że wirus może dostać się do organizmu człowieka nie tylko przez drogi oddechowe, ale także przez usta i przewód pokarmowy." "Podczas gdy większość wcześniejszych badań koncentrowała się na tym, jak koronawirus atakuje układ oddechowy z powodu typowych objawów objawiających się u większości pacjentów, nowe badania i badania wykazują niepokojące wskazanie, że nowy koronawirus może również atakować centralny układ nerwowy na różne sposoby a w niektórych przypadkach powodują długoterminowe szkody, a nawet ofiary śmiertelne z powodu ataków OUN." To nie jest dziwne, gdy Pani Dyrektor Sanepidu Jadwiga Caban- Korbus (gwiazda internetów) ze Slubic mówiła o przypadku 80 letniego Włocha, który uciekał zamiast poddać się kwarantannie. Dlatego nie z racji wieku pacjenci mogą zachować się dziwnie, ale też z racji zakażenia koronawirusem i uszkodzenia O.U.N, a taka wiadomość dla ratowników medycznych i lekarzy czy nas wszystkich jest niezmiernie istotna.
Dlaczego dziecko traci motywację do nauki, a właściwie dlaczego nie
rozwija się motywacja wewnętrzna? Jednak bardziej adekwatne jest pytanie – jak rodzice, nauczyciele i system niszczą u dziecka motywację wewnętrzną? W ogromnej większości, dzieci chcą i pragną mieć sukcesy, chętnie czekają na rozpoczęcie nauki szkolnej. A potem....? Na pewno tracą motywację w wielu powodów, m.in.np.: 1. Nie ma w domu spokoju i w związku z tym występują trudności z koncentracją uwagi. 2.
Rodzice krzyczą, gdy pomagają w lekcjach, a wtedy szkoła czy lekcje
kojarzą z nieprzyjemnym stanem emocjonalnym. Gdy coś kojarzy się z
przykrym stanem emocjonalnym, wtedy tego unikamy. Rodzice mają dość, bo
szkoła dużo wymaga, a na zebraniu rodzic jeszcze dostaje " opiernicz"
Krytykujący rodzica nauczyciel, nie dający sobie rady rodzic - kółka
się zamyka. 3. Przemęczenie, zbyt duża ilość zadań domowych (niektóre państwa w ogóle nie mają czegoś takiego jak zadania domowe!)
W efekcie przemęczenia, motywacja i myślenie obniża się, ponieważ tak
organizm broni się przed obciążeniem, czyli stresem. Poza tym często
rodzic pracujący po 8- 12 godzin albo na zmiany, nie ma siły siedzieć z
dzieckiem po 3 godziny nad lekcjami. Rodzic też może nie potrafi pomoc,
bo ma zbyt mało wiedzy. W efekcie zaczyna się PRZEPYCHANKA POMIĘDZY
NAUCZYCIELEM I RODZICEM — jeden do drugiego ma pretensje w stylu, ten
nie nauczył, a ten nie odrobił z nim zadań, a uczeń, czyli sam
zainteresowany zaczyna mieć to „gdzieś". Rodzic, aby nie narazić się
nauczycielowi, czasami zaczyna przejmować odpowiedzialność za zadania
domowe swojego dziecka i zaczyna go wyręczać. 4.
Brak sukcesów, dzieci mają różne zdolności, a jest parcie na efekt, na
sukces, a wkładany wysiłek jest mało doceniony. Nie doceniony wysiłek
obniża chęci wykonywania czegoś. 5. Brak zachęty,
brak chwalenia dziecka, brak zainteresowania danym tematem. Zaniedbanie
sfery emocjonalnej, a nastawienie tylko na intelektualną( osiągnięcia).
Tymczasem badania naukowe pokazują, że to właśnie sfera emocjonalna
bardziej decyduje o sukcesie. 6. Traktowanie szkoły jako przykrego
obowiązku poprzez mówienie i podkreślanie — Twoim OBOWIĄZKIEM JEST....
się UCZYĆ! Wiadomo, obowiązki nie kojarzą się z czymś fajnym. 7. Nie rozwijanie się motywacji wewnętrznej dziecka (też różne przyczyny, w tym aktywność i predyspozycja własna) 8.
Brak świadomości, że dziecko uczy się dla siebie, a nie po to, aby
zadowolić ambicje rodzica – ambitny rodzic albo zakompleksiony rodzic,
może wytwarzać zbyt dużą presję na osiągane oceny, a tym samym
produkować większy stres u dziecka. No i najważniejsze, to co jest
mało widoczne i to z czego sobie czasami nie zdajemy sprawy, to
wszelkie krytyczne uwagi rodzica w stylu — ta Twoja Pani ( Nauczyciel)
jest do niczego . JAK ONA ci Tłumaczy? CO ONI W TEJ SZKOLE ROBIĄ? CZY
TAM PRACUJE BANDA DEBILI? Itp. itd. Dlaczego po takich tekstach dzieci tracą motywację? Drodzy rodzice! Czy
jak usłyszycie, ten lekarz źle leczy, to macie ochotę do niego iść? Czy
jak usłyszycie, ten warsztat samochodowy jest do niczego , to, czy
macie ochotę odstawić tam samochód? No właśnie. Jeżeli nie
chcemy, aby nasza córka/syn nie tracili motywacji, to wypadałoby
zastanowić się, co mówimy do dziecka praktycznie od urodzenia. Jak oceniamy innych. Nauczycielu,
jeśli masz ochotę lżej pracować i bardziej nauczyć swojego ucznia
myślenia, to zastanów się, czy wszystkie zadawane prace do domu mają
sens? Może warto zrobić mniej wykładów, a więcej tych ćwiczeń robić w
szkole? Zatem drodzy rodzice i drodzy nauczyciele! Droga Pani Minister! Wyszczególnienie Pani Minister jest tu konieczne, ponieważ ona reprezentuje system, jak również go tworzy. Musimy wiedzieć, że...zestresowany i przemęczony dorosły tym samym wpływa na zestresowanego ucznia, dziecko, młodzież. Zanim
zaczniemy kłócić się, kto ponosi odpowiedzialność za to, że nasze
dzieci tracą motywację do nauki, proponuję dokonać samokrytycznej
refleksji, bo reforma to nie tylko zmiana książek, ale też konieczna
zmiana świadomości i podejścia. Nauczyciele mają zbyt mało treningów
umiejętności wychowawczych i kompetencji miękkich. Często jest tak,
nauczyciel boi się przyznać, że ma jakąś trudność, a to normalne nie
jest. Wystraszony nauczyciel nie rozwinie motywacji ani chęci do nauki. p.s Poza tym, dlaczego nasze dziecko ma pracować dłużej niż niejeden dorosły? \+
W bardzo prosty sposób - wtedy, kiedy nasz nastrój zależy od innych.
