czwartek, 25 czerwca 2015

Gdy Twoje dziecko się jąka..

Zacinanie się i jąkanie pojawia się ok. 4 czy 5 roku życia. Czasami pojawia się jako samoistny objaw fizjologiczny i znika. Czasami jednak przechodzi w nawyk takiego mówienia i staje się nieprawidłowością. Dobra wiadomość jest taka, że jest możliwe skorygowanie tej wady wymowy.
Źródła najczęściej są natury psychologicznej, ponieważ symptomy są skutkiem strachu, lęku, poczucia niższości, bezradności lub nadmiernej kontroli ze strony rodziców (w tym np. stałe i częste zwracanie uwagi, kontrolowanie, poskramianie samodzielności itp.)


Najczęściej psychologowie udzielają takich porad:


1. Nie dokuczaj dziecku.
2. Nie zwracaj uwagi na jego sposób mówienia.
3. Nie nalegaj, by dziecko mówiło w jakiś określony sposób.
4. Nie przerywaj dziecku, gdy coś relacjonuje albo opowiada.
5. Nie zbijaj dziecka z tropu wypowiedzi, np. zwracając mu uwagę za każdym razem, by zdanie zaczynał, od „proszę".
6. Spróbuj pomóc dziecku, by uporał się z lękami i poczuciem nieadekwatności.
7. Wzmacniaj w nim poczucie pewności siebie.
8. Staraj się odwracać uwagę od tego, jak mówi, tylko skup się na tym, o czym mówi.

9. Czytaj dziecku bajki: relaksacyjne oraz takie, które mówią o przezwyciężaniu trudności.

Oczywiście dziecko z utrwalonym nawykiem zacinania czy jąkania powinny się udać do logopedy, czyli specjalistę od wad wymowy. NFZ również refunduje takiego usługi.


Dziecko do 12 -14 roku jest bardzo związane z matką. Kosmo energetyka nawet stwierdza, że mają jedno biopole.  Jesteśmy jak zestaw naczyń połączonych. W związku z tym napięcia i stresy matki automatycznie udzielają się dziecku. Dlatego też warto się zastanowić, czy jako matka nie mam problemów natury emocjonalnej, które warto przegadać lub przerobić z psychologiem. Oczywiście tatusiowie też mogą się zastanowić, jaki mają stosunek do żony i czy ich wzajemne relacje są spokojne i pozbawione napięć, albowiem dziecko jako część systemu odzwierciedla go. Dlatego ważne jest, aby uzdrawiać cały system, a nie tylko dziecko.

piątek, 12 czerwca 2015

Jak leczy Ajurweda?


piątek, 5 czerwca 2015

Rodzina jako system..

Dawno temu, na kursie z metody Slivy usłyszałam, że rodzimy się jako złote dzieci. Potem oblepiają nas gliną, czasami tak mocno, że nie widzimy swojego cudownego jestestwa...

Wszystko, co pozytywne, pełne miłości, dobroci, lekkości pochodzi od naszego boskiego jestestwa. Dlatego wszystko, co dobre i zdrowe jest już w nas! Wszystko, co negatywne pochodzi z otoczenia, z materii — nienawiść, zazdrość, zawiść, litość, przemoc, wszystko, co negatywne, jest nabyte. Nasze ego, czyli uformowany twór w materialnym świecie dąży do materialnych rzeczy. Uwierzyliśmy pewnie też, że to cudownie mieć, posiadać dobra materialne. Jest to też  jakaś konieczność, bo jak tu w czasie zimy, żyć bez dachu nad głową?

Sami siebie możemy traktować jak świadomość, która łapie to, co dzieje się w otoczeniu. Najczęściej wyłapujemy to, z czym sami wibrujemy, rezonujemy. Niektórzy powiedzą jeszcze o karmie czy wibracjach z poprzednich wcieleń. Sami wiemy, jak udziela nam się np. złość czy radość innych. Emocje są zaraźliwe. Dlatego takie ważne jest, abyśmy nie dewaluowali innych, zwłaszcza dzieci, które dorastają i wiedzą o sobie tyle, ile dorośli im przekażą. Nie można zmienić dziecka, jeśli rodzice sami nie chcą się zmieniać. Czy rodzic pełen wad, złości, niecierpliwy, krzyczący może mieć spokojne dziecko? Co najwyżej może mieć uległe dziecko lub wręcz przeciwnie — bardzo złośliwe. Dzieci poniekąd są odcieniem dorosłych. Dlatego warto, abyśmy się uczyli, jak dalece jako rodzice mamy udział w tym, że dziecko odnosi się do nas tak, a nie inaczej. Jaki mamy w tym udział, że dziecko jest histeryczne? "Grzeczne czy niegrzeczne"?

Jak łatwo poznać siebie? Najlepiej skorzystać z zasady lustra". To, co irytuje nas u innych, jest tym, co niesiemy w sobie. Irytuje, bo wibrujemy z tym, bo zauważamy to, bo energia nasza współgra z tym. Jeśli Twoje dziecko irytuje się na rówieśników z jakiegoś powodu, to zasada lustra również obowiązuje.
Czasami jest tak, że u dziecka zwalczamy te cechy, które sami w sobie mamy. Tępimy je z zaciekłością u kogoś innego, zamiast u siebie. Co nas może obchodzić chciwość innych, jeśli sami tacy nie jesteśmy? Co nas może obchodzić to, że inni obgadują, jak sami tak nie robimy?

Żaden psycholog nie zmieni ani nie „naprawi” rodzicowi dziecka. Najwyżej może pomóc rodzicowi, jak postępować, jak się zmieniać, jak oddziaływać, aby było to z korzyścią dla siebie i dziecka. Często dziecko, jako najsłabsze ogniwo systemu, jakim jest rodzina, daje znać swoim zachowaniem, że coś się dzieje źle w tym systemie. Dlatego warto uświadomić sobie, jaki tworzymy  rodzinny system , jaka jest atmosfera, jakie emocje i myśli i zachowania " wkładamy " do systemu? Co odbieramy? Można śmiało powiedzieć, że jesteśmy dawcą i biorcą w jednym. Chcemy spokoju, to sami musimy go zachować. Chcemy, aby inni nas rozumieli? Sami musimy siebie i innych zrozumieć. Chcemy, aby inni nas słuchali? Sami musimy słuchać innych. Itd...

czwartek, 4 czerwca 2015

jak to jest z tym muszę...

Czy słowo muszę, jest słowem pułapką? Czy słowo muszę, jest może słowem, kluczem do sukcesu? Czy może słowo muszę, jest wyrazem naszej chęci czy woli?

No właśnie, czym jest słowo, MUSZĘ? Za słowem kryją się emocje. Słowa wypełniamy emocjami lub nie. Inną odmianą < muszę > jest, powinien. Czy słowo muszę i słowo powinienem, powinni, pomagają, czy przeszkadzają nam?

Co oznacza słowo, muszę? (za SJP).

1. nie mieć innego wyboru, nie mieć możliwości uniknięcia czegoś;

2. być zobowiązanym do czegoś;

3. chcieć czegoś bardzo.

Co oznacza, słowo powinien?

Czasownik modalny występujący w zdaniach wyłącznie w użyciu orzeczeniowym i tylko w połączeniu z bezokolicznikiem;
1. jest pożądane, żeby ktoś coś zrobił, wykonał, np.: Powinien zapłacić czynsz.;
2. jest spodziewane, że coś się wydarzy, np. Niedługo powinno się rozjaśnić.;
3. jest wskazane, żeby ktoś lub coś spełniało określone warunki, np.: Uczeń powinien być grzeczny.


Zdaje się, że nieopatrzne używanie słowa muszę i powinien, prowadzi do frustracji, a w efekcie do fatalnego samopoczucia i coraz mniejszej energii do działania. Chyba najwięcej pacjentów ma właśnie taki problem, gdzie słowo < powinien, powinna, powinni >, jest na porządku dziennym. Słowo muszę w jakichś sposób „zabija” wolną wolę, powstaje złudzenie, że nie mamy wyboru. Każde muszę, powoduje przymus, nacisk. Jeżeli wypowiadamy słowo < muszę>  w kontekście -tak mi się nie chce, ale ja muszę, jest to stres, nacisk, nieprzyjemność. Natomiast jeżeli słowo <muszę> wypowiadamy w kontekście chcę, pragnę, zależy mi...wtedy to motywuje. Dlatego lepiej w mowie wewnętrznej łapać się na tym, aby słowo muszę, zamieniać na chcę, które to wyraża NASZĄ WOLĘ.

Muszę, przeważnie bierze się z tego, czego nauczyliśmy się od innych, początkowo od rodziców — musisz zrobić kupkę, musisz coś zjeść, musisz umyć zęby, musisz złożyć życzenia cioci, musisz się u uśmiechnąć, musisz być miły dla tej pani, musisz ładnie wyglądać, musisz zdać maturę, musisz mieć rodzinę, musisz być wierny żonie itp. itd.
Musisz — czyni z nas automat". Potem się już nie zastanawiamy, tylko robimy, bo musimy. Fajnie, gdy to muszę, przejdzie, w chcę. Jednak nie zawsze tak się zdarza.

Powinni:

Oni powinni inaczej się zachować, on nie powinien tak powiedzieć, ona nie powinna tak wobec mnie postąpić, on nie powinien mnie zdradzać, ona nie powinna odejść do innego, ona powinna ze mną to wyjaśnić, oni nie powinni kraść, on nie powinien jechać pijany samochodem, itp itd.

Słowo powinni, bardzo obciąża nasze nadnercza, albowiem < emocjonalne powinni >, sprawia, że wydziela się adrenalina. Wydziela się ona zwłaszcza wtedy, gdy staramy się zmienić innych ludzi, bo np. nam się wydaje, że wiemy lepiej. Wiemy jacy powinni być ludzie, jak mają się zachowywać i postępować i irytujemy się, gdy oddalają od tej perfekcji, czy wyobrażania w głowie. Czasami bardzo późno dociera do nas świadomość, że nie zmienimy innych, ponieważ decyzja o zmianie leży w nich, nie w nas. Każdy ma wpływ na zmianę u siebie, a przynajmniej dobrze, jak ją ma. Bardzo często powtarzam, gdy ktoś uporczywie chce, aby ten drugi był inny, niż jest — czy możemy się za kogoś najeść? Nie możemy. Emocjonalna frustracja z powodu tego, że inni powinni, a nie robią tak, to jest, jak tłuczenie głową o ścianę. Nic to nie da, a bardzo zmęczy i porani nas, nie ścianę. Warto mówić do tych, co chcą słuchać, a nie do tych którzy tego nie chcą. Jeżeli chcemy narzucić komuś swoją wolę, to już jakaś przemoc. Zatem, czy dziecko można wychowywać bez żadnej przemocy? Śmiem twierdzić, że nie. Ważna jest świadomość, kiedy i jak jej użyć.

O ile muszę, najczęściej stosujemy do siebie, to powinność najczęściej stosujemy wobec innych. Wobec siebie powinność  sprawia, że wbijamy się w poczucie winy, np. powinnam to zrobić, a tego nie zrobiłam. Mamy w głowie schematy — powinno się. Jeżeli tego nie robimy, mamy poczucie winy, dyskomfort psychiczny. Np. ktoś nie zaśnie, bo powinien umyć naczynia, a one stoją w zlewie. Im więcej tego powinnam, tym więcej działania pod wpływem presji, która to bardzo stresuje. Ktoś powie, no tak, ale przecież tak trzeba. Może trzeba, pod warunkiem, że nie robi się to kompulsją czy przymusem i jak jesteśmy zmęczeni, to nawet potrafimy odpuścić.

