Myślę, że głównym celem terapii powinno być odzyskanie przez pacjenta
zaufania do siebie, jak też to, aby kierował się swoim własnym
emocjonalnym GPS i nie potrzebował więcej terapii, a po terapii radził
sobie.
Terapeuta jednak robi tylko to, co potrafi i jak potrafi.
Bycie dobrym terapeutą to wyzwanie. Dlatego chcąc być dobrym terapeutą
należy mieć " trudnych " klientów. Należy znać też swoje ciemne strony, swoje cienie...
Ciągle
się szkolę i ciągle wydaje mi się, że jeszcze nic nie wiem. To
normalne.im więcej wiesz, tym bardziej masz świadomość, jak mało wiesz." Podziwiam"
ludzi, którzy skończą jakiś jeden mały kurs, coś przeczytają i uważają
się za wielkich specjalistów. Często takie wspaniałe rady dają:)
zabierają się za pomaganie innym.... Skoro wiedzę zdobywam przez lata,
racjonalnie wiem, że jednak coś wiem, wiem, że często pomagam...jest
fajnie, jak się uda....ale, ciągle się trzeba uczyć i być na bieżąco z
nauką.
Jest też mniej przyjemna strona zawodu terapeuty. Nie
wszystkim mogę pomóc. Gdzieś „po kościach” czuję komu mogę pomóc a komu
nie. Jeżeli nie mam wiary w to, że pacjent sobie poradzi, albo że moje kompetencje tu nie wystarczą, daję sobie spokój.
Mało
fajną stroną tego zawodu jest to, że przez pacjenta można zostać
zwyzywanym, albo nawet napadniętym, to ryzyko zawodowe. Z tym trzeba się
liczyć. To też sprawdzian dla własnych emocji. To, że pacjent wyzywa
lub atakuje fizycznie, najczęściej związane jest z jego zaburzeniami
osobowości czy chorobą psychiczną. Przyjmuje się, że terapeuta jest bez
zaburzeń i przeszedł terapię własną-:),
ale praca nad sobą jest ciągle potrzebna. Superwizje są potrzebne.
Zarówno terapeuta, jak i pacjent są dla siebie w jakiś sposób "lustrem".
Przez klienta, można też być "zwyzywanym",
gdy np. nie dostarczymy klientowi opinii takiej, jakiej on potrzebuje,
aby załatwił jakiś swój interes — sądowy, rentowy, dotyczący
niepełnosprawności itp. Wymusza na nas odpowiednią opinię a terapeuta
czy psycholog musiałby naginać fakty lub podawać rzeczy mało zgodne ze
stanem faktycznym. Gdy pacjent jest w terapii można z nim to przerobić.
Inaczej jest w sytuacji, gdy po latach zwraca się, aby dostać opinię
dotyczącą aktualnego stanu psychicznego i sugeruje psychologowi, co w
tej opinii powinien napisać. Odmowa wiąże się z tym, że psycholog mocno
naraża się takiej osobie. Wtedy z pacjenta wychodzi to, co mocno ukrywa i
najczęściej obraża i w wielkim poczuciu krzywdy odwraca się od
psychologa. Często są to ludzie, którzy innych i siebie traktują
przedmiotowo.
Obecnie jest tendencja taka, że z pacjentem
postępuje się delikatnie, czyli empatia, życzliwość, brak ocen itp.
Wszystko po to, aby pomóc i nie pogłębiać oporu. Myślę, że między innymi
z tego względu obecnie w terapii nie stosuje się metody
konfrontacyjnej, zwłaszcza w uzależnieniach. Jednak uważam, że nie
należy wylewać dziecka z kąpielą i uznać, że metoda konfrontacyjna jest
całkowicie „ be". Czasami nie ma wyjścia, bez techniki „ drzwiami w pysk”
nie osiągniemy pożądanej zmiany. Oczywiście należy robić to z wyczuciem
i gdy mamy głębokie przeświadczenie, że faktycznie to pomoże. Ten sam
efekt może też można osiągnąć w inny sposób niż konfrontacja.