Jeśli mamy potrzebę bycia chwalonym, czujemy się podle gdy nas nie
chwalą. Jeśli boimy się krytyki, czujemy się podle krytykowani. W taki
oto prosty sposób stajemy się marionetkami w rękach innych. Stajemy się
zależni od pochwał. Chyba należy sobie uświadomić, że potęga naszej
nieświadomości jest olbrzymia i większość interakcji to gra oparta o
projekcje i manipulacje, aby inni robili, postępowali tak, jak my
chcemy, byśmy mogli ich zmotywować, by robili to, czego my od nich
chcemy. Oczywiście zdarzają się szczere pochwały, ale ogólnie natura
wyposażyła nas w mechanizm nastawiony na przetrwanie, na realizację
celów, na zaspokojenie potrzeb. Nas i innych też. Pragniemy zmienić
innych, a sami mamy opór przed zmianą i najchętniej zatrzymujemy to, co
jest i przywiązujemy się. Zależność nastroju od innych sprawia, że
jesteśmy bardziej nieświadomi i mamy mniejszy wpływ na własne życie.
Nawet jak życie wymusza na nas zmianę, rozpaczamy, że teraz to już
wszystko się zmieniło i nic nie będzie tak samo.
Ponadto,
egzekwowanie od ludzi szacunku, zrozumienia, uznania, miłości jest
zajęciem bardzo wyczerpującym. Oburzamy się, gdy inni nie robią tak, jak
my uważamy, że powinni robić. Czyż nie manipulujemy wtedy innymi, aby
to od nich uzyskać? Uważam, że bardzo ważne jest odróżnienie czy ktoś
jest wobec nas szczery, czy po prostu manipuluje nami.
Świadomość emocji i uczuć oraz ocen i przekonań jest podstawą dla właściwej integracji ciała i umysłu.
Pytanie nie
jest takie proste, ponieważ uczeni nie ustalili jeszcze, co to jest
świadomość. Na potrzeby życia zwykliśmy mówić, że mamy świadomość tego,
co myślimy, tego, co czujemy i tego, co robimy, tego, co widzimy i tego,
co słyszymy. Oczywiście są wyjątki, niektórzy choćby po alkoholu nie
wiedzą, co robią-:).
Dlatego
nie wgłębiając się zbytnio w teorię czy nawet fizykę kwantową, która
obecnie wiele pomaga zrozumieć, możemy stwierdzić, że jest w nas
świadome i nieświadome, niektórzy mówią o podświadomości. Świadomość
siebie oznacza też pewien dystans do siebie, bo bez dystansu trudno
obserwować, co w nas się dzieje. Gdy aktualnie odczuwamy smutek, nie oznacza że
jesteśmy tym smutkiem, to przemijająca reakcja emocjonalna. Mamy wybór-
możemy zatopić się w tym smutku lub nazwać go i w sposób świadomy
zmienić ten stan emocjonalny. Co to znaczy w sposób świadomy? Mamy wpływ
na oddech, z którego pomocą uspokajamy ciało i obserwujemy czy
wybieramy myśli, które nam pomagają radzić sobie. Zmiany myśli musimy
się nauczyć. Najlepiej swoje myślenie oprzeć na faktach, a nie na
ocenach. Często jest tak, że mamy w głowie jakieś schematy i np. jak
rodzice panikowali, to też taki program w sposób automatyczny może się
odpalać. Wtedy przy pomocy świadomości uczymy się innego podejścia i
innych reakcji emocjonalnych.
Uczucia to dla mnie mieszanka
emocji i myślenia. Niektórzy stwierdzają, że pierwotnych emocji jest 5:
strach, wstyd, smutek, gniew, radość. Emocje odczuwamy w ciele, uczucia
może w świadomości?
Świadomość emocji to nazwanie
tego, co odczuwamy. O ile te podstawowe emocje łatwo rozpoznać, o tyle
uczucia trudniej sobie uświadomić. Czasami możemy nie rozpoznawać
poczucia winy, często do gniewu się nie przyznajemy, wypieramy go i
tłumimy. Tłumione emocje spychane wpływają na myślenie i na ciało
powodując, że możemy stać się chorzy, ale też sarkastyczni, ironiczni,
cyniczni, obrażać się często, buntować, złośliwe uwagi robić, naśmiewać
się z innych. Uczucia zazdrości, mściwości, urazy, żalu, źle wpływają
na fizjologię ciała.
Świadomość emocji to rozpoznanie
fizjologicznych reakcji w ciele i rozpoznanie myśli i obrazów w „głowie”
Przy bardzo silnych emocjach, bo one mają swoje natężenie może być tak,
że odczuwamy ból głowy, ból brzucha, oddawać często mocz, albo mieć
biegunkę, suchość w ustach, pocenie się itp. Wówczas nie będąc
świadomym, nie kojarzymy tego z emocją, np. strachem tylko z chorobą,
tak zwana somatyzacja. Wtedy może powstać myśl- jestem na coś chory. Coś
mi jest. Emocja nazwana przestaje być nieświadoma.
Jeżeli pojawiają się np. pytania - czy ja dobrze zrobiłam? Czy powinnam może inaczej? A co oni teraz pomyślą? Takie pytania wskazują na odczuwane emocje-przeżywamy
jakąś sytuację, odczuwamy emocje-tego typu pytania najprawdopodobniej
wskazują na strach. Pochodne strachu to: panika, płoszenie się, obawa,
lęk, bojaźliwość, zdenerwowanie, zazdrość, nieufność, zawiść,
ostrożność, powściągliwość, niepokój, przerażenie, dręczenie, litość.
Czasami
może być tak, że łapiemy emocje innych ludzi — jesteśmy jak WiF-i
łapiemy emocje innych, to dobrze z jednej strony, bo tak rozwija się też
miłość. Ty masz do mnie pozytywne emocje, dobrze o mnie myślisz, zaczyna się to udzielać drugiemu.
Jest też gorsza strona łapania czyichś emocji -np. złoszczący się
ojciec czy matka jest źródłem złości, smucący się rodzic źródłem smutku i
dziecko zaczyna odczuwać te emocje oraz uczy się reagować jak rodzice.
Nie zawsze sobie natomiast uświadamia czemu jest mu źle.
Male
dziecko, a nawet starsze, czasami i dorośli bez inteligencji
emocjonalnej nie uświadamiają sobie swoich uczuć. Np. nastolatek się
potnie, aby zlikwidować napięcie, dokonuje samookaleczeń, a nie
uświadamia sobie, że źródłem tego jest gniew, bo to on prowadzi do
agresji.
