piątek, 12 grudnia 2014

10 przykazan osho

10 PRZYKAZAŃ WG OSHO
I. Jedynym Bogiem jest samo życie.

II. Nie słuchaj żadnych rozkazów oprócz tych, które płyną z Twojego wnętrza.

III. Prawda jest wewnątrz, nie szukaj jej gdzie indziej.

IV. Miłość jest modlitwą.

V. Spokój stanowi drzwi do prawdy, jest środkiem i celem urzeczywistnienia.

VI. Życie jest tutaj i teraz.

VII. Żyj w pełnej świadomości.

VIII. Nie płyń pod prąd, ale unoś się z nim.

IX. Umieraj w każdej chwili, abyś odradzał się w następnej.

X. Przestań szukać tego, czego nie ma. To, co jest — jest tym. Zatrzymaj się i patrz.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jak stworzyć dobry związek?

Myślę, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety pragną szczęśliwego związku i szczęśliwego życia. Dlatego tak ważne jest wybranie tej właściwej osoby, ponieważ można z tego powodu być bardziej lub mniej szczęśliwym. A przecież jedno życie mamy.

Z tego względu trochę przerażają mnie współczesne poradniki i porady — jak poderwać kobietę? Czy inne manipulacje mające nauczyć, jak zdobyć kobietę. Skąd to się wzięło? Czy nawet już miłość staje się biznesem? Czymś, na czym można zarobić? Treningi, szkolenia i warsztaty przydają się w rozwoju osobistym czy duchowym. To pomaga nam w życiu, w relacjach. Jednak powiedzmy sobie szczerze- czy miłość można oszukać? Czy miłość można kupić? Można kupić np. ładne ciało, ale nie miłość. Do niej będzie tęsknił każdy, komu dane lub niedane było jej zaznać. Serce nie sługa, chyba coś w tym jest.

Treningi w stylu: jak poderwać kobietę, traktują temat płytko i powierzchownie. Możesz się wyuczyć paru sztuczek, które będą atrakcyjne na początku, tylko co dalej? Przecież wyjdzie szydło z worka. Pierwsze wrażenie dobre, a co dalej? Czy może trzeba będzie zmieniać kobiety, aby znowu być atrakcyjnym? Oczywiście, że zmiana kobiety, czy zmiana mężczyzny jest wskazana wtedy, gdy wybraliśmy niewłaściwie, a związek jest fatalny. Przecież nie każdy do każdego pasuje. Tylko czy przyznamy się do tego faktu? Cały problem polega na tym, że my nie lubimy brać pod uwagę faktów. Wkręcamy sobie różne filmy. Szkolenia NLS nie biorą pod uwagę tego, że człowiek jest w procesie a część naszych zachowań wynika też ze społecznego wpływu, a nie tylko z cech charakteru. Twierdzą np. że kobieta w mini i z piersią na wierzchu jest " łatwa" albo dobra na raz. Otóż to może być zarówno prawdą, jak i kłamstwem, albowiem jedna jaskółka wiosny nie czyni. Kobieta ubrana "porządnie" może okazać się mało porządną i niewłaściwą dla nas. Jak mamy zdolność uwodzenia to każdy człowiek może być łatwy. Ponadto wpychanie w takie schematy, że porządną i dobrą kobietę/ mężczyznę można tylko spotkać np. w bibliotece, a nie np.w dyskotece są wyssane z palca. Ważne są nasze uczciwe intencje, jednak należy wiedzieć, że nie każdy kieruje się uczciwością, szczerością czy otwartością i takiego też człowieka możemy spotkać w każdym miejscu, jak i w każdym zawodzie. Zresztą, a my sami, jacy jesteśmy? Kierowanie się takim wskaźnikiem, jak ubiór, ładną wypowiedzią, miejscem bywa bardzo złudne. Wiele rzeczy pomiędzy ludźmi dzieje się poza świadomością. Błędy poznawcze i percepcyjne też warto poznać. Należy też wiedzieć, że to my przypisujemy innym ludziom wartość czy jakieś znaczenie i potraktować kogoś na raz, a przecież ta dana osoba wcale tak nie chciała być potraktowana. Oczywiście, że charakter (bardzo stałe cechy zachowania) mają kolosalne znaczenie, gdy odpowiadamy sobie na pytanie- czy ta kobieta/ ten mężczyzna jest tym typem człowieka, z którym stworzę związek, jakiego pragnę?

Z powodu presji czasu, lęku przed samotnością oraz potrzebą bycia w stadzie, samooszukiwaniem się związanym z małą znajomością siebie czy własnymi wyobrażeniami, mamy tendencję do tworzenia sobie iluzji, wypierania faktów, czy niewłaściwej oceny — nadinterpretacje, minimalizowanie, uogólnianie, zniekształcanie. To sprawia, że istnieje ryzyko, iż możemy ulokować źle uczucie i dokonać niewłaściwego wyboru partnera, a potem się męczyć i wierzyć, że on kiedyś się zmieni. Może się zmieni, np. po 20 albo 30 latach: ) Jakby nie było, ulokowanie uczuć i wejście w związek jest zawsze ryzykiem. Z tego też należy sobie zdawać sprawę.

Nie zapominajmy, każdy z nas ma jakąś osobowość, ale też część naszych reakcji (a bardziej emocji) wynika z zachowań tej drugiej osoby i część jej/jego reakcji wynika z naszych zachowań. Dotyczy to codziennego funkcjonowania w zakresie różnych zachowań, w tym werbalnych, jak i niewerbalnych. Rozumiemy zachowania werbalne, a niewerbalne możemy odczuwać. A przynajmniej dobrze by było, abyśmy potrafili je odebrać. Są jednak granice. Pewne zachowania partnera nie wynikają z naszych reakcji, chociaż to właśnie nas może dopaść poczucie winy. Partner/partnerka skutecznie pomogli nam je wyzwolić, z prostego mechanizmu oddziaływania emocji na siebie. Dlatego tak ważna jest znajomość siebie i odpowiedzialność za reakcje.

Załóżmy, że partner nas oszukał? (zdrada, wzięcie kredytu, hazard, alkohol, inne zachowania, te bez wiedzy partnera) jak się zachowujemy? Jego oszustwo ma wpływ na nasze emocje? Na nasze szczęście? Tym samym ma wpływ na nasze zachowanie, myślenie i na relację w ogóle. W jakiego człowieka zmieniamy się przy tym partnerze? Gdy skupimy się na emocjach i wzajemnych reakcjach albo oskarżeniach, albo na tym, że miłość wszystko wybacza, to zapomnimy o istotnej rzeczy- czy ten fakt sprawi, że nasz związek się umacnia czy osłabia? Czy ja, jako człowiek w tym związku rozwijam się na plus? Czy na minus? Czy poczucia szczęścia mi przybywa? Czy ubywa? Bo to nie jest tak, że po każdym problemie, który zdarzy się w związku, można przejść do porządku dziennego. Partner, który zawalił sprawę, a nie chce o tym rozmawiać, może dać do zrozumienia — odczep się ode mnie. A taki, który chce rozmawiać, aby uśpić tylko czujność partnera? To są trudne sprawy do odróżnienia, zwłaszcza gdy jesteśmy w dużych emocjach. Wypieranie faktów czy nieprzyjmowanie ich do wiadomości jest dobre na krótką metę. To wróci jak bumerang. Przy każdej następnej trudnej sytuacji uwalniają się poprzednie emocje i stany emocjonalne, nad którymi podobno przeszło się do porządku dziennego. Myślę, że ta lawina emocji nawet bardziej dotyczy kobiet niż mężczyzn. O tym, warto, aby mężczyźni pamiętali, ponieważ po każdym "wyskoku " kobieta może czuć coraz większą niechęć, aż dojdzie do emocjonalnego odrzucenia danego mężczyzny. W tym celu, aby stworzyć dobry związek, mężczyzna musi wiedzieć, co kobiecie sprawia emocjonalny ból i tego po prostu nie robić. Gdy naprawdę kocha i zależy mu/jej, to raczej nie będzie tego robić. Potem niektórzy mężczyźni się dziwią- miesiąc już nie piłem, a ona dalej jakaś obrażona. Raz ją zraniłem, a ona ciągle o tym pamięta. Może wtedy warto się zastanowić- czy ja swoim zachowaniem ciągle jej o tym nie przypominam? Bo tak się zachowuję, że ona staje się podejrzliwa i kontrolująca. Czy może partner ma problemy z własnymi emocjami? Zatem bez względu na wszystko jest np. bardzo zazdrosny. Czy mogę partnerowi pomóc, aby on uporał się z zazdrością? Nie chodzi tutaj o obarczanie się wzajemnie winą, tylko o wzięcie odpowiedzialności za to, że nasze zachowania wywołują w innych reakcje oraz mogą niszczyć związek.

W relacjach wzajemnie wpływamy na siebie, a związek jest to też wspólna przestrzeń, takie biopole, w którym są emocje, myśli, zachowania, intencje osób tworzących związek, a także energetyka naszego ciała. Fromm pięknie pisał o miłości. Miłość pomiędzy partnerami sprawia, że oboje są w jakiś sposób ze sobą połączeni, zharmonizowani i klaruje się pomiędzy nimi też równowaga, choćby w aspekcie seksualności. Stopniowo pragnienie przechodzi w pożądanie, a potem w długotrwałą namiętność, czyli związek nie kończy się wraz z chemią, ponieważ namiętność, seksualność, to też sprawy ducha. Oczywiście problem jest wtedy, gdy sam człowiek nie jest koherentny, oddziela seksualność od reszty i dla jednych fundamentem związku będzie seks, a dla innych porozumienie, a dla innych jeszcze coś. Jeżeli związek ma być dobry, to muszą być trzy fundamenty, zgodnie z tym, że mamy 3 mózgi. Dlatego fajnie jest, gdy w związku współgra: w aspekcie fizycznym, emocjonalnym i mentalnym. Oczywiście, że ta przestrzeń będzie dobrze działać, gdy intencje obu partnerów wobec siebie są zgodne. Potem tę przestrzeń tworzą wszyscy członkowie rodziny, a atmosfera pola ma wpływ na wszystkich. a zwłaszcza na dzieci. Podobno do 14 roku życia, dziecko ma jedno biopole z matką. W przestrzeni tej jest to, co jest świadome i to, co jest nieświadome, a wszystko ma na siebie i nas wpływ. Dlatego świadomie nie zawsze wiemy, jakie programy w nas działają.