Dlatego dla własnego zdrowia i psychicznego samopoczucia warto zrobić sobie refleksję z muszę i oni powinni. Ocena, że oni coś powinni różni się od osądzenia. To właśnie osądzanie innych sprawia, że tracimy energię na zmianę innych, albo na przeżywanie, że inni nie są tacy, jak być powinni.

Czy powinieneś zmieniać innych? Jest pewna taka oczywistość, którą wiele razy powtarzamy — chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Czy wiemy, jak mamy się zmieniać?



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Lorafen, xanax a lęki...

Myślę, że muszę o tym napisać, a nawet powinnam. Bardzo się też cieszę, że lekarze psychiatrzy podkreślają, że leki z grupy benzodiazepin ( BDZ) to legalny narkotyk tak, jak alkohol, papierosy, dopalacze. Ku mojej rozpaczy znam pacjentów, którzy biegają po paru lekarzach, aby dostać te środki.

Ostatnio jeden z lekarzy psychiatrów na wykładzie, w którym uczestniczyłam, powiedział tak- z benzodiazepinami jest tak, jakby dawać tabletkę na ból zęba. Ona nie leczy zęba. Leki z tej grupy powodują szybkie uzależnienie. Aby nie doszło do uzależnienia, powinno się je stosować tylko 3 tygodnie i to łącznie z odstawieniem.

Najśmieszniejsze a właściwie najtragiczniejsze jest to, że leki BDZ są przypisywane na zaburzenia lękowe, na obniżenie napięcia, na poprawę snu a w efekcie, w skutkach ubocznych powodują to, na co są zapisywane, czyli — lęki, napięcie i trudności ze spaniem itp. Dlatego ich dawki są zwiększane. Błędne kolo.

Co ciekawe — skutki uboczne można już zacząć odczuwać podczas brania tych leków. Występuje też coś takiego jak "zjawisko odbicia polegające na tym, że po odstawieniu leku objawy, które on zmniejszał, nierzadko wracają z nasileniem o wiele większym niż przed farmakoterapią. Zjawisko to szczególnie utrudnia odstawienie benzodiazepin" Nawet nie trzeba odstawiać, aby odczuwać takie skutki. Wszystko zależy też od indywidualnych skłonności.

Znam parę osób, które brały długo benzodiazepiny i cierpiały bardzo a poprawy samopoczucia nie miały a wręcz przeciwnie Tylko dwie osoby zdecydowały się rozpocząć walkę z uzależnieniem od BDZ.

Należy pamiętać, aby samemu nie odstawiać tych leków, tylko zrobić to z pomocą lekarza. Natomiast, aby poradzić sobie z problemami, terapia i zmiana jest konieczna. To znaczy, że aby zebrać owoce lepszego samopoczucia, to należy najpierw zasiać i uprawiać ogródek. Sięganie po pigułki bez pracy nad sobą może szkodzić bardziej, niż się tego spodziewamy.

Wiem, że porządni psychiatrzy nie leczą benzodiazepinami, a jeżeli już, to informują pacjentów o zagrożeniu i stosują je krótko.

Najbardziej popularne to relanium, klonazepan, lorafen, zomiren, xanaks, signopam,

Odsyłam do Wikipedii, można zapoznać się z nazwami leków — Tutaj klik i tutaj więcej na ten temat.
tabletka
zdjęcie pochodzi ze strony ttps://kefir2010.wordpress.com

czwartek, 12 marca 2015

linia czasu i ciało

Chyba najtrudniejsza rzecz, to żyć tu i teraz, czyli tu gdzie nasze ciało. Czy to w ogóle jest możliwe? Przecież musimy też myśleć o przyszłości czy wspominać przeszłość. Wszystko, co związane z emocjami bardzo nas  "dotyka"  W radzeniu sobie z przyszłością często biorą udział dwie strategie - prokrastynacja- odwlekanie by w nią  nie wchodzić...i  martwienie się czyli złudny mechanizm, ze jak się o nią zamartwię, to wszystko będzie dobrze.Martwienie się o nią, daje złudny mechanizm kontrolowania jej.
Mamy umysł, podobno bez granic, który myśli, analizuje, planuje, potrafi tworzyć obrazy, refleksje, dokonywać wglądu i wspominać....itd Główny problem  związany z przeszłością, to żal, który można nazwać zamartwianiem się  do tyłu... np. szkoda, ze się skończyło, szkoda, że się nie zdarzyło, mogłem zrobić inaczej, dlaczego tego nie zrobiłem? a dlaczego rodzice tak postępowali? itd i itp... Oddawanie  energii sprawom z  przeszłości powoduje jej spadek w teraźniejszości - jak to huna mówi -  a przecież moment mocy jest teraz!  a energia podąża za uwagą. Im bardziej wchodzę w psychologią i w psychikę ludzką, czy to swoją czy klienta, to nabieram przekonania, że stary system huny zawiera wszystko, co o psychice trzeba wiedzieć a współczesna psychologia nawet jeszcze nie dogania tych informacji o czym kahuni wiedzieli już dawno. Dobrze, że znalazł się taki człowiek jak Max Freedom Long, ktory poświecił swoje życie na zgłębianiu tej wiedzy. Niestety misjonarze skutecznie  zamknęli usta i zniszczyli tę kulturę. Max, jak sam pisze był nauczycielem a nie żadnym magiem. Zainteresował się wiedzą po tym, jak zobaczył na własne oczy, że stara Hawajka " naprawiła" w mgnieniu oka złamaną nogę jakiemuś człowiekowi. Warto przeczytać jego książki. Coś dziwnego jest w naszym katolickim społeczeństwie. Wierzą w Jezusa, Boga, czytają biblię a  ze współczesnych " cudów" czy uzdrowień się śmieją.
Od 7 lat bardzo niesystematycznie pracuję sama ze sobą taki " ezoterycznymi"  metodami i ze zdziwieniem odkrywam, ze to działa.Zauważam też, że sama się  trochę tego boję.  Zaczęło się od długiego  leżenia po złamaniu dwóch kości prawej nogi  i to tak śmiesznie, że jedno złamanie było na dole w miesjcu bardzo trudnym do wygojenia  a druga, cienka  kość  na samej gorze. Złożyli nogę ( po tygodniu od złamania) i  lekarz oznajmił, że złamania u góry  nie składali - ale to nie szkodzi bo ta kość  nie musi być zrośnięta.  Nie będę opisywać całej historii ale do dziś widzę minę lekarza, który z niedowierzaniem ogląda dwa zdjęcia rentgenowskie i pyta- ale jak to? jak to się zrosło? Drugie zdziwienie wyraziła pani dr na rehabilitacji  - ma pani wyjątkowe szczęście   -ludzie po złamaniu w tym miejscu najczęsciej mają tę nogę niekształtną i często opuchniętą a nawet krótszą. . Po mojej  nie widać, ze kiedyś było takie  poważne spiralne  złamanie. 
To co mnie blokuje przed całkowitym wejściem w  "cuda"  to wiedza akademicka, ta uznana i ta powszechnie szanowana. To system dozwolonych przekonań. Tego co wypada głosić i tego co nie wypada głosić.   Może to dobrze, że mam wiedzę akademicką, ponieważ  podchodzę do wszystkiego z dużą dozą rozsądku, z wątpliwościami i ze sprawdzaniem na sobie,  bez zbędnego fanatyzmu ale jednak otwarta na nowe.  Jednak przełamywanie starych schematów czy innych blokad wymaga jakiejś dozy  "samozaparcia." 
Robiąc następne Studium za duże pieniądze, uznane przez nasze państwo i system nabywam teoretyczną wiedzę a praktycznej bardzo mało. Ze  zdziwieniem odkryłam, ze stosuję od dawna terapię schematów i nawet nie wiedziałam, ze to się tak nazywa. Często teorie psychologiczne opisują  też to, co my praktycy- terapeuci  za pomocą intuicji robimy, czy sami wypracujemy na drodze intuicji.
  Aby być   dostosowanym do społeczeństwa,  należy podążać drogą uznaną przez większość.  Już w szkole   ocenia i nagradza  się  nas za posłuszeństwo a nie za samodzielne myślenie czy włożony wysiłek. Tragedią jest to, ze niektórzy ludzie nigdy nie zaczynają myśleć samodzielnie i prawdy ciągle szukają na zewnątrz siebie a nie wewnątrz.  Ba! nawet boją się myśleć inaczej niż nakazuje schemat. Biedna Szymborska nie zaliczyła  interpretacji swojego wiersza :) System uczenia i certyfikacji  kosztuje. Kolko się kręci- jak się nie zapłaci to można być uznanym za szamana. "Papier "-  dyplom, chroni przed prawem,  nawet  gdy popełniamy całą masę błędów.  Sami wykładowcy na szkoleniach  posiłkować muszę się  pomocami bo przecież nikt na pamięć nie zna tych  teorii a egzamin to wykuć, zdać, zapomnieć.
No dobra odbiegłam od tematu, chyba jakieś żale mi się włączyły :D
Umysł jest na tyle plastyczny, ze tak, jak przyczepia się  do przeszłości , to na tej samej zasadzie może przyczepiać się do przyszłości - co ja zrobię, gdy to nie wyjdzie? co będzie, gdy znowu będzie tak samo? co będzie jak ... ( celowo nie podaję przykładów, aby nie programować przypadkiem na jakieś " nieszczęście" ) zamartwianie się tym, co się nie zdarzyło w istocie blokuje energię i bardzo męczy. Martwienie się na zapas, współgra ze strachem. Strach czasami pomaga w działaniu ale gdy  go zbyt dużo,  blokuje działanie. Prokrastynacja natomiast  daje złudny mechanizm, ze mam  jeszcze dużo czasu. Osobiście najbardziej mnie mobilizuje " nóż na gardle" z jednej strony to dobrze, ponieważ działanie w stresie mnie napędza   a z drugiej strony to źle, ponieważ tracę pieniądze. Napędzanie się stresem to moje "błędne kolo"
  Martwienie się,  jest to  też   strategia  myślowa, co wraz z moimi klientami odkryłam.  Martwienie się zostaje nagrodzone, gdy to o co się martwiliśmy , nie spełnia się. Gdy  zmartwienie się nie spełniło, powstaje radość i błogość a gdzieś tam buduje się naiwnie przekonanie, ze to poprzez  myślenie o tym i zamartwianie się, zapobiegliśmy temu. Umysł niby przygotowuje się na wszelki wypadek, by potem nie być zaskoczonym. To ryzykowana strategia, ponieważ  istnieje coś takiego, jak samospełniającą się  przepowiednia.   Powstaje też  złudne przekonanie, że martwienie się pomaga. Ta strategia działa do czasu a potem przychodzi taki moment przemęczenia, ze organizm nie jest w stanie już udźwignąć tego zamartwienia, ponieważ staje się depresyjny  a nawet chory, ponieważ ciało słabnie.  Zamartwianie się  wprowadza ciało  w ciągły stres i z tego względu wydzielają się też określone substancje i dlatego mózg jest w ciągłym smutku, co dla niego nie jest zdrowe
Dlatego tak ważne są zmiany stanu emocjonalnego w bieżącym doświadczeniu by produkować zdrowszą przyszłość.  By dobierać i wybierać też inne strategie myślowe.   Wszelkie medytacje, relaksacje mają za zadanie osadzić człowieka( umysł, mózg)   w tu i teraz - w  ten spokój jaki mamy w danej chwili. W tę  ciszę, w której nie ma żalu ani zmartwień,  tylko błoga miłość do samego życia w tu i teraz prawie tak, jak teraz, gdy tu piszę:))) a Ty drogi czytelniku czytasz:)))
Pod  względem dobierania strategii i technik umysłowych jest bardzo dobre NLP, czyli neurolingistyczne programowanie,  ponieważ ten model rozpoznaje techniki stosowane przez ludzi, którzy robią coś dobrze, osiągają sukces i krotko mówiąc " małpuje " się tego  "człowieka"  by osiągać podobne wyniki co on, czy to w zdrowiu, czy to w życiu zawodowym czy osobistym,
.Co prawda NLP nie jest terapią ale nie żałuję tego ogromu pieniędzy, które włożyłam w ukończenie praktyka, mistrza i trenera NLP. Wzbogaciło to mnie i moj warsztat pracy.  Zresztą w końcu po namowach bliskich osób zdecydowałam  się  zrobić szkolenie i sprzedać wiedzę, którą zdobywałam przez  lata, za którą też  płaciłam i którą też sama  sobie wypracowałam. . Przyszła pora, iż sama mogę być  już nauczycielem.
Myślę też, że dobre zdrowie to czasami umiejętność łączenia psychiki z ciałem a czasami rozłączanie psychiki z ciałem a na pewno takie działanie, które zapewniają swobodny przepływ energii,  czyli bycie elastycznym i ciągle  wychodzenie  poza swoje schematy by ciągle tworzyć następne. Jeżeli obserwuję uważnie swój dialog wewnętrzny, to mogę przypuszczać, co może czuć moje ciało czy też do czego może dążyć podświadomość, ponieważ cale życie poruszamy się zgodnie z naszymi emocjami - poruszamy się kierunku przyjemnym i uciekamy od tego co nieprzyjemne. .Może umysł czy dusza  jest wieczna, bez granic?  a ciało znajduje się w tu i teraz i  jednocześnie porusza się po  orbicie czasu niczym Ziemia wiruje dookoła słońca:D ot taka fantazja mnie naszła, ponieważ moja prokrastyncja, czyli  chorobliwe  odkładanie na później tego czego nie lubię  robić daje o sobie znać. Dlatego  prawdziwym  luksusem i szczęściem  w zyciu jest znaleźć równowagę,  by robić to,  co się lubi i być jednocześnie niezależnym finansowo.

