Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2020

Szklanka do połowy pełna czy pusta? Lepszy czy gorszy?


   Współczesny coaching — propaganda, że każdy może wszystko jest dość powszechny. Hasła propagandowe — wszystko jest w głowie. Na pewno w głowie jest mózg. To jest fakt. Natomiast myśli, umysł, wyobraźnia — kto to wie?   Z drugiej strony słychać głosy  psychoterapeutów — będzie coraz więcej depresji, będzie coraz gorzej ze zdrowiem psychicznym, lekarze grzmią- coraz więcej zachorowań raka itp.  Od zarania dziejów jako ludzkość jesteśmy straszeni. Groźny Bóg,  choroby, kataklizmy, problemy. Pewnie jest czego się bać, ale czy też można nauczyć się żyć z ryzykiem? Życie to ryzyko? Strach jest  nieodłączny w naszym życiu, musi  nam towarzyszyć, bo to emocja, która pomaga nam przetrwać. To, czego warto  się nauczać,  jak radzić sobie z naszym zachowaniem pod wpływem strachu, jak poradzić sobie z "ochłonięciem", jak nie ulegać panice.

Z powodu współczesnego coachingu wielu ludzi uległo  też złudnemu poczuciu, że bez pracy czy włożonego wysiłku można osiągnąć wiele. Niestety mało kiedy manna spada z nieba,  mało kto wygra w totolotka. Mało kiedy bez włożonego wysiłku następuje rozwój osobisty.  
Te dwa punkty widzenia — jeden, że  jest strasznie, okropnie, wszędzie czają się zagrożenia a drugi punkt widzenia — jest super, możesz wszystko, świat  i wszechświat należy do Ciebie itp.

Jak tu nie zgłupieć w ogromie czasami sprzecznych informacji?

Na szkoleniach często współcześni motywatorzy sukcesu pokazują szklankę z wodą — jest w niej połowa płynu — zadają pytanie — np.  ile jest wody? - część  osób mówi:  szklanka do połowy pusta — a część  szklanka do połowy pełna. To dualność myślenia, to dwa punkty widzenia — coś jest, a czegoś nie ma.  To jest czarne, a to białe. Jest to związane  ze spojrzeniem na życie,  prawą lub lewą półkulą mózgu.  To jest normalne. Dwa aspekty bieguna składają się na tą całość. 

Sens i przekaz podświadomy coachów  często  jest taki:  ci, co widzą szklankę do połowy pełną, to niby lepsi goście,  ci, co widzą szklankę do połowy pustą, to niby  gorsi goście — tacy pesymiści, co źle spostrzegają rzeczywistość, czyli skupiają się na braku, bo tylko optymizm jest cool!  Dlatego czasami  problem osobistym jest porównywanie się z innymi. Wpadasz  w zazdrość, jak kogoś ocenisz  jako "lepszego" od siebie, bo wtedy  Ty jesteś ten gorszy, albo wpadasz w zadowolenie, gdy oceniasz kogoś jako gorszego od siebie, bo wtedy Ty jesteś ten lepszy.  Czy to może budować zdrowe poczucie wartości? Zapewne nie.

 Tak naprawdę — opierając się na faktach, należy stwierdzić, że  zdrowo  jest widzieć dwie strony medalu i jak realnie i konkretnie o tym pomyślimy,  to szklanka jest  do połowy pełna i do połowy pusta. Oba stwierdzenia, oba spojrzenia są prawdziwe. Inny jest tylko kierunek dostrzegania faktów,  czy naszego nastawienia i konsekwencji.  Spostrzeganie jest też związane z aktualną sytuacją życiową- np. jak chce mi się pić, to stwierdzę  fajnie, że do połowy pełna, mam co wypić, jak stwierdzę, że  do połowy pusta, to muszę napełnić, bo może się przyda,  Pewien fakt zauważymy, a innego nie zauważymy, czy nie weźmiemy w danej chwili  pod uwagę. 

Jest takie powiedzenie — optymista wynalazł samolot a pesymista spadochron. Ta metafora pokazuje, że każdy rodzaj myślenia jest potrzebny, a wręcz niezbędny.
 Dlatego tak ważne jest,  aby widzieć jeden i drugi punkt widzenia,  a nie  "załamać"  się , że  lepiej mają Ci, co widzą szklankę do połowy pełną.  Ważne jest, aby posiadać różne rodzaje  spojrzenia, różne myślenie,  czyli być twórczym, elastycznym i kreatywnym. 
Bardzo  mi się podoba  powiedzenie, ze optymista wynalazł samolot a pesymista spadochron. Dlatego, że   ta metafora pokazuje, ze nie ma wyższości optymizmu nad pesymizmem, a chodzi o to, żeby widzieć oba bieguny — obie strony medalu i tak wracając do szklanki — obie odpowiedzi są dobre i adekwatne — ważne, aby mieć świadomość,  jednego i drugiego  aspektu możliwych zdarzeń (optymistycznej wersji i pesymistycznej).  Pesymizm pozwala przewidzieć konsekwencje zagrożeń. 

 Dlatego  propaganda, że wszystko masz w głowie,  myśl  tylko pozytywnie — może zrobić więcej szkody jak pożytku.  Nie da się myśleć tylko pozytywnie, bo będziemy jak ten "chłopek-roztropek" nieprzygotowany i bezradny np. gdy jest zagrożenie powodzi. 

Uważam, że przedewszystkim myśl zdrowo, a w tych myślach  możesz zobaczyć różne alternatywy, zarówno w różowych barwach jak i w ciemnych, bo to jest zgodne z realnym życiem, a nie z tym, aby się zmuszać do tego, aby zobaczyć tylko jedną stronę życia — tę piękną, beztroską, optymistyczną itp.  Jeśli zmuszamy się tylko do myślenia optymistycznego,  uciekamy od  tzw. nieprzyjemnych  emocji czy potem ewentualnych konsekwencji. 
Uciekanie od odczuwania smutku, wstydu, złości, strachu powoduje, że one i tak domagają się zauważenia. Domagają się w taki sposób, że pojawia się cała masa myśli, czyli popularnie mówiąc nakręcania się. Tymczasem nazwanie emocji,  czyli uświadomienie sobie ich, akceptacja  odczuć strachu, gniewu, wstydu itp. sprawia, że nie wypieramy ich. Uświadomienie sobie, że  w tej określonej  sytuacji życiowej mam prawo  tak się czuć, mam prawo te emocje "przetrawić" (przeżyć — a to proces) aż do czasu gdy zbledną. Chodzi tylko o to, aby nie robić tragedii z tego, że właśnie doświadczam nieprzyjemnych  dla mnie emocji, bo w procesie przeżywania życia, gdzie wiadomo, że wszystko mija- one też przeminą. 
Czy pamiętamy, że w dobie koronawirusa i światowej paniki złościliśmy  się, baliśmy się,  przeżywaliśmy nieprzyjemne emocje. To były normalne emocje w odpowiedzi na trudną sytuację.  Mamy prawo  do emocji w takiej sytuacji i to jest zupełnie normalne, a gdy uznamy  emocje  za nienormalne,  staną się dla nas potężnym stresem i problemem, bo emocje odbiorą zdrowy rozsądek. 
 Jak działają współcześni oszuści? Wiedzą, że gdy wywoła się strach, człowiek przestaje racjonalnie myśleć. Wywołują panikę — np. Twoje konto bankowe przejmują oszuści, Twój syn potrzebuje natychmiastowej pomocy itp. Skupiamy się tylko na strachu, na emocji, nie nazywamy wtedy,  co czuję, przestajemy myśleć,  oczekując ratunku, to jakby syndrom sztokholmski, bo ci, co oszukają,  proponują wybawienie... a emocje zamykają zdrowy rozsądek.  Nazwanie emocji może zapoczątkować ponownie myślenie i pomoże włączyć zdrowy rozsądek.  Dlatego zawsze  najpierw trzeba nazwać emocje, zrobić głęboki wydech, jeszcze jeden wydech  aż powróci zdrowe myślenie, żeby ustalić jak jest naprawdę.