Świadomość własnych emocji przydaje się w relacjach. Wtedy wiemy,
czy to nasze emocje, czy złapane od kogoś. Lubię przebywać wśród ludzi
radosnych, to bardzo przyjemne zatopić się w radości.
Świadomość swoich reakcji przydaje się w relacjach- jeśli w
przeszłości byliśmy często krytykowani, to z automatu każdą uwagę możemy
odczytać jako krytykę.
Dlatego wszytko to, co sobie uświadomimy,
przestaje nami rządzić, bo staje się świadome i podlega naszej woli.
Polecam szeroko rozumiany rozwój osobisty i duchowy.
Nasz umysł "racjonalny" zazwyczaj nie decyduje o tym, jakie
powinniśmy mieć uczucia. Umysł racjonalny może jedynie kontrolować jaki
jest przebieg tych reakcji. Nie decydujemy się świadomie kiedy się
wściekać, denerwować, ale racjonalny umysł może na pomóc "rozpuścić"
emocje.
Skarbnica wiedzy o emocjach to książka Daniela Golemana " Inteligencja emocjonalna"
Przemoc psychiczna, emocjonalna jest jedną z najstraszniejszych
rzeczy, jaką człowiek wyrządza człowiekowi.Ojciec, matka, mąż, żona,
syn, córka, nauczyciel, Kościół, sekta itp. mogą stać się tyranem.
Czasami nie uświadamiamy sobie, że doznajemy przemocy. Czasami nie
uświadamiamy sobie, że stosujemy przemoc. Tymczasem, np. słowa Mahatma Gandhi mówią „każda próba narzucenia swojej woli jest przemocą”. Dlaczego przemoc jest obecna? Myślę, że właśnie z
powodu narzucania innym swojego punktu widzenia, swoich racji i
uznawania siebie za istotę prawie nieomylną, dobrą, posiadającą patent
na słuszność. Czasami mamy chęć kontrolowania innych, ponieważ uważamy,
że to inni powinni się zmienić, a nie my. Czasami nie rozpoznajemy
własnych emocji i reagujemy impulsywnie. Nie bierzemy zdania innych pod
uwagę. Jesteśmy mniejszym lub większym tyranem. Tyran, kimkolwiek on jest, potrafi zrobić niesamowite spustoszenie w czyjejś psychice. Najgorsze
jest to, że często po pomoc przychodzą osoby, które żyją z tyranem, a
sam tyran często uważa, że z nim jest wszystko w porządku. Ten smutny
fakt braku świadomości powoduje bezradność wśród osób bliskich, które
ciągle chcą mu coś uświadomić, a im bardziej chcą mu uświadomić, że
postępuje niewłaściwie, tym bardziej same popadają w „obłęd„ On
argumentów nie przyjmuje, a jeszcze obciąża poczuciem winy – bo ty taka i
owaka, bo ty się czepiasz, bo tobie ciągle coś nie pasuje, bo ty tylko
mamusi się skarżysz, bo ty sobie nie radzisz z prostymi sprawami, bo ty
nie umiesz być wdzięczna... bo ty mnie wpędzisz do grobu. ... ja sie
staram, a ty.....bo ty nigdy.....bo ty zawsze.... Dla osób
nieznających istoty problemu dziwne jest, że osoba, która pozostaje z
tyranem, nie odchodzi. Często ją pytają — czemu nie odejdziesz? Po co z
nim jesteś? Paradoksalnie takie pytania powodują jeszcze
większe poczucie winy i jeszcze większe poczucie bezradności, bo
przekaz, jaki stoi za tym pytaniem, jest taki - „jesteś do niczego,
skoro nie potrafisz odejść ”
Poczucie winy jest ogromnym balastem, który ciągnie w dół i zaburza
racjonalny sposób wnioskowania – wtedy myślisz „to moja wina, że tak
jest, jestem do niczego, bez niego sobie nie dam rady, jestem zbyt
słaba, on jest silny itp. Przekonanie „nie dam sobie sama rady” trzyma przy sprawcy. Łatwo
się mówi, odejdź, ale osoby, które to wygłaszają, nie wiedzą, co to
znaczy wpaść w pułapkę strachu. Przecież tyran ciągle zastrasza i dana
osoba żyje w permanentnym napięciu, który często przekracza jej
mechanizmy obronne, jest wyczerpana energetycznie, boi się. Taka osoba
tkwi w systemie wzajemnych zależności i powiązań opartych na mechanizmie
strachu. Przestała wierzyć w siebie i w to, że da radę. Najczęściej u
osób przebywającą z osobą stosującą przemoc stwierdza się nerwicę
lękową, w dłużej trwających związkach nerwicę depresyjno-lękową. Dlaczego trudno odejść?
Posłużę się metaforą, Im więcej nas jakaś rzecz kosztuje (zachodu i
pieniędzy) tym dla nas jest cenniejsza, tym bardziej szkoda, jak się
zniszczy i przestanie istnieć. Tak też jest ze związkami i
toksycznymi relacjami — im więcej wkładamy czasu, emocji, huśtawki
emocjonalnej, tym bardziej ten związek robi się dla nas cenniejszy, tym
bardziej się od niego uzależniamy, tym bardziej w niego wchodzimy, tym
bardziej nie chcemy go stracić. Paradoks, jakich wiele w naszym życiu.
Tyran, niczym sekta potrafi skutecznie „wyprać mózg” i wmówić, że bez
niego nie dasz sobie rady, bo przecież na przestrzeni czasu skutecznie
się postarał, aby odciąć od znajomych, wmówić ci głupotę i bezradność. Jak się wyrwać?
1 krok Uznać,
że stałaś/ łeś się ofiarą przemocy, ale to nie twoja wina. Winny jest
ten, co stosuje przemoc. Ty jesteś natomiast odpowiedzialna/y za
wyrwanie się z tej pułapki. Zachowaj spokój i nie tłumacz mu, że źle
robi. Przecież gdyby miał świadomość i nie chciał robić ci krzywdy, toby
tego nie robił. Wściekłość na niego też nie pomoże, bo przecież
wściekłość prowadzi do agresji i potem sama poczujesz się winna, że
stosujesz przemoc – tak powstaje związek toksyczny, w którym partnerzy
nawzajem się niszczą. A nic nie usprawiedliwia stosowania przemocy.
2 krok Nie próbuj zmienić tyrana. Zmienić tyrana to tak jakby próbować za kogoś wyzdrowieć. Poszukać grup wsparcia, psychologa, osób, które wesprą, zrozumieją, a nie zdołują.
3 krok Rozpoznawanie komunikatów, które wywołują poczucie winy w tobie. Można
je nawet zapisywać, co tyran mówi, że odczuwasz napięcie? Co tyran
mówi, robi, że czujesz się do niczego? Co mówi, że się czujesz winna?