Czasami
pacjent wymyśla sobie zaburzenia, ponieważ one mogą mu pomóc w sprawach
sądowych, rentowych, niepełnosprawności itp. Niestety, psycholog nie
jest od tego, aby tylko zadowalać pacjenta czy utwierdzać go w
wymyślonych zaburzeniach. Najbardziej roszczeniowi są ci, co sami płacą i
uważają, że mają prawo dyktować psychologowi, jaką opinię ten ma im
wystawić. Chcąc pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem, nie zawsze
spełnia się zachcianki czy roszczenia pacjenta. To może skutkować tym,
że pacjent zacznie obgadywać psychologa, trudno...ryzyko zawodowe. Z tym
też należy się liczyć. Dlatego, zawierając kontrakt, należy brać pod
uwagę wiele ewentualności.
Czy terapeuta ma ulegać manipulacją
pacjenta w obawie przed tym, aby nie zostać zwyzywanym? Czy ma ulegać
pacjentowi, aby ten nie wystawił mu złej opinii? Tylko dlatego, że
płaci.
Oczywiście, że nie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 października 2014
środa, 2 kwietnia 2014
Gdy idziesz do psychologa....
Wizyta u psychologa czy terapeuty niesie ze sobą napięcie, stres i różne inne przemyślenia. Poprosić o pomoc czasami okazuje się nie lada wyzwaniem. Przez lata pracy mam przyjemność spotykać wielu różnych i świetnych ludzi. Motywacje wizyty u psychologa są różne. Osobiście cieszę się, że świadmość u nas jest juz taka, że wizyta czy terapia nie jest wstydem, a coaching jest nawet dobrze widziany. Oczekiwania z jakimi się spotykam w stosunku do mnie określiłabym jako realne i nierealne. Ważne pytanie, jakie sobie warto zadać - PO CO IDĘ DO PSYCHOLOGA? jeżeli idę udowodnić sobie i jemu, jak bardzo jest do d u p y, to lepiej nie iść. Po co załamywać psychloga :))Jak sie uprzemy, to zawsze możemy sobie czy komuś coś udowodnić. Odpowiedź jest stosunkowo prosta - przez analogię - po co idę do krawcowej? uszyc sobie coś. Do psychologa idę, aby rozwiaząć lub znaleźć sposób na to, co mnie "gryzie" czyli nauczyć się obsługi własnego umysłu, własnych emocji czy dobrać się do swoich zasobów lub jezeli tego wymaga terapia nawet przyjrzenia się swoim mechanizmom obronnym i skonfrontowanie się z bolesnymi uczuciami. Czasami zmiany w sobie " bolą", a prawie zawsze występuje dysonans poznawczy. To chyba jest najgorszy moment w terapii bo wymaga przetrzymania, aby było juz tylko lepiej. Niektórzy w takim momecie przerywają terapię. Uprzedzam moich pacjentów, że taki moment może nadejść i zwiastuje on zmiany na lepsze.
Psycholog jest " niby" ekspertem i ma wiedzę o funkcjonowaniu umysłu. Jednak myślę, że warto pamiętać, że ostatecznie jesteśmy ekspertem sami dla siebie ponieważ nasze życie, to nasze wybory. Niektórzy chcą widzieć w psychologu autorytet. To przeważnie osoby z programem ( mechanizmem) -autorytet zewnątrzny. Natomiast niektórzy chcą widzieć w terapeucie partnera, przyjaciela, przewodnika- to przeważnie osoby posiadajace program - autorytet wewnętrzny.
Gdy przychodzi do mnie jakaś osoba po pomoc, to ma wobec mnie jakieś oczekiwania. Warto ustalic to na samym początku. Wobec siebie mam również oczekiwanie, że pomogę, że dam radę tak poprowadzić człowieka- pacjenta, aby ten sam stał się dla siebie pomagaczem i ekspertem. Mogę sie rozczarować, jeżeli mam oczekiwanie, ze jestem w stanie pomóc każdemu i zawsze. Nie, nie jest to mozliwe, abym każdemu mogła pomóc. Prawdopodobieństwo pomocy zwiększa się wprost proporcjonalnie do tego, czy dany człowiek chce naprawdę zmian w sobie. Gdy ktoś chce popełnić samobójstwo- to mam oczekiwanie, ze jednak nie popełni, bo ja jako psycholog tego nie chcę! Wcale to TAKIE proste nie jest, gdy pacjent nie oczekuje tego samego. Gdy nie wierzy, że może w sobie czy w swoim zyciu coś zmienić. Nadzieja w tym, ze skoro przyszedł z własnej inicjatywy, to chce żyć.
