wtorek, 8 kwietnia 2014

Zabójca motywacji

Jak czesto mówimy do siebie słowa -  "nie chce mi się". Kazdy z nas  sam sobie odpowie, ale wiemy, że tysiące razy.  Na swietnym blogu (tu)zobaczyłam obrazek. To zainspirowało mnie do napisania paru słów. 
Mamy  myśl ( świadomą), a  potem polecenie  do  działania ( czynności) Czynność następuje po mysli np.  naleję  sobie wody bo chce  mi   się pić. Idź  do pracy bo chcesz zarobić na chleb. Czasami jednak jest mysl, a za tym nie idzie działanie - mysl staje się  wtedy  działaniem i męczymy się okrutnie. Np. mam do napisania opinię ( ta mysl krązy przez cały dzień po głowie, potem drugi dzień, potem trzeci) staje się kompulsją i "zanieczyszcza "  energetycznie umysł. Myślenie o tym, zeby coś zrobić  bardziej męczy niż samo zrobienie.  Okazuje  się, że jak  się  już zabraliśmy, to było 3 godzinki roboty, a myslenia o tym cały tydzień. Po zrobieniu czegoś odczuwamy ulgę, zadowolenie. Myśl o zrobieniu czegoś +  inne myśli o zrobieniu czegoś bez  robienia tego,  bardzo męczą. Na dodatek, gdy wrzucimy do umysłu tyle mysli  o tym ile mamy zrobić, to nic dziwnego że nie robimy i zabijamy sobie motywację  bo przecież energia idzie  na podtrzymanie mysli  wg.  schematu myśl- myśl - myśl - do tego złosć, ze tego nie robię, jak tez  poczucie winy i smutek, ze taki  jestem :) a to wszystko oslabia i  kólko się zamyka. 
Co zatem najlepiej robić ?  Nie zaśmiecac umysłu i nie straszyć go  tym  ile mamy do zrobienia- tylko pomyśleć wtedy kiedy chcemy sobie wydać polecenie. A tu klania się  to - czego naprawdę chcemy? a nie co nam się wydajemy, że chcemy ....albo co nam się wydaje, że powinniśmy. 
Bo, gdy naprawdę  robimy to co lubimy, to nie mamy żadnego problemu z motywacją.
 no i działać wg. schematu - mysl -wydać polecenie-  wykonac czynność - zadowolenie, satysfakcja i następne zadanie.
 W ten sposób skupiajac  się, że niby tylko jedno zadanie mamy do wykonania oszukujemy podświadomość, a właściwiemechanizm   walcz- uciekaj. Bo to on  włącza  nam uciekaj, gdy pomyslimy, ze mamy 100 spraw  do  wykonania.


środa, 2 kwietnia 2014

Gdy idziesz do psychologa....