Dlatego, gdy chcemy stworzyć dobry związek, należy poznać samego siebie — jaki dla nas będzie dobry związek? Czego oczekujemy od partnera? Czy on/ona jest w stanie mi to dać? Co będzie dobrym związkiem dla tej drugiej osoby? Czego ona oczekuje? Czy jesteśmy w stanie to jej/jemu dać? Itp.

Jakie pułapki czyhają na mężczyzn? wiadome jest, że biologicznie kobieta jest stworzona do urodzenia dziecka, a obie płcie są stworzone do przedłużenia gatunku. Z tego też względu mężczyzna i kobieta są sobie potrzebni. Kobieta chce dziecka a mężczyzna seksu. Jest też tak, że coraz mniej kobiet ma presję na dziecko, a bardziej ma presję na rozwój zawodowy. To nie jest też wina kobiet, że tak chcą, ponieważ obecnie rzadko, który mężczyzna może być jedynym żywicielem rodziny. Dlatego kobiety również zaczynają " polować" aby sprostać czasom i godne życie dzieciom zapewnić. Kiedyś też kobieta mogła czuć wstyd z powodu potrzeby seksualnej, a dziś się tego nie wstydzi, rozwija swoją seksualność przy pomocy mężczyzny. W tym zakresie ma również wymagania od partnera. Mężczyźnie może być trudno pod tym względem, bo jeśli jest uczuciowy i szanuje kobiety, to gdzie ma się uczyć? Jednak, gdy kobieta kocha, akceptuje danego mężczyznę, to akceptuje też jego "nieumiejętności" Dobrze, gdy mężczyzna potrafi się też przyznać do swoich słabości. Dlatego współcześni mężczyźni bardziej boją się kobiet, robią się bardziej nieśmiali i poszukują szkoleń z podrywu. Jednak problem nie jest w poderwaniu kobiety czy mężczyzny a w utrzymaniu związku, w rozwoju siebie - osobistej zdolności kochania czy w tym, aby przełamać własną wygodę i własne ego. Kiedy się zaangażujemy emocjonalnie, zostajemy w jakiś sposób "złamani " czyli zmienieni. W praktyce zarówno kobieta, jaki mężczyzna mają takie same potrzeby, tylko inaczej je realizują. Każdy z nas jest całością a mit o połówkach jest tylko mitem. To jest dobra wiadomość, ponieważ, gdy ktoś nas nie chce, to i tak możemy jeszcze z kimś być szczęśliwi.

Jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą to, że kobieta pragnie dziecka a mężczyzna seksu? Otóż mężczyzna musi rozpoznać czy ta kobieta wybrała go, ponieważ jest nim jako osobą emocjonalnie zainteresowana, czy ta kobieta wybrała go, bo ma poczucie, że tyka jej zegar biologiczny, a ona widzi w nim reproduktora i maszynkę do zabezpieczenia bytu rodzinie? Czyli, czy chce związać się z nim, aby zaspokoić swoje biologiczne potrzeby, czy chce być z nim, bo kocha go i on daje jej poczucie samorealizacji też w miłości damsko — męskiej. Rozpoznanie tego jest trudne, ponieważ czasami sama kobieta tego nie rozpoznaje.

Co zatem mężczyzna lub kobieta ma rozpoznać?

Czy ją/jego akceptuje? Nawyki, poglądy, zainteresowania, gust, ciało itp.

Czy tylko słyszy, w jakiego faceta/ kobietę ma się zmienić? Zarówno pod względem ubioru, jak i innych cech.

Czy on/ona dużo krytykuje ?

Czy tylko on/ona ma się dopasować, czy on/ona wykazuje też chęć dopasowania się do partnera?

i najważniejsze:

Czy przypisuje mu wartość emocjonalną, czy naprawdę jest on/ona ważny jako człowiek?

Czy wyobraża sobie życie bez niej/ bez niego? Chociaż tu można dyskutować czy to może jakaś toksyczna zależność, czy "złapanie" się na swoje nieprzerobione problemy, czy zależności, np. w domu rodzinnym nikt nie brał pod uwagę moich uczuć czy potrzeb, to wybieram partnera, który tez tak wobec mnie postępuje. Choć miłość może też jest zależnością, ale zapewne nietoksyczną.

Czy ważne jest dla niej/ niego są tylko potrzeby własne, które dzięki partnerowi zaspokaja? Miłość jednostronna jest dość powszechnym zjawiskiem. W przyrodzie też istnieje pasożytnictwo.

Zabarwienie emocjonalne naszego życia, czyli nadawanie emocjonalnego znaczenia zjawiskom, ludziom, osobom, przedmiotom jest charakterystyczne tylko dla ludzi. Jest motorem naszych działań, a także impulsem do zmian oraz niestety też przedmiotem manipulacji i biznesu.

Uwaga! Jest pewien niuans w rozróżnieniu prawdziwie uczuciowej relacji damsko-męskiej. Emocjonalne znaczenie ma dla nas partner/partnerka bez względu na to, czy jest bogaty, czy biedny, czy zdrowy, czy chory. To ten konkretny człowiek przedstawia dla nas emocjonalną wartość, ponieważ nasze uczucia są skierowane na niego. Dlatego, osoby uczuciowe mają zawsze gorzej. Łatwo mogą być wykorzystane. Gdy lubimy i wolimy od czegoś tam przebywać w jego/jej towarzystwie, to świadczy o tym, że ma on/ona dla nas dużą wartość emocjonalną. Przedstawia dla nas emocjonalną wartość, imponuje nam, a może nawet wzbudza podziw z jakiegoś powodu. Jeżeli dany człowiek nam się podoba, to akceptujemy jego poglądy, gust, muzykę i nawet chcemy się do niego upodobnić, a w momencie zakochania dopasowywanie jeszcze się nasila. Z tego względu, gdy mężczyzna kupuje kobiecie jakiś prezent, a jej się nie spodoba, to może znaczyć, że nie kocha go naprawdę, nie podziwia jego czy jego gustu albo gestu. Jest tego też druga strona medalu — czy mężczyzna ten, zadał sobie trochę trudu, aby rozpoznać jej świat i jej emocje i poznać tę kobietę na tyle, aby wiedzieć, co jej się może spodobać? To chyba sedno udanego związku — trochę wejść w swoje światy, ale nie od razu, ponieważ coś należy zostawiać na miłe niespodzianki.

Dlatego fundamentem dobrego związku, a zarazem rodzącego się uczucia jest chęć wejścia w świat uczuć, emocji, poglądów, gustów, zainteresowań tej/tego danego człowieka. Czy /ty jako mężczyzna, czy ty jako kobieta jesteś podmiotem, czy tylko przedmiotem zaspokojenia potrzeb własnych. Krótko mówiąc — czy wzbudzasz zainteresowanie, bo możesz stać się "użytecznym narzędziem" dla kogoś, kto chce zaspokoić potrzeby własne, albo nie przeszkadzasz i partner robi przy tobie, co chce, czy wzbudzasz zainteresowanie, bo ten człowiek chce obdarzyć cię uczuciem, do których jest zdolny i chce sprawić, abyś był/była szczęsliwy/a.

Komentarz Nazumi 13 i jego ciekawy blog tutaj

"Miłość nie polega przecież na tym, że kochamy samych siebie i własne potrzeby, a innych w tym celu używamy :-), Ale wejście w świat drugiej osoby jest zawsze czymś trudnym i ryzykownym, a bliskość innego człowieka jest dla nas samych także wyzwaniem. Zapominamy o tym często, licząc na to, że jesteśmy w sobie zakochani. Tymczasem prawie wszystko, co ważne dla miłości i udanego związku, staje się wtedy, kiedy ten czar przemija... Straszne jest to prymitywne poradnictwo i, prawdę mówiąc, psychologowie powinni się zbuntować i pogonić tych swoich kolegów (lub koleżanki), które talie bzdury wypisują, często po prostu dla kasy. I wartości propagują fałszywe i obraz psychiki kobiety straszliwie spłaszczają i uprzedmiotowiają".

niedziela, 23 listopada 2014

"Wychowanie" duchowe..

Wychowanie duchowe nie jest wychowaniem religijnym. Wychowanie duchowe jest dla mnie odkrywaniem siebie, poznawaniem nieświadomego w sobie, rozwijaniem seksualności jako przeżycie duchowe z drugim człowiekiem, rozpuszczaniem ego, zdolność do głębszych przeżyć. Natomiast wychowanie religijne jest przyjmowaniem jakiejś doktryny i następnie wierzeniem w nią. Chyba żadna religia nie uczy jak radzić sobie z emocjami, życiem czy z innymi ludźmi w relacjach.

Samodzielne myślenie czy samodzielne tworzenie wcale nie jest takie proste. Od dziecka uczymy się od innych. Rodzice oraz społeczeństwo budują nasze poglądy, nasze przekonania. Lepią nas niczym rzeźbiarz swe dzieło. Nazywa się to socjalizacja. Rzadko, które dziecko uczy się dla samego siebie — przynieś szóstkę, mamusia albo tatuś będzie zadowolona. Rodzice kupią Ci nową „komórkę”, jak będziesz mieć świadectwo z paskiem itp. Nie wspomnę już o tym, że rodzice nagminnie robią dziecku np. prace plastyczne.

Czasami samodzielność jest „ tępiona” - ja chcę iść w tej sukience do szkoły- nie pójdziesz w tej — musisz założyć tę niebieską. Nie pyskuj, nie potrafisz się jeszcze sama ubrać. Chyba ja wiem lepiej....nie, nie wiesz. Nie możesz się kolegować z nią, ona jest z takiego złego domu itp.