Psycholog jest " niby" ekspertem i ma wiedzę o funkcjonowaniu umysłu. Jednak myślę, że warto pamiętać, że ostatecznie jesteśmy ekspertem sami dla siebie ponieważ nasze życie, to nasze wybory. Niektórzy chcą widzieć w psychologu autorytet. To przeważnie osoby z programem ( mechanizmem) -autorytet zewnątrzny. Natomiast niektórzy chcą widzieć w terapeucie partnera, przyjaciela, przewodnika- to przeważnie osoby posiadajace program - autorytet wewnętrzny.
Gdy przychodzi do mnie jakaś osoba po pomoc, to ma wobec mnie jakieś oczekiwania. Warto ustalic to na samym początku. Wobec siebie mam również oczekiwanie, że pomogę, że dam radę tak poprowadzić człowieka- pacjenta, aby ten sam stał się dla siebie pomagaczem i ekspertem. Mogę sie rozczarować, jeżeli mam oczekiwanie, ze jestem w stanie pomóc każdemu i zawsze. Nie, nie jest to mozliwe, abym każdemu mogła pomóc. Prawdopodobieństwo pomocy zwiększa się wprost proporcjonalnie do tego, czy dany człowiek chce naprawdę zmian w sobie. Gdy ktoś chce popełnić samobójstwo- to mam oczekiwanie, ze jednak nie popełni, bo ja jako psycholog tego nie chcę! Wcale to TAKIE proste nie jest, gdy pacjent nie oczekuje tego samego. Gdy nie wierzy, że może w sobie czy w swoim zyciu coś zmienić. Nadzieja w tym, ze skoro przyszedł z własnej inicjatywy, to chce żyć.
Zatem przychodząc na terapię - mamy oczekiwania. Bardzo ważne jest poznać oczekiwania ponieważ często od tego zależy efektywność terapii. Zwykle ciężko je sprecyzować. Dlatego warto przed wizytą u psychologa sobie nad tym pomyśleć. Często zadaję pytanie - dlaczego akurat do mnie ?
odpowiedzi słyszę różne:
1. Znajmona mi poleciała. Ona była zadowlona, to ja też chcę.
2. Bo blisko mieszkam tej Poradni.
3. Szukałam w internecie psychologa dla siebie i Pani ma dużo dobrych opinii.
4. Akurat było miejsce wolne do Pani.
5. Rodzina mówi, ze mam coś zrobić ze sobą i powinnam pójść do psychologa, no to jestem.
6. Psychiatra zalecił mi chodzenie do psychologa.
Z tych odpowiedzi mogę sobie wysuwać ( hipotezy) wnioski, co do efektywności w zakresie terapii, jak też do nawiązania lepszej współpracy pomiędzy sobą, a osobą, która do mnie przychodzi.
ad. 1 ta osoba jest zmotywowana do terapii i chce pracowac nad sobą. Pozadrościła znajomej- czy tylko zazdrość będzie dobrym motywatorem do zmian? Ucieszyła się, ze znajomej tak fajnie- ona też tak chce.