Dlatego jeśli ktoś nas straszy.... Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się programować,  nie wpadajmy w panikę.

Generalnie jako ludzkość jesteśmy odporni na traumę, bo  tak biologicznie jesteśmy wyposażeni, mamy swój mechanizm walcz-uciekaj.   Dajmy  sobie prawo do przeżywania nieprzyjemnych emocji, złości na ograniczenia, akceptacji, że uczymy się życia w nowej,  nie znanej sytuacji, a w związku z tym mam prawo czuć się czasami zagubionym i bezradnym.  Jednocześnie włączmy zdrowe  myślenie, co mogę zrobić, aby odnaleźć się w nowej sytuacji? Co mogę zrobić, aby przeżyć to, czyli określone działanie i zachowanie sprawi, że  się wyciszam i uspokajam.  Czy coś muszę zmienić w sobie, czy w sytuacji? Jeśli tak, to zmieniam, a nie rozpaczam i złoszczę się na to, że muszę to zrobić  Warto sobie uświadomić, że sama w sobie sytuacja, zdarzenie nie jest tragedią, tylko nasza ocena i interpretacja tego, wyobraźnia  tragedii może być dla nas umysłową  pułapką, z której potem trudniej wyjść, czyli nie wpadajmy we własne sidła wyobraźni i tragicznego myślenia, szukajmy dobrych, czyli jasnych stron i nie bójmy się, że widzimy też złe, czyli ciemne  strony, bo przecież też są te dobre strony. 

Koronawirus. Jak się czujesz?



Bardzo fajny filmik, który ukazuje, że pierwszym etapem radzenia sobie z emocjami, a także zachowaniem pod ich wpływem jest bardzo ważne ich nazwanie ( wyrażenie słowami, czyli uświadomienie sobie ich a wtedy jedna i druga półkula naszego mózgu jest jakby w zgodzie ze sobą — prawa półkula to emocje a lewa słowa. Wtedy też jest szansa, że nie rozwinie się takie nakręcanie myślami tragizującymi — np. gdy odczuwam smutek , może pojawić się myśl - życie jest do d u p y, wszystko jest beznadziejne itp. Doskonale wiemy, że określone emocje wpływają na wytwarzanie określonych myśli. Radzenie sobie z emocjami to też akceptacja. że one są , że mają prawo się pojawić, mamy prawo jej odczuwać i mają prawo być. Mam prawo do ich przezywania, nie muszę udawać , że ich nie czuję, nie muszę od nich uciekać na siłę. Nazwanie ich i uświadomienie sobie ich sprawia, że ciało i podświadomość wtedy wie, co przeżywa. Emocje są naszym wskaźnikiem  - ukazują nam, co jest dla nas ważne, na czym nam zależy,  do czego dążymy. Rozumienie i uświadamianie sobie własnych emocji pomaga rozumieć samego siebie, ale także innych.
Czasami się zdarza, że osoby cierpiące na zaburzenia lękowe, wiele innych  emocji, zwłaszcza złość kojarzą z napięciem i lękiem.   

wtorek, 24 listopada 2015

" Śmierć i dziewczyna"

Moje sposoby na hejt – jak radzić sobie z krytyką i hejterami?

Z nienawiścią, złością nagabywaniem, dokuczaniem można spotkać się również w Internecie. Odpowiedzialny za to jest hejter, czyli jakieś stworzenie Boże lub po prostu osoba, która z premedytacją stosuje mowę nienawiści, aby wysączyć z siebie złość, swoje kompleksy, swoje słabości, swoje projekcje. Na żywo mowę nienawiści ostatnio może obserwować tutaj. Z tej strony też zamieszczam zdjęcie.

Hejter może też działać na czyjeś zlecenie.


Czy muszę albo, czy ty musisz sobie z nim radzić? Czy musisz komuś udowadniać, że nie jesteś garbaty? Czy w ogóle masz potrzebę udowadniania coś komuś?

Myślę, że nie z hejtem musimy sobie radzić, tylko z własnymi emocjami. Z namolnym hejterem poradzić sobie może policja lub prokuratura.
Na nasze emocje oczywiście mają wpływ inni ludzie, ale jednak musimy pamiętać, że największy wpływ na swoje odczuwanie mamy my sami. To nasze własne myśli mogą podsycać w nas emocje lub je wygaszać. Nasze myśli, przekonania, wiedza, wiara może zbudować w nas miłość albo nienawiść. Jakaś grupa uznała, że przedstawienie na scenie teatru aktu seksualnego jest złem, a obnoszenie się z zamordowanym Chrystusem na krzyżu jest dobrem. Szeroka gama filmów z przedstawieniem mordów jest dopuszczalna, a akt seksualny jest dla niektórych czymś, z czym się pogodzić nie mogą. To tylko dygresja i odniesienie do realnego życia, ale warto się zastanowić — skąd takie wyparcie seksualnej sfery. Od razu nasuwa mi się analogia — jeden hejter to nic, ale cała bojówka?

Emocje mają to do siebie, że mają swój początek i koniec. Uczucie to emocja + myśl, wyobraźnia. Strach, złość, wstyd połączona z określonym myśleniem może prowadzić do nienawiści. Czy zatem warto nienawidzić hejtera? Przecież jemu właśnie o to chodzi. Od nas zależy, co sobie nakręcimy w głowie lub co damy sobie wkręcić.

Doświadczając hejtu, możemy się zastanowić, ile „ siedzi w nas” z hejtera, ile w nas jest krytykanta? Ile w nas złości? Czy hejter jest w stanie uruchomić w nas strunę złości i nienawiści? Czy on jest w stanie zagrać na tej strunie? Ile w nas tolerancji dla różnorodności tego świata? Akceptacji faktów? Myślę, że poznajemy siebie w relacjach. Warto pamiętać, że komunikacja pomiędzy ludźmi przebiega na poziomie świadomym i nieświadomym, a my sami poznajemy się przez całe życie. Zatem- czy dla obrony swoich racji albo przekonań warto brać się za łby z hejterem? Przecież musimy wtedy zejść na poziom hejtu, a jak nie mamy doświadczenia w hejtowaniu możemy polec. Przecież jemu o to chodzi, wzbudzić jak najgorsze emocje. Hejter kojarzy mi się z ekshibicjonistą, który ma zadowolenie, gdy wystraszy jakąś kobietę. Buszuje po internecie i poszukuje gdzie tu wyładować swoją nienawiść, swoje kompleksy, swój gniew itp. ofiary. Nie jest mu pewnie lekko. Może trochę współczucia?