Jak manipuluje? Nie wchodź z nim w relacje, w tłumaczenia, w spory,
ponieważ wtedy ryzykujesz, że dalej ma możliwość Tobą manipulować, a ty
brniesz w bezradność, bo przecież go nie zmienisz.
4 krok Pamiętaj,
że to jego zdania, słowa, wyzwiska, naśmiewanie się, nie utożsamiaj się
z tym. Jeżeli on jest wściekły, zły, to jego gniew, a nie Twój.
5 krok Czy
chcesz od niego odejść? Czy chcesz skończyć z przemocą? Czy chcesz mieć
spokój? Czy masz dzieci, które musisz chronić? Odpowiedz sobie na te
pytanie. Masz prawo pragnąć, chcieć, masz prawo do spokoju, masz prawo
do szacunku. Jak zadbasz o siebie?
6 krok Uświadomienie
sobie, że myślenie w stylu nie dam sobie sama rady, jest częścią
syndromu bycia ofiarą, ponieważ tyran za pomocą manipulacji wytworzył to
poczucie w tobie. Pamiętaj, że tyran skutecznie zmanipulował twoimi
emocjami, aby ci wmówić, że nie dasz sobie rady. Poza tym jesteś tak
osłabiona przemocą, że czujesz się bez sił. Tkwisz w mentalnej pułapce, w
iluzji, że nie możesz z tego wyjść. Każdy ma słabe i mocne strony,
jednak tyran przez lata skupiał się na twoich słabych stronach, aż
przestałaś dostrzegać swoje mocne strony. To, co słyszysz od niego, nie
ma nic wspólnego z obiektywną prawdą o Tobie. Zauważ, że tak samo, jak objawem grypy jest gorączka, tak objawem doznanej przemocy psychicznej jest błędne myślenie „nie dam sobie sama rady”
7 krok Spójrz
na siebie- Gdzie podziała się ta wspaniała i wyjątkowa kobieta, która
zasługuje na dobre życie? Może przestań się nad sobą i swoim życiem
użalać, myśleć w stylu – już nic dobrego mnie nie spotka. Zacznij
budować wiarę w siebie, w swoje poczucie wartości. Dobrze robić to z
kimś, a jednocześnie zapewniaj sobie małe sukcesy, nagradzaj się.
Rozejrzyj się dookoła, jak wielki jest świat poza tyranem, zacznij
dostrzegać dobre strony życia, szukaj znajomych, innych zainteresowań,
abyś nabrała dystansu i uświadomiła sobie, że tyran nie jest całym twoim
światem.
Krok 8 Zacznij wyobrażać sobie,
jakby to było bez tyrana? Kiedyś chyba byłaś bez niego? Naucz się
technik oddechowych, które będą uwalniać zalegające przez lata napięcia w
ciele. Prosta technika to 2 razy dłuższy wydech niż wdech. Rozluźnianie
i napinanie mięśni rąk i nóg.
Krok 9 Jak
twoje życie będzie wyglądało, gdy zostaniesz z tyranem? Jak twoje życie
może wyglądać, gdy uwolnisz się od tyrana? Puść wodze fantazji. Odważ
się chociaż marzyć!
Krok 10 Odchodzisz czy zostajesz? Pamiętaj, że wybór zależy od ciebie, twoje życie leży w twoich decyzjach.
Gdy doznajesz frustracji warto poznać swoje emocjonalne stany, potrzeby i przekonania.
Co to jest frustracja?
Za Wikipedią „Frustracja
(łac. frustratio- zawód, udaremnienie) – zespół przykrych emocji
związanych z niemożliwością realizacji potrzeby lub osiągnięcia
określonego celu. Czasem frustrację definiuje się jako każdą sytuację,
która wywołuje nieprzyjemne reakcje: ból, gniew, złość, nudę, irytację,
lęk i inne formy dyskomfortu. Frustracja bywa rozumiana jako reakcja na
niemożliwość osiągnięcia celu, pomimo dążenia do niego. (Uczucie
frustracji łączy się z nakładem pracy niedoprowadzającej do osiągnięcia
celu. Są to swego rodzaju wyrzuty sumienia wobec siebie samego
znajdujące ujście pod postacią frustracji, kompulsji, przeniesienia lub
natręctwa-jest to mechanizm spontaniczny, instynktowny i nieświadomy
wynikający z jednostkowych uwarunkowań i doświadczeń).”
Warto
przy tym od razu pamiętać, że śmiech jest zabójcą stresu czy
frustracji, ponieważ uruchamia inny wzorzec reakcji fizjologicznych.
Mechanizm obronny -poczucie humoru jest bardzo wskazany. Pomaga nam
uzyskać dystans, a przecież o zmianę stanu emocjonalnego chodzi. Po co
tkwić w tym, w czym nie chcemy tkwić?
Frustracja
najczęściej dopada wtedy, kiedy nasze pragnienia nie pokrywają się z
naszymi możliwościami, a ponadto pojawiają się przeszkody wewnętrzne i
zewnętrzne.
Niemożność
osiągnięcia celu często określamy jako porażka. Przy czym musimy mieć
świadomość, że określone słowa warunkują określone emocje. Dlatego, aby
nie wciskać się w nieprzyjemny stan emocjonalny zwany porażką, można
użyć innego określenia — nieudany rezultat naszych działań, nieudane
sposoby osiągania celu, niewłaściwe działanie, zachowanie, aby osiągnąć
ten cel, a może użyto niewłaściwego narzędzia, aby ten cel osiągnąć. Tu
kłania się już słynny cytat – jak można spodziewać się innych
rezultatów, nie zmieniając sposobu działania.
Stan
frustracji, każdy dobrze to czuje, przejawia się w uczuciu niepokoju,
drażliwości i rozpaczy, a taki stan z kolei wtórnie zmniejsza
skuteczność działań i pomysłów. Zabija naszą kreatywność, bo przenosi
nas w sferę emocji, a nie myślenia.
Współczesny coaching i pewna moda
szaleje, wciskając, jak to prawie bez żadnego rozwoju osobistego czy
duchowego możesz być bogaty, szczęśliwy itp. To nie tak, stare
przysłowie mówi, że bez pracy nie ma kołaczy i to jest prosta prawda.
Rzadko, kiedy spada manna z nieba, choć podobno niektórym się udaje :)
To, że coś powinno przyjść łatwo, albo, że tak powinno być, też wpycha w
stan frustracji. Największą chyba frustrację wzbudzamy w sobie sami,
gdy chcemy zmieniać innych, a nie siebie. Wiele osób przychodzi na
terapię, bo chce, aby żona, mąż, matka, ojciec, syn, córka się zmienili.