poniedziałek, 9 marca 2015

Afirmacje działają...

Afirmacje można też nazwać „błędnym kołem”

W sensie niekorzystnym dla nas, "najlepiej": działają te nieświadome i te z ładunkiem emocjonalnym, np.:

-Nic mi się dzisiaj nie chce.

- mam dość wszystkiego.

-znowu do tej durnej pracy

- wszyscy mają mnie gdzieś.

- tak mi się nie chce wstać.

- ale jest głupi.

-ciągle mam za mało pieniędzy.

-ten świat jest niesprawiedliwy.

- życie jest do dupy.

-itp

Te zdania powyżej — chyba każdy z nas kiedyś wygłaszał lub czasami wygłasza dalej. Z tego jasno wynika, że każdy z nas sobie coś afirmuje:) Pytanie, co sobie afirmuję? Na czym moja uwaga jest skupiona? Tam gdzie moja uwaga, tam energia, tam moc.

Afirmacje to kreowanie rzeczywistości. Ważne jest tylko to, abyśmy kreowali świadome myśli, ponieważ myśli działają jak samospełniająca się przepowiednia — na zasadzie myśl-----&gt; emocja-------&gt; reakcja -------&gt; strumień zdarzeń.

Dlatego, jeżeli narzekamy, myślimy negatywnie, to i przyciągamy do siebie takie, a nie inne rzeczy. Wcale nie jest łatwo przestawić się na kreację własnego życia, ale jest to możliwe. Tylko że to nie odbywa się tak, że cały dzień afirmujemy i mówimy sobie lub piszemy — np. jestem bezpieczny albo pieniądze do mnie płyną, a przy tym ni8c nie robimy i czekamy, jak po afirmacjach wszystko, co dobre na nas spłynie.

Najważniejsze w afirmacjach jest to, że każdy musi dopasować je do swojej semantyku i do swojego bieżącego doświadczenia. Jest to konieczne, aby samemu się nie oszukiwać a sama afirmacja (myśl) była tym ziarenkiem, która ten proces uruchomi w bieżącym doświadczeniu a włożona emocja (jak się będę czuł, gdy to już będzie) wcieli to w ruch.

Filmów na temat budowania afirmacji jest bardzo dużo. Ten, który tu przytaczam, mówi o metodologii afirmacji, co jest bardzo ważne.


niedziela, 8 marca 2015

mechanizm błędnego koła

To coś, co sabotuje nas w osiąganiu sukcesu, zdrowia czy wewnętrznej równowagi. Błędne koło sprawia, że występuje lęk przed lękiem, martwienie się o przyszłość i żal do przeszłości. Dopadają nas różne fobie i inne nerwice.

Po czym poznać, że tkwimy w błędnym kole?

- często niezadowolenie ze swojego życia

-ciągłe napięcie

- osłabiona koncentracja uwagi, a nawet zaburzone funkcje psychiczne

-egocentryzm, skupienie się na sobie

-paniczny lęk

-różnego rodzaju bóle — np. głowy, serca czy inne wędrujące tu i tam

-bezsenność

- poczucie, że stoję w miejscu.

- inne w zależności od indywidualnych skłonności

Jak powstaje błędne koło?

Najgorsze, że powstaje często poza świadomością i akt woli nie ma tu nic do rzeczy. Za zamkniętymi drzwiami naszej nieświadomości powstaje coś, co potem męczy i dokucza. Dlatego w leczeniu ważna jest akceptacja, brak poczucia winy, ponieważ jego powstanie było niezależne od nas. Ważne jest też uświadomienie sobie, że umysł płata figla i nie jest to stała część naszego istnienia.

Często zaczyna się od jakiegoś traumatycznego dla nas wydarzenia. Wypadek samochodowy, ciężka choroba, przemoc, gwałt itp. W skrócie można ująć to tak, coś nas wystraszy — np. jest noc, jedziemy autem, słuchamy przyjemnej muzyki, wspominamy fajne sprawy i nagle widzimy głowę sarny i jej oko. Nie ma czasu na żadną reakcję- słyszymy potężne bum, przód auta rozbity a my w szoku. Przygoda z nieprzyjemnym zdarzeniem zostaje zapisane w doświadczeniu — auto, ciemno, muzyka, wspomnienie, przeżycie, sarna, droga, huk, zgrzyt blachy, kolor, hałas, strach, smutek i wiele innych bodźców, które potem potencjalnie mogą uruchamiać napięcie czy lęk. Poza naszą świadomością może pojawić się lęk po usłyszeniu jakiegoś huku, ponieważ w umyśle uruchamia się tamten stan emocjonalny. Dana osoba nie rozumie, dlaczego pojawia się lęk, przecież obecnie nic się nie dzieje. Gdy nie uwolnimy się ze stresu tamtego zdarzenia, nie zostawimy go w przeszłości, to za każdym razem jadąc w nocy, możemy odczuwać lęk lub odczuwać taką fobię, ze wcale nie wsiądziemy za kierownicę. Lub też ten stres tak mocno wypieramy a on" wyłazi" w innej dziedzinie życia.

Aby sobie poradzić z nerwicą czy lękiem, należy przerwać błędne kolo. Ogólnie mówiąc złamać jego schemat. Osobiście błędne koło, nazwałabym ciągłym popełnianiem tego samego błędu, czyli używanie tej samej strategi w myśleniu i zachowaniu oraz nieskutecznej strategii w próbie poradzenia sobie. Kluczem poradzenia sobie z błędnym kołem jest często zmiana stanu emocjonalnego we wspomnieniu. Neurolingwistyczne programowanie nazwałoby to pracą z submodalnościami. Psychoterapia i różne jej nurty też mają swoje modele radzenie sobie z błędnym kołem. Modele psychoterapii mają jedną wadę — człowieka dopasowuje się do jakiegoś modelu. Dlatego podejścia integratywne, holistyczne mają tę zaletę, że można kreatywnie szukać rozwiązań patrząc na konkretnego człowieka, a nie na model, w którym on powinien się zmieścić. Oczywiście posiadanie jakiegoś modelu daje też strukturę i porządkuje chaos, ale też nie zawsze ta struktura jest potrzebna.

Posługując się dalej przykładem biednej sarenki, na samym początku należy się otrzepać i powiedzieć sobie koniec stresu. Świadomością słów dać hasło podświadomości, zatrzymać myślenie tragizujące, które podsyca fizjologiczną reakcję stresu. Oddychać i przywrócić równowagę ciału. Następnie należy wziąć się za wyobraźnię, a zwłaszcza pozbyć się takich myśli, co by było, gdyby.... czyli nie używać strategii myślowych po to, aby kreować coś, co się nie wydarzyło- czyli w myślach nie robić większego nieszczęścia niż jest faktycznie. Można nawet podziękować za małe nieszczęście, ponieważ lepsze małe niż duże. Potem zabieramy się za techniki pracy z wyobraźnią i działamy na siebie mentalnie.

Ostatnio na swojej skórze odczułam, co to znaczy szewc bez butów chodzi. Jeżeli pracujemy z kimś, kto daje instrukcje, możemy się w tym czasie wspaniale odprężyć i wykonywać różne ćwiczenia. Jeżeli instrukcję podajemy sobie sami, jest mniej komfortowo. Zdecydowanie lepiej, gdy mamy kogoś, kto nam pomaga. Niestety, długotrwały stres ogranicza możliwości samokontroli myśli, emocji czy zachowań. Dlatego im dłużej w sposób niewłaściwy borykamy się z czymś nieprzyjemnym, tym gorzej sobie radzimy. Sieć neuronalna tego błędnego koła jest solidnie utworzona. Dlatego też często zostawiamy z boku stare błędne koło, a w umyśle wytwarzamy sobie alternatywne i zdrowe koło. Pomaga nam w tym uwaga i sposób, w jaki nią kierujemy, pamiętając, ze energia podąża za uwagą.

Dlaczego lepiej pod czyimś kierunkiem? Przecież stomatologowi też ciężko samemu sobie leczyć swoje zęby, jak również mniej przyjemnie jest, wtedy kiedy sami się głaszczemy a bardziej przyjemnie, gdy ktoś nas głaszcze. Oczywiście, że ostatecznie sami sobie pomagamy, ponieważ sami musimy uruchomić swoja wyobraźnię czy nawet swoją chęć pomocy. Myślę, że tak naprawdę autoterapia jest trochę mitem, a my potrzebujemy nauczyciela, poczucia bezpieczeństwa i wskazówki. Dotarło do mnie z całą mocą, jak bardzo potrzebni są psycholodzy, terapeuci, ponieważ lepiej i szybciej jest z czyjąś pomocą. Oczywiście napisałam tu w wielkim skrócie i blogowy wpis przekracza możliwości przekazania czy pokazania jak radzić sobie z błędnym kołem.

Jest też taka technika, że opowiadamy o nieprzyjemnym zdarzeniu tak często, aż wspomnienie tego stanie się emocjonalnie obojętne. Najlepiej opowiadać jest o tym z pozycji obserwatora albo nawet osoby trzeciej.

Błędne koło tworzy się z uogólnień, często układanych w nieracjonalne i mało zdrowe przekonania, które często są niezależne od naszej woli i dodatkowo potem wpływają na emocje, czyli boję się tego, co może się stać i dlatego jestem ciągle napięty. Powstaje lęk przed lękiem.

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że to objaw "błędnego koła" a nie faktycznego zagrożenia. Czyli przeżywam atak błędnego koła i nie ma realnej sytuacji zagrożenia. To błędne koło sprawia, że odczuwa się lęk- można sobie go wizualizować w jakiś symbol, albo obraz i odsunąć go w umyśle bardzo daleko od siebie.