W realnym życiu hejtu doświadczają pracownicy teatru wrocławskiego za spektakl „Śmierć i dziewczyna”

Tak sobie myślę, w lesie rosną grzyby jadalne i trujące. Trujące omijamy z daleka, ignorujemy je. Hejter, może to taki trujak? Czy trujący grzyb w lesie nas wkurza? Czy po prostu go ignorujemy? Nie zmienimy trującego grzyba w innego, a każdy jakąś funkcję spełnia na świecie. Dlatego, jak komuś przyjdzie do głowy naprostowywać hejtera, podpina się tylko pod trującą energię. Oczywiście wybór należy do nas, bo przecież, jak mamy ochotę też możemy się pobawić z hejterem :D

Co z krytyką? Dla nikogo nie jest tajemnicą, że jakbyśmy sobie tylko przytakiwali, to bylibyśmy jeszcze większymi hipokrytami. Z krytyki możemy też czerpać wiele dobrego. Pod wpływem krytyki uruchamiają się emocje, nowe pokłady naszych możliwości. Nauczycielami na naszej drodze nie są ci, co się z nami zgadzają, ale ci, co się nie zgadzają. Mnie pomaga wewnętrzna zgoda na to, że nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Krytyka uruchamia w nas zasoby i nowe pokłady kreatywności. Z tego względu, jeśli to jest krytyka, a nie mowa nienawiści (ośmieszanie, próby poniżenia, wyzwiska, narzucanie swojej woli itp.) możemy wdać się w dyskusję. Tyle że lepiej uważać, bo wytrenowani hejterzy nie atakują od razu, tylko wciągają powoli. Nawet, jak po pierwszym komentarzu nie wyczuliśmy w komunikacie złości, to musimy mieć świadomość ryzyka „ wciągnięcia „ do emocjonalnej bitwy. W miarę rozwoju umiejętności asertywnych u hejterów, ich rozwoju osobistego, coraz bardziej wymyślne techniki mogą pojawiać się w celu wysączenia własnego „ jadu” na innych. Niektórzy może chcą poćwiczyć swoje umiejętności manipulacyjne? Nie musimy w to wchodzić. Ignorowanie, usuwanie komentarzy czy blokowanie po IP jest też dobrym sposobem. Oczywiście niezmiernie ważne jest, abyśmy do samego siebie posiadali dystans, a doświadczenie krytyki może poszerzać naszą samoświadomość.

Załóżmy, że w komentarzu pod moim wpisem pojawia się hejt, czyli mowa nienawiści, a jakiś hejter tylko czeka, aby wywołać we mnie emocje i wciągnąć w emocjonalną pułapkę. W głowie mam teraz myśl — zapraszam hejterów, hejter mile widziany.

Jak się hartujemy? Czy pozbawienie kontaktu z bakteriami i sterylne warunki pomagają ukształtować odporność? Nie. Tak samo jest z hejterami. Jak będziemy ćwiczyć swoją emocjonalną odporność, gdy nie będzie istnień, które nam w tym pomogą? Głaskanie tylko po główce, chwalenie, zgadzanie się może uczynić z nas zbyt delikatne monstrum... a przecież w życiu mierzymy się z wieloma trudnymi sprawami. Po co mam się denerwować, że jest taki człowiek, jak hejter? Czy zawsze denerwują nas fakty, czy bardziej wkurza nas interpretacja, czyli ocena tych faktów? Jakże często wkurzamy się przez to gdy stwierdzamy — tak nie powinno być, to nie mogło się stać! Często nie mamy na pewne rzeczy wpływu. Dlatego, jeśli nie mamy wpływu na hejtera, to najlepszym sposobem jest ignorowanie go, ponieważ jakiekolwiek wejście w kontakt z nim podpina nas do energii złości i zacietrzewienia.

Poza tym jeżeli prowadzimy blog, musimy liczyć się z tym, że będziemy mieć różne komentarze — im więcej, tym lepiej, blog wtedy zyskuje na popularności, są w nim emocje, jest w nim życie.

Wzbudzone emocje po przeczytaniu komentarza mogą być mocniejsze lub słabsze w zależności od tego, jak go ocenimy i zinterpretujemy.

Dobra wiadomość jest taka, że skoro powstała emocja, to i zniknie. Doświadczając życia, doświadczamy emocji. Jeżeli jednak zaczniemy myśleć i analizować- „jak on tak mógł napisać”, „a dlaczego tak napisał”, „nie powinien tak pisać” itp... to tak jakbyśmy nie dali zgody na to, że deszcz pada. Z kim zatem muszę sobie poradzić? Z hejterem? Krytyką? Czy ze swoimi emocjami i myślami? Dla niego karą jest to, że nie dostanie pożywki, czyli zostanie zignorowany.

Łatwiej sobie poradzić z emocjami, gdy mamy do siebie dystans i nie jesteśmy przewrażliwieni na punkcie swojej osoby — np. jesteś idiotką? Tak, nie raz zachowałam się, jak idiotka. Jesteś skończonym głupkiem? Tak, nie raz robiłem różne głupoty. Jesteś przeciętny — tak, jestem przeciętny, ale potrafię być też wyjątkowy w niektórych sprawach. Czy boisz się opinii innych? Może to obszar w Tobie, któremu warto się przyjrzeć.

Gdy odczujemy silne emocje, czytając krytyczne komentarze, warto skoncentrować się na spokojnym oddechu, zmienić pozycję ciała- w ten sposób zatrzymuje się reakcja wydzielania kortyzolu, hormonu stresu. Rozluźnienie ciała rozpuszcza emocje. Następnie obserwujemy swoje myśli — nakręcamy się, czy uspokajamy? Pochodzimy racjonalnie, czy emocjonalnie?

Radzenie sobie związane jest też z naszą pewnością siebie -

Jedną z technik radzenia sobie z krytyką jest wygenerowanie sobie strachu przed. To coś jak szczepionka przed chorobą. Nazywanie emocji porządkuje myśli i zapobiega wpadaniu w emocjonalną pułapkę, a przecież nieodłącznym aspektem naszego życia jest odczuwanie emocji.

Dlaczego wydaje nam się, że z emocjami trudno sobie poradzić?

Ponieważ one wzbudzane są instynktownie — emocje są domeną naszego ssaczego mózgu, a myślenie i sposób ich przeżywania jest domeną kory mózgowej.

Aby sobie z nimi poradzić, trzeba je nazwać, czyli „wyjąć” ze ssaczego mózgu na poziom bardziej świadomy, przyznać się do odczuwania, np. złości. Tylko tyle albo aż tyle. Zaatakował hejter? Przyznaję, w pierwszej chwili poczułam złość, szybki oddech, a następnie spokojny oddech, zmiana pozycji ciała, rozluźnienie... i obojętność. Hejter też człowiek. :))


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jak przeżyć nieszczęśliwą miłość..część 3

Jak ją przezyć? coś mi się wydaje, że trzeba mieć wewnętrznie i głęboko ukryte przekonanie, że wielka  i jedyna miłość jest  zawsze nieszczęśliwa.  Ale po kolei. 