To czasami jest mylne. W trakcie terapii wychodzi , że ta osoba OCZEKIWAŁA, iż to przyjedzie lekko, łatwo i przyjemnie. Ona co prawda była świadkiem, jak znajoma się zmieniała, jak nabierała radości, pewności. Niestety, nie widziała wewnętrznej pracy tej znajomej i myślała, że u psychologa, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego nie pomyślała, ze wewnętrzna zmiana, to nie tylko zasługa psychologa, ale głównie tej osoby, ktora podjęła działania, aby dokonać w sobie zmian. Często przy takiej okazji powtarzam, ze czasami na talerzu podaję dobre kąski, ale już nie ode mnie zależy czy je ktoś pogryzie, przełknie, przetrawi i wydali.
ad.2 to może pragmatyczna osoba, ceni swoj i moj czas, albo ta osoba kieruje się tylko jednym wskażnikiem , bedzie zatem mi trudniej ukazać więcej perspektyw. Może być trudno- ta osoba idzie na łatwiznę i spodziewa się, ze będzie tylko lekko i bez specjalnego wysiłku. Może zła sytuacja finansowa nie pozwala szukac dalej lub gdzie indziej?
ad. 3 Te odpowiedzi lubię i zarazem trochę się obawiam - raz, ze one łechcą moje ego :) a wiecie, że czlowiek jest trochę prózny i lubi pochlebstwa, a przez to jest mniej uważny :) lubię dlatego, bo myślę, ze ta osoba naprawdę sobie chce pomóc i oczekuje profesjonalnego podejscia. Najczęsciej wtedy oboje się uczymy i rozwijamy. Jednocześnie obawiam się takch odpowiedzi bo czy oczekiwania tej osoby są takie, którym ja będę mogła sprostać? czy trafię w sedno? czy pomogę znaleźć klucz?
Nasza psychika tak działa, ze jak gdzieś idziemy i spodziewamy się wiele, to mozemy się szybciej rozczarować i przeciwnie - gdy nie spodziewamy się wiele, to jesteśmy miło zakoczeni.
ad 4 hmm najczęsciej taki pacjent jest na dwoch wizytach albo jednej i zmienia psychologów. Może jeszcze nie dojrzał do zmiany? czuje ze coś mu nie tak, ale sam nie wie czy chce. Najczęściej wtedy też ustalam tak naprawdę cel wizyty bo sprawa też może być bardzo poważna, pacjent jest u kresu i obojętnie kto, byleby uzyskać szybko jakąś pomoc albo błaha bo chce zdobyć zaświadczenie od psychologa po coś tam.
ad. 5 czesto jest tak, ze cała rodzina powinna się zgłosić do psychologa i bez terapii rodzinnej, to nic się nie osiagnie.
ad.6 psychiatra jest autorytetem, to lekarz, skoro zalecił chodzenie, to chodzę. Tu trzeba bardzo uważać bo chodzenie do psychologa w ramach recepty od lekarza, to jak łykanie kolejnych tabletek- zrozpaczony pacjent mówi- "chodzę , chodzę i nic się nie poprawia". Najczęściej te osoby są bierne i czekają, że samo się coś zrobi. Biorą lekarstwa , chodzą do psycholga i nic...coraz gorzej. To jest smutne - ale sama tabletka i samo chodzenie nic nie daje bez wewnętrznej "pracy" nad sobą.
Z tych odpowiedzi powstaje punkt wyjścia do rozpoczęcia terapii, albo nawet jej zaniechania. Najczęściej w trakcie rozmowy sprawdzam swoje wnioski ( hipotezy), czy pierwsze wrażenia są prawdziwe, czy mi się tylko tak wydawało. Chyba nie ma nic gorszego, gdyby psycholog przywiązał się do swoich oczekiwań, ocen i chciał potwierdzać tylko swoje hipotezy.
Zatem bardzo ważne są oczekiwania - czego chcę dla siebie? czego pragnę ? to podstawowe życiowe pytanie - jeżeli wiem czego chcę, to wiem gdzie idę - psycholog, psychoterapeuta czy coach może mi pomóc w tym czy wskaząć jak to zrobić....a jednocześnie nie wyprowadzi " w pole ". Jako psycholog nic za Ciebie nie zrobię. W życiu bywają sytuacje, ze ktoś może za nas coś może zrobić np. umyć naczynia, posprzątać w domu itp. ale już nikt się za nas nie naje, nie napije, jak też nie zmieni przekonań, sposobu myślenia czy blokujących schematów czy innych mitów i sterootypów w naszym myśleniu, których czasami jesteśmy nawet nieświadomi. Tak, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec kompleksów czy konfliktów wewnętrznych.