Wizyta u  psychologa czy terapeuty niesie ze sobą napięcie, stres i różne  inne przemyślenia. Poprosić  o pomoc   czasami okazuje się  nie lada wyzwaniem.  Przez lata  pracy mam przyjemność spotykać wielu różnych i świetnych  ludzi. Motywacje wizyty u psychologa są różne. Osobiście cieszę się, że świadmość u nas jest juz taka, że wizyta czy terapia  nie jest wstydem, a coaching jest nawet  dobrze widziany. Oczekiwania   z jakimi się spotykam w stosunku do mnie  określiłabym jako realne i nierealne.  Ważne pytanie, jakie sobie warto zadać - PO  CO IDĘ DO PSYCHOLOGA?  jeżeli idę  udowodnić sobie  i jemu, jak bardzo jest do  d u p y, to lepiej  nie iść. Po co załamywać psychloga :))Jak sie uprzemy, to zawsze  możemy  sobie czy komuś  coś udowodnić. Odpowiedź  jest stosunkowo prosta - przez analogię  -  po co idę  do krawcowej?   uszyc  sobie coś. Do  psychologa idę, aby rozwiaząć  lub znaleźć sposób na to,  co mnie "gryzie" czyli nauczyć się obsługi własnego umysłu, własnych emocji czy   dobrać się  do swoich zasobów  lub  jezeli tego wymaga terapia nawet  przyjrzenia się swoim mechanizmom obronnym i skonfrontowanie się z bolesnymi uczuciami. Czasami zmiany w sobie " bolą", a  prawie zawsze  występuje  dysonans  poznawczy.  To chyba jest najgorszy moment  w terapii bo  wymaga przetrzymania, aby  było juz tylko lepiej. Niektórzy  w takim momecie przerywają terapię. Uprzedzam moich pacjentów, że taki moment  może nadejść i zwiastuje  on zmiany na lepsze.
Psycholog jest  " niby"  ekspertem i  ma wiedzę o funkcjonowaniu umysłu. Jednak  myślę, że   warto pamiętać, że  ostatecznie  jesteśmy ekspertem sami dla siebie  ponieważ nasze życie, to nasze wybory.  Niektórzy chcą widzieć w  psychologu autorytet. To przeważnie osoby  z programem ( mechanizmem) -autorytet zewnątrzny. Natomiast  niektórzy chcą widzieć  w terapeucie  partnera, przyjaciela, przewodnika- to przeważnie  osoby posiadajace program -  autorytet wewnętrzny.
 Gdy przychodzi do  mnie jakaś  osoba po pomoc, to ma wobec mnie jakieś oczekiwania. Warto ustalic to na samym początku. Wobec  siebie   mam również oczekiwanie, że pomogę, że dam  radę tak poprowadzić człowieka- pacjenta, aby ten sam stał się dla siebie pomagaczem i  ekspertem. Mogę sie  rozczarować, jeżeli mam  oczekiwanie, ze jestem w stanie pomóc każdemu i zawsze. Nie, nie  jest to  mozliwe, abym każdemu mogła  pomóc. Prawdopodobieństwo pomocy zwiększa się wprost proporcjonalnie do tego,  czy dany człowiek  chce naprawdę  zmian w  sobie. Gdy  ktoś chce  popełnić samobójstwo- to mam oczekiwanie, ze  jednak nie popełni,   bo ja jako  psycholog  tego nie  chcę!  Wcale to  TAKIE  proste  nie jest, gdy pacjent  nie  oczekuje tego samego. Gdy nie wierzy, że może w sobie czy w swoim zyciu coś  zmienić. Nadzieja w tym, ze skoro  przyszedł z własnej inicjatywy, to  chce żyć.


Zatem przychodząc na terapię - mamy oczekiwania.  Bardzo ważne jest poznać  oczekiwania ponieważ często  od tego zależy efektywność terapii.  Zwykle ciężko je sprecyzować.  Dlatego warto  przed wizytą u psychologa sobie nad tym pomyśleć.   Często zadaję pytanie - dlaczego akurat do mnie ? 

odpowiedzi słyszę różne:

1. Znajmona mi  poleciała.  Ona była zadowlona, to ja też chcę.
2.  Bo blisko mieszkam tej Poradni.
3. Szukałam w internecie psychologa dla siebie i Pani ma dużo dobrych opinii.
4. Akurat było miejsce wolne do Pani.
5. Rodzina mówi, ze mam coś zrobić  ze sobą  i powinnam pójść do psychologa, no to jestem. 
6. Psychiatra zalecił  mi  chodzenie do psychologa.


Z tych odpowiedzi mogę sobie wysuwać (  hipotezy)  wnioski, co  do efektywności w zakresie terapii, jak też  do nawiązania lepszej współpracy pomiędzy sobą,  a osobą, która do mnie przychodzi.   

ad. 1  ta   osoba jest zmotywowana do terapii i chce pracowac nad sobą. Pozadrościła znajomej- czy tylko zazdrość będzie dobrym motywatorem do zmian? Ucieszyła się, ze znajomej tak fajnie- ona też  tak chce. 
 To czasami jest mylne.  W trakcie terapii wychodzi , że ta osoba  OCZEKIWAŁA,  iż to przyjedzie lekko, łatwo i przyjemnie. Ona co prawda  była świadkiem, jak znajoma się zmieniała, jak nabierała radości, pewności.  Niestety,  nie widziała  wewnętrznej pracy tej znajomej i myślała, że u psychologa, to jak za dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki.  Dlatego nie pomyślała, ze  wewnętrzna zmiana,   to nie tylko zasługa psychologa, ale głównie tej osoby, ktora podjęła  działania, aby  dokonać    w sobie   zmian.   Często przy takiej okazji  powtarzam, ze czasami  na talerzu podaję dobre kąski, ale  już nie ode mnie zależy  czy je ktoś pogryzie, przełknie, przetrawi i wydali.

ad.2  to może  pragmatyczna osoba,  ceni swoj  i moj czas, albo  ta osoba kieruje się  tylko jednym wskażnikiem , bedzie zatem  mi trudniej ukazać  więcej  perspektyw. Może być trudno- ta osoba idzie na łatwiznę i spodziewa się, ze będzie tylko  lekko i bez  specjalnego wysiłku. Może zła sytuacja finansowa nie pozwala szukac dalej lub gdzie indziej? 