Pytanie, jak radzić sobie z nieszczęśliwą miłością nie pomoże   w radzeniu sobie z jej pozostałościami. Nazywając coś  " nieszczęśliwą miłością"  tworzymy   słowną etykietkę   w  lewej połkuli, a w prawej tworzy się cały potężny obraz tejże,  a ponadto  ten obraz podsuwa następne przeróżne słowne skojarzenia, ktore  będą   szkodzić.   No i na  dodatek  króluje słowo  miłość,  a przecież   to tylko nieudany zwiazek. Tym sposobem , użwając  tego pojecia, fiksujemy umysł na tym " nieszczęściu"  To jest mechanizm porażki. Pamiętajmy, że myśli to też nasze skojarzenia.  Za określonymi słowami stoją określone emocje. Słowo porażka produkuje negatywne emocje i następne mysli. Słowo nieszczęliwa miłość również produkuje  szereg negatywnych   emocji i mysli. 
Dlatego,  z tym czym mamy sobie poradzić,  to dobór odpowiednich słów, zdań oraz przekonań.  Prawda że z tym można sobie poradzić? Porażka/ nieszczęśliwa miłość, to  tylko informacja zwrotna od życia, od losu o tym, ze uzyskalismy inny wynik niz zamierzaliśmy. Niestetety  z takimi niespodziankami, że coś  nie idzie po naszej mysli należy się  godzić,  bo inaczej sabotujemy   samego siebie na nieszczęscie.  Aby sobie poradzić, to musimy wziąć odpowiedzialność za to,  co myslimy, co czujemy, co robimy. Jakie przekonania doprowadziły nas  do wniosku, ze to ten i  zaden  inny? co nas  doprowadziło do takiego wniosku, ze to nasza druga połówka?  Czy te przekonania, ktore mam są  oparte na faktach?  Skoro  ten  odszedł, to dlaczego  nie może być  ktoś  inny?  Bo co, zdradzimy jego, czy nasze  przekonania?   No  i sprawa bardzo ważna- czy mamy nadzieję, że on/ona wróci? Bo jeżeli jest taka nadzieja, to za diabła nie rozstaniemy się z tym uczuciem. To uczucie przecież pozwala czekać na niego. Penelopa ...pamiętejamy, że bajki  czy metafory  miały  ogromny wpływ, a właściwie na naszą podswiadomość, ktora ma  teraz  szereg programów, których nawet   sobie nieuświadmiamy.   Komu chcemy udowodnić, że jest się wiernym? porządnym ,  w swoim poczuciu? Wiernym  zapewne się  chce pozostać swojemu przekonaniu,  w ktore wierzymy - np to wlasnie byla ta jedyna i wielka miłość, nigdy już nie będę szczęśliwa, można kochac tylko raz w życiu. Tego typu stwierdzenia  są wewnętrznym autoprogramem, który wpływa na emocje oraz na zachowanie czy dokonywanie wyborów. Na dobrą sprawę, co niektorzy  mówią, ze wszystko jest złudzeniem.  Jezeli sobie szczerze odpowiemy, jak też szczerej refleksji dokonamy, to dojrzymy , jak bardzo sami się wkręcaliśmy, swoimi wyobrażeniami, swoimi myślami, swoimi wizjami.  Umysł  każdego z nas uogolnia, zniekształca czy usuwa informacje. W przypadku różowych okularów jest mistrzem.  Wcześniej nie zauważliśmy, ze  wspaniały kochanek manipuluje, a teraz nawet nie chcemy słyszeć o manipulacji naszymi własnymi  przekonananiami, czyli ich zmianą.  Przestając go kochać musielibyśmy się tym samym przyznać do własnego błędu- nie, jednak nie ma miłości jedynej i prawdziwej.  Tymczasem nalezy sobie uświadomić, że nie ma  jej  z tym człowiekiem,  z tym ktorego ciągle idealizujemy, wierząc, ze nikt  mu nie dorówna... Zapewne, tak wydymać się drugi raz, to już nie pozwolimy :)  A może  nie chcemy pozbyć się  tego " uczucia" bo co wtedy zostanie? Lepiej kochać nieosiągalny obiekt niż kogoś żywego i prawdziwego ? Nie ma gotowych recept  na milość. Nawet  nie kazdy wie, co to znaczy milość, szczęscie, dobrostan, równowaga, oswiecenie, nirwana itp.   To słowa. Emocja jest energetycznym wirem w naszym ciele, natomiast uczucie jest mieszanką mysli, przekonań, nastrojów, hormonów. Emocje  zostają w ciele, są domeną naszej nieświadomej sfery, aby stwierdzić, że coś było uczcuiem, to trzeba wiele czasu.  W stanie zakochania "do  jakiegoś obiektu"  można pozostać samotnie, jednak milość prawdziwa, to miłość wzajemna.  Stan samotnego zakochania jest jak kompulsja, w ktorej dominującym stanem jest zazdrosć, czasami gniew, żal, poczucie winy. To nie miłość czy tęsknota męczą.   Męczą mysli, ktore nakręcają wyzej wymienione odczucia....  ciąg dalszy nastąpi.

środa, 2 kwietnia 2014

Gdy idziesz do psychologa....

Wizyta u  psychologa czy terapeuty niesie ze sobą napięcie, stres i różne  inne przemyślenia. Poprosić  o pomoc   czasami okazuje się  nie lada wyzwaniem.  Przez lata  pracy mam przyjemność spotykać wielu różnych i świetnych  ludzi. Motywacje wizyty u psychologa są różne. Osobiście cieszę się, że świadmość u nas jest juz taka, że wizyta czy terapia  nie jest wstydem, a coaching jest nawet  dobrze widziany. Oczekiwania   z jakimi się spotykam w stosunku do mnie  określiłabym jako realne i nierealne.  Ważne pytanie, jakie sobie warto zadać - PO  CO IDĘ DO PSYCHOLOGA?  jeżeli idę  udowodnić sobie  i jemu, jak bardzo jest do  d u p y, to lepiej  nie iść. Po co załamywać psychloga :))Jak sie uprzemy, to zawsze  możemy  sobie czy komuś  coś udowodnić. Odpowiedź  jest stosunkowo prosta - przez analogię  -  po co idę  do krawcowej?   uszyc  sobie coś. Do  psychologa idę, aby rozwiaząć  lub znaleźć sposób na to,  co mnie "gryzie" czyli nauczyć się obsługi własnego umysłu, własnych emocji czy   dobrać się  do swoich zasobów  lub  jezeli tego wymaga terapia nawet  przyjrzenia się swoim mechanizmom obronnym i skonfrontowanie się z bolesnymi uczuciami. Czasami zmiany w sobie " bolą", a  prawie zawsze  występuje  dysonans  poznawczy.  To chyba jest najgorszy moment  w terapii bo  wymaga przetrzymania, aby  było juz tylko lepiej. Niektórzy  w takim momecie przerywają terapię. Uprzedzam moich pacjentów, że taki moment  może nadejść i zwiastuje  on zmiany na lepsze.
Psycholog jest  " niby"  ekspertem i  ma wiedzę o funkcjonowaniu umysłu. Jednak  myślę, że   warto pamiętać, że  ostatecznie  jesteśmy ekspertem sami dla siebie  ponieważ nasze życie, to nasze wybory.  Niektórzy chcą widzieć w  psychologu autorytet. To przeważnie osoby  z programem ( mechanizmem) -autorytet zewnątrzny. Natomiast  niektórzy chcą widzieć  w terapeucie  partnera, przyjaciela, przewodnika- to przeważnie  osoby posiadajace program -  autorytet wewnętrzny.
 Gdy przychodzi do  mnie jakaś  osoba po pomoc, to ma wobec mnie jakieś oczekiwania. Warto ustalic to na samym początku. Wobec  siebie   mam również oczekiwanie, że pomogę, że dam  radę tak poprowadzić człowieka- pacjenta, aby ten sam stał się dla siebie pomagaczem i  ekspertem. Mogę sie  rozczarować, jeżeli mam  oczekiwanie, ze jestem w stanie pomóc każdemu i zawsze. Nie, nie  jest to  mozliwe, abym każdemu mogła  pomóc. Prawdopodobieństwo pomocy zwiększa się wprost proporcjonalnie do tego,  czy dany człowiek  chce naprawdę  zmian w  sobie. Gdy  ktoś chce  popełnić samobójstwo- to mam oczekiwanie, ze  jednak nie popełni,   bo ja jako  psycholog  tego nie  chcę!  Wcale to  TAKIE  proste  nie jest, gdy pacjent  nie  oczekuje tego samego. Gdy nie wierzy, że może w sobie czy w swoim zyciu coś  zmienić. Nadzieja w tym, ze skoro  przyszedł z własnej inicjatywy, to  chce żyć.