Z biegiem czasu uczymy się posługiwać schematami i tak tworzą się stereotypy. One też są potrzebne do poukładania sobie w głowie. Jednak niektóre są mocno szkodliwe. Gdy młody chłopiec szuka erotyki w internecie, to dowiaduje się, że kobiety dzielą się na: blondynki, brunetki, laseczki, rude, nastolatki, mamuśki, dojrzałe, Azjatki, latynoski, Rosjanki itp. A zachowania seksualne to: seks oralny, seks analny, seks ostry, wytrysk na twarz itp. Od lat próby uczenia wychowania seksualnego nie dochodzą do skutku. Śmieszny zresztą jest sam podział i oddzielenie naszego życia seksualnego od reszty człowieka, a zwłaszcza od naszej duchowości. Nic zatem dziwnego, ze seksualność nie wszystkim jest dana, a kończy się tylko na zaspokajaniu popędu seksualnego. Pomijam już to, że potem taki chłopczyk może zacząć dzielić kobiety: te to jak z porno, te na raz a te na dłużej. Dzieli z góry, nawet bez znajomości ich, tylko na podstawie schematu, jaki ma w głowie, albo swojego pierwszego wrażenia.

To tylko przykłady, myślę, że wiecie, o co mi chodzi, a ja nie będę się rozpisywać.

Z zastanymi prawdami, czyli z tym, co już jest, raczej się nie dyskutuje, przecież można się komuś mocno narazić i przyjmuje się je jako oczywistość, Oderwanie się od myślenia " tłumem" jest bardzo trudne. Sama nie wiem, czy potrafiłam się już oderwać i myśleć samodzielnie. W praktyce życia rzucamy jakieś "oczywiste"prawdy, ale sami ich nie pojmujemy czy nie czujemy. Kto z polityków lepiej zmanipuluje, ten wygrywa na tym.

Często pytam "pacjentów " no ok, tak pani uważa, ale co to dla Pani znaczy? Co przez to pani rozumie? i tu następuje cisza, którą uwielbiam. Tak dużo się w niej dzieje i to jest moment, gdy człowiek zaczyna dotykać samego siebie. Mam tak samo, to nie jest tak, że tylko tak mają moi pacjenci. Jednak kiedy uporałam się z motywacją zewnętrzną czy schematem, który mam we własnej głowie, to dopiero mogę czuć i rozumieć własny emocjonalny potencjał, albo mieć poczucie, ze sama wpływam na swoją świadomość. To też swego rodzaju wolność w samodzielnym myśleniu. Samodzielne myślenie, jednak jeszcze nie jest samodzielnym działaniem i wpływaniem na własne życie....

czwartek, 20 listopada 2014

jak pozbywać się złości

Złości sami dodajemy siły, a tym samym dajemy jej energię. Zależy czy złość znajdzie w nas punkt zaczepienia czy też go nie znajdzie. Tym punktem zaczepienia mogą być nasze myśli, oceny czy przekonania. Podstawa — nie złościć się na własną złość. Śmiało, można dać sobie prawo do odczuwania złości. Ona pobędzie i zniknie. Nie wpadać w poczucie winy z powodu odczuwania złości, ponieważ to stan przejściowy, to tylko życie przez nas płynie. Można też zamknąć się w pokoju — walić o ścianę czym popadnie, krzyczeć, a nawet coś potrzaskać, opluć podobiznę szefa lub dokonać jakiegoś wysiłku fizycznego. Wszystko po to, aby pozbyć się też napięcia z ciała. Należy wczuć się bardzo świadomie w odczucie złości tak, jakbyśmy medytowali z tym odczuciem. Medytacja ze złością wprowadza w nową przestrzeń. To dzięki odczuciom się rozwijamy, to dzięki emocjom czujemy, że nie jesteśmy martwi. To sprawi, że poczujemy wdzięczność dla złości.

Nie wstydzimy się złości, akceptujemy ją i przezywamy, nie dusimy jej w sobie ...a to znaczy, że pozwalamy jej płynąć w sobie, nie zatrzymujemy jej, nie wypieramy, nie spychamy głębiej w swoje wnętrze. Nie udajemy dobrych. Dobrzy mają prawo do złości.

To naprawdę działa. W czasie terapii, gdy wypuszcza się " pod kontrolą " trzymaną złość dzieją się cudowne rzeczy- po tym ludzie stają się lżejsi, uśmiechnięci . Czują ulgę, jakby ogromny ciężar spadł z serca. Ciało szaleje, ponieważ pozbywa się złości. My w tym czasie możemy czuć się głupio i śmiesznie, ale ulga, jaka nas czeka, jest warta tego. Tak, złość jest śmieszna. Jeżeli nikogo nie ranimy podczas takiego wypuszczania złości, to nie ma w tym nic złego.

W buddyzmie jest coś takiego jak trening uważności i praktyka " trzykrotne zauważanie" W chwili, gdy wyłania się problem np. zazdrość, gniew, pożądanie, to należy je 3 razy zauważyć — jak coś nazywamy, to dajemy temu uwagę — dlatego trzykrotne powtórzenie... gniew, gniew, gniew . Świadomość przejmuje nad nim kontrolę, a nie nasza emocjonalna część. Świadomie zauważamy, że pojawiło się zakłócenie w postaci gniewu i pozwalamy temu odejść. Świadome powtarzanie sprawia, że dystansujemy się wobec uczucia — to kora mózgowa i świadomość przejmuje kontrolę, a nie emocja i niższe partie naszego biologicznego mózgu.

Paradoks złości czy strachu polega na tym, że boimy lub wstydzimy się je przezywać i wydaje się, że jak się temu nie przyjrzymy, nie zatrzymamy się na tym, to tego nie ma. Gdy udajemy, że czegoś nie ma, to spychamy to głębiej. /tymczasem to należy nazwać, wpuścić do świadomości, by w ten sposób wypuścić z ciała.

Opracowane na podstawie Osho „Zdrowie emocjonalne” oraz własnej praktyki i własnego doświadczenia.

tylko bez potępienia..

W książce pt. " Zdrowie emocjonalne" Osho mówi ciekawie o emocjach. Czasami te poglądy są bliskie terapii poznawczo-behawioralnej.

To, że nasz umysł ocenia, nie jest już dla nikogo tajemnicą. To, że większość uczuć pochodzi z naszej własnej oceny, również. To nie fakty wywołują w nas uczucia, a raczej ich ocena.

Osądzając zdarzenia, pozbawiamy się głębszego wglądu w emocje. Nic nie jest trwale- nawet nasze osądy. Wszystko się zmienia i dlatego nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ponieważ ona już jest inna. Tak, jak inni my jesteśmy z każdym doświadczeniem.

Zamiast oceny — on/ona jest głupia , jestem do niczego itp. zadajemy sobie pytania, np. takie:

Co nas zraniło? Gdzie nas zraniło? Dlaczego nas to zraniło? Co z tym zrobić? Jaka emocja za tym stoi?

Przy czym umiejętność zrozumienia a umiejętność znalezienia rozwiązania to dwie strony tego samego zjawiska. Jeśli rozumiem sytuację, to mogę z niej wyjść. Jeśli nie rozumiem sytuacji, to jestem w nią uwikłana/y.

Myślę, że przy okazji mówi On o bardzo ważnej rzeczy — depresja.

Obecnie to taka nagminna bolączka i jakże emocjonalnie dokuczliwa. Osho zaznacza, że nie należy potępiać depresji czy innej choroby, jak też nie potępiać własnych odczuć — nie osądzać, nie oceniać, nie potępiać a tylko zrozumieć. Twierdzi On, że depresja jest, ponieważ gdzieś we wnętrzu tkwi gniew, złość w negatywnej formie. Depresja to gniew, który przyjął negatywną formę. Samo słowo de....presja mówi nam o tym, że coś jest pod presją. Jeśli energię gniewu trzymamy, to jesteśmy pod presją- to nas osłabia. Co zatem robić? Puścić gniew, puścić złość...pozwolić na przepływ uczuć i na pojawienie się gniewu. Kiedy wydobędzie się gniew, to depresja odejdzie....

W następnym odcinku jak pozbywać się energii złości.

czwartek, 13 listopada 2014

nie tylko o uzależnieniu

Polecam,  warto wysłuchać tego wykładu, jak również innych wykładów tego lekarza.


Trauma

Byłam świadkiem czegoś niesamowitego. Wiadomo, że podczas bardzo silnego stresu, czyli traumy, jakoś radzić sobie musimy. Jednym ze sposobów radzenia sobie jest paraliż, bezwład. Podobno to zapobiega ewentualnemu bólowi. Drzwi balkonowe były otwarte, bo dziś było bardzo ciepło i wynosiłam pranie na dwór. Na dodatek ostatnio też zostały wymyte okna. Biedny ptaszek, chyba sikorka, uderzył się o szybę. Potem wpadł do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe, fruwał w domu, po czym padł martwy na podłogę. Na dowód tego, wklejam zdjęcie.





 Trochę to trwało, zdążyłam pobiec po aparat, uruchomić go i jeszcze zrobić zdjęcie. Trochę niewyraźne. To przez pośpiech. Wiedziałam, że udaje i tak reaguje, ponieważ przeżył   traumę. Przecież nie mógł zginąć od takiego lekkiego uderzenia:) Poleżał chwilę martwy, potem  wstał, następnie  stał  bez ruchu. Córka pobiegła po chleb :D Niestety, nie był głodny:) 





Chciałam go wynieść na zewnątrz, aby nie stresował się bardziej. Jednak, gdy próbowałam wziąć go na ręce, pofrunął o własnych siłach, znowu tłukąc się o szybę. Tym razem, nie padał martwy, znalazł wyjście i pofrunął na pobliskie drzewo.




Z nami jest podobnie. Jako ludzie też musimy sobie radzić ze stresem czy traumą. Działamy wtedy instynktownie.

W tym celu niezbędna jest podświadomość i niższe piętra naszego mózgu ( gadzia i ssacza część) Właściwie to ciało musi sobie poradzić, albowiem to w nim zachodzą różne fizjologiczne zmiany w związku z traumą.