ad. 3  Te odpowiedzi lubię i  zarazem  trochę  się  obawiam -  raz, ze  one łechcą  moje ego :)  a wiecie,  że czlowiek  jest trochę prózny i lubi  pochlebstwa,  a  przez  to  jest mniej  uważny :)   lubię  dlatego,  bo myślę, ze ta osoba naprawdę sobie chce pomóc  i  oczekuje profesjonalnego  podejscia. Najczęsciej wtedy oboje się uczymy i rozwijamy.  Jednocześnie obawiam się  takch  odpowiedzi  bo  czy oczekiwania  tej osoby   są takie, którym ja będę mogła  sprostać? czy  trafię w sedno? czy pomogę znaleźć klucz? 
Nasza psychika tak działa, ze jak gdzieś idziemy i  spodziewamy się wiele, to mozemy  się  szybciej  rozczarować i przeciwnie - gdy  nie spodziewamy się wiele, to  jesteśmy miło zakoczeni.

ad 4 hmm najczęsciej taki pacjent jest na dwoch wizytach albo jednej i zmienia psychologów. Może  jeszcze  nie dojrzał do zmiany?  czuje  ze coś  mu nie tak, ale sam nie wie czy chce. Najczęściej  wtedy też ustalam  tak naprawdę cel wizyty  bo  sprawa też  może być bardzo poważna, pacjent jest  u kresu i obojętnie kto, byleby uzyskać szybko jakąś pomoc albo błaha  bo chce zdobyć zaświadczenie od psychologa  po coś tam. 

ad. 5   czesto jest tak, ze  cała rodzina   powinna się  zgłosić do psychologa i bez terapii rodzinnej, to nic się nie osiagnie.

ad.6   psychiatra jest  autorytetem, to lekarz, skoro  zalecił chodzenie, to chodzę. Tu trzeba bardzo uważać  bo chodzenie do psychologa w ramach recepty od lekarza, to jak łykanie kolejnych tabletek- zrozpaczony pacjent mówi-  "chodzę , chodzę i nic się  nie  poprawia".  Najczęściej  te osoby są bierne i czekają,  że samo się coś  zrobi. Biorą lekarstwa , chodzą do psycholga  i nic...coraz gorzej.  To jest  smutne -  ale sama tabletka  i samo chodzenie nic nie daje  bez  wewnętrznej "pracy" nad sobą.


Z tych odpowiedzi  powstaje   punkt wyjścia  do rozpoczęcia terapii, albo  nawet  jej zaniechania.   Najczęściej   w trakcie rozmowy sprawdzam swoje wnioski ( hipotezy),  czy pierwsze wrażenia są  prawdziwe, czy mi się tylko tak wydawało. Chyba nie ma nic gorszego, gdyby psycholog przywiązał się do  swoich oczekiwań,  ocen i chciał  potwierdzać  tylko  swoje hipotezy. 

Zatem bardzo ważne są oczekiwania -  czego chcę dla siebie?  czego pragnę ?  to podstawowe życiowe  pytanie  - jeżeli wiem czego chcę, to wiem gdzie idę - psycholog, psychoterapeuta  czy coach może mi pomóc w tym czy wskaząć  jak to zrobić....a jednocześnie  nie wyprowadzi   " w pole ".  Jako psycholog nic za Ciebie    nie zrobię. W  życiu  bywają sytuacje, ze ktoś może za nas coś  może  zrobić np. umyć naczynia, posprzątać w domu itp. ale już  nikt  się  za nas nie naje, nie napije, jak też nie zmieni przekonań, sposobu myślenia czy blokujących schematów czy innych mitów i sterootypów w naszym myśleniu, których czasami jesteśmy nawet nieświadomi. Tak, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec kompleksów czy konfliktów  wewnętrznych.  

Gdy juz  wiem czego chcę  i robię to,  to może  psycholog  nie jest mi potrzeby?  może  być i tak :)

Gdy nie wiem czego chcę, to czas  najwyższy się  dowiedzieć, a terapia lub coaching   może  w tym  pomóc.

Gdy odczuwam brak motywacji do  życia i mam same problemy, to zapewne  na terapię najwyższy czas.

Czuję, ze  nie dam sobie rady z  kryzysem, jaki dopadł  mnie w aktualnej  sytuacji, to nie ma na co czekać. Świadomość, ze potrzebuję pomocy okazuje się, ze to juz krok do  sukcesu malego czy dużego.