Oni sami często uważają, że jak tamci będą postępować inaczej, to im
będzie lepiej, oni też zachowają się inaczej. Tymczasem tamci też nie
chcą się zmieniać, a naciskają na to, aby ci inni się zmienili. W taki
oto sposób dwie osoby nawzajem próbują wymusić zmiany. Tymczasem, aby
odczuwać mniejszą frustrację lub nie czuć jej w ogóle -może warto siebie
zapytać – czy ten związek spełnia moje potrzeby? Co z tym zrobię, jeśli
ich nie spełnia? Wyjść ze związku? A może zmienić potrzeby? Zmiana
potrzeb musi być aktem świadomym, bo jeśli jest aktem nieświadomym,
rodzi frustrację. Czy ten świat ma zaspokoić moje potrzeby? Czy ten
świat ( inni ludzie) tworzą potrzeby, które uważam za swoje?
Co
jest tak naprawdę moją rzeczywistą potrzebą, a co jest wyobrażoną,
wykreowaną potrzebą? Potrzeba dużych ust? Jak to się dzieje, że tyle
kobiet powiększa usta? Jak to się dzieje, że tyle kobiet powiększa
biust?
Oczywiście, każdy z nas dąży do jakichś celów zgodnie ze
swoimi potrzebami, ale jak czasami słyszę, żeby mi się tak chciało, jak
mi się nie chce, to zaraz myślę -co tak naprawdę chcę? Może ktoś mi
wcisnął, że tego ma mi się chcieć?
Jak pisałam wcześniej, przeszkody na drodze do osiągnięcia celów mogą być oczywiście zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Zewnętrzne, np. mąż lub żona pijak, mąż lub żona agresor normy społeczne, zasady, nakazy, deszcze, trzęsienie ziemi, brak pieniędzy itp. Wewnętrzne, np. – strach, niewłaściwe przekonania, brak umiejętności itp.
W
tym miejscu warto zaznaczyć, że nieraz nasza frustracja jest dla nas
informacją, że nasze potrzeby nie mogą być zrealizowane, bo trudno
budować związek, gdy ktoś nas źle traktuje, nie szanuje, nie kocha
itp. Przy czym warto być samokrytycznym wobec siebie - czy ja też
postępuję właściwie? Jednak nigdy nie warto usprawiedliwiać agresywnych czy przemocowych zachowań czy to swoich, czy to innych.
Ten
współczesny wyścig szczurów, gonitwa planów, wyników sprzedaży,
wymagań pracodawców itp. może wpływać na odczuwanie frustracji i
przekraczać zdolności adaptacyjne, gdy jest duże pragnienie bycia
najlepszym, pierwszym, posiadaniem tego co ma sąsiad itp.
Kiedy
spotykamy się z przeszkodami na swojej drodze i nie można znaleźć
rozwiązania, popadamy w stan frustracji, a to zatrzymuje nas na stanie
emocjonalnym, na rozpaczy. Wtedy przydaje nam się pomoc, aby spojrzeć
inaczej, pomyśleć, co innego zrobić, co inaczej ułożyć? Im więcej
zobaczymy sposobów osiągania celu, im więcej sposobów zobaczymy jak
unikać przeszkód, tym mniejsza frustracja. Każdy ma swoją tolerancję na
frustrację. To, że mamy niską tolerancję na frustrację nie szkodzi –
ważne, abyśmy nie rozpaczali nad tym, bo można zobaczyć w tym dobrą
stronę – szybciej poszukam innych sposobów rozwiązań i szybciej zdobędę
elastyczność zachowań i poszukam rozwiązań. No i ważne, aby sobie samemu
odpowiedzieć na pytanie, czy ten cel faktycznie wynika z mojej realnej
potrzeby?
trochę obrazkowo i przekornie, nie bójmy się frustracji, marudzenie i bezczynność bardziej dobija.
Kiedy
na duszy jest źle, trzeba wiele chodzić. Najlepiej polem, lasem, nad
wodą. Woda poniesie twój smutek. Ale pamiętaj: najlepszym lekarstwem dla
ciała i duszy jest post, modlitwa i praca fizyczna.
Więcej
się ruszaj. Toczący się kamień mchem nie zarasta. Kłopoty trzymają nas
na ziemi. Nie uchylaj się od nich ale też nie daj im nad sobą zapanować.
Nigdy nie bój się zaczynać, uczyć się czegoś nowego – sam się odnowisz.
Nigdy
nie byłem w uzdrowisku, nie przeleżałem ani jednej niedzieli. Mój
odpoczynek to zmiana zajęć. Nerwy odpoczywają wtedy kiedy pracują ręce.
Ciało nabiera sił, kiedy pracuje głowa.
Nie bądź prześmiewcą i żartownisiem ale bądź wesoły.
Nie bądźcie źli na ludzi. Nie osądzajcie ich. Każdy wybaczony człowiek doda wam miłości do samego sobie.
Nie konkurujcie w niczym z nikim. Każdemu swoje. Biedny nie ten kto ma mało, a ten komu mało.
Nie sprzeczajcie się. Każdy ma swoją własną prawdę i własną krzywdę.
Ruch, gimnastyka itp. nie jest po to, aby mieć ładną i zgrabną
sylwetkę (to tylko skutek uboczny), a jest po to, aby na poziomie tkanki
łącznej nie doszło do zakłóceń i awarii procesów biochemicznych i
energetycznych. Zakłócenie i awaria tych procesów powoduje, że obniża
się funkcjonowanie układu immunologicznego.
O stanie naszego zdrowia decyduje też tkanka łączna.
Podczas
joggingu wytwarza się hormon noradrenalina posiadający działanie
ogólnotonizujące, usuwające obciążenia stresu, stanów depresyjnych itp.
Podczas joggingu nasze mitochondria gromadzą, a potem dają energię, najczęściej po dwóch dobrach.
Czyli
takim opcjonalnym sposobem na „porządny” ruch, a tym samym energię i
zdrowie jest, chociaż dwa razy w tygodniu jogging :)) Po tym mamy
energię do siedzenia, znaczy pracowania, gdy ktoś ma siedzącą pracę.
P.s
Mam nadzieję, że się zmotywowałam:)) a przy okazji i Was:)) Pewnie są tacy, co już dawno to stosują.
Bardzo wiele osób, również miałam taki nawyk — nie używałam formy osobowej, tylko mówiłam < człowiek> Najczęściej w taki sposób wypowiadamy się wtedy,
kiedy nie chcemy wziąć osobistej odpowiedzialności, jak też, wtedy
kiedy ratujemy się w trudnych sytuacjach lub nie mamy poczucia sprawstwa
(jakby tylko los za nas decydował). Ma to też dobre strony — Wtedy
kiedy zamiast mówić w swoim imieniu, nazywamy — bo człowiek..... pozwala
się to nam zdystansować od czegoś niemiłego, wzbudzającego niefajne
emocje.