Najgorszy jest stres przewlekły, czyli taki, gdy nie zostaje wyłączony mechanizm walcz-uciekaj. Pociecha jest taka, że jako ludzie jesteśmy odporni na traumę. Ważne jest, tylko aby nie robić tragedii we własnym umyśle oraz nie produkować innych katastroficznych myśli, np.w stylu — co by było, gdyby...itp. Ciało reaguje na to, co dzieje się w naszej wyobraźni. Różnica pomiędzy realnymi zdarzeniami a tymi z wyobraźni tkwi tylko w sile przeżywanych emocji. Wiadomo jednak, ze te poprzez wyobraźnię też można rozkręcać.

Bardzo ważne jest usuwać napięcia z ciała oraz prawidłowo oddychać. W chwili stresu, krew ze zdwojona silą napływa do kończyn górnych i dolnych, czyli u nas do rąk i nóg po to, aby walczyć lub uciekać. W chwili bardzo silnego zagrożenia, gdy nasze życie jest zagrożone- może wystąpić paraliż, czyli nie uciekamy i nie walczymy. Współczesny człowiek odczuwa to bardzo często, może sobie nawet tego nie uświadamia.

Stres czy trauma to normalne zjawisko dla człowieka. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie zostanie wyłączony mechanizm stresu. Właśnie myślenie i wyobraźnia, gdy fiksujemy się mentalnie na przeżywaniu stresu, to można go podtrzymywać. Tak się dzieje wtedy, gdy dokręcamy w głowie gorsze filmy i wyobrażamy sobie rzeczy, które się nawet nie zdarzyły, ale które mogłyby się zdarzyć. Dlatego, aby wyłączyć mechanizm stresu, trzeba powiedzieć sobie — stop-koniec niebezpieczeństwa. Warto się " otrzepać”, pomachać kończynami. Machanie rękami i nogami pozwala uwolnić krew i energię z powrotem do narządów wewnętrznych, a tym samym dać ciału sygnał, że kończyny go zużyły na walkę albo ucieczkę, a nie na paraliż.

Jakby nie było, to można ufać naszemu instynktowi, że pomoże nam w traumie. Ważne, aby po tym nie podtrzymywać jej mentalnie, tylko przetrawić, wydalić i pofrunąć dalej:))


piątek, 31 października 2014

dlaczego nie a dlaczego tak..

Nauka twierdzi, że w lewej półkuli powstają słowa a w prawej półkuli obrazy. Pomiędzy półkulami musi być integracja, synchronizacja.

Dodatkowo nasza podświadomość jest taka, że pomija słowo nie. Słowo < nie&gt; jest domeną świadomości i ona go pojmuje, jak tez go używa.

Dla podświadomości nie ma czegoś takiego jak:

NIE -ŚCIANA

NIE -CHOROBA

NIE - DRZWI

NIE - IDŹ

NIE -TRZASKAJ

NIE -KRZYCZ

Ma to kolosalne znaczenie np.przy zdrowieniu. Jeżeli mówimy, nie chcę być chory, jaki to komunikat dla podświadomości?

Nie chcesz być chory ... W takim razie, czego chcesz? To, że nie chcesz być chory, nie jest dla podświadomości jednoznaczne z tym, że chcesz być zdrowy. Umysł świadomy to wie. Lewe półkula przetwarza słowa, a w prawej półkuli powstaje najpierw obraz. Jeśli mówimy — nie chcę być chory.......to w prawej półkuli powstaje obraz choroby i wszelkich skojarzeń, jakie słowo choroba niesie za sobą. To wszystko powstaje zarazem w naszej wyobraźni, a to z kolei wpływa na powstanie emocji. Choroba kojarzona jest z przykrymi emocjami np. strach, złość, żal. Powstanie takich emocji z kolei wpływa na tworzenie następnie przykrych myśli - tzw. błędne koło nerwicowe. Czyli wzrost stresu. Stres nie pomaga w radzeniu sobie z chorobą, a wręcz przeciwnie.

Czyli gdzie idę, dokąd zmierzam a nie gdzie nie idę, dokąd nie zmierzam.

Aby sygnał dla podświadomości i dla ciała był jasny i prosty, musi brzmieć - chcę być zdrowy. To też zasada formułowania celów, czyli tego do czego dążymy. Cel musi być jasno określony w pozytywie. Czego chcę, czego pragnę a nie, czego nie chcę.

Aby osiągać to, czego chcemy, należy jasno i wyraźnie to określić. Zwiększamy szansę, że się uda.

Czyli nie mówimy, np.:nie chcę oblać egzaminu,

tylko mówimy:) chcę zdać egzamin.

Np. możemy powiedzieć sobie — nie nauczę się tego do egzaminu. Często wielu ludzi tak się motywuje. Podświadomość nie bierze pod uwagę < nie&gt; i zostaje, nauczę się do egzaminu. W tym wypadku podświadomość dostała komunikat właściwy. Wielu ludzi ze strachu tak mówi, aby się motywować.

Dlatego, gdy do czegoś dążymy, gdy czegoś się chcemy nauczyć czy to zdobyć wiedzę czy umiejętności, albo gdy uczymy innych, to nie mówimy nie rób tego a tego...Zaraz przypomina mi się pewna matka, która zgłosiła się do mnie po tym, jak jej niespełna 15 letnia córka miała urodzić dziecko. Pytam matki, a uświadamiała pani córkę wcześniej? Ona na to, tak- mówiłam jej, aby nie zachodziła w ciążę. Jakby nie było, ta kobieta w wieku 34 lat została szczęśliwą babcią:)

Dlatego w wychowaniu dzieci ważne jest zwracać się do nich wprost, czyli mówić to, czego od nich oczekujemy, a nie w taki sposób, czego nie mają robić. Przetestowałam to z matkami. Wszystkie, które zmieniły np. taki komunikat " NIE TRZASKAJ DRZWIAMI" na taki " ZAMKNIJ CICHO DRZWI" twierdziły, że dzieci się bardziej słuchają, przestały trzaskać. Czasami nawet odkrywali, że jak mówili do dzieci, tylko tego nie rób np. nie zbieraj zabawek, to dzieci to robiły&gt;:) Taki komunikat działał z zaskoczenia, raz, a nie cały czas.

Często nastawienie na tak, jest nastawieniem na pozytyw, na otwartość, na swobodny przepływ energii, na rozwój. Nastawienie na nie jest negacją i nastawieniem się na opór, na zatrzymywanie energii. To fajnie widać jak komuś powiesz coś niezgodnego z jego mapą znanych mu poglądów. Automatycznie jest nie.

Mamy w zwyczaju dzielić swój czas na to, co muszę zrobić( powinności) i na to co chcę zrobić. Sami czujemy, że te powinności są na nie a to czego chcemy, jest na tak. W ten sposób fajnie widać, że nastawienie na < tak > jest lekkie, łatwe i przyjemne. Czasami tak zapędzamy się w opcji na nie, że nawet może dojść do takiej sytuacji, w której mówimy sobie — muszę wypocząć. Wypoczynek staje się powinnością, a powinności wydają się nam kojarzyć w wyobraźni jako obraz budzący nieprzyjemne uczucia. Dlatego, gdy w swoim umyśle zmienimy słowa,na chcę, mamy więcej energii, inny obraz w wyobraźni i inne odczucia. To jak wymiana jednego pliku na inny - muszę, na chcę. Niektórzy ludzie tak bardzo są nastawieni na nie, że często sobie mówią — powinnam być szczęśliwa...itp. Słowa są potęgą, dlatego warto sobie uświadomić, że używając słowa powinnam o szczęście( czyli miłe emocje albo spokój) trudno, ponieważ powinność w umyśle źle się kojarzy. Nadmienię, że dla podświadomości słowo szczęście- też nie wiadomo co znaczy. Ono zapewne ma znaczenie dla podświadomości.

Czyli albo zmienić powinności, albo je polubić.

Pozwolę sobie podważyć świętość......uważam, że 10 przykazań jest źle sformułowanych..

Po słowie następuje tworzenie wyobrażenia. Polecenie- nie kradnij, wywołuje obraz kradzieży. Nie jest to jednoznaczne z tym, że jak nie kradnij, to co? Obrazem myślowym tworzymy coś konkretnego w podświadomości, dla niej - zostaje kradnij. Uwaga skupia się na kradzieży, a nie na uczciwości. Energia podąża za naszą uwagą, czyli też za naszym słowem. ( ono tworzy plik — słowo, wyobrażenie, emocje, działanie)

Bądź uczciwy! Czyż nie brzmi to lepiej?

Myślimy słowami, a tworzymy obrazami. Tworzą się ścieżki neuronowe do wszystkiego, czego się uczymy. Słowo należy do świadomości a obraz do podświadomości. Ścieżka kradzieży a ścieżka uczciwości, to zupełnie inne drogi. Ta dualność to dwie strony tego samego medalu. Tylko którą przywołujemy słowem i obrazem?

Na koniec — nie chcę jechać w góry :)) Wiecie zatem, gdzie chcę?

p.s

politycy też często mówili, mówią czego nie nalezy robić. Tylko co z tego wyszło?

wtorek, 14 października 2014

ciemna strona bycia terapeutą

Myślę, że głównym celem terapii powinno być odzyskanie przez pacjenta zaufania do siebie, jak też to, aby kierował się swoim własnym emocjonalnym GPS i nie potrzebował więcej terapii, a po terapii radził sobie.

Terapeuta jednak robi tylko to, co potrafi i jak potrafi. Bycie dobrym terapeutą to wyzwanie. Dlatego chcąc być dobrym terapeutą należy mieć " trudnych " klientów. Należy znać też swoje ciemne strony, swoje cienie...