Gdy juz wiem czego chcę i robię to, to może psycholog nie jest mi potrzeby? może być i tak :)
Gdy nie wiem czego chcę, to czas najwyższy się dowiedzieć, a terapia lub coaching może w tym pomóc.
Gdy odczuwam brak motywacji do życia i mam same problemy, to zapewne na terapię najwyższy czas.
Czuję, ze nie dam sobie rady z kryzysem, jaki dopadł mnie w aktualnej sytuacji, to nie ma na co czekać. Świadomość, ze potrzebuję pomocy okazuje się, ze to juz krok do sukcesu malego czy dużego.
Gdy odczuwam brak motywacji do życia i mam same problemy, to zapewne na terapię najwyższy czas.
Czuję, ze nie dam sobie rady z kryzysem, jaki dopadł mnie w aktualnej sytuacji, to nie ma na co czekać. Świadomość, ze potrzebuję pomocy okazuje się, ze to juz krok do sukcesu malego czy dużego.
Gdy masz przekonanie, < to i tak nic da> < i tak się nie zmienię> < i tak się nie poprawi> <i tak nic z tego> i mimo to, idziesz do psychologa, to gdy wspólnie z psychologiem nie zmieni się tego programu zalegającego żalu i bezradności objawiającego się takim właśnie myśleniem, to faktycznie nic nie da. Zgodnie ze swoimi przekonaniami mamy rację. Mało tego....my jako ludzie dążymy do tego, aby udowadnić sobie swoje racje.
poniedziałek, 31 marca 2014
Jak to jest z oczekiwaniami.
Oczekiwania są częścią naszego życia, a właściwie częścią nas samych. Oczekiwanie, to pragnienie, żądanie czegoś dla siebie. Oczekujemy, żeby nasze pragnienie zostało spełnione. Dobrze, jak nie przywiązujemy się do wyniku bo wtedy mamy mniej rozczarowań. Jeżeli oczekiwanie nie zostaje spełnione powstaje wewnętrzny zawód, rozczarowanie, smutek, zły nastrój, pretensja do świata i ludzi. Często też nie uświadamiamy sobie oczekiwań. Gdy się głebiej zastanowimy, to często cierpimy nie z powodu samego ŻYCIA, ale z powodu niespełnionych OCZEKIWAŃ. Podobno Budha nie miał oczekiwań. Jednak my, zwykli, a zarazem wyjątkowi ludzie, nie jesteśmy w stanie się ich pozbyć. Choćby najmniejsze, ale będą. Jednak każde rozczarowanie uświadamia nam nieralność naszych złudzeń czy wizji. Oczekiwania kształtują się powoli. Początkowo jako dzieci czy nastolatkowie spełniamy oczekiwania rodziców i innych dorosłych osób, ktorzy mają wpływ na nasze wychowanie, a więc także nauczycieli. My od rodziców oczekujemy, ze dadzą jeść, kupią zabawkę...itp. Otoczenie oczekuje od nas, że będziemy jacyś.....my od otoczenia oczekujemy, że będzie nam sprzyjać i zadowalać.
Skoro cierpimy przez to, ze mamy oczekiwania, to może lepiej ich nie mieć ?
Tak po prostu, płynąć z prądem życia niczego nie oczekując, akceptowwać wszystko co się dzieje, uśmiechać się do siebie, ludzi i życia. Okazuje się, że taka droga wcale nie pozbawia cierpień. Z biegiem czasu takie płynięcie z prądem, to po prostu automatyczne życie, za którym stoją nieświadome programy wcześniej wdrukowane przez otoczenie, a my nie jesteśmy w stanie pozbyć się tego, ze jeżeli do kogoś się "uśmiecham", to oczekuję wzajemności. Takie życie też sprawia, że wkracza nuda i jesteśmy niezadowoleni z siebie i z życia. Życie nas nauczyło, że na wzajemność możemy oczekiwać lub nie. To znaczy, oczekiwać sobie możemy, tyle że nie zawsze ją dostaniemy. Z tym zapewne warto się pogodzić, zaakceptować bo domaganie się i żądanie od kogoś wzajemności, to już narzucanie swojej woli, a to jest przemoc.