Jak to wygląda w praktyce?
Np. ktoś zabłądził — i nie mówi, ja zabłądziłem — tylko, bo człowiek czasami błądzi, bo człowiek nie zna drogi itp.
Przejechał
znak STOP — zamiast stwierdzić, zagapiłem się — mówi — no bo człowiek
się zagapi, bo człowiek jest nieuważny, bo człowiek to istota omylna
itp.
i w wielu innych sytuacjach — no bo człowiek taki głupi....
Zresztą,
sami zwróćcie uwagę- czy mówicie - „bo człowiek.....” lub bo ludzie
tak mają..... W ten sposób nie bierzemy osobistej odpowiedzialności.
Aby
ćwiczyć swoje sprawstwo i kontrolę nad swoim zachowaniem, emocjami czy
myśleniem, właśnie od tego należy zacząć — mówić —np. ja zrobiłem coś
dobrze/ źle — a nie używać formy — bo człowiek tak robi, bo człowiek tak
ma itp.
Właściwie nic dziwnego, że utożsamiamy się z
człowiekiem, w końcu nim jesteśmy. Jednak kiedy chcemy lepiej
funkcjonować, mieć samoświadomość, wgląd i układać sobie życie tak, jak
pragniemy, należy wziąć odpowiedzialność — nie „zwalamy” - bo człowiek
:)
Dlatego pytanie w tytule raczej brzmieć powinno — dlaczego tego nie wiem:)
Nasz umysł musi odpocząć, tym sposobem jest też zdrowy sen. W czasie
gonitwy, jaką czasami niesie życie, warto się zatrzymać i zrelaksować,
odprężyć. Znalazłam ostatnio medytację, którą tu zamieszczam. Polecam,
ponieważ sama ją stosuję. Uważam, że jest dobra, uczy tu i teraz oraz
pokazuje jak nauczyć się dystansu do tego, co przeżywamy na „plus czy na
minus”
Oczywiście, aby faktycznie miała dobry wpływ, trzeba ją
wykonywać z chęcią, bez zmuszania się. Robię ją przed snem, łatwiej się
wtedy odprężam.
1. Traktuj drugich tak, jak chciałbyś sam /sama być traktowana.
2. Pamiętaj o tym, ze jesteś wspaniały/ wspaniała, jedyna/jedyny w świecie, nie ma takiej samej cudownej istoty.
3. Swoje cele wyobrażaj sobie jak tor, w którym pędzisz, albo idziesz do niego krok za krokiem.
4. Jesteś wielkim człowiekiem, gdy uda Ci się dowartościować drugiego człowieka.
5.
Warte zapamiętania- Ci, którzy potrafią się uporać ze swoim
zmartwieniem żyją dłużej. Po co się martwić, jeżeli tak naprawdę nie
wiemy, co nas spotka za chwilę. Dlatego skup się na sprawach, które masz załatwić tylko TERAZ I PO PROSTU RÓB TO.
6. Przeszłość minęła bezpowrotnie, szkoda energii na jej przeżywanie, rozpamiętywanie.
7. Po co tracić czas i energię na jałowe rozmyślania o przyszłości- ona jeszcze nie nadeszła.
8. Żyjemy tu, gdzie żyje nasze ciało - czyli tu i teraz - dlatego to, co robisz teraz, jakie decyzje podejmujesz teraz wpływa na Twoją przyszłość. To co robisz teraz jest też skutkiem przeszłości. Moment mocy jest teraz i w ten sposób możesz wpływać na swoją przyszłość.
9.
W chwili rozpaczy czy zamartwiania się, gdy dopadaj cię lęki - zadaj
sobie pytanie - na ile jest to prawdopodobne, że to się w ogóle może
zdarzyć.
10. W stronę sukcesu prowadzi Cię wiara, cel , pragnienie ( żądza) i działanie - każdy to potrafi - nie tylko on, Ty też, ponieważ tak zostaliśmy stworzeni.
oparte min. o refleksje z książki Dale Carnegie " Jak przestać się martwić i zacząć żyć ", którą zresztą polecam.:) a także na hunie.
1. Traktuj drugich tak, jak chciałbyś sam /sama być traktowana.
2. Pamiętaj o tym, ze jesteś wspaniały/ wspaniała, jedyna/jedyny w świecie, nie ma takiej samej cudownej istoty.
3. Swoje cele wyobrażaj sobie jak tor, w którym pędzisz, albo idziesz do niego krok za krokiem.
4. Jesteś wielkim człowiekiem, gdy uda Ci się dowartościować drugiego człowieka.
5.
Warte zapamiętania- Ci, którzy potrafią się uporać ze swoim
zmartwieniem żyją dłużej. Po co się martwić, jeżeli tak naprawdę nie
wiemy, co nas spotka za chwilę. Dlatego skup się na sprawach, które masz załatwić tylko TERAZ I PO PROSTU RÓB TO.
6. Przeszłość minęła bezpowrotnie, szkoda energii na jej przeżywanie, rozpamiętywanie.
7. Po co tracić czas i energię na jałowe rozmyślania o przyszłości- ona jeszcze nie nadeszła.
8. Żyjemy tu, gdzie żyje nasze ciało - czyli tu i teraz - dlatego to, co robisz teraz, jakie decyzje podejmujesz teraz wpływa to na Twoją przyszłość. To co robisz teraz jest też skutkiem przeszłości. Moment mocy jest teraz i w ten sposób możesz wpływać na swoją przyszłość.
9.
W chwili rozpaczy czy zamartwiania się, gdy dopadaj cię lęki - zadaj
sobie pytanie - na ile jest to prawdopodobne, że to się w ogóle może
zdarzyć.
10. W stronę sukcesu prowadzi Cię wiara, cel , pragnienie ( żądza) i działanie - każdy to potrafi - nie tylko on, Ty też, ponieważ tak zostaliśmy stworzeni.
oparte min. o refleksje z książki Dale Carnegie " Jak przestać się martwić i zacząć żyć ", którą zresztą polecam.:) a także na hunie.
Tytuł trochę prowokacyjny, ale chciałam zwrócić uwagę na problem
między innymi samobójstw i kryzysu męskości. Ostatni krzyk rozpaczy to
samopodpalenie Piotra S. Myślę, że nie tylko sytuacja polityczna
sprowokowała go do takiej formy protestu, ale też męska depresja, która
jest inna niż kobieca. Myślę, że też wpływ na decyzję Piotra S. miał
ogólny kryzys męskości i przekonanie, że mężczyzna musi radzić sobie
sam. Moim zdaniem nie tędy droga :(
Nie poradzenie sobie z własnym gniewem na COŚ, niestety prowadzi do agresji na zewnątrz lub do wewnątrz, czyli na siebie.