Ciągle się szkolę i ciągle wydaje mi się, że jeszcze nic nie wiem. To normalne.im więcej wiesz, tym bardziej masz świadomość, jak mało wiesz." Podziwiam" ludzi, którzy skończą jakiś jeden mały kurs, coś przeczytają i uważają się za wielkich specjalistów. Często takie wspaniałe rady dają:) zabierają się za pomaganie innym.... Skoro wiedzę zdobywam przez lata, racjonalnie wiem, że jednak coś wiem, wiem, że często pomagam...jest fajnie, jak się uda....ale, ciągle się trzeba uczyć i być na bieżąco z nauką.

Jest też mniej przyjemna strona zawodu terapeuty. Nie wszystkim mogę pomóc. Gdzieś „po kościach” czuję komu mogę pomóc a komu nie. Jeżeli nie mam wiary w to, że pacjent sobie poradzi, albo że moje kompetencje tu nie wystarczą, daję sobie spokój.

Mało fajną stroną tego zawodu jest to, że przez pacjenta można zostać zwyzywanym, albo nawet napadniętym, to ryzyko zawodowe. Z tym trzeba się liczyć. To też sprawdzian dla własnych emocji. To, że pacjent wyzywa lub atakuje fizycznie, najczęściej związane jest z jego zaburzeniami osobowości czy chorobą psychiczną. Przyjmuje się, że terapeuta jest bez zaburzeń i przeszedł terapię własną-:), ale praca nad sobą jest ciągle potrzebna. Superwizje są potrzebne. Zarówno terapeuta, jak i pacjent są dla siebie w jakiś sposób "lustrem".

Przez klienta, można też być "zwyzywanym", gdy np. nie dostarczymy klientowi opinii takiej, jakiej on potrzebuje, aby załatwił jakiś swój interes — sądowy, rentowy, dotyczący niepełnosprawności itp. Wymusza na nas odpowiednią opinię a terapeuta czy psycholog musiałby naginać fakty lub podawać rzeczy mało zgodne ze stanem faktycznym. Gdy pacjent jest w terapii można z nim to przerobić. Inaczej jest w sytuacji, gdy po latach zwraca się, aby dostać opinię dotyczącą aktualnego stanu psychicznego i sugeruje psychologowi, co w tej opinii powinien napisać. Odmowa wiąże się z tym, że psycholog mocno naraża się takiej osobie. Wtedy z pacjenta wychodzi to, co mocno ukrywa i najczęściej obraża i w wielkim poczuciu krzywdy odwraca się od psychologa. Często są to ludzie, którzy innych i siebie traktują przedmiotowo.

Obecnie jest tendencja taka, że z pacjentem postępuje się delikatnie, czyli empatia, życzliwość, brak ocen itp. Wszystko po to, aby pomóc i nie pogłębiać oporu. Myślę, że między innymi z tego względu obecnie w terapii nie stosuje się metody konfrontacyjnej, zwłaszcza w uzależnieniach. Jednak uważam, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą i uznać, że metoda konfrontacyjna jest całkowicie „ be". Czasami nie ma wyjścia, bez techniki „ drzwiami w pysk” nie osiągniemy pożądanej zmiany. Oczywiście należy robić to z wyczuciem i gdy mamy głębokie przeświadczenie, że faktycznie to pomoże. Ten sam efekt może też można osiągnąć w inny sposób niż konfrontacja.

Czasami pacjent wymyśla sobie zaburzenia, ponieważ one mogą mu pomóc w sprawach sądowych, rentowych, niepełnosprawności itp. Niestety, psycholog nie jest od tego, aby tylko zadowalać pacjenta czy utwierdzać go w wymyślonych zaburzeniach. Najbardziej roszczeniowi są ci, co sami płacą i uważają, że mają prawo dyktować psychologowi, jaką opinię ten ma im wystawić. Chcąc pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem, nie zawsze spełnia się zachcianki czy roszczenia pacjenta. To może skutkować tym, że pacjent zacznie obgadywać psychologa, trudno...ryzyko zawodowe. Z tym też należy się liczyć. Dlatego, zawierając kontrakt, należy brać pod uwagę wiele ewentualności.

Czy terapeuta ma ulegać manipulacją pacjenta w obawie przed tym, aby nie zostać zwyzywanym? Czy ma ulegać pacjentowi, aby ten nie wystawił mu złej opinii? Tylko dlatego, że płaci.

Oczywiście, że nie.

wtorek, 23 września 2014

Czy jesteśmy szympansami? społeczne uwarunkowania

Myślę, iż ważne jest, jak i w jaki sposób tworzymy więzi z ludźmi. Chyba w tym właśnie, zawiera się mądrość człowieka. Czy dajemy przyzwolenie na inność? Sobie? Innym? Bardzo słabo. Inności się boimy. A szkoda.

SZYMPANSY, czyli jak działają instytucje społeczne.

Krok I:Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę pozwalającą dotrzeć do banana. Upewnij się, że nie ma innego sposobu, by schwytać banana. Zainstaluj system, który będzie miał za zadanie wylać lodowatą wodę w całym pomieszczeniu (oczywiście przez sufit), jak tylko któryś z szympansów zacznie wchodzić po drabinie. -Szympansy szybko się nauczą, że nie należy wdrapywać się na drabinę.

Krok II:Po jakimś czasie wyłącz system „polewania lodowatą wodą” . Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten nowy wejdzie po drabinie i nie wiedząc czemu dostanie wpierdol od innych. Zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie wpierdol, i to szympans nr 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej. -Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi.

Krok III:Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, a jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na pewno dostanie wpierdol od pozostałych profilaktycznie za samą myśl. Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie dlaczego.

***

Tak sobie myślę, tak działają nie tylko instytucje społeczne. W końcu same instytucje, nic nie robią, ludzie zatrudnieni tam tworzą uwarunkowania. A jak widać, część rzeczy tworzymy nieświadomie.

ile, takich uwarunkowań " zainstalowanych" mamy w sobie? Czy jesteśmy tego świadomi? A ile wyznaczyliśmy sobie swoją wolną wolę ? a ile wolą grupy?

Zatem, więzi pomiędzy nami mogą pomagać i mogą przeszkadzać. Jak wiele rzeczy w życiu. To już przyklad -truizm- nóż sam w sobie nie jest zły, zależy jak go użyją. Z więziami jest podobnie.

Czy znamy to?

1. Ktoś w rodzinie chce się rozwieść, wszyscy biegną godzić. Dawać rady, ze tak nie można.

2. Ktoś, coś chce zmienić w swoim życiu, co innym by nie pasowało. Ci inni, zrobią wszystko, że "biedakowi" się odechce. Wmawiając mu, ze to dla jego dobra.

3. Ktoś w szkole naskarży - tzn.powie Pani prawdę. W ten sposób staje się kozłem ofiarnym i jest szykanowany, jako parówa itp. Mało tego, nikt za ofiarą się nie ujmuje, a zaczynają jej inni dokładać.

4. Jeżeli brygada po pracy idzie na piwo, jeden się wyłamie, to na niego trzeba uważać. Nie wiadomo, co kombinuje, nie integruje się z grupą. Dziwny jakiś. Taki ktoś często został uznany za obcego.

5. Znamy też uwarunkowanie, gdy chodzi o zbiórkę pieniędzy- robi się masówkę i wszyscy wpłacają. Psychoza tłumu robi swoje.

6. Ktoś nakręca strajk- cała Polska strajkowała. Ilu tak naprawdę myślało przy tym samodzielnie?

7. No i politycy, media, reklamy itp. sami wiecie, o co chodzi:D

----------------------------------------------------------------------------

przykład z szympansami pochodzi ze strony tutaj tutaj 

niedziela, 21 września 2014

Nie pozwól, aby system, alkohol itp. zniszczył Ci uczucia.

Czasami emocjonalnie trudno mi sobie samej poradzić, zwłaszcza, gdy pracuję z niedoszłymi młodymi samobójcami. Dobrze, ze jest coś takiego, jak  superwizja. Jednak i tak czasami wściekam się na system. Jakby nie było, doceniam  emocje w sobie, ponieważ  myślę, że nie robię  się obojętna, a moja empatia zapobiega znieczulicy we mnie.  W końcu każdy się jakos  pociesza :D, coś dobrego  też dla ludzkości chce zrobić. No i ten wpis, to chyba kawałek  mojej wściekłości. Jestem częścią tego systemu i zapewne w jakiś sposób poprzez swoje działania go tworzę. Czasami warto wywalić trochę złości, smutku, bezradności i innych odczuć. Zatem pozwolę  sobie...
Relacje społeczne, więzi emocjonalne, które powinny nas odróżniać od zwierząt, okazuje się, że są przeszkodą na rynku pracy. Globalna zależność, gonitwa, presja i konkurencja wymaga od zatrudnionego, aby był dyspozycyjny, najlepiej bezdzietny, nie chorujący, mobilny, gotowy na wszystko i cały czas kreatywny.  W paru słowach-  po prostu idealnie zaprogramowany  automat. 
 Natomiast poziom zarobków sprawia, ze o wielu rzeczach: mieszkanie, samochód czy też  inne drobne dobra, można pomarzyć.  To  przypomina okres niewolnictwa.  Jak zakładać rodzinę, gdy nawet nie stać na wspólne lokum? Brzmi to strasznie, ale dopasowanie do  takiego systemu i do takich wymagań, wpływa  na zanik więzi ogolnoludzkich  i bezwzględną  walkę o byt.  Paradoksalnie, internet chyba  te więzi ocali.  Więzi emocjonalne z ludźmi przeszkadzają, ponieważ z konkurencją nie można się zaprzyjaźnić.  Potencjalnie, w pracy każdy staje się wrogiem, a jeden drugiemu nie ufa.  Zawsze bezkarnie można kogoś " wykończyć" pod warunkiem, ze nie nawiązujemy z nim więzi.   Ludzie odcinają się od swoich uczuć ponieważ wierzą, ze życie i świat jest brutalny.  To smutne, gdy człowiek zamienia  się w automat, czy to seksualny, czy to sztucznie uśmiechający się, w automat do zabijania, wykonywania poleceń itp. Ludzie  z większym poziomem świadomości,wrażliwością nie zgadzają  się, ale najczęściej  jest to bierny opór  w postaci twórczości, a nawet, co gorsze,  wyjście poza  system w alkohol, narkotyki itp.  Coraz więcej osób doświadcza  też bolesnych porażek w związkach z ludźmi. Od zranionych mężczyzn często słychać- kobietom, to tylko na kasie zależy. A kobiety mówią - faceci to  świnie. Pomijam już tu ludzi, którzy są nieśmiali, wrażliwi i nie potrafią przepychać się łokciami lub deptać innych w tym wyścigu szczurów.
Dlatego pamiętajmy, jako istoty społeczne  odczuwamy szczęście tylko wtedy,  jeżeli czujemy, że  związki międzyludzkie nas wzbogacają i zaspokajają nasze potrzeby. To czyni nasze życie spełnionym. 
Może warto czasami zadać sobie pytanie - czy wzbogacam lub wzbogaciłam  swoją obecnością  na tej  Ziemi jeszcze  kogoś? że choć trochę poczuł/a się spełniona? Lub po  prostu, odczuła akceptację i życzliwość.
Oczywiście nie chodzi tylko o głaskanie po główce.