Drugi krok to uświadomienie sobie błędnego neuronalnego połączenia. To tylko odezwał się jakiś bodziec z błędnego neuronalnego połączenia. Całe szczęście, że mózg jest plastyczny i można w sposób świadomy wyrobić nowe połączenie. Odwrócenie uwagi w innym kierunku bardzo pomaga. Skierowanie uwagi na inny bodziec zmienia schemat. Czyli podążamy w innym kierunku niż tamto błędne połączenie, które prowadzi do lęku. Można sobie nawet uświadomić, ze mózg mnie oszukuje. Taka strategia bardzo pomaga w zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych.

Jakby nie było, przydaje się wiara, że są strategie, które mogą pomóc. Niestety, pomagają tylko wtedy, gdy się je zastosuje.

Należy pamiętać, że przekonanie, "że mi nic nie pomoże jest przykładem właśnie błędnego koła.

 przerwanie błędnego kola za pomocą świadomych myśli, ktore stale nalezy powtarzać aż wejdzie to na poziom nieświadomej kompetencji.



czwartek, 12 lutego 2015

Choroba Crohna i nie tylko...

W książce „ Kuracja życia” autorką jest biolog Hulda R. Clark opisuje min, że choroba Crohna jest poważnym schorzeniem, ponieważ podrażnienie występuje w wyższych partiach przewodu pokarmowego. Głównymi pasożytami ( 80% chorób jest wywołana pasożytami) w tej chorobie są motylica( przywra) wątrobowa i przywra trzustkowa, która często wędruje w górę jelit. Zazwyczaj towarzyszą im salmonella i Shigella, jak również różne odmiany ameb oraz grzybów. Postępowanie lecznicze to konieczność usunięcia pasożytów i wszystkich polutantów, szczególnie alkohol metylowy pochodzący z napojów gazowanych.

Leczenie przewodu pokarmowego przebiega błyskawicznie i często trwa zaledwie tydzień. Należy jednak pamiętać, że infekcja również szybko powróci w przypadku nieprzestrzegania reżimu gotowania nabiału i higieny rąk. W tej książce opisuje również leczenie przy pomocy zappera, który działa na zasadzie biorezonansu. W Polsce Jan Taratajcio sam produkuje biorezonatory.


czwartek, 5 lutego 2015

Magia miłości a neuropeptyd...

Czyli psychologia związku molekuł, kwarków i próżni :)

Czar zakochania się i miłości pomimo odkryć naukowych pozostanie dla mnie i tak c u d o w n ą m a g i ą, jak też pięknym przeżyciem:) Miłość ma podobny mechanizm jak uzależnienie od alkoholu czy narkotyków. Działa na układ nagrody w mózgu. Przynajmniej tyle, na ten moment nauka nam mówi.

Zatem, tak jak „ alkoholik” ma długoletni związek z alkoholem, tak samo zakochany może uzależnić się od obiektu swojej miłości, który to określone neuroprzekaźniki mu pobudził i jest zdolny dalej pobudzać. Dobrze jest, gdy uzależnił się od" dobrego" obiektu" miłości. Gorzej, gdy nastąpiło uzależnienie, a obiekt miłości okazuje się tyranem mało zdolnym do miłości, z jakichś względów.

Fajnie jest, gdy dwoje osobników pobudzi się w takim samym stopniu — wtedy jest wzajemność a ich układy opioidowe i endorfinowe wzajemnie się regulują. Jeżeli partner reaguje na nasze potrzeby oraz je zaspokaja, a my na potrzeby partnera, powstaje ufność i przywiązanie, zwane też poczuciem bezpieczeństwa a miłość może rozkwitać. Związek taki dostarcza miłości, a nie strachu. Nie frustrujemy się i nie mamy potrzeby rozglądania się za spełnianiem naszych potrzeb poza związkiem. No bo po co?

Są związki oparte na strachu, czy też na wzajemnym strachu- niektórzy tak się boją, że też nie szukają poza związkiem, ani nie chcą zrezygnować z tego związku, pomimo że jest im bardzo źle. Znamy przecież ten mechanizm - poziom strachu jest tak duży, że aż paraliżuje działanie. Czy to miłość? Nie.

Będąc, tzn. przeżywając prawdziwą dla nas miłość, nawet jak widzimy atrakcyjnego osobnika, mając zaspokojone potrzeby, a do tego poczucie więzi z partnerem, której nie chcemy sobie ani jemu zniszczyć, potrafimy odmówić sobie. Dlatego nie kopulujemy z każdym osobnikiem, który nam wpadnie w ręce. Podobno należy wyłączyć nimfomanki i nimfo-manów:) No i pomijam tutaj to, że możemy mieć ILUZJĘ, iż przeżywamy prawdziwą miłość. Taką iluzję możemy stworzyć sobie, gdy jakiś osobnik nas oszukuje lub wysyła sprzeczne komunikaty. Najczęściej oszukuje innych, ponieważ czyni to też wobec siebie.

Niektórzy mówią, że są tacy, co się uzależnili od zakochania i ciągle się zakochują. Podobno są też tacy, którzy się nie zakochują. Co do pierwszych, to okazywało się, że jak trafili na "swojego" to potem byli wierni jak przysłowiowy pies, choć wcześniej skakali z kwiatka na kwiatek.. Co do drugich, to sądzę, że nie spotkali do tej pory " takiego/takiej " który by ich neuroprzekaźniki do zakochania się pobudził:)

Związek ewoluuje, a jeżeli ludzie po okresie zakochania się poczuli do siebie miłość, ona sprawia ze wzajemność pomiędzy nimi niejako sama ten związek świadomie i nieświadomie reguluje. Ta niewidzialna siła emocji i uczuć, działa tak, że wpływa na ciało eteryczne poza świadomymi procesami, a ciała eteryczne wzajemnie wpływają na siebie. Biologicznie zdaje się, że odpowiadają za to neurony lustrzane. Nasza dusza potrzebuje biologii ciała. Tylko tak ma możliwość rozwoju poprzez zbieranie doświadczeń.

Pewien naukowiec stwierdził, że to świadomość zrodziła mózg, a nie, że to mózg wytwarza świadomość. To coś takiego, jak fakt, że to człowiek stworzył komputer, a nie komputer człowieka. Chociaż w internecie możemy tworzyć różne byty czy nawet iluzję samego siebie. "Zycie komputerowe" rządzi się trochę innymi zachowaniami. W życiu realnym nie biegamy po znajomych i nie klepiemy ich < lubię to&gt; i nie chwalimy się mam nowego znajomego:D jak też nikomu nie zdradzamy, że obserwuje nas jeden psycholog i dwóch psychiatrów:))

Może to miłość nas tworzy, a nie my miłość? My możemy natomiast być jej przekaźnikiem i odbiorcą, pod warunkiem, że pozbędziemy się strachu. Jakże często słyszymy — nikomu już nie zaufam itp.

Ludzie, którzy usilnie "pracują " nad związkiem i twierdzą, że terapia pomoże i we wszystkim można się dogadać, uważam, że się mylą. Związek to nie tylko dobra komunikacja werbalna, dogadanie się itp. ale głównie komunikacja pozawerbalna, na którą składają się też częstotliwości naszych dusz. Dlatego bardzo ważna jest też postać tego trzeciego — czyli terapeuty w związku. Częstotliwość nie zmienia się ot, tak sobie. Dlatego rozwój duchowy ma takie ogromne znaczenie, ponieważ podobno to dusza ma moc zmiany genów. Dlatego nie we wszystkim można się dogadać, ponieważ w nas samych jest zbyt wiele NIEŚWIADOMEGO. Każdy człowiek może być na innym poziomie rozwoju duszy, jak również ma inny skład organizmu.

Jeżeli ktoś nas opuszcza to nie dlatego, że jesteśmy gorsi, tylko dlatego, że nie współgramy ze sobą fizycznie, eterycznie albo w jednym i drugim. Sami widzimy, jaki ogrom czynników i zależności jest potrzebny do tego, aby miłość pomiędzy dwojgiem była silna, ogromna, trwała i taka prawdziwie ludzka, a nie ta transcendentalna...

W związkach miłości partnerskiej może nawet największe znaczenie ma potrzeba seksualna, potem emocjonalna, a następnie słynne "dogadanie się". To byłoby zgodne z naszym trzyfazowym rozwojem mózgu — najstarsza podstawa- mózg gadzi, potem ssaczy, a następnie nowa kora.

Sam seks, jak i orgazm decyduje o przywiązaniu ( wydziela się oksytocyna) Unikanie przez jednego z partnerów współżycia seksualnego może mówić o tym, że nie ma równowagi i wzajemnej regulacji, czyli nie jest to prawdziwa, ta ludzka miłość :D

O co chodzi? Np. mężczyzna nie zaspokaja kobiety — zbyt szybko, zbyt mocno, nie ten zapach, krzyk, złość itp. - to sprawia, że współżycie bardziej łączone jest z frustracją i nie działa na układ nagrody tak, aby doprowadziło do " uzależnienia" Tak samo, jak mężczyzna ciągle słyszy — nie teraz, głowa boli, albo zmęczona jestem, krzyk itp.- jemu też kojarzy się to z przymusem, presją. Gdy jest wrażliwy i uczuciowy to pomyśli, ze z nim coś nie tak i ten popęd jest okropny, a on sam jest zwykłą świnią. Przecież im mniej zaspokojenia, tym większa frustracja, tym bardziej się chce, co może stać się nawet myślową kompulsją.

Malo, który facet pomyśli.... nie działam na nią, nie kocha, mnie. Przecież ona zapewnia i mówi, że kocha. A jej np. tykał tylko zegar biologiczny i pragnęła mieć potomstwo lub jeszcze inne względy nią kierowały. Sami widzimy też, co celibat zrobił z popędem u niektórych księży. Kiedyś od jednego pacjenta usłyszałam, że nawet chętnie by sobie uciął to "narzędzie rozkoszy" - tak męczył go popęd przy rzekomo mocno kochającej żonie.

Można wysnuć wniosek, że niektórzy werbalnie (nie mylić z oralnie) kochają bardzo mocno — to Ci, co często słowo kocham, klepią niczym wyuczona papuga. Mało tego, często pytają partnera — kochasz mnie? Jeżeli ktoś deklaruje nam miłość a pyta nas, powinna nam się włączyć czerwona lampka. Wielu z nas zakochało się w pięknych deklaracjach i słowach Tyle, że z miłością nie ma to nic wspólnego. Słowa działają na naszą wyobraźnie i również na nasz układ nagrody.

Zatem terapia odwykowa od środków psychoaktywnych jest tak samo czasami męcząca, jak leczenie się z nieszczęśliwiej miłości, czyli z takiej, gdy nie jesteśmy z obiektem naszych uczuć. Należy poradzić sobie z własnym mózgiem, z własnym ciałem i jego procesami neurologicznymi oraz z emocjami, z własną wiarą i przekonaniami.

Czasami sama nasza wola, czyli powiedzenie sobie - " tak, tego chcę kochać" nie wystarcza, aby iskrzyło.

Tak samo, jak nie wystarcza - "tego/tej nie chcę kochać".

Wzajemne uzależnienie od obiektu miłości powstałe na bazie zakochania się ma największe szanse na przetrwanie miłości.

Miłość jest uzależnieniem:D naturalna morfina :) a zakochani są jak na haju:))) a jak zakochanie otworzy serce i dusze, które ma wpływ na nasze biopole, co odbywa się poza świadomością, to zapewne rozwinie się wielka miłość — czyli ta, o której piszą poeci.

Pobudzenie mózgu gadziego oraz układu nagrody w mózgu + piękne słowa dają wspaniałą miłość :D Uwaga! Ktoś mówiący nam piękne słowa nie zawsze wkłada w nie prawdziwe emocje i na tym polega niebezpieczeństwo nieszczęśliwej miłości.