Zatem przychodząc na terapię - mamy oczekiwania.  Bardzo ważne jest poznać  oczekiwania ponieważ często  od tego zależy efektywność terapii.  Zwykle ciężko je sprecyzować.  Dlatego warto  przed wizytą u psychologa sobie nad tym pomyśleć.   Często zadaję pytanie - dlaczego akurat do mnie ? 

odpowiedzi słyszę różne:

1. Znajmona mi  poleciała.  Ona była zadowlona, to ja też chcę.
2.  Bo blisko mieszkam tej Poradni.
3. Szukałam w internecie psychologa dla siebie i Pani ma dużo dobrych opinii.
4. Akurat było miejsce wolne do Pani.
5. Rodzina mówi, ze mam coś zrobić  ze sobą  i powinnam pójść do psychologa, no to jestem. 
6. Psychiatra zalecił  mi  chodzenie do psychologa.


Z tych odpowiedzi mogę sobie wysuwać (  hipotezy)  wnioski, co  do efektywności w zakresie terapii, jak też  do nawiązania lepszej współpracy pomiędzy sobą,  a osobą, która do mnie przychodzi.   

ad. 1  ta   osoba jest zmotywowana do terapii i chce pracowac nad sobą. Pozadrościła znajomej- czy tylko zazdrość będzie dobrym motywatorem do zmian? Ucieszyła się, ze znajomej tak fajnie- ona też  tak chce. 
 To czasami jest mylne.  W trakcie terapii wychodzi , że ta osoba  OCZEKIWAŁA,  iż to przyjedzie lekko, łatwo i przyjemnie. Ona co prawda  była świadkiem, jak znajoma się zmieniała, jak nabierała radości, pewności.  Niestety,  nie widziała  wewnętrznej pracy tej znajomej i myślała, że u psychologa, to jak za dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki.  Dlatego nie pomyślała, ze  wewnętrzna zmiana,   to nie tylko zasługa psychologa, ale głównie tej osoby, ktora podjęła  działania, aby  dokonać    w sobie   zmian.   Często przy takiej okazji  powtarzam, ze czasami  na talerzu podaję dobre kąski, ale  już nie ode mnie zależy  czy je ktoś pogryzie, przełknie, przetrawi i wydali.

ad.2  to może  pragmatyczna osoba,  ceni swoj  i moj czas, albo  ta osoba kieruje się  tylko jednym wskażnikiem , bedzie zatem  mi trudniej ukazać  więcej  perspektyw. Może być trudno- ta osoba idzie na łatwiznę i spodziewa się, ze będzie tylko  lekko i bez  specjalnego wysiłku. Może zła sytuacja finansowa nie pozwala szukac dalej lub gdzie indziej? 

ad. 3  Te odpowiedzi lubię i  zarazem  trochę  się  obawiam -  raz, ze  one łechcą  moje ego :)  a wiecie,  że czlowiek  jest trochę prózny i lubi  pochlebstwa,  a  przez  to  jest mniej  uważny :)   lubię  dlatego,  bo myślę, ze ta osoba naprawdę sobie chce pomóc  i  oczekuje profesjonalnego  podejscia. Najczęsciej wtedy oboje się uczymy i rozwijamy.  Jednocześnie obawiam się  takch  odpowiedzi  bo  czy oczekiwania  tej osoby   są takie, którym ja będę mogła  sprostać? czy  trafię w sedno? czy pomogę znaleźć klucz? 
Nasza psychika tak działa, ze jak gdzieś idziemy i  spodziewamy się wiele, to mozemy  się  szybciej  rozczarować i przeciwnie - gdy  nie spodziewamy się wiele, to  jesteśmy miło zakoczeni.

ad 4 hmm najczęsciej taki pacjent jest na dwoch wizytach albo jednej i zmienia psychologów. Może  jeszcze  nie dojrzał do zmiany?  czuje  ze coś  mu nie tak, ale sam nie wie czy chce. Najczęściej  wtedy też ustalam  tak naprawdę cel wizyty  bo  sprawa też  może być bardzo poważna, pacjent jest  u kresu i obojętnie kto, byleby uzyskać szybko jakąś pomoc albo błaha  bo chce zdobyć zaświadczenie od psychologa  po coś tam. 

ad. 5   czesto jest tak, ze  cała rodzina   powinna się  zgłosić do psychologa i bez terapii rodzinnej, to nic się nie osiagnie.

ad.6   psychiatra jest  autorytetem, to lekarz, skoro  zalecił chodzenie, to chodzę. Tu trzeba bardzo uważać  bo chodzenie do psychologa w ramach recepty od lekarza, to jak łykanie kolejnych tabletek- zrozpaczony pacjent mówi-  "chodzę , chodzę i nic się  nie  poprawia".  Najczęściej  te osoby są bierne i czekają,  że samo się coś  zrobi. Biorą lekarstwa , chodzą do psycholga  i nic...coraz gorzej.  To jest  smutne -  ale sama tabletka  i samo chodzenie nic nie daje  bez  wewnętrznej "pracy" nad sobą.


Z tych odpowiedzi  powstaje   punkt wyjścia  do rozpoczęcia terapii, albo  nawet  jej zaniechania.   Najczęściej   w trakcie rozmowy sprawdzam swoje wnioski ( hipotezy),  czy pierwsze wrażenia są  prawdziwe, czy mi się tylko tak wydawało. Chyba nie ma nic gorszego, gdyby psycholog przywiązał się do  swoich oczekiwań,  ocen i chciał  potwierdzać  tylko  swoje hipotezy. 

Zatem bardzo ważne są oczekiwania -  czego chcę dla siebie?  czego pragnę ?  to podstawowe życiowe  pytanie  - jeżeli wiem czego chcę, to wiem gdzie idę - psycholog, psychoterapeuta  czy coach może mi pomóc w tym czy wskaząć  jak to zrobić....a jednocześnie  nie wyprowadzi   " w pole ".  Jako psycholog nic za Ciebie    nie zrobię. W  życiu  bywają sytuacje, ze ktoś może za nas coś  może  zrobić np. umyć naczynia, posprzątać w domu itp. ale już  nikt  się  za nas nie naje, nie napije, jak też nie zmieni przekonań, sposobu myślenia czy blokujących schematów czy innych mitów i sterootypów w naszym myśleniu, których czasami jesteśmy nawet nieświadomi. Tak, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec kompleksów czy konfliktów  wewnętrznych.  

Gdy juz  wiem czego chcę  i robię to,  to może  psycholog  nie jest mi potrzeby?  może  być i tak :)

Gdy nie wiem czego chcę, to czas  najwyższy się  dowiedzieć, a terapia lub coaching   może  w tym  pomóc.

Gdy odczuwam brak motywacji do  życia i mam same problemy, to zapewne  na terapię najwyższy czas.

Czuję, ze  nie dam sobie rady z  kryzysem, jaki dopadł  mnie w aktualnej  sytuacji, to nie ma na co czekać. Świadomość, ze potrzebuję pomocy okazuje się, ze to juz krok do  sukcesu malego czy dużego.