wtorek, 9 września 2014

Jak radzić sobie ze stresem witamina C

Stres!
zmora i wróg, ale też przyjaciel człowieka.  Dwa w jednym. Z jednej strony jest konieczny, a z drugiej strony, gdy przekracza możliwości obronne, szkodzi. Stres, to reakcja adaptacyjna do zmieniających się warunków. Organizm dąży do tego, aby wrócić do równowagi. Najczęściej  wyróżnia się  stres fizyczny, emocjonalny i psychiczny. Nasze ciało, emocje i psychika  muszą  powrócić do równowagi, aby utrzmac zdrowie i dobry nastrój. To trwa, musi być jakiś czas, aby ten proces dokonał się, czyli wyłączył się  mechanizm walcz-uciekaj.
Stres fizyczny niby jest prosty- to np. zmiana temperatury, nagły hałas, zatrucia, złamania, bakterie, wirusy, brak witamin, brak snu, fizyczne przeciążenie, brak ruchu, nadmiar ruchu, operacje, zabiegi  itp. 
Emocjonalny stres to całe spektrum emocji, które też włączają mechanizm walcz-uciekaj. Ludzie  po traumach, czy żyjący w ciągłym stresie, żyją z włączonym mechanizmem walcz -uciekaj,  w  automatycznej gotowości, co sprawia, że reakcje są na poziomie  bodziec -reakcja. To osłabia i wymaga wiele energii i ciągłej uwagi. To sprawia, że występują  znaczne trudności z rozluźnieniem.   Niektórzy pacjenci nawet w gabinecie nie potrafią się rozluźnić. Tego dopiero muszą  się nauczyć. Właściwie to muszą swoje ciało tego nauczyć. Niektórzy  traktują seks jako formę rozluźnienia, co w efekcie potem stwarza inne problemy np. skutkuje uzależnieniem od seksu. Niektórzy sięgają po inne używki - alkohol, narkotyki lub zupełnie legalne środki psychotropowe. Niektórzy okaleczają się  w celu pozbycia się napięcia z ciała- wtedy na chwilę zamieniają  wewnętrzne cierpienie na  fizyczny ból.
Stres psychiczny, to też nasza wyobraźnia- np. to ona wie o czekającej wizycie u dentysty, to ona wie o doznanych urazach, krzywdach. To ona tworzy nasze przekonania i myśli. To w wyobraźni myślimy o tym czy o tamtym.  Tworzymy sobie różne oczekiwania, które jeśli się nie spełniają powodują nasze cierpienie. To ona tworzy zazdrość, nienawiść, panikę, miłość i całą gamę innych  uczuć. Myślenie + emocja to uczucie.  Emocja  jest krótkim stanem energii i jest raczej bezwarunkowa.
 Psychiczny stres jest też wtedy, gdy lekarz mówi - rak czy inna choroba  jest  nieuleczalna,  zamiast powiedzieć,  medycyna na tym etapie rozwoju nie potrafi tego  wyleczyć!
Psychiczny stres może wynikać z niewłaściwej semantyki, dlatego polecam artykuł :"Licz się ze słowami" Mariusza Wirgi. Przy okazji  polecam linki  
Właściwe, to głownie chciałam wam napisać, że zwierzęta są bardziej odporne na stres,  dlatego, że ich organizm wytwarza WITAMINĘ C. Nasz organizm nie ma tej zdolności. Natomiast nasze biologiczne komórki potrzebują  tej witaminy do poradzenia sobie ze stresem, czyli przywrócenia równowagi. 
Sami zatem widzicie, jakie mogą być  skutki, gdy nie dostarczymy ciału witaminy C.

poniedziałek, 8 września 2014

Jak się leczyć?

Zanim sięgniemy po leki farmaceutyczne, a zwłaszcza  psychotropowe, warto zapoznać się z artykułem, (tutaj) .  Nadzieja że tabletka nas uzdrowi, szybko pomoże i zlikwiduje objawy naszego cierpienia, w istocie " gubi" nas  poprzez to, ze sięgamy po nią chętnie i  zbyt często lub  pochopnie. Może ktoś pamięta, jaki był bum na antybiotyki i co w efekcie nastąpiło.   Tymczasem, powinna ona być dawkowana w naprawdę ciężkich stanach. Poniższe zestawienie ukazuje, na jaki poziom naszej sfery działa tabletka. Wpływa biologicznie, fizycznie  na ciało. Nie tylko ze swoim dobrodziejstwem, ale również ze swoimi skutkami ubocznymi.  Tymczasem, nasz problem dotyczy najczęściej sfery emocjonalnej. Emocje, w postaci różnych blokad dają o sobie znać poprzez napięcia w ciele, a w efekcie  powodują choroby. 
Zwykle ćwiczenie fizyczne ( nawet drobne),  spokojny oddech oraz odpowiednia myśl,  pozwalają  na bieżąco  uwalniać napięcia z ciała. Najważniejsze, to radzić sobie ze stresem




sfery_zdrowia
w skrócie, inaczej nasze sfery można ująć tak: 
co robię?
co czuję?
co myślę?
co sobie uświadamiam?  w co wierzę? ( nie chodzi o  jakąś religię) 

sferę fizyczną  leczymy poprzez - zioła, lekarstwa, dieta, suplementy, chirurgia, masaże, ćwiczenia, głębokie oddychanie, lewatywy, płukanie okrężnicy itp. Wszystko to, co działa na nasze ciało.

sferę emocjonalną leczymy poprzez - ( to emocje bieżące i wspomnieniowe)- uczucie, uwaga, śmiech i  jeszcze raz śmiech , śmiech nieuwarunkowany,  zabawa, uwolnienie gniewu, przebaczenie, muzyka, aromaty,barwy, itp

sferę mentalną leczymy poprzez  -( to nasze myśli, przekonania, sposób widzenia świata) -  placebo, hipnoza, autohipnoza, rozmowa kierowana ,wyobraźnia, wizualizacje, zdrowe myślenie, afirmacje, medytacje, terapia itp

sferę duchową leczymy poprzez -( to też  nasza świadomość i nieświadomość, zdolność do wyobraźni) -  piramidy, kryształy, oczyszczanie aury, terapeutyczny dotyk, homeopatia, modlitwa, kinezjologia, telepatia, akupunktura, akupresura, wiara, kosmoenergetyka, wplyw drugiego człowieka.

Sferę fizyczną niszczy tez zanieczyszczone środowisko, przetworzona czy zmodyfikowana żywność, grawitacja,promieniowanie,niewłaściwe odżywianie,  nadmiar tabletek, urazy, przeciążenia itp.
Na   wszelki wypadek w procesie zdrowienia oddziaływać najlepiej   na wszystkie sfery. Pomaga i tak  najczęściej to, w co wierzymy że  pomoże. Dlatego wiara czyni cuda.  O tym warto pamiętać.
Tym optymistycznym akcentem życzę Wam i sobie dużo zdrowia :))

piątek, 5 września 2014

prawo przyciągania, a magiczne słowo MAM.

 Ludzie swoje szczęście mierzą przez  słowo klucz < mam>. Swoje nieszczęście również mierzą przez  słowo < mam>. Istnieje też odmiana nie mam.

Zarówno w mowie wewnętrznej jak i w komunikacji zewnętrznej używamy < mam>  w odniesieniu  do szczęścia :

Mam wspaniałą żonę
Mam wspaniałego męża
Mam wspaniale dzieci
Mam wspaniałą pracę
Mam wspaniały samochód 
Mam wspaniały dom
Mam poukładane w głowie
Mam wysoki poziom inteligencji
Mam świetną figurę
Mam wysoko postawionych znajomych

Mam.......lista może być długa itp. itd.

W odniesieniu do nieszczęścia używamy mam, aby określić:

Mam chorą matkę
Mam nieszczęśliwą rodzinę
Mam nadwagę
Mam narąbane we łbie
Mam pecha
Mam kredyty
Mam ból głowy
Mam egzamin w plecy
Mam mało pieniędzy 
Mam....itp.


 Poczucie własności w symbolu słowa  < MAM> sprawia, że w emocjach ( nieświadomość) boimy się stracić. Słowo MAM  i to co mam,  przykleja  się   do naszego ego.  Ego lubi mieć. 
Podświadomość dąży do utrzymania MAM.
Dlatego poczucie mam, w odniesieniu do nieszczęścia, działa tak, że podświadomość również dba o to, aby zachować to, co ma. 

co w związku z tym?

To pułapka dla umysłu - bo " on"   z jednej strony chce tego mam, a z drugiej strony chce pozbyć się tego mam. Gubi się. Czasami może pozbyć się nie tego MAM, co trzeba :)

Umysł jest  niejako w potrzasku,  a  racjonalny umysł przekazuje  podświadomości sprzeczne polecenia. Podświadomośc pomaga utrzymać  MAM i nie odróżnia, dlaczego jedno MAM ma zachować, a drugiego MAM, ma się  pozbyć. To racjonalny umysł ocenia, natomiast podświadomość zbiera każde doświadczenie i wykonuje nasze polecenia w czasie teraźniejszym.  Dla podświadomości nie ma znaczenia, czy to uszczęśliwia czy to unieszczęśliwia. Podświadomośc nie ocenia, tylko zbiera doświadczenia na swój twardy dysk i tworzy programy do działania. Racjonalny umysł ocenia.