W praktyce poznajemy to przez doświadczenie własne, w tym porównanie siebie w danym związku.

Życzę tylko spełnionych miłości albo chociaż tych krótkich, ale cudownych i pięknych.
polecane filmy:




.................
..............

Dlaczego mózg oszukuje?

Przygotowuję obecnie grunt pod  post, pt. psychologia związku. Niedawno dostałam informację o stronie psychologia par. Chętnych i zaintersowanych relacjami w parze odsłyłam do lektury, tutaj.

Zanim napiszę o miłości i związku zamieszczę parę filmików, albowiem miłość i nasze relacje obejmują też aspekt biologiczny, a nie tylko psychologiczny. Mówiąc bardziej po nowoczesnemu (fizyka kwantowa) chodzi o to, że mamy ciało fizyczne i ciało eteryczne. To chyba już dla nikogo nie jest tajemnicą, że człowiek emituje ciepło w postaci promieniowania elektromagnetycznego, ogólnie mówiąc- emituje energię i ja też pochłania. Jest też wrażliwy na fale elektromagnetyczne, które emituje bardzo wiele urządzeń. Tych informacji strzeże biznes farmakologiczny, albowiem po co ludzie mają wiedzieć, że przyczyną chorób jest też działanie pola elektromagnetycznego. Dla zainteresowanych artykuł tutaj http://pliki.biomagnetica.pl/Pola.pdf.  Zachęcam do zapoznania się, ponieważ „Świadomość społeczna o efektach oddziaływań smogu elektromagnetycznego jest bliska zeru". W Polsce bodajże była wydana pozycja książkowa „POLA ELEKTROMAGNETYCZNE A ŻYWA PRZYRODA - Presman" np. dlatego fermy wiatrakowe wcale takie ekologiczne nie są.

Same filmy, które umieszczam, są ciekawe, tzn. mnie ciekawią :)) W tym filmie Vetulani pokazuje i fajnie tłumaczy jedno z założeń neurolingwistycznego programowania ( NLP) - mapa myśli nie jest terenem. Oczywiście dla niego to nie jest założenie NLP.

" Nie widzimy świata takiego, jakim jest w istocie. Postrzeganie ( PERCEPCJA) zależy od stanu emocjonalnego osoby postrzegającej i jest twórcą konstrukcji myśli, a nie prawdziwą reprezentacją obiektywnej rzeczywistości”

Z kolei jestem przekonana, że percepcja i ocena faktów wpływa też na emocje, a następnie na zachowanie. Czyli jedno na drugie wpływa i są wzajemne powiązane tak, że trudno ustalić, co było pierwsze — jajko czy kura, ponieważ nasz schemat poznawczy zakłada, że coś musi być pierwsze a coś drugie.








piątek, 12 grudnia 2014

10 przykazan osho

10 PRZYKAZAŃ WG OSHO
I. Jedynym Bogiem jest samo życie.

II. Nie słuchaj żadnych rozkazów oprócz tych, które płyną z Twojego wnętrza.

III. Prawda jest wewnątrz, nie szukaj jej gdzie indziej.

IV. Miłość jest modlitwą.

V. Spokój stanowi drzwi do prawdy, jest środkiem i celem urzeczywistnienia.

VI. Życie jest tutaj i teraz.

VII. Żyj w pełnej świadomości.

VIII. Nie płyń pod prąd, ale unoś się z nim.

IX. Umieraj w każdej chwili, abyś odradzał się w następnej.

X. Przestań szukać tego, czego nie ma. To, co jest — jest tym. Zatrzymaj się i patrz.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jak stworzyć dobry związek?

Myślę, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety pragną szczęśliwego związku i szczęśliwego życia. Dlatego tak ważne jest wybranie tej właściwej osoby, ponieważ można z tego powodu być bardziej lub mniej szczęśliwym. A przecież jedno życie mamy.

Z tego względu trochę przerażają mnie współczesne poradniki i porady — jak poderwać kobietę? Czy inne manipulacje mające nauczyć, jak zdobyć kobietę. Skąd to się wzięło? Czy nawet już miłość staje się biznesem? Czymś, na czym można zarobić? Treningi, szkolenia i warsztaty przydają się w rozwoju osobistym czy duchowym. To pomaga nam w życiu, w relacjach. Jednak powiedzmy sobie szczerze- czy miłość można oszukać? Czy miłość można kupić? Można kupić np. ładne ciało, ale nie miłość. Do niej będzie tęsknił każdy, komu dane lub niedane było jej zaznać. Serce nie sługa, chyba coś w tym jest.

Treningi w stylu: jak poderwać kobietę, traktują temat płytko i powierzchownie. Możesz się wyuczyć paru sztuczek, które będą atrakcyjne na początku, tylko co dalej? Przecież wyjdzie szydło z worka. Pierwsze wrażenie dobre, a co dalej? Czy może trzeba będzie zmieniać kobiety, aby znowu być atrakcyjnym? Oczywiście, że zmiana kobiety, czy zmiana mężczyzny jest wskazana wtedy, gdy wybraliśmy niewłaściwie, a związek jest fatalny. Przecież nie każdy do każdego pasuje. Tylko czy przyznamy się do tego faktu? Cały problem polega na tym, że my nie lubimy brać pod uwagę faktów. Wkręcamy sobie różne filmy. Szkolenia NLS nie biorą pod uwagę tego, że człowiek jest w procesie a część naszych zachowań wynika też ze społecznego wpływu, a nie tylko z cech charakteru. Twierdzą np. że kobieta w mini i z piersią na wierzchu jest " łatwa" albo dobra na raz. Otóż to może być zarówno prawdą, jak i kłamstwem, albowiem jedna jaskółka wiosny nie czyni. Kobieta ubrana "porządnie" może okazać się mało porządną i niewłaściwą dla nas. Jak mamy zdolność uwodzenia to każdy człowiek może być łatwy. Ponadto wpychanie w takie schematy, że porządną i dobrą kobietę/ mężczyznę można tylko spotkać np. w bibliotece, a nie np.w dyskotece są wyssane z palca. Ważne są nasze uczciwe intencje, jednak należy wiedzieć, że nie każdy kieruje się uczciwością, szczerością czy otwartością i takiego też człowieka możemy spotkać w każdym miejscu, jak i w każdym zawodzie. Zresztą, a my sami, jacy jesteśmy? Kierowanie się takim wskaźnikiem, jak ubiór, ładną wypowiedzią, miejscem bywa bardzo złudne. Wiele rzeczy pomiędzy ludźmi dzieje się poza świadomością. Błędy poznawcze i percepcyjne też warto poznać. Należy też wiedzieć, że to my przypisujemy innym ludziom wartość czy jakieś znaczenie i potraktować kogoś na raz, a przecież ta dana osoba wcale tak nie chciała być potraktowana. Oczywiście, że charakter (bardzo stałe cechy zachowania) mają kolosalne znaczenie, gdy odpowiadamy sobie na pytanie- czy ta kobieta/ ten mężczyzna jest tym typem człowieka, z którym stworzę związek, jakiego pragnę?

Z powodu presji czasu, lęku przed samotnością oraz potrzebą bycia w stadzie, samooszukiwaniem się związanym z małą znajomością siebie czy własnymi wyobrażeniami, mamy tendencję do tworzenia sobie iluzji, wypierania faktów, czy niewłaściwej oceny — nadinterpretacje, minimalizowanie, uogólnianie, zniekształcanie. To sprawia, że istnieje ryzyko, iż możemy ulokować źle uczucie i dokonać niewłaściwego wyboru partnera, a potem się męczyć i wierzyć, że on kiedyś się zmieni. Może się zmieni, np. po 20 albo 30 latach: ) Jakby nie było, ulokowanie uczuć i wejście w związek jest zawsze ryzykiem. Z tego też należy sobie zdawać sprawę.

Nie zapominajmy, każdy z nas ma jakąś osobowość, ale też część naszych reakcji (a bardziej emocji) wynika z zachowań tej drugiej osoby i część jej/jego reakcji wynika z naszych zachowań. Dotyczy to codziennego funkcjonowania w zakresie różnych zachowań, w tym werbalnych, jak i niewerbalnych. Rozumiemy zachowania werbalne, a niewerbalne możemy odczuwać. A przynajmniej dobrze by było, abyśmy potrafili je odebrać. Są jednak granice. Pewne zachowania partnera nie wynikają z naszych reakcji, chociaż to właśnie nas może dopaść poczucie winy. Partner/partnerka skutecznie pomogli nam je wyzwolić, z prostego mechanizmu oddziaływania emocji na siebie. Dlatego tak ważna jest znajomość siebie i odpowiedzialność za reakcje.

Załóżmy, że partner nas oszukał? (zdrada, wzięcie kredytu, hazard, alkohol, inne zachowania, te bez wiedzy partnera) jak się zachowujemy? Jego oszustwo ma wpływ na nasze emocje? Na nasze szczęście? Tym samym ma wpływ na nasze zachowanie, myślenie i na relację w ogóle. W jakiego człowieka zmieniamy się przy tym partnerze? Gdy skupimy się na emocjach i wzajemnych reakcjach albo oskarżeniach, albo na tym, że miłość wszystko wybacza, to zapomnimy o istotnej rzeczy- czy ten fakt sprawi, że nasz związek się umacnia czy osłabia? Czy ja, jako człowiek w tym związku rozwijam się na plus? Czy na minus? Czy poczucia szczęścia mi przybywa? Czy ubywa? Bo to nie jest tak, że po każdym problemie, który zdarzy się w związku, można przejść do porządku dziennego. Partner, który zawalił sprawę, a nie chce o tym rozmawiać, może dać do zrozumienia — odczep się ode mnie. A taki, który chce rozmawiać, aby uśpić tylko czujność partnera? To są trudne sprawy do odróżnienia, zwłaszcza gdy jesteśmy w dużych emocjach. Wypieranie faktów czy nieprzyjmowanie ich do wiadomości jest dobre na krótką metę. To wróci jak bumerang. Przy każdej następnej trudnej sytuacji uwalniają się poprzednie emocje i stany emocjonalne, nad którymi podobno przeszło się do porządku dziennego. Myślę, że ta lawina emocji nawet bardziej dotyczy kobiet niż mężczyzn. O tym, warto, aby mężczyźni pamiętali, ponieważ po każdym "wyskoku " kobieta może czuć coraz większą niechęć, aż dojdzie do emocjonalnego odrzucenia danego mężczyzny. W tym celu, aby stworzyć dobry związek, mężczyzna musi wiedzieć, co kobiecie sprawia emocjonalny ból i tego po prostu nie robić. Gdy naprawdę kocha i zależy mu/jej, to raczej nie będzie tego robić. Potem niektórzy mężczyźni się dziwią- miesiąc już nie piłem, a ona dalej jakaś obrażona. Raz ją zraniłem, a ona ciągle o tym pamięta. Może wtedy warto się zastanowić- czy ja swoim zachowaniem ciągle jej o tym nie przypominam? Bo tak się zachowuję, że ona staje się podejrzliwa i kontrolująca. Czy może partner ma problemy z własnymi emocjami? Zatem bez względu na wszystko jest np. bardzo zazdrosny. Czy mogę partnerowi pomóc, aby on uporał się z zazdrością? Nie chodzi tutaj o obarczanie się wzajemnie winą, tylko o wzięcie odpowiedzialności za to, że nasze zachowania wywołują w innych reakcje oraz mogą niszczyć związek.