Tak po prostu, płynąć z prądem życia niczego nie oczekując, akceptowwać wszystko co się dzieje, uśmiechać się do siebie, ludzi i życia. Okazuje się, że taka droga wcale nie pozbawia cierpień. Z biegiem czasu takie płynięcie z prądem, to po prostu automatyczne życie, za którym stoją nieświadome programy wcześniej wdrukowane przez otoczenie, a my nie jesteśmy w stanie pozbyć się tego, ze jeżeli do kogoś się "uśmiecham", to oczekuję wzajemności. Takie życie też sprawia, że wkracza nuda i jesteśmy niezadowoleni z siebie i z życia. Życie nas nauczyło, że na wzajemność możemy oczekiwać lub nie. To znaczy, oczekiwać sobie możemy, tyle że nie zawsze ją dostaniemy. Z tym zapewne warto się pogodzić, zaakceptować bo domaganie się i żądanie od kogoś wzajemności, to już narzucanie swojej woli, a to jest przemoc.
Dlatego nie na darmo psycholodzy, mistycy, specjaliści od rozwoju osobistego czy po prostu ludzie, dążą do tego, aby być ekspertem dla siebie samego. Samorealizacja jest naszą potrzebą. Któż może nas poznać lepiej niż my sami? To nie mama, tata, mąż, żona czy terapeuta wie, co mi potrzeba, co mnie uszczęśliwi i co da spełnienie, ale JA - to JA musi wiedzieć czego chce, czego pragnie.
Zarazem warto też wiedzieć, ze to do czego dąży może się nie spełnić. Nie znaczy to wtedy, że JA ma się użalać nad sobą, gdy tego nie dostanie. Dojrzały emocjonalnie człowiek nie tupie nóżkami, nie histeryzuje, że czegoś nie dostaje. Fajnie, gdyby nam szczęście , sukcesy, spokojne życie, pieniądze spadały z nieba, jak manna :))) Niestety tak nie jest. OCZEKIWANIE LEKKIEGO, ŁATWEGO ŻYCIA NIE ZAWSZE SIĘ SPEŁNIA. Tak, jak nie możemy oczekiwać życia pozbawionego emocji czy kłopotów i nastrojów z tym związanych. Chyba tylko psychopaci nie odczuwają emocji.
Zarazem warto też wiedzieć, ze to do czego dąży może się nie spełnić. Nie znaczy to wtedy, że JA ma się użalać nad sobą, gdy tego nie dostanie. Dojrzały emocjonalnie człowiek nie tupie nóżkami, nie histeryzuje, że czegoś nie dostaje. Fajnie, gdyby nam szczęście , sukcesy, spokojne życie, pieniądze spadały z nieba, jak manna :))) Niestety tak nie jest. OCZEKIWANIE LEKKIEGO, ŁATWEGO ŻYCIA NIE ZAWSZE SIĘ SPEŁNIA. Tak, jak nie możemy oczekiwać życia pozbawionego emocji czy kłopotów i nastrojów z tym związanych. Chyba tylko psychopaci nie odczuwają emocji.
Oczekiwania mamy wszędzie np. człowiek, ktory jest w zwiazku z innym człowiekiem, ktory pije nadmiernie ( przyjęło się mówić alkoholik, alkoholiczka), zdradza albo oszukuje czy bije lub z takim, który nie spełnia bardzo ważnych oczekiwań czy potrzeb ( np. nie chce dzieci, jest askekulany itp)
Trzeźwy ciągle oczekuje, że czlowiek-alkoholik nie napije się tym razem. ( czy oczekiwanie to nie jest śmieszne, a zarazem tragicznie wpędzające w dół ?)
Zdradzony oczekuje, ze następnym razem nie zostanie zdradzony albo wcześniej zostanie o tym poinformowany ( czy to oczekiwanie może być realne ? przecież z jakiegoś powodu doszło do zdrady, nie będzie już zdradzał, bo co ? my tego oczekujemy ? wcześniej też tego oczekiwaliśmy)
Oszukany oczekuje, że następnym razem, to mąż/żona powie prawdę i nic nie zrobi za naszymi plecami.