Co gorsze, nasze  ego  może być  nienasycone:) Każdy ma różne ego.  Np. tyle ma, a będzie cierpieć z powodu tego, czego  właśnie nie ma:)  Skupia się na braku, a nie na dostatku.To jest główna przyczyna "nieszczęscia" i tego, co do siebie przyciągamy, zgodnie z ostatnio modnym prawem przyciągania. Ciekawe czy im  "większe ego",  tym większe cierpienie z powodu  tego, czego nie ma ? Tego nie wiem.  Zapewne ważne są wartości i to, czego tak naprawdę pragniemy, a nie to, co nam się wydaje, ze pragniemy, bo społeczeństwo czy rodzina wmawia nam to, czego powinniśmy chcieć, co mieć.   Często można usłyszeć - nie masz jeszcze męża? nie masz jeszcze dziecka? samochodu? no jak to! chyba już najwyższy czas, abyś to miał/a. Dołujące to i wpycha w poczucie jeszcze większego braku, inności, czy bycia gorszym :(

Jeżeli budujemy swoje poczucie  bezpieczeństwa, szczęścia, na tym co mamy, to może nadejść taki moment, że za przeproszeniem ( zostaniemy z palcem w tyłku). Męża czy żonę można stracić, znajdzie sobie inną.  Pracę można stracić....itp.
Kiedyś w wywiadzie u  Romana Polańskiego  usłyszałam,  że swoje poczucie bezpieczenstwa budował na zasobach. Pomyślałam wtedy, bingo!  Poczucie bezpieczenstwa waro   budować na swoim wnętrzu, a nie na tym, co zewnętrznie nam się wydaje, ze jest nasze. Umiejętność radzenia sobie ze stresem jest  naszym zasobem i naszą umiejętnością, ktorej się uczymy.  Rozwój osobisty i zdobywanie informacji oraz wiedzy wynikającej z doświadczenia jest naszym zasobem. Zdrowe przekonania, które nam pomogą osiągać to, czego pragniemy, zawsze się przydają.

Zatem, jak obsługiwać własny umysł, aby nie wpadał w pułapki i nie sabotował samego siebie?

Blog przekracza możliwości wyjaśnienia tego wszystkiego, ponieważ tak naprawdę pracuje się własnym ciałem,  biorąc udział w szkoleniach czy warsztatach. W ten sposób można się nauczyć, właśnie tak zdobywa się doświadczenie. Samodzielna droga  też jest dobra i możliwa, ale  z nauczycielem jest szybsza. Dlatego polecam warsztatowe  szkolenie, które będę prowadzić lub inne, które są warte tego. 

Piszę ten blog dla  Was i dla siebie. Chcę też sprzedawać to, co sama kupowałam. Część informacji przekazuję gratis.

czwartek, 4 września 2014

pacjent-terpaeuta, a komunikacja kwantowa

"Leczenie ludzi bez zrozumienia energii to leczenie martwej materii" dr. nauk medycznych Albert Szent-Gyorgyi ( laureat nagrody Nobla 1937)

"W 1998 roku naukowcy zdrapali kilka komorek z podniebienia osoby badanej i umieścili  je w probówce podłączonej do wariografu. Następnie również osobę badaną podlączyli do wykrywacza kłamstw, ale w zupełnie w innej części budynku.Pokazywali os.bad. rózne programy telewizyjne- wyciszajace i pełne przemocy. Odkryli, ze komorki z probowki reagowaly dokładnie w taki sam sposob i w tym samym czasie, co osoba badana. Zwiększano odległość pomiędzy  komorkami  w probówce, a osobą badaną ( doszlo do 8 km), a reakcje dalej były  spojne ze sobą.
Podobny eksperyment ( Einstein-Podolsky-Rosen), jednak  w eksperymencie brały udział dwie osoby, ktore się wcześniej ze sobą zapoznały.  Osoby badane  zostały umieszczone  w klatce Faradaya, aby wyeliminować pole elektryczne.  Mierzono u  osob badanych aktywność  fal mózgowych za pomocą EEG. Jednemu z  badanych  zaświecono latarką  w oko.  Druga osoba wykazywała  taką samą reakcję( zmiana fal mózgowych, zwężenie żrenicy) pomimo, ze nie świecili jej w oczy.  
Wnioski, jakie wyciągnęli z tych eksperymentów, to takie, że ludzie przekazują sobie informacje na poziomie nieświadomym.  Ale tez odbierają te informacje w sposob nieświadomy.  Jest dużo filmików  o komunikacji kwantowej. Zatem jako ludzie mamy wzajemnie na siebie  bardzo duży wpływ.
Czy jest tak? jeden choruje, to inni się  też boją. Jak jeden cierpi i narzeka, to inni śpieszą mu z pomocą, z radami itp. Jak siedzimy koło kogoś, kto wewnętrzenie tryska złością czy innymi " czarnymi" myślami, to nawet nie wiemy, dlaczego możemy się źle poczuć. A to odbior informacji na poziomie nieświadomym. Myślę, ze  tym, jak tez fizyką kwantową  można wyjaśnić psychozę tłumu i wiele innych zjawisk natury społecznej i psychologicznej.  Rosjanie też  prowadzą wiele badań, ktorych można trochę znaleźć w książkach  Dymitra Wereszczagina.  Między innymi z jego ksiązek zrouzmiałam, o co tak naprawdę chodzi z naszym układem endorfinowym i encefalinowym w uzaleznieniach oraz z powstawaniem tzw. dołów psychicznych. 

Nietrudno  wywnioskować, jak wielki wpływ ma  to, co jest w "głowie" pacjenta i terapeuty i ile nieświadomego  odziaływania, dzieje  się poza świadomą rozmową. 
Zaobserwowałam, ze im bardziej  się spinam, aby pomóc ( wiadomo, moj strach, obawa, wątpliwości, stres, presja) tym mniej pomagam.  Dlatego we wszelkich informacjach  o rozwoju duchowym mozna przeczytać, ze miłość  powinna wypierać strach.  Myślę, że  w istocie rzeczy,  leczy  częstotliwość miłości:)) i zapewne wiara, ze  tak moze się stać.

wtorek, 2 września 2014

medycyna przyszłości


" Medycyna przyszłości będzie opierać  się na kontrolowaniu energii  w ciele "
Profesor William Tiller,Stanford University
Kiedyś mówiło się nie mam sił. Dziś powszechnie słyszę - nie mam energii. Chyba już nikt nie ma wąpliwości, że wszystko jest energią, nawet myśl. Gdy medycyna konwencjonalna nie pomaga, to każdy, kto chce być zdrowy, zwraca się w kierunku medycyny alternatywnej. Duży wpływ na leczenie czlowieka zachodu wywiera  medycyna wschodu. Coraz bardziej  popularne  są różne  alternatywne techniki.  Np. joga śmiechu. Myślę, że w Polsce coraz bardziej popularna metoda.  Osobiście  metoda bardzo mi się podoba, ponieważ lubię się śmiać.  Śmiejąc się, powodujemy inny przepływ energii w ciele. Złoszcząc się, również.  Popularnie  zwykło się  mówić, dobre i złe emocje. Radość, śmiech, dobrze ciału robią, a złość sercu szkodzi. Medycyna chińska kojarzy też określone narządy z konkretnym i emocjami.
Skoro kiedyś Jezus uzdrawiał, to może uzdrowienia na szeroką skalę są  możliwe?  Tyle, że nie wiemy, jak to robić. Z badań naukowych wynika, ze komórki rakowe mają inną częstotoliwość niż komórki zdrowe. Problem w tym, aby te chore zmieniły częstotliwość na zdrową. Najgorszym wrogiem jest stres. Stres nie pojawia się tylko z zewnątrz, ale pojawia się z wewnątrz - z naszej wyobraźni, z naszych przekonań. Dlatego wyobraźnia może nam pomagać, jak i szkodzić.  Skoro myśl, to też energia, to nasze przekonania, czyli coś w co wierzymy, ma zdrowe i chore częstotliwości.
Przy okazji, bardzo ciekawy artykuł (tu) o epigenetyce, a w nim informacje o pamięci komórkowej oraz (tu) o medycynie energetycznej. k
Medycyna energetyczna stara się  wyjaśniać wiele rzeczy. Bardzo ciekawy artykuł o tym, ze uzdrowienia nastepują na określonej częstotliwosci, ponieważ natura przejawia się w rytmie.
Urywek  artykułu  "  Żyjąca matryca jest ośrodkiem, w którym zachodzą niezliczone rodzaje aktywności. Pełne zdrowie oznacza, że wszystkie nader skomplikowane połączenia działają bezawaryjnie, a komunikacja odbywa się w komórce poprzez błonę, dalej cytoplazmę aż po jądro komórkowe i materiał genetyczny. Jakakolwiek trauma, czy to fizyczna, czy emocjonalna, przerywa połączenie.Dostarczenie uzdrawiającej energii pochodzącej z urządzenia lub z rąk healera powoduje wznowienie przepływu informacji." :
Przy czym nie ma obiektywnej traumy. Dla kogoś traumą może być  już to, że mama na niego krzywo spojrzy i to co sobie pomysli i stworzy w glowie w zwiazku z tym faktem, itp. 
Jak zatem zapoczątkować zmianę częstotliowści, aby uruchomic proces zdrowienia? mozna to zapewne zrobić samemu, pod warunkiem, ze wiemy jak. Można skorzystać  z pomocy lekarza oraz terapeuty. Jednak bez zmiany niezdrowych przekonań proces zdrowienia może iść opornie. 
"Zatem energia płynąca z rąk uzdrowiciela może przekazać je drugiej osobie."
Czy to właśnie robił Jezus? Czy to  usiłują robić wspolcześni uzdrowiciele?
Oczywiscie, obecnie nikt przy zdrowych zmysłach nie zrezygnuje z medycyny konwencjaonalnej, ponieważ niejednemu ona uratowała  życie, ale też i niejednemu zabrała.
Dlatego  nauka, jak i zwykły czlowiek poszukuje i ma prawo. 
Myślę jednak, że w procesie leczenia  wszystko jest dozwolone, zwłaszcza to, co pomaga. 


wtorek, 26 sierpnia 2014

Czy mężczyzna powinien zarabiać więcej?