Gdy masz przekonanie, < to i tak nic  da>  < i tak się  nie zmienię>  < i tak się  nie poprawi> <i tak nic  z tego>   i mimo  to,  idziesz  do psychologa, to gdy  wspólnie z psychologiem nie zmieni  się   tego programu zalegającego żalu i bezradności objawiającego się  takim  właśnie  myśleniem,  to faktycznie nic  nie da.  Zgodnie ze swoimi przekonaniami mamy  rację. Mało tego....my jako ludzie dążymy do tego, aby udowadnić sobie  swoje racje.


poniedziałek, 31 marca 2014

Jak to jest z oczekiwaniami.

Oczekiwania są częścią naszego życia, a właściwie częścią nas samych.  Oczekiwanie, to pragnienie, żądanie czegoś dla siebie. Oczekujemy, żeby  nasze   pragnienie zostało spełnione. Dobrze, jak nie przywiązujemy się do wyniku bo wtedy mamy mniej rozczarowań.  Jeżeli oczekiwanie  nie zostaje spełnione  powstaje wewnętrzny  zawód, rozczarowanie, smutek, zły nastrój, pretensja do świata i ludzi.  Często  też nie uświadamiamy sobie oczekiwań. Gdy się głebiej zastanowimy, to często  cierpimy nie  z powodu   samego  ŻYCIA, ale  z powodu niespełnionych    OCZEKIWAŃ.  Podobno Budha nie miał oczekiwań. Jednak my,  zwykli, a zarazem wyjątkowi ludzie,  nie jesteśmy w stanie się  ich pozbyć. Choćby najmniejsze, ale  będą. Jednak każde rozczarowanie uświadamia nam nieralność naszych złudzeń czy wizji.  Oczekiwania kształtują się powoli. Początkowo jako dzieci czy nastolatkowie spełniamy oczekiwania rodziców i innych dorosłych osób, ktorzy mają wpływ na nasze wychowanie, a więc także nauczycieli. My od rodziców oczekujemy, ze dadzą jeść, kupią zabawkę...itp. Otoczenie oczekuje od nas, że  będziemy jacyś.....my od otoczenia oczekujemy, że będzie nam sprzyjać i  zadowalać.

Skoro cierpimy przez  to, ze mamy oczekiwania, to może lepiej ich nie mieć ?

Tak po prostu,  płynąć z prądem życia  niczego  nie oczekując, akceptowwać wszystko co się dzieje,  uśmiechać się do siebie, ludzi i  życia. Okazuje się, że taka droga wcale nie pozbawia cierpień. Z biegiem czasu  takie płynięcie z prądem, to po  prostu automatyczne życie, za którym stoją nieświadome programy wcześniej wdrukowane  przez otoczenie, a my nie jesteśmy w stanie pozbyć  się tego, ze jeżeli do kogoś się "uśmiecham", to oczekuję wzajemności.  Takie życie też sprawia, że wkracza nuda i jesteśmy  niezadowoleni z siebie i z życia. Życie nas nauczyło, że na wzajemność  możemy  oczekiwać lub nie. To znaczy, oczekiwać  sobie możemy, tyle że nie zawsze ją dostaniemy.   Z tym zapewne warto  się  pogodzić,  zaakceptować bo domaganie się  i żądanie  od kogoś wzajemności, to już  narzucanie swojej woli, a to jest przemoc. 
Dlatego nie na darmo psycholodzy, mistycy, specjaliści od rozwoju osobistego czy  po prostu  ludzie, dążą do tego, aby być ekspertem  dla siebie samego. Samorealizacja jest naszą potrzebą. Któż może nas poznać lepiej niż my sami?  To nie mama, tata, mąż, żona czy  terapeuta  wie,  co mi potrzeba, co mnie uszczęśliwi i co da spełnienie,  ale JA -  to JA  musi wiedzieć czego chce, czego pragnie.

Zarazem warto też  wiedzieć, ze  to  do czego dąży może się nie spełnić.  Nie znaczy to wtedy, że JA  ma się  użalać nad sobą, gdy tego  nie dostanie. Dojrzały  emocjonalnie  człowiek nie tupie nóżkami, nie histeryzuje, że czegoś nie dostaje. Fajnie, gdyby nam  szczęście , sukcesy, spokojne życie, pieniądze spadały z nieba, jak manna :)))  Niestety tak nie jest.  OCZEKIWANIE LEKKIEGO, ŁATWEGO ŻYCIA NIE ZAWSZE SIĘ SPEŁNIA. Tak, jak nie możemy oczekiwać życia pozbawionego emocji czy kłopotów i nastrojów  z tym związanych.  Chyba tylko psychopaci nie odczuwają  emocji.