Gdy masz przekonanie, < to i tak nic  da>  < i tak się  nie zmienię>  < i tak się  nie poprawi> <i tak nic  z tego>   i mimo  to,  idziesz  do psychologa, to gdy  wspólnie z psychologiem nie zmieni  się   tego programu zalegającego żalu i bezradności objawiającego się  takim  właśnie  myśleniem,  to faktycznie nic  nie da.  Zgodnie ze swoimi przekonaniami mamy  rację. Mało tego....my jako ludzie dążymy do tego, aby udowadnić sobie  swoje racje.


wtorek, 21 stycznia 2014

" Pamiętaj, że jesteś źródłem "

Bardzo mi się to zdanie Osho podoba. " Pamiętaj, że  jesteś  źródłem" Inne naukowe i mistyczne źródła podają, ze jesteśmy nadajnikiem i odbiornikiem. Zatem jesteśmy zródłem i odbieramy  też inne zródła wysyłanej energii.  Chodzi o to, aby nauczyć się zarządzać swoją emocjonalną energią. 
Energia złosci jest bardzo silną formą energii. Niektórzy nie dają sobie prawa do złości, tłumią ją,wypierają ze świadomości,  co  dla ciała jest niekorzystne. Często, gdy pracuję  z osobami, które czują lęk, okazuje się, ze od dawna tłumią złość.  Nie chodzi, zeby rozwalać  czy bić pod wplywem zlosci. Energia złości to jedno, a zachowanie to drugie. Jest to  jednak  mocno sprzęzone ze sobą. Złosć często powstaje pod wpływem  określonych mysli mniej lub bardziej  świadomych. 
" Ktoś cię dotknął. Nagle wybuchnąłeś złością. Zdenerwowałeś się. Złość zwróciłeś ku  osobie, która cię zraniła. Staje się ona ekranem na który projektujesz to uczucie. Ta osoba pomogła w ujawnieniu Twojego gniewu, Twojej złosci...Ten gniew  tkwił  w Tobie. "
 od siebie dodam, ze w niej, czyli w innej osobie    też gniew  tkwi. Ale trzeba pamiętać, jak pisze  Osho, że zródlem  naszego prywatnego gniewu jesteśmy my  sami,  a  nie ta druga osoba. Ta druga osoba poruszyla tylko naszą   energię  gniewu. Tak tworzą się toksyczne relacje, w których osoby załapują się na wzajemne projekcje.  Dlatego warto  odrózniać zródło swojego i nie podpinac się pod  żródło czyjegoś  gniewu. Jezeli szef na Ciebie krzyczy,to pamietaj, ze  od Ciebie zależy czy uruchomisz swoje zródło gniewu   czy uruchomisz swoje zródło wspolczucia dla niego, czy jakiegoś  innego miłosierdzia :))  albo po prostu milości.
Osho pisze, ze jezeli wymierzyłbyś  cios  w Buddę, to w odpowiedzi pojawiłoby się współczucie, ponieważ  Budda wypełniony jest tą energią. Nie pojawiłby się gniew ponieważ w Buddzie go nie ma. 
My jesteśmy jednak tylko ludźmi , albo aż ludżmi. Jednak możemy zadbać o to, co nas wypełnia albo przepełnia :)))


czwartek, 2 stycznia 2014

emocje a energia

Właściwie to nauka już udowodniła, że we wszechświecie wszystko jest   energią  W zależności od stężenia energii, wibruje ona z różną częstotliwością. Niską wibrację posiada materia, która jest ciężka. Emocje również posiadają swoje wibracje. Emocje "negatywne"- złość, smutek, żal, nienawiść, zazdrość mają dość niską wibrację, natomiast im bardziej pozytywne są emocje, tym wibracja energii jest wyższa i lżejsza.  Zatem, gdy jesteśmy smutni, to czujemy się "ciężko", a gdy jesteśmy szczęśliwi to mamy poczucie, że moglibyśmy "latać".

 Specjalista od traumy, Bassel Van der Kolk stwierdził - „twoje ciało rozliczy cię ze wszystkiego”. Zatem warto uwalniać się od takich uczuć, które nam nie służą, a wchodzić w wyższe wibracje poprzez wdzięczność za  wszystko czego doświadczamy - nawet smutku.  Poprzez cieszenie sie z drobnych rzeczy, poprzez snucie  zdrowych i pozytywnych myśli, poprzez szczere życzenie komuś szczęścia, poprzez wybaczanie.
 Zdaje się, że pożyteczne pytanie dla samego siebie ... Jak mogę częściej sobie dawać dostęp do tego rodzaju lekkich wibracji ?

 W jaki sposób ?

Jeżeli ktoś  nie wierzy,  to łatwo się przekonać, że coś w tym jest. Zapewne wielu spotkało sie z taka sytuację, gdy weszli do jakiegoś pomieszczenia gdzie jest grupa osób i  poczuli się ciężko. Wszyscy niby mili, a atmosfera taka, że "można siekierę" powiesić.
I odwrotnie spotkali sie z  grupa czy z kimś i poczuli się lekko, dobrze.
Energia  w ludzkich relacjach jest bardzo "widoczna". Dlatego tak ważna jest   umiejętność przeniesienia swojego "ducha"  "wyżej" aby nie łapać ciężkiej energii. Jak się tak mocno zastanowić,  to ludzie nadający na falach ciężkiej energii są biednymi i często schorowanymi ludźmi. Czyż tak naprawdę nie wymagają współczucia ? Oni po prostu nie radzą sobie z ciężką energią , która nałapali w drodze swojego rozwoju i własnych emocji.  To nie ich wina.
Dlatego tak ważna jest umiejętność odczytywania sygnałów z własnego ciała  i zarządzania emocjami,  czyli swoja energią.

moc słowa

Pewnego razu, gdy Mistrz rozprawiał nad hipnotyczną moca słów , ktoś z tyłu sali krzyknął - opowiadasz bzdury !!...czy wołanie Boże , Boże , Boże uczyni mnie świętym ? a gdy powiem grzech, grzech , grzech , czy uczyni mnie złym ?

''Siadaj głupcze" odparł Mistrz
Mężczyzna wpadł w gniew , a następnie wybuchł  potokiem zniewag  skierowanych do Mistrza.

Mistrz pełen skruchy rzekł - Proszę o wybaczenie trochę mnie poniosło.
Mężczyzna od razu się uspokoił.

'' widzisz oto masz i odpowiedź: wystarczyło słowo, abyś wpadł w gniew i wystarczyło słowoabyś się uspokoił.  

Anthony de Mello



Myślę, ze już niczego nie trzeba tłumaczyć, a jedynie możemy się zastanowić  jakich słów  używamy , gdy mówimy do kogoś  i jakich słów używamy, gdy mówimy do siebie.   Słowa   wywołują w nas emocje. 

czwartek, 14 listopada 2013

Czy wybaczać zdrady? jak wybaczać?