Tytuł
może prowokacyjny, ale nic na silę.... przecież dany mężczyzna sam musi
być zainteresowany ratowaniem siebie. Stanie się mężczyzną określiłabym
jako bycie emocjonalnie dojrzałym i odpowiedzialnym człowiekiem, który
chce i potrafi bez wstydu tworzyć bliskość.
Poniżej fantastyczny wykład Jacka Masłowskiego o mężczyznach,
o ewolucji męskości, o kobiecości przy okazji. Bardzo odpowiada mi jego
spojrzenie. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta musi uporać się z męską i
żeńską energią w sobie.
Niestety tak jest, że na terapię
przychodzi znacznie mniej mężczyzn, a kobiet naprawdę sporo.
Potwierdzam! Mężczyzn za to sporo jest w terapiach AA (alkoholicy) jak
też więcej ich w zakładach karnych, a także na zajęciach
edukacyjno-korekcyjnych dla sprawców przemocy. Gdy nie radzą sobie,
wracają do jakiegoś biologicznego atawizmu, gdzie siłą fizyczną domagają
się akceptacji. Mężczyzna pyta kobiety, jaki mam być, staje się dla
danej kobiety " jakiś" gdy jest przez nią akceptowany i ma poczucie, że
jest jej potrzebny.
Mężczyzna myśli, że musi sobie pomóc sam, a
udanie się na terapię to jakby przyznanie się do słabości. Pan Jacek
Masłowski powołuje się często na książkę wybitnego psychologia Philipa
Zimbardo " Gdzie ci mężczyźni"
Nie jesteśmy tylko ciałem......to czy zdrowe odżywianie wystarczy?
Niektórzy bardzo dbają o siebie – zdrowe odżywianie, ruch itp. A choroba i tak przychodzi. Niektórzy nie dbają, łącznie z tym, że
potrafią pić denaturat, a żyją. To są ekstremalne przykłady, a może
wyjątki potwierdzające pewne reguły, bo jednak znam więcej osób, które
szybko poumierały z racji tego, że nie dbały o siebie (alkohol itp.)
Choroby w przeważającej mierze są psychosomatyczne (podobno 85%. ), ale
to nie powód, abyśmy czuli się winni, ponieważ nieświadomość ma na nas
potężny wpływ. Nie musimy się zatem bać swojego cienia, a jedynie go
zaakceptować. Spychanie winy i przenoszenie jej na innych nikomu nie
służy tak samo, jak samooskarżanie siebie i wpędzanie się w poczucie
winy. Wina to cena za proces uczenia się, doświadczania. Niektórzy
mówią, człowiek nie jest taki, jak jego myśli, ale taki, jak został
pomyślany. Choroba to zapoznanie człowieka z jego nieakceptowanym
obszarem rzeczywistości. Tym samym, choroba to nie wróg, ale nośnik
informacji. Wychodzenie z choroby to najpierw powiedzenie jej tak, bo
opór wobec niej wywołuje jej opór, a walka z nią wywołuje jej walkę z
nami. Bez choroby nie ma uzdrowienia. Uzdrawianie to pogłębianie
świadomości.
Można przypuszczać, że człowiek skupiony na dietach,
zdrowym odżywaniu się wywarza w sobie dużą presję i stres ( np. boi się
chorób, śmierci itp.), a to nie służy zdrowej psychice i w efekcie
ciału. Człowiek żyjący z dnia na dzień, dla którego jedynym celem jest
zaspokojenie podstawowych potrzeb, jest mniej zestresowany, mniej
napięty, bez presji i pośpiechu, a tym samym ma mniej stresu i przez to
jego psychika i emocje lepiej wpływają na jego ciało.
Coraz
śmielej czerpie się wiedzę z medycyny wschodniej i zauważa się, że mamy
oprócz ciała fizycznego, ciało eteryczne, astralne i mentalne i jeszcze
jakieś. Dlatego żyjemy na kilku poziomach, które jednak wchodzą w siebie
niczym „matrioszki” a) materialnym- ciało, ono obejmuje pragnienia-
dążenie do przyjemności i unikanie nieprzyjemnego, z nim związane ciało
eteryczne, które odzwierciedla indywidualność człowieka na poziomie
fizycznym, a nasze linie papilarne dowodzą, że jesteśmy wyjątkowi i
jedyni, cenni sami w sobie: ))) b) astralnym – emocje, pragnienia i myśli c) mentalnym – umysł.
Niektórzy mówią, że im więcej niespełnionych pragnień na poziomie
materialnym, tym większe cierpienie w życiu „pozagrobowym”, ale brak
równowagi pomiędzy życiem duchowym a materialnym też nie służy. Co
ciekawe przeżegnanie się, czyli znak krzyża podczas modlitw łączy naszą
materialność z niematerialnością. To, co powyżej czakry serca jest
duchowe, a co poniżej jest materialne. Skupienie się na odżywaniu,
tzw. zdrowych dietach itp. jest skupieniem się na materii, a tym samym
nie ma braku równowagi pomiędzy tym, co duchowe i tym, co materialne.
Np. co z tego, że będziemy „zdrowo się odżywiać”, jeśli jednocześnie
będziemy się karmić poczuciem winy, strachem, złością, zazdrością,
narzekaniem, krytykowaniem, wyrachowaniem, interesownością itp. Zamiast
poczucia winy, warto rozwijać odpowiedzialność za siebie, to świadomość
tego, że od naszego energetycznego promieniowania i naszych myśli
zależy nasze życie i życie ludzi obok nas. Dlatego to nie ekologicznie
postępować tak, aby zaspokajać wszystkie pragnienia, a po tym choćby
potop! Nieekologicznie zazdrościć, narzekać, marudzić, krytykować itp.
Życie w harmonii z prawami natury powinno się przyczynić do zdrowia i
szczęścia, własnego i innych. Dobrze pamiętać, że JESTEM TU DLA SIEBIE I
JESTEM TU DLA CIEBIE!
Zgodnie z biegunowością tego świata
okazuje się, że jak jesteśmy przeciwko czemuś, to dajemy i wzmacniamy
energię tego czegoś. Dlatego lepiej nie być przeciwko wojnie a tylko
wzmacniać pokój. Nie być przeciwko ( anty) chorobie tylko za zdrowiem.
Ponieważ przeciwieństwa razem wzięte stanowią jedność. Jeden biegun
narzuca istnienie drugiego. Człowiek swoją dwubiegunowość może poznać na
podstawie oddychania — po wdechu następuje wydech, to rytm życia....