W relacjach wzajemnie wpływamy na siebie, a związek jest to też wspólna przestrzeń, takie biopole, w którym są emocje, myśli, zachowania, intencje osób tworzących związek, a także energetyka naszego ciała. Fromm pięknie pisał o miłości. Miłość pomiędzy partnerami sprawia, że oboje są w jakiś sposób ze sobą połączeni, zharmonizowani i klaruje się pomiędzy nimi też równowaga, choćby w aspekcie seksualności. Stopniowo pragnienie przechodzi w pożądanie, a potem w długotrwałą namiętność, czyli związek nie kończy się wraz z chemią, ponieważ namiętność, seksualność, to też sprawy ducha. Oczywiście problem jest wtedy, gdy sam człowiek nie jest koherentny, oddziela seksualność od reszty i dla jednych fundamentem związku będzie seks, a dla innych porozumienie, a dla innych jeszcze coś. Jeżeli związek ma być dobry, to muszą być trzy fundamenty, zgodnie z tym, że mamy 3 mózgi. Dlatego fajnie jest, gdy w związku współgra: w aspekcie fizycznym, emocjonalnym i mentalnym. Oczywiście, że ta przestrzeń będzie dobrze działać, gdy intencje obu partnerów wobec siebie są zgodne. Potem tę przestrzeń tworzą wszyscy członkowie rodziny, a atmosfera pola ma wpływ na wszystkich. a zwłaszcza na dzieci. Podobno do 14 roku życia, dziecko ma jedno biopole z matką. W przestrzeni tej jest to, co jest świadome i to, co jest nieświadome, a wszystko ma na siebie i nas wpływ. Dlatego świadomie nie zawsze wiemy, jakie programy w nas działają.

Dlatego, gdy chcemy stworzyć dobry związek, należy poznać samego siebie — jaki dla nas będzie dobry związek? Czego oczekujemy od partnera? Czy on/ona jest w stanie mi to dać? Co będzie dobrym związkiem dla tej drugiej osoby? Czego ona oczekuje? Czy jesteśmy w stanie to jej/jemu dać? Itp.

Jakie pułapki czyhają na mężczyzn? wiadome jest, że biologicznie kobieta jest stworzona do urodzenia dziecka, a obie płcie są stworzone do przedłużenia gatunku. Z tego też względu mężczyzna i kobieta są sobie potrzebni. Kobieta chce dziecka a mężczyzna seksu. Jest też tak, że coraz mniej kobiet ma presję na dziecko, a bardziej ma presję na rozwój zawodowy. To nie jest też wina kobiet, że tak chcą, ponieważ obecnie rzadko, który mężczyzna może być jedynym żywicielem rodziny. Dlatego kobiety również zaczynają " polować" aby sprostać czasom i godne życie dzieciom zapewnić. Kiedyś też kobieta mogła czuć wstyd z powodu potrzeby seksualnej, a dziś się tego nie wstydzi, rozwija swoją seksualność przy pomocy mężczyzny. W tym zakresie ma również wymagania od partnera. Mężczyźnie może być trudno pod tym względem, bo jeśli jest uczuciowy i szanuje kobiety, to gdzie ma się uczyć? Jednak, gdy kobieta kocha, akceptuje danego mężczyznę, to akceptuje też jego "nieumiejętności" Dobrze, gdy mężczyzna potrafi się też przyznać do swoich słabości. Dlatego współcześni mężczyźni bardziej boją się kobiet, robią się bardziej nieśmiali i poszukują szkoleń z podrywu. Jednak problem nie jest w poderwaniu kobiety czy mężczyzny a w utrzymaniu związku, w rozwoju siebie - osobistej zdolności kochania czy w tym, aby przełamać własną wygodę i własne ego. Kiedy się zaangażujemy emocjonalnie, zostajemy w jakiś sposób "złamani " czyli zmienieni. W praktyce zarówno kobieta, jaki mężczyzna mają takie same potrzeby, tylko inaczej je realizują. Każdy z nas jest całością a mit o połówkach jest tylko mitem. To jest dobra wiadomość, ponieważ, gdy ktoś nas nie chce, to i tak możemy jeszcze z kimś być szczęśliwi.

Jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą to, że kobieta pragnie dziecka a mężczyzna seksu? Otóż mężczyzna musi rozpoznać czy ta kobieta wybrała go, ponieważ jest nim jako osobą emocjonalnie zainteresowana, czy ta kobieta wybrała go, bo ma poczucie, że tyka jej zegar biologiczny, a ona widzi w nim reproduktora i maszynkę do zabezpieczenia bytu rodzinie? Czyli, czy chce związać się z nim, aby zaspokoić swoje biologiczne potrzeby, czy chce być z nim, bo kocha go i on daje jej poczucie samorealizacji też w miłości damsko — męskiej. Rozpoznanie tego jest trudne, ponieważ czasami sama kobieta tego nie rozpoznaje.

Co zatem mężczyzna lub kobieta ma rozpoznać?

Czy ją/jego akceptuje? Nawyki, poglądy, zainteresowania, gust, ciało itp.

Czy tylko słyszy, w jakiego faceta/ kobietę ma się zmienić? Zarówno pod względem ubioru, jak i innych cech.

Czy on/ona dużo krytykuje ?

Czy tylko on/ona ma się dopasować, czy on/ona wykazuje też chęć dopasowania się do partnera?

i najważniejsze:

Czy przypisuje mu wartość emocjonalną, czy naprawdę jest on/ona ważny jako człowiek?

Czy wyobraża sobie życie bez niej/ bez niego? Chociaż tu można dyskutować czy to może jakaś toksyczna zależność, czy "złapanie" się na swoje nieprzerobione problemy, czy zależności, np. w domu rodzinnym nikt nie brał pod uwagę moich uczuć czy potrzeb, to wybieram partnera, który tez tak wobec mnie postępuje. Choć miłość może też jest zależnością, ale zapewne nietoksyczną.

Czy ważne jest dla niej/ niego są tylko potrzeby własne, które dzięki partnerowi zaspokaja? Miłość jednostronna jest dość powszechnym zjawiskiem. W przyrodzie też istnieje pasożytnictwo.

Zabarwienie emocjonalne naszego życia, czyli nadawanie emocjonalnego znaczenia zjawiskom, ludziom, osobom, przedmiotom jest charakterystyczne tylko dla ludzi. Jest motorem naszych działań, a także impulsem do zmian oraz niestety też przedmiotem manipulacji i biznesu.

Uwaga! Jest pewien niuans w rozróżnieniu prawdziwie uczuciowej relacji damsko-męskiej. Emocjonalne znaczenie ma dla nas partner/partnerka bez względu na to, czy jest bogaty, czy biedny, czy zdrowy, czy chory. To ten konkretny człowiek przedstawia dla nas emocjonalną wartość, ponieważ nasze uczucia są skierowane na niego. Dlatego, osoby uczuciowe mają zawsze gorzej. Łatwo mogą być wykorzystane. Gdy lubimy i wolimy od czegoś tam przebywać w jego/jej towarzystwie, to świadczy o tym, że ma on/ona dla nas dużą wartość emocjonalną. Przedstawia dla nas emocjonalną wartość, imponuje nam, a może nawet wzbudza podziw z jakiegoś powodu. Jeżeli dany człowiek nam się podoba, to akceptujemy jego poglądy, gust, muzykę i nawet chcemy się do niego upodobnić, a w momencie zakochania dopasowywanie jeszcze się nasila. Z tego względu, gdy mężczyzna kupuje kobiecie jakiś prezent, a jej się nie spodoba, to może znaczyć, że nie kocha go naprawdę, nie podziwia jego czy jego gustu albo gestu. Jest tego też druga strona medalu — czy mężczyzna ten, zadał sobie trochę trudu, aby rozpoznać jej świat i jej emocje i poznać tę kobietę na tyle, aby wiedzieć, co jej się może spodobać? To chyba sedno udanego związku — trochę wejść w swoje światy, ale nie od razu, ponieważ coś należy zostawiać na miłe niespodzianki.

Dlatego fundamentem dobrego związku, a zarazem rodzącego się uczucia jest chęć wejścia w świat uczuć, emocji, poglądów, gustów, zainteresowań tej/tego danego człowieka. Czy /ty jako mężczyzna, czy ty jako kobieta jesteś podmiotem, czy tylko przedmiotem zaspokojenia potrzeb własnych. Krótko mówiąc — czy wzbudzasz zainteresowanie, bo możesz stać się "użytecznym narzędziem" dla kogoś, kto chce zaspokoić potrzeby własne, albo nie przeszkadzasz i partner robi przy tobie, co chce, czy wzbudzasz zainteresowanie, bo ten człowiek chce obdarzyć cię uczuciem, do których jest zdolny i chce sprawić, abyś był/była szczęsliwy/a.

Komentarz Nazumi 13 i jego ciekawy blog tutaj

"Miłość nie polega przecież na tym, że kochamy samych siebie i własne potrzeby, a innych w tym celu używamy :-), Ale wejście w świat drugiej osoby jest zawsze czymś trudnym i ryzykownym, a bliskość innego człowieka jest dla nas samych także wyzwaniem. Zapominamy o tym często, licząc na to, że jesteśmy w sobie zakochani. Tymczasem prawie wszystko, co ważne dla miłości i udanego związku, staje się wtedy, kiedy ten czar przemija... Straszne jest to prymitywne poradnictwo i, prawdę mówiąc, psychologowie powinni się zbuntować i pogonić tych swoich kolegów (lub koleżanki), które talie bzdury wypisują, często po prostu dla kasy. I wartości propagują fałszywe i obraz psychiki kobiety straszliwie spłaszczają i uprzedmiotowiają".

niedziela, 23 listopada 2014

"Wychowanie" duchowe..

Wychowanie duchowe nie jest wychowaniem religijnym. Wychowanie duchowe jest dla mnie odkrywaniem siebie, poznawaniem nieświadomego w sobie, rozwijaniem seksualności jako przeżycie duchowe z drugim człowiekiem, rozpuszczaniem ego, zdolność do głębszych przeżyć. Natomiast wychowanie religijne jest przyjmowaniem jakiejś doktryny i następnie wierzeniem w nią. Chyba żadna religia nie uczy jak radzić sobie z emocjami, życiem czy z innymi ludźmi w relacjach.

Samodzielne myślenie czy samodzielne tworzenie wcale nie jest takie proste. Od dziecka uczymy się od innych. Rodzice oraz społeczeństwo budują nasze poglądy, nasze przekonania. Lepią nas niczym rzeźbiarz swe dzieło. Nazywa się to socjalizacja. Rzadko, które dziecko uczy się dla samego siebie — przynieś szóstkę, mamusia albo tatuś będzie zadowolona. Rodzice kupią Ci nową „komórkę”, jak będziesz mieć świadectwo z paskiem itp. Nie wspomnę już o tym, że rodzice nagminnie robią dziecku np. prace plastyczne.

Czasami samodzielność jest „ tępiona” - ja chcę iść w tej sukience do szkoły- nie pójdziesz w tej — musisz założyć tę niebieską. Nie pyskuj, nie potrafisz się jeszcze sama ubrać. Chyba ja wiem lepiej....nie, nie wiesz. Nie możesz się kolegować z nią, ona jest z takiego złego domu itp.

Z biegiem czasu uczymy się posługiwać schematami i tak tworzą się stereotypy. One też są potrzebne do poukładania sobie w głowie. Jednak niektóre są mocno szkodliwe. Gdy młody chłopiec szuka erotyki w internecie, to dowiaduje się, że kobiety dzielą się na: blondynki, brunetki, laseczki, rude, nastolatki, mamuśki, dojrzałe, Azjatki, latynoski, Rosjanki itp. A zachowania seksualne to: seks oralny, seks analny, seks ostry, wytrysk na twarz itp. Od lat próby uczenia wychowania seksualnego nie dochodzą do skutku. Śmieszny zresztą jest sam podział i oddzielenie naszego życia seksualnego od reszty człowieka, a zwłaszcza od naszej duchowości. Nic zatem dziwnego, ze seksualność nie wszystkim jest dana, a kończy się tylko na zaspokajaniu popędu seksualnego. Pomijam już to, że potem taki chłopczyk może zacząć dzielić kobiety: te to jak z porno, te na raz a te na dłużej. Dzieli z góry, nawet bez znajomości ich, tylko na podstawie schematu, jaki ma w głowie, albo swojego pierwszego wrażenia.