( jeżeli ktoś kłamie, kombinuje za naszymi plecami, to nagle się zmieni bo my tego oczekujemy ? )
Możemy się oburzać i wkurzac na innych - niestety - inni mają prawo być jacy chcą, czy też jacy potrafią być. Tak samo, jak my mamy takie prawo.
Możemy się oburzać i wkurzac na innych - niestety - inni mają prawo być jacy chcą, czy też jacy potrafią być. Tak samo, jak my mamy takie prawo.
Często okazuje się, że nasze oczekiwania w stosunku do INNYCH LUDZI nie spełniają się- a psychika wypiera i nie dopuszcza do świadomosci prawdziwych faktów. Mechanizm wypierania został w psychologii dość dobrze opisany. Żyjemy złudzeniami.
To oszukiwanie samego siebie sprawia, ze cierpimy przez własne oczekiwania - przez to, ze chcemy, aby ten ktoś był inny niż jest, no bo my np. chcemy mieć zwiazek czy szczęśliwą rodzinę, bogtyach rodziców czy uzdolnione dzieko itp. Nie bierzemy pod uwagę faktów, tylko własne oceny i wizje.
Gdy jesteśmy w małżeństwie niezadowoleni, wtedy często zaczyna się proces chęci zmiany tego drugiego, a nie siebie. Czasami przypomina to tłuczenie głową w mur. Chcemy go naprawiać na takiego, aby spełniał nasze oczekiwania i nasze wizje. Jest jeszcze druga opcja, że zaczynamy go usprawiedliwiać i zmniejszać własne oczekiwania, budując nie to, czego chcieliśmy. Jest też inna opcja, że niczego nie wypieramy. Bierzemy pod uwagę fakty i stawiamy ultimatum, albo się rozstajemy lub podejmujemy jeszcze inne działania.
Gdy jesteśmy w małżeństwie niezadowoleni, wtedy często zaczyna się proces chęci zmiany tego drugiego, a nie siebie. Czasami przypomina to tłuczenie głową w mur. Chcemy go naprawiać na takiego, aby spełniał nasze oczekiwania i nasze wizje. Jest jeszcze druga opcja, że zaczynamy go usprawiedliwiać i zmniejszać własne oczekiwania, budując nie to, czego chcieliśmy. Jest też inna opcja, że niczego nie wypieramy. Bierzemy pod uwagę fakty i stawiamy ultimatum, albo się rozstajemy lub podejmujemy jeszcze inne działania.
Inne mniej poważne sprawy, ktore mogą dopiero doprowadzić do poważniejszych kryzysów:
Oczekujemy, jak inni powinni się zachować- np. pani ekspedientka powinna być dla mnie miła i się uśmiechać, mój chłopak powinien przynosić mi kwiaty, dzwonić i pisać smsy...itp.
To są wizje, w których mamy schematy ( też nieświadome), jak inni powinni się wobec nas zachowywać. Takie oczekiwania prędzej czy pózniej doprowadzają do kryzysu, wzajemnego niezrozumienia. Jedną z przyczyn jest to, że nie kreujemy siebie czy nie kreujemy swoich sposobów działania tylko narzucamy innym swoje WIZJE, jak mają się zachować, chcemy "kontrolować " innych. To prędzej czy później prowadzi do zakłóceń w relacji do samego siebie, czy tez w komunikacji interpersonalnej - osobistej, zawodowej terapeutycznej itp.
To są wizje, w których mamy schematy ( też nieświadome), jak inni powinni się wobec nas zachowywać. Takie oczekiwania prędzej czy pózniej doprowadzają do kryzysu, wzajemnego niezrozumienia. Jedną z przyczyn jest to, że nie kreujemy siebie czy nie kreujemy swoich sposobów działania tylko narzucamy innym swoje WIZJE, jak mają się zachować, chcemy "kontrolować " innych. To prędzej czy później prowadzi do zakłóceń w relacji do samego siebie, czy tez w komunikacji interpersonalnej - osobistej, zawodowej terapeutycznej itp.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