Oczekiwania   mamy wszędzie   np.  człowiek, ktory  jest w zwiazku z innym człowiekiem, ktory pije nadmiernie (  przyjęło się mówić alkoholik, alkoholiczka), zdradza  albo oszukuje czy bije lub  z  takim, który nie spełnia bardzo ważnych  oczekiwań  czy potrzeb ( np. nie chce dzieci, jest askekulany itp)

Trzeźwy  ciągle oczekuje, że czlowiek-alkoholik nie napije się tym razem. (  czy  oczekiwanie to nie  jest śmieszne, a zarazem tragicznie wpędzające  w dół  ?)

Zdradzony oczekuje, ze   następnym razem nie zostanie zdradzony albo wcześniej   zostanie  o tym poinformowany ( czy to oczekiwanie może być realne ? przecież z jakiegoś powodu doszło do zdrady, nie będzie  już zdradzał,  bo co ? my tego oczekujemy ? wcześniej  też tego oczekiwaliśmy) 

Oszukany oczekuje, że następnym razem, to mąż/żona powie prawdę i nic nie zrobi  za naszymi  plecami.
( jeżeli  ktoś kłamie, kombinuje za naszymi plecami, to nagle się zmieni  bo my tego oczekujemy ? )

Możemy się oburzać i wkurzac na innych - niestety - inni mają prawo być jacy chcą, czy też  jacy potrafią być. Tak samo, jak my mamy takie prawo. 

Często okazuje się, że  nasze oczekiwania  w stosunku  do  INNYCH LUDZI  nie spełniają się- a psychika  wypiera i  nie dopuszcza   do świadomosci  prawdziwych faktów.  Mechanizm wypierania  został  w  psychologii dość dobrze opisany.  Żyjemy złudzeniami. 
To oszukiwanie samego siebie sprawia, ze cierpimy przez własne oczekiwania - przez  to, ze  chcemy, aby ten ktoś był inny niż jest, no  bo my np. chcemy mieć zwiazek  czy  szczęśliwą  rodzinę, bogtyach rodziców czy  uzdolnione dzieko itp. Nie bierzemy pod  uwagę faktów, tylko własne oceny i wizje.
Gdy jesteśmy  w małżeństwie  niezadowoleni,  wtedy często zaczyna się proces  chęci zmiany tego drugiego,  a nie siebie. Czasami  przypomina to tłuczenie głową w  mur. Chcemy go naprawiać  na takiego, aby spełniał  nasze oczekiwania i nasze wizje.   Jest jeszcze druga opcja, że zaczynamy go usprawiedliwiać i zmniejszać własne   oczekiwania, budując nie to, czego chcieliśmy.    Jest też inna opcja, że niczego nie wypieramy. Bierzemy pod uwagę fakty i  stawiamy ultimatum, albo się rozstajemy lub podejmujemy  jeszcze inne działania.

Inne mniej poważne sprawy, ktore mogą dopiero doprowadzić do poważniejszych kryzysów:
Oczekujemy, jak inni powinni się zachować- np. pani ekspedientka powinna być dla mnie miła i się uśmiechać, mój chłopak powinien  przynosić mi kwiaty, dzwonić i pisać  smsy...itp.
To są wizje, w których mamy schematy ( też nieświadome),  jak inni powinni się  wobec nas zachowywać. Takie oczekiwania prędzej czy pózniej doprowadzają do kryzysu, wzajemnego niezrozumienia. Jedną z przyczyn jest to, że nie kreujemy siebie czy  nie kreujemy swoich sposobów działania  tylko narzucamy innym swoje WIZJE, jak  mają się zachować, chcemy "kontrolować " innych. To prędzej czy później prowadzi do zakłóceń  w relacji do samego siebie,  czy  tez  w komunikacji interpersonalnej - osobistej, zawodowej terapeutycznej itp.




wtorek, 18 marca 2014

Myślisz, że tylko sama tabletka cię uleczy? to jesteś głupkiem !

Tytuł celowo szokujący i prowokujący bo  czasami zimny kubeł na głowę  przydaje się, abyśmy naprawdę uświadomili sobie, KTO JEST ODPOWIEDZIALNY ZA  WŁASNE ZDROWIE.
Zachęcam do wysłuchania wykladu dr Włodzimierza Tarasiuka - TUTAJ   Tym bardziej w dobie kulejącego NFZ i przepracowanych lekarzy, warto się  z wykladem zapoznać. 