To tylko przykłady, myślę, że wiecie, o co mi chodzi, a ja nie będę się rozpisywać.

Z zastanymi prawdami, czyli z tym, co już jest, raczej się nie dyskutuje, przecież można się komuś mocno narazić i przyjmuje się je jako oczywistość, Oderwanie się od myślenia " tłumem" jest bardzo trudne. Sama nie wiem, czy potrafiłam się już oderwać i myśleć samodzielnie. W praktyce życia rzucamy jakieś "oczywiste"prawdy, ale sami ich nie pojmujemy czy nie czujemy. Kto z polityków lepiej zmanipuluje, ten wygrywa na tym.

Często pytam "pacjentów " no ok, tak pani uważa, ale co to dla Pani znaczy? Co przez to pani rozumie? i tu następuje cisza, którą uwielbiam. Tak dużo się w niej dzieje i to jest moment, gdy człowiek zaczyna dotykać samego siebie. Mam tak samo, to nie jest tak, że tylko tak mają moi pacjenci. Jednak kiedy uporałam się z motywacją zewnętrzną czy schematem, który mam we własnej głowie, to dopiero mogę czuć i rozumieć własny emocjonalny potencjał, albo mieć poczucie, ze sama wpływam na swoją świadomość. To też swego rodzaju wolność w samodzielnym myśleniu. Samodzielne myślenie, jednak jeszcze nie jest samodzielnym działaniem i wpływaniem na własne życie....

czwartek, 20 listopada 2014

jak pozbywać się złości

Złości sami dodajemy siły, a tym samym dajemy jej energię. Zależy czy złość znajdzie w nas punkt zaczepienia czy też go nie znajdzie. Tym punktem zaczepienia mogą być nasze myśli, oceny czy przekonania. Podstawa — nie złościć się na własną złość. Śmiało, można dać sobie prawo do odczuwania złości. Ona pobędzie i zniknie. Nie wpadać w poczucie winy z powodu odczuwania złości, ponieważ to stan przejściowy, to tylko życie przez nas płynie. Można też zamknąć się w pokoju — walić o ścianę czym popadnie, krzyczeć, a nawet coś potrzaskać, opluć podobiznę szefa lub dokonać jakiegoś wysiłku fizycznego. Wszystko po to, aby pozbyć się też napięcia z ciała. Należy wczuć się bardzo świadomie w odczucie złości tak, jakbyśmy medytowali z tym odczuciem. Medytacja ze złością wprowadza w nową przestrzeń. To dzięki odczuciom się rozwijamy, to dzięki emocjom czujemy, że nie jesteśmy martwi. To sprawi, że poczujemy wdzięczność dla złości.

Nie wstydzimy się złości, akceptujemy ją i przezywamy, nie dusimy jej w sobie ...a to znaczy, że pozwalamy jej płynąć w sobie, nie zatrzymujemy jej, nie wypieramy, nie spychamy głębiej w swoje wnętrze. Nie udajemy dobrych. Dobrzy mają prawo do złości.

To naprawdę działa. W czasie terapii, gdy wypuszcza się " pod kontrolą " trzymaną złość dzieją się cudowne rzeczy- po tym ludzie stają się lżejsi, uśmiechnięci . Czują ulgę, jakby ogromny ciężar spadł z serca. Ciało szaleje, ponieważ pozbywa się złości. My w tym czasie możemy czuć się głupio i śmiesznie, ale ulga, jaka nas czeka, jest warta tego. Tak, złość jest śmieszna. Jeżeli nikogo nie ranimy podczas takiego wypuszczania złości, to nie ma w tym nic złego.

W buddyzmie jest coś takiego jak trening uważności i praktyka " trzykrotne zauważanie" W chwili, gdy wyłania się problem np. zazdrość, gniew, pożądanie, to należy je 3 razy zauważyć — jak coś nazywamy, to dajemy temu uwagę — dlatego trzykrotne powtórzenie... gniew, gniew, gniew . Świadomość przejmuje nad nim kontrolę, a nie nasza emocjonalna część. Świadomie zauważamy, że pojawiło się zakłócenie w postaci gniewu i pozwalamy temu odejść. Świadome powtarzanie sprawia, że dystansujemy się wobec uczucia — to kora mózgowa i świadomość przejmuje kontrolę, a nie emocja i niższe partie naszego biologicznego mózgu.

Paradoks złości czy strachu polega na tym, że boimy lub wstydzimy się je przezywać i wydaje się, że jak się temu nie przyjrzymy, nie zatrzymamy się na tym, to tego nie ma. Gdy udajemy, że czegoś nie ma, to spychamy to głębiej. /tymczasem to należy nazwać, wpuścić do świadomości, by w ten sposób wypuścić z ciała.

Opracowane na podstawie Osho „Zdrowie emocjonalne” oraz własnej praktyki i własnego doświadczenia.

tylko bez potępienia..

W książce pt. " Zdrowie emocjonalne" Osho mówi ciekawie o emocjach. Czasami te poglądy są bliskie terapii poznawczo-behawioralnej.

To, że nasz umysł ocenia, nie jest już dla nikogo tajemnicą. To, że większość uczuć pochodzi z naszej własnej oceny, również. To nie fakty wywołują w nas uczucia, a raczej ich ocena.

Osądzając zdarzenia, pozbawiamy się głębszego wglądu w emocje. Nic nie jest trwale- nawet nasze osądy. Wszystko się zmienia i dlatego nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ponieważ ona już jest inna. Tak, jak inni my jesteśmy z każdym doświadczeniem.

Zamiast oceny — on/ona jest głupia , jestem do niczego itp. zadajemy sobie pytania, np. takie:

Co nas zraniło? Gdzie nas zraniło? Dlaczego nas to zraniło? Co z tym zrobić? Jaka emocja za tym stoi?

Przy czym umiejętność zrozumienia a umiejętność znalezienia rozwiązania to dwie strony tego samego zjawiska. Jeśli rozumiem sytuację, to mogę z niej wyjść. Jeśli nie rozumiem sytuacji, to jestem w nią uwikłana/y.

Myślę, że przy okazji mówi On o bardzo ważnej rzeczy — depresja.

Obecnie to taka nagminna bolączka i jakże emocjonalnie dokuczliwa. Osho zaznacza, że nie należy potępiać depresji czy innej choroby, jak też nie potępiać własnych odczuć — nie osądzać, nie oceniać, nie potępiać a tylko zrozumieć. Twierdzi On, że depresja jest, ponieważ gdzieś we wnętrzu tkwi gniew, złość w negatywnej formie. Depresja to gniew, który przyjął negatywną formę. Samo słowo de....presja mówi nam o tym, że coś jest pod presją. Jeśli energię gniewu trzymamy, to jesteśmy pod presją- to nas osłabia. Co zatem robić? Puścić gniew, puścić złość...pozwolić na przepływ uczuć i na pojawienie się gniewu. Kiedy wydobędzie się gniew, to depresja odejdzie....

W następnym odcinku jak pozbywać się energii złości.

czwartek, 13 listopada 2014

nie tylko o uzależnieniu

Polecam,  warto wysłuchać tego wykładu, jak również innych wykładów tego lekarza.


Trauma

Byłam świadkiem czegoś niesamowitego. Wiadomo, że podczas bardzo silnego stresu, czyli traumy, jakoś radzić sobie musimy. Jednym ze sposobów radzenia sobie jest paraliż, bezwład. Podobno to zapobiega ewentualnemu bólowi. Drzwi balkonowe były otwarte, bo dziś było bardzo ciepło i wynosiłam pranie na dwór. Na dodatek ostatnio też zostały wymyte okna. Biedny ptaszek, chyba sikorka, uderzył się o szybę. Potem wpadł do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe, fruwał w domu, po czym padł martwy na podłogę. Na dowód tego, wklejam zdjęcie.





 Trochę to trwało, zdążyłam pobiec po aparat, uruchomić go i jeszcze zrobić zdjęcie. Trochę niewyraźne. To przez pośpiech. Wiedziałam, że udaje i tak reaguje, ponieważ przeżył   traumę. Przecież nie mógł zginąć od takiego lekkiego uderzenia:) Poleżał chwilę martwy, potem  wstał, następnie  stał  bez ruchu. Córka pobiegła po chleb :D Niestety, nie był głodny:) 





Chciałam go wynieść na zewnątrz, aby nie stresował się bardziej. Jednak, gdy próbowałam wziąć go na ręce, pofrunął o własnych siłach, znowu tłukąc się o szybę. Tym razem, nie padał martwy, znalazł wyjście i pofrunął na pobliskie drzewo.




Z nami jest podobnie. Jako ludzie też musimy sobie radzić ze stresem czy traumą. Działamy wtedy instynktownie.

W tym celu niezbędna jest podświadomość i niższe piętra naszego mózgu ( gadzia i ssacza część) Właściwie to ciało musi sobie poradzić, albowiem to w nim zachodzą różne fizjologiczne zmiany w związku z traumą.

Najgorszy jest stres przewlekły, czyli taki, gdy nie zostaje wyłączony mechanizm walcz-uciekaj. Pociecha jest taka, że jako ludzie jesteśmy odporni na traumę. Ważne jest, tylko aby nie robić tragedii we własnym umyśle oraz nie produkować innych katastroficznych myśli, np.w stylu — co by było, gdyby...itp. Ciało reaguje na to, co dzieje się w naszej wyobraźni. Różnica pomiędzy realnymi zdarzeniami a tymi z wyobraźni tkwi tylko w sile przeżywanych emocji. Wiadomo jednak, ze te poprzez wyobraźnię też można rozkręcać.

Bardzo ważne jest usuwać napięcia z ciała oraz prawidłowo oddychać. W chwili stresu, krew ze zdwojona silą napływa do kończyn górnych i dolnych, czyli u nas do rąk i nóg po to, aby walczyć lub uciekać. W chwili bardzo silnego zagrożenia, gdy nasze życie jest zagrożone- może wystąpić paraliż, czyli nie uciekamy i nie walczymy. Współczesny człowiek odczuwa to bardzo często, może sobie nawet tego nie uświadamia.

Stres czy trauma to normalne zjawisko dla człowieka. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie zostanie wyłączony mechanizm stresu. Właśnie myślenie i wyobraźnia, gdy fiksujemy się mentalnie na przeżywaniu stresu, to można go podtrzymywać. Tak się dzieje wtedy, gdy dokręcamy w głowie gorsze filmy i wyobrażamy sobie rzeczy, które się nawet nie zdarzyły, ale które mogłyby się zdarzyć. Dlatego, aby wyłączyć mechanizm stresu, trzeba powiedzieć sobie — stop-koniec niebezpieczeństwa. Warto się " otrzepać”, pomachać kończynami. Machanie rękami i nogami pozwala uwolnić krew i energię z powrotem do narządów wewnętrznych, a tym samym dać ciału sygnał, że kończyny go zużyły na walkę albo ucieczkę, a nie na paraliż.

Jakby nie było, to można ufać naszemu instynktowi, że pomoże nam w traumie. Ważne, aby po tym nie podtrzymywać jej mentalnie, tylko przetrawić, wydalić i pofrunąć dalej:))


piątek, 31 października 2014

dlaczego nie a dlaczego tak..