Jest poglad, iż pomimo, że wyszliśmy z jaskini, to mężczyzna  dalej poluje. Zwierzyną są  pieniądze,  kobiety, alkohol , hazard, albo ryby :D Wszystko na raz albo w różnych wersjach.
Skupię się na  tym, że zwierzyna dziś,  to  biznes i sposób zarabiania oraz posiadania. Może coś w tym jest? Słychac tu i ówdzie, jak męzczyźni narzekają -kobiety lecą tylko na kasę. Pominę, że narzekają  jedynie meżczyźni mało zaradni, ktorzy sami nie potrafią polować.  Otóż nie uwierzę w to, że TYLKO  na kasę.  Nie uwierzę w to  TYLKO.
Zdolność do zarabiania pokazuje  też  ogolną zaradność męzczyzny i ukazuje jego cechy charakteru  oraz podejście do zycia.   Pokazuje też cechy i przymioty psychicznie, jak sam podchodzi do zycia, pieniędzy oraz jak  się zachowuje i czy jest skłonny do dawania. Wspolczesnie bez  pieniędzy trudno przeyżyć, a przy tylu dobrach, ktore są dostępne na rynku wzrastają potrzeby,a  za tym  wymagania. Zdolność do zarabiania  czy utrzymania się  świadczy o innych cechach  czy przymiotach psychicznych. Mężczyzna zarabiajacy daje większe poczucie bezpieczeństwa  kobiecie  i dzieciom( kobiecie  bardziej chodzi o dzieci) daje oparcie, że moze  na niego liczyć, że  w razie trudnych sytuacji,  on znajdzie wyjście. Daje jej poczucie, że ona może zadbać o siebie i  pięknie wyglądać. Daje jej poczucie, ze mu zalezy, że jest ważna dla niego,  bo przynosi jej " zwierzynę " , poluje  dla niej i  potomstwa. Zastanawiam się  w tym ukladzie,   czy ta  zdolność  do zarabiania pieniędzy  może być   pewną manifestacją wewnętrznego poczucia kobiecości czy męskości?  Czy mężczyzna zarabiający dużo, czy więcej od  kobiety, czuje się bardziej męski?  Czy kobieta czuje się bardziej kobieco, gdy  jej mężczyzna zarabia więcej, a do tego  sprawia  mu to radość, że może jej  ofiarować.
 Czy po prostu, my nie potrafimy się uwolnić od schematów w postrzeganiu roli i zadań dotyczących naszej płci?
 jak wnosi nauka, ktorej płci ? biologicznej, chromosomalnej,gonadalnej,hormonalnej, metabolicznej,mózgowej.
No i  ciągle się zastanawiam, na co meżczyźnie sutki?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Jak radzić sobie z " nieszczęśliwą" milością - część 4

Jak sobie radzić ?
Co dla nas znaczy radzić sobie?
Właściwie z czym mamy sobie poradzić?
Czy miłość może być nieszczęśliwa?

Jeżeli była nieszczęśliwa, albo  szczęśliwa, a  później stała się  nieszczęśliwa,  to i tak  prawie na jedno wychodzi. Coś nie poszło po naszej myśli. Coś się nie udało, coś się zakończyło, albo było inaczej niż zamierzaliśmy.  My nazywamy to nieszczęściem.  Tymczasem może to żadne nieszczęscie, tylko doświadczenie życiowe.
Zatem,  przeszłość już była i nic nie można w niej zmienić.

Można pomanipulować pamięcią i wspomnieniami, ale przecież  nie chcemy okłamywać samych siebie, albo udawać, ze coś jest obojętne skoro  uczuciowo dotknęło nas mocno. Doświadczenie jest emocją i przeżyciem emocjonalnym. Może nawet żyjemy po to, aby zbierać doświadczenia. Czy chcemy czy nie chcemy, to z przeszłością się rozstajemy. Czasami sami musimy dać zgodę na rozstanie się z nią. Tak jest  też  w przypadku tej " nieszczęśliwej"  miłości. Oczywiście, ze każdy  z nas pewnie chciałby zbierać tylko te przyjemne doświadczenia, ale zdaje się, że jest to nieosiągalne.  Skoro  przydażąją się nieprzyjemne przeżycia, to po coś zapewne one są. Może na ten moment nie wiemy po co, ale  też  po co nam przyjemne? Im głębsze przeżycie, tym głębsza zmiana w  człowieku. 
Problem polega na tym, ze wspominając  przeżywamy przykre emocje w tu i teraz Zatem w tu i teraz czego tak naprawdę doświadczamy?
Jest to sprawa  indywidualna, ale najczęściej doświadczamy tęsknoty, zazdrości,żalu, smutku, złości, poczucia winy, bezradności, poczucia krzywdy. 
Sami widzicie, ze poradzić sobie z takim spektrum uczuć,  to nie lada wyzwanie.  Zdaje się, iż należy się  rozprawić z  myślami dotyczącymi każdego uczucia  z osobna. Bo uczucia po prostu przeżywamy. To skutek uboczny  tego nieszczęliwego zakochania i  przeżycia  też cudownie pięknych  i często namiętnych chwil. 



 Najczęstszym błędem jest to, ze nie  chcemy pamiętać i wypieramy je, a im bardziej wypieramy tym bardziej  wspomnienia dają o sobie znać. Tymczasem można zastosować pewną technikę,którą  " wymyśliłam" Każdy  z nas  chyba wie, że jak  powie sobie  - tylko nie zapomnij  o... wie, że właśnie zapomina. Podświadomość nie bierze  pod uwagę nie, natomiast  bierze pod uwagę słowo zapomnij....dlatego  w przypadku   nieszczęśliwego zakochania  nie mówimy -   nie chcę pamiętać (  podświadomość nie bierze pod uwagę nie, tylko bierze  pod uwagę  pamiętać  i wzmacnia  " pamiętanie"  Natomiast  w tamtym poleceniu słownym wzmacnia zapominanie.  Często  mówię  o tym, ze energia  podąża  za uwagą.  Wzmacnia  się to, na co kierujemy  uwagę. Dlatego  komunikat  nie  zapomnij o  np. Marianie, Kaśce  itp.  jest pomocny i mówimy go tak  często, gdy  tylko obraz   związany z Kaśką czy Marianem  pojawi się we wspomnieniu. Czyli, gdy pojawi się  myśl, obraz, to wewnętrznym głosem dajemy polecenie umysłowi świadomemu i podświadomemu -
nie zapomnij o .....

 Uczucie zazdrości prawie zawsze generowane jest  przez konstruowanie obrazów tego, co, jak wierzymy nastąpiło. W odpowiedzi na te obrazy czujemy się źle. Czyli  w tu i teraz radzimy sobie  z obrazami  przeszłości, które generują teraz  takie uczucia.
 Zazdrość pojawia  się na skutek  też jakiś myśli  czy tworzenia  w głowie scenariuszy.
Ponadto, doświadczanie tych uczuć -  tęsknoty, zazdrości,żalu, smutku, złości, poczucia winy, bezradności, poczucia krzywdy, niesprawiedliwości powoduje "nakręcanie" przeróżnych myśli i analiz podczas których umysł usiłuje  ZROZUMIEĆ. Jeżeli nie rozumiemy jakiego uczucia aktualnie doświadczamy, to o tym powie nam rodzaj pojawiającej się myśli.   Trochę  smutna wiadomość jest taka, że uczuć się nie rozumie tylko się je przeżywa, czyli  doświadcza.   Nie da się ukryć, ze  lepiej  wyłączyć myślenie  produkowane w terażniejszości, a dotyczące przeszłości,  w stylu- a co by było gdybym zrobił/a tak, a jakby to było gdyby, a dlaczego on/ ona  tak   mówiła, albo zrobiła  itp.  W każdym momencie życia postępujemy tak, jak potrafimy najlepiej dla siebie  i na tamten moment też postępowaliśmy tak, jak potrafiliśmy najlepiej. Druga osoba również  na tej samej zasadzie postępowała.

 Z każdym odczuciem rozprawiać się nalezy po kolei. Każde uczucie może generować inne myśli. Póki nie przebaczymy " sprawcy" nieszczęśliwej  miłości, to będziemy ofiarą. 

Typowym błędem  w radzeniu sobie z nieszczęśliwą  miłością jest skupianie się na " obiekcie" miłości   w różnym zakresie i w różnej postaci np.

-oskarżanie jej/jego, dewaluacja
-na tym, że skłamał, albo coś zrobił
-uporczywe trzymanie się myśli- jak on/ ona tak mogła
-analizowanie jego zachowań, 
- myślenie w stylu nie był wart

 drugim poważnym błędem jest obarczanie siebie poczuciem winy:

- mogłam przewidzieć
- jestem taka głupia 
- dlaczego nie przewidziałam

Aby zacząć  zajmowac  trochę myśli   terażniejszą lub przyszloscią, to dobrze jest ustalić sobie cele małe i duże - czego tak naprawdę chcemy i jak możemy to osiągnąć, jak  to zrobić,

Poczucie  winy lepiej przenicować na  odpowiedzialność   za swoje uczucia oraz  wybory. 

Po każdym doświadczeniu jesteśmy inni, dlatego nigdy nie ma powrotu do tej/ tego dawnego.  siebie. Doświadczenia tworzą,  napełniają  nas przez całe życie, a spełnieniem   życia jest chyba śmierć. 

Bo co mamy zrobić, gdy druga osoba nie chce już nas,  pomimo ze wywołała w nas uczucia?  A właściwie,  on/a wywołała czy sami sobie je ostatecznie wywołaliśmy?