Problem tabletki dotyczy zarówno ciała, jak i psychiki.  Jeżeli nie będziemy sami wspomagać procesu leczenia, a  to w  formie zmiany trybu zycia, zachowania  czy myślenia  oraz  emocjonalnego reagowania, to żadna tabletka  nie będzie cudownym środkiem, która zrobi coś za nas bez   wysiłku  z naszej strony. Warto  sobie wziąć  to do serca i zaczać  zmiany w sobie,  zwłaszcza , że tabletka  wywołuje dużo skutków ubocznych, dodatkowo nas osłabiająć. Oczywiscie jeżeli ktoś bierze dużo tabletek, to nie może sobie bezkarnie ich  sam odstawiać bez konsultacji z lekarzem.

poniedziałek, 24 lutego 2014

JESTEM CZŁOWIEKIEM A NIE ALKOHOLIKIEM

Nie  mam  zgody na  hasło   grupy  AA.  "  jestem alkoholikiem"   Idea  jest stara  i wymaga  zmodernizownia. To uwłacza czlowiekowi...to tak jakbyśmy  mówili - jestem grużlikiem, jestem świnią, jestem....taka etykietka potrafi przylgnąc na stałe stajac  się  samospełniajacym się  programem....

DLATEGO,  NIE  !  STOP ! 

ZAWSZE  MUSIMY PAMIĘTAĆ,
 ŻE  JESTEŚMY    C Z Ł O W I E K I E M,  
co najwyzej naduzywajacym  alkoholu i wpędzającym siebie  i  najblizszych w problemy ....

A  jakim  chcę  być czlowiekiem ?




poniedziałek, 27 stycznia 2014

Jak to jest z tym Bogiem?

Naukowcy doszli do wniosku, że we Wszechświecie wszystko jest jakimś rodzajem czystej  energii, która posiada  świadomość. Chrześcijanie nazywają to Bogiem,  w Islamie  jest to Allach, a w buddyzmie jest to prawda. Dla naukowców jest to fizyczna próżnia.   Jedna rzecz rożnie opisywana. Ta zagadkowa energia jest podatna na nasze wpływy, intencje, oczekiwania, a jej źródło jest ogromne. Jesteśmy częścią tego źródła. 
To nie człowiek tworzy świadomość, a świadomość stworzyła człowieka. Może dlatego tyle  w nas nieświadomego?   a Freud pisał o podświadomości. 

 Gennadij Iwanowicz Szypow " Teoria próżni fizycznej"  Choć jest to naukowiec, którego niby nie uznaje oficjalna nauka, to budowane są urządzenia w oparciu o jego teorię i  są osiągnięciem najnowszych technologii. On,  pole świadomości nazywa też polem torsyjnym. Pole to wiruje w prawo  i  w lewo. Najkorzystniejsze sa te wirujące w prawo, to dlatego  być może nasi przodkowie posiadali mądrość i budowali koliste domki,   albo umieszczali na budynku  kopuły.  My niestety zamieszkujemy bryły typu- prostopadłościan.  Z teorii  Szypowa wynika również, ze dusze ludzkie po uwolnieniu się  z materii przenoszą się  do materialnego pola myśli, (w pewnym sensie, są tam cały czas). To właśnie tam, gdzie myśl staje się rzeczywistością. Na tej podstawie tez  specjaliści  od rozwoju osobistego piszą o prawie przyciągania. Chyba  bardzo wielu  z nas zna  książkę " Sekret"

Niestety, smutna  a  zarazem wesoła wiadomość jest taka, ze każdy dla swojego dobra powinien nauczyć się  kierować własnym życiem.  Nie życiem sąsiada , tylko swoim własnym.  No, może też  uczyć innych, jak kierować swoim życiem. Następnie, czasami uczeń  jest lepszy od  nauczyciela.  Czyli   każdy z nas odpowiada  za swoje czyny, słowa, myśli i emocje. To właśnie z nich się rozliczamy -  niektórzy powiedzą przed Bogiem, a niektórzy powiedzą przed karmą.  W  związku z tym, to co się z nami dzieje jest naszą odpowiedzialnością.  Nie warto tracić energii na pretensje do rodziców, nauczycieli czy innych ludzi z naszego otoczenia.  W życiu mogą nas spotkać drobne kłopoty, wtedy radzimy sobie sami. Jednak niektórzy  uważają, że doświadczają  stale jakiś  nieszczęść,  nazywając to pechem. W takim  przypadku rozwój i gromadzenie wiedzy, jak też poszerzanie swoich umiejętności jest niezbędne, aby odwrócić swój los.  Jest trudniej, ale jest to możliwe. 