Nauka twierdzi, że w lewej półkuli powstają słowa a w prawej półkuli obrazy. Pomiędzy półkulami musi być integracja, synchronizacja.

Dodatkowo nasza podświadomość jest taka, że pomija słowo nie. Słowo < nie&gt; jest domeną świadomości i ona go pojmuje, jak tez go używa.

Dla podświadomości nie ma czegoś takiego jak:

NIE -ŚCIANA

NIE -CHOROBA

NIE - DRZWI

NIE - IDŹ

NIE -TRZASKAJ

NIE -KRZYCZ

Ma to kolosalne znaczenie np.przy zdrowieniu. Jeżeli mówimy, nie chcę być chory, jaki to komunikat dla podświadomości?

Nie chcesz być chory ... W takim razie, czego chcesz? To, że nie chcesz być chory, nie jest dla podświadomości jednoznaczne z tym, że chcesz być zdrowy. Umysł świadomy to wie. Lewe półkula przetwarza słowa, a w prawej półkuli powstaje najpierw obraz. Jeśli mówimy — nie chcę być chory.......to w prawej półkuli powstaje obraz choroby i wszelkich skojarzeń, jakie słowo choroba niesie za sobą. To wszystko powstaje zarazem w naszej wyobraźni, a to z kolei wpływa na powstanie emocji. Choroba kojarzona jest z przykrymi emocjami np. strach, złość, żal. Powstanie takich emocji z kolei wpływa na tworzenie następnie przykrych myśli - tzw. błędne koło nerwicowe. Czyli wzrost stresu. Stres nie pomaga w radzeniu sobie z chorobą, a wręcz przeciwnie.

Czyli gdzie idę, dokąd zmierzam a nie gdzie nie idę, dokąd nie zmierzam.

Aby sygnał dla podświadomości i dla ciała był jasny i prosty, musi brzmieć - chcę być zdrowy. To też zasada formułowania celów, czyli tego do czego dążymy. Cel musi być jasno określony w pozytywie. Czego chcę, czego pragnę a nie, czego nie chcę.

Aby osiągać to, czego chcemy, należy jasno i wyraźnie to określić. Zwiększamy szansę, że się uda.

Czyli nie mówimy, np.:nie chcę oblać egzaminu,

tylko mówimy:) chcę zdać egzamin.

Np. możemy powiedzieć sobie — nie nauczę się tego do egzaminu. Często wielu ludzi tak się motywuje. Podświadomość nie bierze pod uwagę < nie&gt; i zostaje, nauczę się do egzaminu. W tym wypadku podświadomość dostała komunikat właściwy. Wielu ludzi ze strachu tak mówi, aby się motywować.

Dlatego, gdy do czegoś dążymy, gdy czegoś się chcemy nauczyć czy to zdobyć wiedzę czy umiejętności, albo gdy uczymy innych, to nie mówimy nie rób tego a tego...Zaraz przypomina mi się pewna matka, która zgłosiła się do mnie po tym, jak jej niespełna 15 letnia córka miała urodzić dziecko. Pytam matki, a uświadamiała pani córkę wcześniej? Ona na to, tak- mówiłam jej, aby nie zachodziła w ciążę. Jakby nie było, ta kobieta w wieku 34 lat została szczęśliwą babcią:)

Dlatego w wychowaniu dzieci ważne jest zwracać się do nich wprost, czyli mówić to, czego od nich oczekujemy, a nie w taki sposób, czego nie mają robić. Przetestowałam to z matkami. Wszystkie, które zmieniły np. taki komunikat " NIE TRZASKAJ DRZWIAMI" na taki " ZAMKNIJ CICHO DRZWI" twierdziły, że dzieci się bardziej słuchają, przestały trzaskać. Czasami nawet odkrywali, że jak mówili do dzieci, tylko tego nie rób np. nie zbieraj zabawek, to dzieci to robiły&gt;:) Taki komunikat działał z zaskoczenia, raz, a nie cały czas.

Często nastawienie na tak, jest nastawieniem na pozytyw, na otwartość, na swobodny przepływ energii, na rozwój. Nastawienie na nie jest negacją i nastawieniem się na opór, na zatrzymywanie energii. To fajnie widać jak komuś powiesz coś niezgodnego z jego mapą znanych mu poglądów. Automatycznie jest nie.

Mamy w zwyczaju dzielić swój czas na to, co muszę zrobić( powinności) i na to co chcę zrobić. Sami czujemy, że te powinności są na nie a to czego chcemy, jest na tak. W ten sposób fajnie widać, że nastawienie na < tak > jest lekkie, łatwe i przyjemne. Czasami tak zapędzamy się w opcji na nie, że nawet może dojść do takiej sytuacji, w której mówimy sobie — muszę wypocząć. Wypoczynek staje się powinnością, a powinności wydają się nam kojarzyć w wyobraźni jako obraz budzący nieprzyjemne uczucia. Dlatego, gdy w swoim umyśle zmienimy słowa,na chcę, mamy więcej energii, inny obraz w wyobraźni i inne odczucia. To jak wymiana jednego pliku na inny - muszę, na chcę. Niektórzy ludzie tak bardzo są nastawieni na nie, że często sobie mówią — powinnam być szczęśliwa...itp. Słowa są potęgą, dlatego warto sobie uświadomić, że używając słowa powinnam o szczęście( czyli miłe emocje albo spokój) trudno, ponieważ powinność w umyśle źle się kojarzy. Nadmienię, że dla podświadomości słowo szczęście- też nie wiadomo co znaczy. Ono zapewne ma znaczenie dla podświadomości.

Czyli albo zmienić powinności, albo je polubić.

Pozwolę sobie podważyć świętość......uważam, że 10 przykazań jest źle sformułowanych..

Po słowie następuje tworzenie wyobrażenia. Polecenie- nie kradnij, wywołuje obraz kradzieży. Nie jest to jednoznaczne z tym, że jak nie kradnij, to co? Obrazem myślowym tworzymy coś konkretnego w podświadomości, dla niej - zostaje kradnij. Uwaga skupia się na kradzieży, a nie na uczciwości. Energia podąża za naszą uwagą, czyli też za naszym słowem. ( ono tworzy plik — słowo, wyobrażenie, emocje, działanie)

Bądź uczciwy! Czyż nie brzmi to lepiej?

Myślimy słowami, a tworzymy obrazami. Tworzą się ścieżki neuronowe do wszystkiego, czego się uczymy. Słowo należy do świadomości a obraz do podświadomości. Ścieżka kradzieży a ścieżka uczciwości, to zupełnie inne drogi. Ta dualność to dwie strony tego samego medalu. Tylko którą przywołujemy słowem i obrazem?

Na koniec — nie chcę jechać w góry :)) Wiecie zatem, gdzie chcę?

p.s

politycy też często mówili, mówią czego nie nalezy robić. Tylko co z tego wyszło?

wtorek, 14 października 2014

ciemna strona bycia terapeutą

Myślę, że głównym celem terapii powinno być odzyskanie przez pacjenta zaufania do siebie, jak też to, aby kierował się swoim własnym emocjonalnym GPS i nie potrzebował więcej terapii, a po terapii radził sobie.

Terapeuta jednak robi tylko to, co potrafi i jak potrafi. Bycie dobrym terapeutą to wyzwanie. Dlatego chcąc być dobrym terapeutą należy mieć " trudnych " klientów. Należy znać też swoje ciemne strony, swoje cienie...

Ciągle się szkolę i ciągle wydaje mi się, że jeszcze nic nie wiem. To normalne.im więcej wiesz, tym bardziej masz świadomość, jak mało wiesz." Podziwiam" ludzi, którzy skończą jakiś jeden mały kurs, coś przeczytają i uważają się za wielkich specjalistów. Często takie wspaniałe rady dają:) zabierają się za pomaganie innym.... Skoro wiedzę zdobywam przez lata, racjonalnie wiem, że jednak coś wiem, wiem, że często pomagam...jest fajnie, jak się uda....ale, ciągle się trzeba uczyć i być na bieżąco z nauką.

Jest też mniej przyjemna strona zawodu terapeuty. Nie wszystkim mogę pomóc. Gdzieś „po kościach” czuję komu mogę pomóc a komu nie. Jeżeli nie mam wiary w to, że pacjent sobie poradzi, albo że moje kompetencje tu nie wystarczą, daję sobie spokój.

Mało fajną stroną tego zawodu jest to, że przez pacjenta można zostać zwyzywanym, albo nawet napadniętym, to ryzyko zawodowe. Z tym trzeba się liczyć. To też sprawdzian dla własnych emocji. To, że pacjent wyzywa lub atakuje fizycznie, najczęściej związane jest z jego zaburzeniami osobowości czy chorobą psychiczną. Przyjmuje się, że terapeuta jest bez zaburzeń i przeszedł terapię własną-:), ale praca nad sobą jest ciągle potrzebna. Superwizje są potrzebne. Zarówno terapeuta, jak i pacjent są dla siebie w jakiś sposób "lustrem".

Przez klienta, można też być "zwyzywanym", gdy np. nie dostarczymy klientowi opinii takiej, jakiej on potrzebuje, aby załatwił jakiś swój interes — sądowy, rentowy, dotyczący niepełnosprawności itp. Wymusza na nas odpowiednią opinię a terapeuta czy psycholog musiałby naginać fakty lub podawać rzeczy mało zgodne ze stanem faktycznym. Gdy pacjent jest w terapii można z nim to przerobić. Inaczej jest w sytuacji, gdy po latach zwraca się, aby dostać opinię dotyczącą aktualnego stanu psychicznego i sugeruje psychologowi, co w tej opinii powinien napisać. Odmowa wiąże się z tym, że psycholog mocno naraża się takiej osobie. Wtedy z pacjenta wychodzi to, co mocno ukrywa i najczęściej obraża i w wielkim poczuciu krzywdy odwraca się od psychologa. Często są to ludzie, którzy innych i siebie traktują przedmiotowo.

Obecnie jest tendencja taka, że z pacjentem postępuje się delikatnie, czyli empatia, życzliwość, brak ocen itp. Wszystko po to, aby pomóc i nie pogłębiać oporu. Myślę, że między innymi z tego względu obecnie w terapii nie stosuje się metody konfrontacyjnej, zwłaszcza w uzależnieniach. Jednak uważam, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą i uznać, że metoda konfrontacyjna jest całkowicie „ be". Czasami nie ma wyjścia, bez techniki „ drzwiami w pysk” nie osiągniemy pożądanej zmiany. Oczywiście należy robić to z wyczuciem i gdy mamy głębokie przeświadczenie, że faktycznie to pomoże. Ten sam efekt może też można osiągnąć w inny sposób niż konfrontacja.

Czasami pacjent wymyśla sobie zaburzenia, ponieważ one mogą mu pomóc w sprawach sądowych, rentowych, niepełnosprawności itp. Niestety, psycholog nie jest od tego, aby tylko zadowalać pacjenta czy utwierdzać go w wymyślonych zaburzeniach. Najbardziej roszczeniowi są ci, co sami płacą i uważają, że mają prawo dyktować psychologowi, jaką opinię ten ma im wystawić. Chcąc pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem, nie zawsze spełnia się zachcianki czy roszczenia pacjenta. To może skutkować tym, że pacjent zacznie obgadywać psychologa, trudno...ryzyko zawodowe. Z tym też należy się liczyć. Dlatego, zawierając kontrakt, należy brać pod uwagę wiele ewentualności.

Czy terapeuta ma ulegać manipulacją pacjenta w obawie przed tym, aby nie zostać zwyzywanym? Czy ma ulegać pacjentowi, aby ten nie wystawił mu złej opinii? Tylko dlatego, że płaci.

Oczywiście, że nie.