Każde nastawienie „za” lub „przeciw” jest rodzajem usztywnienia, a to
utrudnia ruch, wibracje, a w efekcie życie.
Nawet niby niewinne pytanie - jak uniknąć choroby? a do tego usilne
działania mające tego dokonać może sprawić, że usztywniamy się i
koncentrujemy na chorobie, to i zdrowie nie przychodzi.
Lutana i Danek ładnie w komentarzach opisali, jak ważna jest równowaga pomiędzy złem a dobrem, jeśli ich dobrze zrozumiałam :)
Równie dobrze można powiedzieć, Twój problem nie jest Twoim
problemem, tylko problemem aktualnej świadomości, aby go rozwiązać,
trzeba zmienić świadomość, czyli perspektywę spojrzenia, myślenia, czy
nadanie innego znaczenia itp. Chyba wtedy pomocny jest psycholog albo
inna osoba niezwiązana emocjonalnie z problem, czy osobą. Czemu tak?
To chyba logiczne, będąc małym szkrabem i mając świadomość dziecka np. 5
-letniego odczuwane problemy były inne. Już to pokazuje przemijalność
problemów i ich względną naturę. To, co na dany moment wydaje się
tragiczne, po jakimś czasie już takie nie jest. Zmiany towarzyszą nam
całe życie, a jednak wolimy tkwić w swojej „ strefie komfortu” Wcale nie jest mi łatwo pisać tu o czymś, co może naprawdę zainteresować, jak też być użyteczne dla Was. Myślę,
że obecnie duży nacisk kładzie się na pracę nad sobą, na rozwój siebie.
Po co? Na pewno po to, aby lepiej radzić sobie w życiu, w relacjach i
być jak najbardziej zdrowym i szczęśliwym. Uważam, że jednak warto o
czymś pamiętać, dlatego wrócę do problemów. Czasami problem tkwi w
otoczeniu, np. w miejscu pracy jest nerwowa atmosfera, intrygi,
obgadywanie itp. Innych ludzie nie zmienimy, nie jesteśmy w stanie
nakazać im jacy mają być, aby nam było fajnie, miło, wygodnie. Co wtedy?
Są chyba dwa wyjścia, zmieniamy siebie, aby poradzić sobie z
nieprzyjemnymi emocjami, ale też musimy mieć świadomość, że czasami
trzeba zmienić miejsce pracy, bo przetrwanie tam jest zbyt ryzykowane
dla zdrowia psychicznego. Wiadomo, że musimy przystosować się do
otoczenia, jeśli otoczenie jest złe (np. rodzice alkoholicy, chamscy
ludzie, mąż pijak itp. To niestety przystosowanie do takiego otoczenia
może być zmianą na gorsze. A często niestety tak jest, że nie zmienia
się sytuacji, tylko ludzie zaczynają zażywać tabletki psychotropowe, aby
przetrwać tam, gdzie im jest źle... i chcą i pragną wymusić zmianę na
otoczeniu, a nie na sobie. Zwykle dzieje się dlatego tak, że tkwienie
zbyt długo w sytuacji, która nie odpowiada, skutkuje stratą energii na
radzenie sobie z negatywnymi (nieprzyjemnymi) emocjami, obniżeniem
poczucia wartości, zaniżoną samooceną, poczuciem winy i lękiem przed
nowym. A warto pamiętać, że źródłem stresu jest też opór przed zmianą.
Dlatego tkwienie w jakiejś sytuacji jest odebraniem sobie prawa do
rozwoju, do zmiany, stąd bezradność i beznadziejność. A przecież to
tylko nasza aktualna świadomość zafiksowała się na przeżywanych
emocjach.
Chyba już dla nikogo nie jest tajemnicą, że na nasze decyzje, czyli
na nasze życie mają wpływ nasze przekonania. Nasze własne przekonania są
najczęściej internalizacją norm, zasad i przekonań przyjętych od
środowiska rodzinnego i kultury, w której się wychowujemy. Małżeństwo
zostało u nas oparte na stwierdzeniu, Co Bóg złączył, niech człowiek
nie rozdziela. Skoro Bóg złączył, to jakim prawem mamy to rozdzielić?
Jak można narażać się na gniew Boga? Jak można narażać się księdzu? Jak
można narażać się opinię środowiska? Jak można przyznać się przed sobą.
że popełniłam/em błąd?
Są jednak czasami sytuacje życiowe, że wybór tego męża/ żony
okazuje się złym wyborem, naszą pomyłką i nietrafioną decyzją. Co wtedy?
Przeżywanie wielu negatywnych emocji w związku uniemożliwia dystans,
topimy się w tych emocjach, oddalając się od rozsądku, od podjęcia
decyzji o zmianie. Wiele kobiet/ mężczyzn, którzy wychodzili z
nieudanego małżeństwa, często najpierw fizycznie się oddzielili i był
ktoś z boku, kto pomógł spojrzeć inaczej. Czy faktycznie Bóg łączy
ludzi? Czy swoją decyzję o wyborze takiego, a nie innego partnera możemy
zwalić na Boga? Czy w zamyśle stwierdzenia [co Bóg złączył.....] była
koncepcja, że jak wybierasz psychopatę, albo psychopata wybierze /ciebie
to już masz dać się bić, poniżać do końca dni swoich – bo jak Bóg
złączył, to nie możesz rozdzielić? Co prawda słyszę tu i ówdzie, że
tak wielu ludzi obecnie lekką ręką bierze rozwód i zmienia swoje życie,
że mówi się o upadku wartości moralnych itp. Pewnie należy uważnie przyjrzeć się przyczynom każdej rozwodzącej się pary. Temat rzeka. Wpis
ten nie ma być zachętą do rozwodów, ale raczej zachętą do rozwoju
osobistego, do poznawania siebie i tego do jakiej miłości jesteśmy
zdolni. Czy chcemy kochać, czy chcemy tylko miłość dostawać od
męża/zony? Ten wpis jest również o tym, aby nie tkwić i nie marnować
życia w związku, w którym mąż/żona stosuje przemoc, nadmiernie pije
alkohol, zażywa narkotyki, bo po co? Na zaprzyjaźnionym blogu
{
http://eliats.blox.pl/2017/06/Jak-nauczylam-sie-kochac-siebie-czI.html}
jest dowód na to, że można zmienić życie na lepsze, że można żyć
inaczej. Myślę, że mamy do tego prawo.
Co powstrzymuje kobiety/mężczyzn przed odejściem z toksycznego związku?
Wstyd, że tak jest.
Przekonanie o swojej głupocie i pomyłce ( chęć ukrywania tego).
Brak wsparcia ze strony najbliższych.
Poczucie winy – w tym tłumaczenie i usprawiedliwianie sprawcy.