wtorek, 21 stycznia 2014

" Pamiętaj, że jesteś źródłem "

Bardzo mi się to zdanie Osho podoba. " Pamiętaj, że  jesteś  źródłem" Inne naukowe i mistyczne źródła podają, ze jesteśmy nadajnikiem i odbiornikiem. Zatem jesteśmy zródłem i odbieramy  też inne zródła wysyłanej energii.  Chodzi o to, aby nauczyć się zarządzać swoją emocjonalną energią. 
Energia złosci jest bardzo silną formą energii. Niektórzy nie dają sobie prawa do złości, tłumią ją,wypierają ze świadomości,  co  dla ciała jest niekorzystne. Często, gdy pracuję  z osobami, które czują lęk, okazuje się, ze od dawna tłumią złość.  Nie chodzi, zeby rozwalać  czy bić pod wplywem zlosci. Energia złości to jedno, a zachowanie to drugie. Jest to  jednak  mocno sprzęzone ze sobą. Złosć często powstaje pod wpływem  określonych mysli mniej lub bardziej  świadomych. 
" Ktoś cię dotknął. Nagle wybuchnąłeś złością. Zdenerwowałeś się. Złość zwróciłeś ku  osobie, która cię zraniła. Staje się ona ekranem na który projektujesz to uczucie. Ta osoba pomogła w ujawnieniu Twojego gniewu, Twojej złosci...Ten gniew  tkwił  w Tobie. "
 od siebie dodam, ze w niej, czyli w innej osobie    też gniew  tkwi. Ale trzeba pamiętać, jak pisze  Osho, że zródlem  naszego prywatnego gniewu jesteśmy my  sami,  a  nie ta druga osoba. Ta druga osoba poruszyla tylko naszą   energię  gniewu. Tak tworzą się toksyczne relacje, w których osoby załapują się na wzajemne projekcje.  Dlatego warto  odrózniać zródło swojego i nie podpinac się pod  żródło czyjegoś  gniewu. Jezeli szef na Ciebie krzyczy,to pamietaj, ze  od Ciebie zależy czy uruchomisz swoje zródło gniewu   czy uruchomisz swoje zródło wspolczucia dla niego, czy jakiegoś  innego miłosierdzia :))  albo po prostu milości.
Osho pisze, ze jezeli wymierzyłbyś  cios  w Buddę, to w odpowiedzi pojawiłoby się współczucie, ponieważ  Budda wypełniony jest tą energią. Nie pojawiłby się gniew ponieważ w Buddzie go nie ma. 
My jesteśmy jednak tylko ludźmi , albo aż ludżmi. Jednak możemy zadbać o to, co nas wypełnia albo przepełnia :)))


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Racjonalny czlowiek opiera myślenie na faktach.

,,Osoba psychotyczna pozbawiona jest kontaktu ze swoim otoczeniem. Nie potrafi lub nie chce weryfikować prawdziwości własnych sądów poprzez ich konfrontację ze spostrzeganymi faktami.
Na skutek tego zanika różnica między fantazja, a rzeczywistością. Aby utrzymać obraz siebie i świata, psychotyk zniekształca rzeczywistość, negując ją czasem całkowicie."

Należy podkreślić, że pewien poziom zniekształcenia rzeczywistości występuje u ludzi.  Zniekształcenie jest filtrem umysłu.  Do świadomości trafia część informacji, a reszta trafia na twardy dysk, jakim jest podświadomość (  tam jest nasza baza danych) Każdy po swojemu  spostrzega, a potem zniekształci sytuację, której jest świadkiem. Dlatego gdy  świadkowie opowiadają o jakimś zdarzeniu  jest dużo  nieścisłości. Zniekształcenie następują też poprzez  aktualnie odczuwany nastrój. Zależnie od nastroju postrzegamy świat jako mniej lub bardziej przyjemny. 

 Każdy  człowiek zniekształca fakty nadając mu swoje znaczenie i oceny.  Tak pracuje  nasz umysł, a niektóre osoby mogą zniekształcać go bardziej wykazując się niebywałą fantazją w tym  względzie. Fantazja może też być mechanizmem obronnym. Jeżeli  fantazja jest mechanizmem obronnym wtedy może dochodzić do zaburzeń w rozwoju osobowości i pogłębiania  konfliktów wewnętrznych. 