Temat stary, ale póki ludzkość żyje, to zapewne będzie ciągle  aktualny, chyba, że taki problem przestanie istnieć.
Nie mniej w dobie rozpadających się małżeństw, debaty na temat wybaczania warto przeprowadzać. Oczywiście nie zachęcam, ani nie twierdzę, ze należy  wybaczać, albo że nie należy.  To znaczy mysle, ze wybaczać, ale kwestia kontynuowania zwiazku, to już  inne zagadnienie. W takiej  kwestii  nie ma co uogólniać, każda relacja jest jedyna  w swoim rodzaju, tak jak każdy człowiek  jest innym istnieniem, wyjątkowym i niepowtarzalnym.   
Zauważyłam pewną prawidłowość w  sytuacji wybaczania zdrady. Przebaczenie łatwiej przychodzi tym, którzy maja coś na sumieniu  lub też  same zdradziły.  Osoby, które nie mają poczucia, że  same  były  nie w porządku,  mają trudności z wybaczeniem.  Nie twierdzą, , ze  jak tak miało parę osób, to jest to jakaś  reguła. 
 Osoby, które   nie nastawiają się na wybaczenie, tylko na  moralność, reguły czy  uznane normy porządnego zachowania, najczęściej  fiksują umysł   na pytaniu......" jak  ona/on mógł".... i skupiają się na "naprawianiu" drugiej  osoby. To skutecznie blokuje ich  samych w oczyszczaniu się z negatywnych uczuć. ..."wpychają"  się w coraz większą spiralę żalu i smutku. Idą tym samym w niewłaściwym kierunku ponieważ zaczynają obwiniać siebie, a rozgrzeszać tamtą osobę.  Dla mnie istotą wybaczenia nie jest rozgrzeszenie tej drugiej osoby  czy naprawienie jej,   tylko oczyszczenie się z przykrych emocji, które  sami poczuliśmy. 
Jesteśmy "egoistami" o tym warto pamiętać, ze dotyczy to każdego  człowieka.
Innym aspektem wybaczania  zdrady jest świadomość, że nikt nie jest naszą własnością.  Pomóc może to, gdy uzmysłowimy sobie, ze jego/jej  intencją nie było robienie  krzywdy, tylko zaspokojenie potrzeb czy pragnień własnych w myśl zasady, ze każdy  jest egoista i dąży do samorealizacji. 
Wybaczania dokonujemy  z takiej samej egoistycznej potrzeby, z jakiej dokonuje się zdrada. W jednym i drugim przypadku chcemy poczuć się lepiej  i rozwiązać jakiś  swój " problem" W wybaczaniu pragniemy oczyścić się z żalu, nienawiści, złości, poczucia krzywdy itp. Zaleganie tych uczuć nie sprzyja zdrowiu psychicznemu.


wtorek, 12 listopada 2013

Jak myślą i czują mężczyźni?

"Pewnego wieczora żona zastała męża nad kołyską , w której leżało ich dziecko..
Stanęła cicho i obserwowała go  w milczeniu.  Mąż wpatrywał się w śpiące w kołysce niemowlę, a na jego twarzy malował się zachwyt i zdumienie przemieszane z niedowierzaniem i nutką  wątpliwości.  Oczy żony, wzruszonej emocjami malującymi się na twarzy męża, zaszkliły się.
Bardzo ciekawa, o czym myśli, objęła go od tylu ramionami i wyszeptała do ucha:
- Powiedz mi, o czym myślisz kochanie?
-To niesamowite odparł mąż z przejęciem - nie mogę pojąc, jak można zrobić tak świetną kołyskę za jedyne 49 dolarów i 99 centow......."

Jest to anegdota na  temat męskich uczuć. Dość zabawna. Trochę prawdy w niej jest.   Mężczyźni przeżywają, ale zazwyczaj mają problem z nazwaniem emocji i wyrażeniem ich na zewnątrz, jak też mają problem z przyznaniem  się  do nich. Ponadto przez wieki byli uczeni i wychowywani w kulcie  <mężczyzna nie płacze>  co sprawiło, ze   emocje głęboko skrywali i dlatego maja  trudności z ich uzewnętrznieniem za pomocą zdrowych i właściwych form ekspresji.
Dzień po dniu warto nazywać i uświadamiać sobie  doznawane drobne emocje, akceptować je.  W ten sposób  można też uczyć  się  kontrolować je -  po to, aby one nie kontrolowały nas. Silne emocje   np.  złość, gdy przejmuje kontrolę sprawia, ze  zachowanie staje się agresywne.  Emocja nazwana staje się natomiast  świadoma i wtedy łatwiej o przemyślane zachowania, których nie trzeba potem żałować.
Zapewne kobieta może pomóc w określeniu emocji czy uczuć, pod warunkiem, ze sama sobie je uświadamia.  


anegdota pochodzi z ksiazki " Męska depresja" Archibalda D. Harta




piątek, 19 kwietnia 2013

Jak to z tymi emocjami?

Dlaczego tak nieraz  trudno z emocjami ? ponieważ emocje nie podlegają świadomości:) ileż to razy słyszymy serce sobie, a rozum sobie. Tego trzeba być świadomym- emocje nie podlegają świadomości ( sic!)   Emocje są domeną podświadomości.  Jeżeli złościmy się, ze odczuwamy  np. smutek, złość,gniew , żal, strach... albo smucimy się, że odczuwamy smutek, to warto przestać. Emocje to jest nasz emocjonalny  GPS, ktory prowadzi nas przez  życie. Skąd wiedzielibyśmy gdzie zmierzać bez emocji? bez odczuwania?  Świadomie wyznaczamy sobie cele, a podświadomość również nas prowadzi. To emocje decydują o walce czy ucieczce. Ogólnie mówiąc pomagają nam  przeżyć. Zresztą skoro natura ( albo BÓG) wyposażyła nas w emocje, to na pewno są niezbędne. Skoro  emocje sa potrzebne, to po co się z ich powodu dodatkowo męczyć albo złościć ? Emocje szybko się pojawią  i znikną, jak uświadomimy sobie, co odczuwamy -uświadomić sobie, to znaczy nazwać ją.  Każdą  odczuwaną emocją trzeba  nazwać po imieniu. Nazwana emocja, to emocja uświadomiona.  Podstawowe emocje to strach, smutek, gniew, radość, może jeszcze wstręt i wstyd ( jednak one są bardziej uwarunkowane kulturowo) Nazywając świadomie  emocje, uczymy się  je kontrolować.  My natomiast mamy tendencję taką, ze  jak coś poczujemy  to nie  mówimy sobie - oo  czuje strach, czuję złość. Najczęściej podświadomie czujemy, ale  nie nazywamy.Skutek tego jest taki, że rusza produkcja myśli  - wtedy tez może nastąpić  "nakręcanie się".  Mózg ma to do siebie, ze jak wpadnie w smutek, to trudno mu z tego wyjść i podąża w kierunku smutku i smutnych myśli. To świadomość musi nas z tej ścieżki zawrócić.   Czasami za to, ze  w nas powstają emocje tylko winimy okoliczności zewnętrzne. Niby racja bo gdyby nie bodziec to w nas by reakcji nie było. Jednak jest też tak, ze taki sam fakt może powodować różne emocjonalne reakcje u ludzi. Np. szef czepia się czy krzyczy na pracowników - jeden pracownik cierpi mocno z tego powodu, a  drugi puści to mimo uszu.   Najczęściej  wtedy mówimy - szef mnie wkurzył, a w głowie cała masa przeróżnych myśli, często nakręcających nas na jeszcze większe, albo gorsze myśli i emocje.  Dlatego chodzi o to, aby  to nie emocja wpływała na produkcję naszego myślenia i zachowania - tylko chodzi o to, abyśmy mieli świadomy wpływ na myślenie, a  w efekcie na  emocje.  Tymczasem szef, to też człowiek, który nie zawsze dba o to, abyśmy nie poczuli  żadnych emocji.  Tak samo , jak inni  ludzie - zachowują się, jak zachowują , czyli tak, jak chcą się zachowywać i nie zachowują się tak, jak my byśmy chcieli, aby się zachowywali... My natomiast odczuwamy emocje w związku z ich zachowaniem. Czy jesteśmy w  stanie kontrolować innych, aby zachowywali sie tak, aby nam było dobrze i radośnie ?  Świadomości podlega myślenie, analiza, refleksja, retrospekcja. Myślenie można zaobserwować swoją świadomością. Na myślenie możemy mieć świadomy wpływ. Oczywiście myślenie wpływa też na stany emocjonalne oraz na nastroje czy uczucia. W ten sposób pośrednio możemy wpływać na emocje.  Nasza świadomość porusza się za pomocą tychże emocji  i krąży wokół przyjemnych  i nieprzyjemnych dla nas doświadczeń.   Z tym związana jest motywacja naszego życia - do czegoś dążymy, od czegoś uciekamy.  Dążymy do przyjemnego, uciekamy od nieprzyjemnego. Na bazie tego oparte jest też wychowanie dzieci- tzw. kij i marchewka. Stale poruszamy się  w jakimś kierunku.... Nasza podświadomość   ocenia - tu mi dobrze - a tu mi źle. W  dobrze funkcjonującym  organizmie  występuje  dążenie  do równowagi. Właściwie to nasza podświadomość dąży do tej równowagi.  Nasza  świadomość  poszukuje odpowiedzi - co robić, aby było dobrze? co robić , aby nie było nam  źle? Czasami  nic  nie  chcemy zmieniać, aby było nam  dobrze bo sobie myślimy, ze możne samo się jakoś zrobi?  Podświadomość, jak się już czegoś nauczy, to nie chce zmieniać. Świadomie chcemy zmiany, a w podświadomości jest opór.  Zmiany możemy jednak wprowadzać świadomie, najlepiej krok po kroku.  Aby sobie ze  sobą i z życiem radzić, to właśnie fajnie jest znaleźć klucz  do kierowania naszymi emocjami, a  może bardziej do kierowania  naszymi stanami emocjonalnymi.  Po to abyśmy mieli wpływ na siebie i na swoją świadomość tzn.  abyśmy świadomie wpływali na swoje życie, to musimy sobie uświadomić,  jaki  fizjologiczny mechanizm kryje się za dążeniem  przyjemne-  nieprzyjemne. Nie da się ukryć, ze jesteśmy też ciałem, a ciało działa według określonej fizjologii. Emocje  podlegają fizjologii. Ciało jest tak samo ważne, jak  przeżycia wyższego rzędu - mentalne czy duchowe :)) Jak to mówią w  zdrowym ciele zdrowy duch. Jeżeli nie dbamy o ciało,  to nie czujemy się dobrze i komfortowo. Wtedy najlepszy film czy rodzaj sztuki może nas  nie cieszyć, gdy coś dolega.  Zatem, to  za pomocą  ciała  rozwijamy  własną świadomość. Robiąc cos dla ciała, robimy jednocześnie coś dla ducha. Jedność psychofizyczna sprawia, ze metafizycznie jedno na drugie wpływa.   I tak- układ hormonalny ma bardzo duży wpływ na emocje - o tym wiedzą ludzie, którzy mają problemy np. tarczycowe czy inne hormonalne. Pozytywne lub negatywne emocje  to dwa przeciwstawne  neuroprzekaźniki, czyli układ - endorfiny i enkefaliny.
Jeżeli nasza podświadomość  oceni, ze jest nam dobrze to wydzielają się endorfiny i przeciwnie- jeżeli nasza podświadomość oceni, ze nam źle to wydzielają się enkefaliny.  Dobrze jest nam dlatego, że  wydzielające się endorfiny powodują dobre samopoczucie.  Źle jest dlatego, ze rusza produkcja encefalin.
Zasada działania emocji jest taka - jak nam dobrze i wydzielają sie endorfiny to zmniejsza się wrażliwość na bodźce, także bólowe. Większość  drobiazgów w ogóle nie bierzemy pod uwagę, czyli krotko mówiąc jesteśmy nieostrożni. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to złe, ponieważ wtedy jesteśmy narażeni na nieporadzenie sobie z niebezpieczeństwem. Organizm rozdaje energię i nie jest nastawiony na obronę.  Dlatego organizm dąży do równowagi - czyli wydziela  coś przeciwnego do endorfin, a wtedy   następuje równowaga.  W przypadku wydzielania encefalin organizm jest ostrożny , nastawiony na działanie i obronę, czyli na poradzenie sobie z niebezpieczeństwem. Zatem należy sie chyba cieszyć, ze mamy tak mądrą podświadomość, która wie co robi i wie kiedy włączyć  gotowość bojową do obrony.
Poznanie naszego emocjonalnego gps i uświadomienie sobie, ze emocje pozytywne i negatywne sa niezbędne, aby przeżyć i radzić sobie w życiu chyba trochę nas uspokaja :))






czwartek, 21 marca 2013

Jak to jest z tymi emocjami?




Życie i naturalne promieniowanie są nierozerwalne, bo życie jest ostatecznie sprowadzalne do fali elektromagnetycznej pisał w książce "Homoelektronicus" twórca bioelektroniki, polski ksiądz, wykładowca na KULu, prof. Włodzimierz Sedlak.

Albert Einstein –Wszyscy byliśmy w błędzie. To, co nazywamy „materią” jest energią, której wibracja została spowolniona do poziomu odbieranego przez zmysły.
Cóż za smutna epoka, w której łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd".  

Ostatni cytat wskazuje na potęgę słowa i na potęgę myślenia oraz przekonań. Każda myśl może zrealizować się na planie fizycznym.
Najpierw  programują nas rodzice, a potem  my sami dokonujemy autoprogramowania.  

Serce wytwarza pole elektromagnetyczne.  Nie każdy jednak czuje energię w biopolu, ale może to wyćwiczyć. Wtedy zdajemy sobie sprawę, ze porozumiewamy się energetycznie:))) Serce  pracuje dla nas dzień i noc. Mamy za co być jemu wdzięczni. Serce odczuwa emocje, stres i to ono przekazuje  do mózgu informacje- np. o niebezpieczeństwie, o rodzącym się uczucie  itp. To ono daje sygnał  do uruchomienia mechanizmu -walcz - uciekaj czy do uruchomienia endorfin. Dzięki temu  niezależnie od kultury  i koloru skóry, każdy człowiek  wyposażony jest w emocjonalny gps, który   prowadzi nas  przez życie.  Podstawowe emocje to- strach, gniew, smutek, radość.  Natomiast  uczucia typu niepewność, nienawiść, zazdrość, bezradność itp. są wywoływane poprzez wewnętrzne programy podświadomości oraz świadome myśli  i przekonania. 
To podświadomość ma decydujący wpływ na nasze wybory. Świadomość racjonalizuje, analizuje i jak trzeba to uczy podświadomość  wielu przydatnych umiejętności. Na tej samej zasadzie niestety  możemy się też  wyuczyć lęków czy " wyhodować" sobie nerwicę. 
Jako, że serce  dla nas się  napracuje i naprzeżywa,  to zasługuje na odpoczynek.  W tym  jemu może  pomóc   tylko jego właściciel :))) 
Idealnym odpoczynkiem   dla serca są medytacje czy relaksująca muzyka i przydaje się też równowaga potasowa-sodowa oraz witamina C i tran:) Przy tym warto wspomnieć, ze sercu  pomaga , jak odczuwamy wdzięczność :)

Polecam  do obejrzenia filmik 

czwartek, 15 grudnia 2011

Jak działają emocje?

Daniel Goleman twierdzi, że nasz jeden umysł czuje , a drugi myśli. Te dwa zasadniczo odmienne sposoby poznawania i ,, rozumowania,, splatają się ze sobą , tworząc nasze życie psychiczne. Wzajemny stosunek racji i emocji w naszym umyśle wyznacza pewną prawidłowość : im bardziej intensywne uczucie, tym większe panowanie nad umysłem zdobywa emocja i tym mniej skutecznie działają racje. ,, Mózg myślący,, powstał z mózgu emocjonalnego, a to oznacza, że emocjonalny umysł w drodze ewolucji ukształtował się pierwszy. Najstarszym korzeniem naszego życia emocjonalnego jest zmysł powonienia. Jezeli jednak '' mózg myslący'' powstał poźniej to oznacza również, że możemy wpływac na swoje emocje. To jest bardzo ważne w praktyce dnia codziennego albowiem możemy zadbać o to, jak się czujemy :):)