Warto wiedzieć,  że  u  każdego człowieka  umysł inaczej zniekształca. Dlatego czasami  porozumienie jest trudne i dochodzi do kłótni czy konfliktów ponieważ każdy po swojemu zniekształci nawet to co mówimy do  niego, tak jak my zniekształcimy  po swojemu to, co ktoś mówi  do nas.

Zniekształcenia  mogą być też  pożyteczne, zwłaszcza jak ktoś  chce zostać pisarzem. Wtedy fantazja, wyobraźnia i zniekształcenie rzeczywistości jest  wręcz wymagane. Dlatego czasami nie warto tępić u dzieci takiej umiejętności po to, warto aby rozwijały swoje fantazje jeżeli  nie są one nieświadomymi klamstwami.

Zniekształcenia czasami bardzo przeszkadzają  w życiu np.
Wyobraź  sobie, ze dzwonisz  do koleżanki, a ona nie odbiera telefonu.  Nie sprawdzasz faktów dlaczego nie odbiera, a snujesz przypuszczenia- nie chce ze mną  rozmawiać, pewnie się na mnie pogniewała, znalazła sobie inną koleżankę itp...takich sytuacji jest wiele  w naszym życiu,  kiedy  sami wymyślamy nie sprawdzając faktów,  a przy okazji męcząc  się  okrutnie. W taki sam  sposób  niektórzy  wymyślają  choroby - kiedy coś tam zaboli dokonują zniekształceń i przypisują  ból  jakiejś chorobie i zaczynają wierzyć, ze są na to chorzy. W ten sposób poprzez zniekształcenia można faktycznie zaprogramować   się na nerwicę, lęki czy inne choroby.  

czwartek, 2 stycznia 2014

emocje a energia

Właściwie to nauka już udowodniła, że we wszechświecie wszystko jest   energią  W zależności od stężenia energii, wibruje ona z różną częstotliwością. Niską wibrację posiada materia, która jest ciężka. Emocje również posiadają swoje wibracje. Emocje "negatywne"- złość, smutek, żal, nienawiść, zazdrość mają dość niską wibrację, natomiast im bardziej pozytywne są emocje, tym wibracja energii jest wyższa i lżejsza.  Zatem, gdy jesteśmy smutni, to czujemy się "ciężko", a gdy jesteśmy szczęśliwi to mamy poczucie, że moglibyśmy "latać".

 Specjalista od traumy, Bassel Van der Kolk stwierdził - „twoje ciało rozliczy cię ze wszystkiego”. Zatem warto uwalniać się od takich uczuć, które nam nie służą, a wchodzić w wyższe wibracje poprzez wdzięczność za  wszystko czego doświadczamy - nawet smutku.  Poprzez cieszenie sie z drobnych rzeczy, poprzez snucie  zdrowych i pozytywnych myśli, poprzez szczere życzenie komuś szczęścia, poprzez wybaczanie.
 Zdaje się, że pożyteczne pytanie dla samego siebie ... Jak mogę częściej sobie dawać dostęp do tego rodzaju lekkich wibracji ?

 W jaki sposób ?

Jeżeli ktoś  nie wierzy,  to łatwo się przekonać, że coś w tym jest. Zapewne wielu spotkało sie z taka sytuację, gdy weszli do jakiegoś pomieszczenia gdzie jest grupa osób i  poczuli się ciężko. Wszyscy niby mili, a atmosfera taka, że "można siekierę" powiesić.
I odwrotnie spotkali sie z  grupa czy z kimś i poczuli się lekko, dobrze.
Energia  w ludzkich relacjach jest bardzo "widoczna". Dlatego tak ważna jest   umiejętność przeniesienia swojego "ducha"  "wyżej" aby nie łapać ciężkiej energii. Jak się tak mocno zastanowić,  to ludzie nadający na falach ciężkiej energii są biednymi i często schorowanymi ludźmi. Czyż tak naprawdę nie wymagają współczucia ? Oni po prostu nie radzą sobie z ciężką energią , która nałapali w drodze swojego rozwoju i własnych emocji.  To nie ich wina.
Dlatego tak ważna jest umiejętność odczytywania sygnałów z własnego ciała  i zarządzania emocjami,  czyli swoja energią.

moc słowa

Pewnego razu, gdy Mistrz rozprawiał nad hipnotyczną moca słów , ktoś z tyłu sali krzyknął - opowiadasz bzdury !!...czy wołanie Boże , Boże , Boże uczyni mnie świętym ? a gdy powiem grzech, grzech , grzech , czy uczyni mnie złym ?

''Siadaj głupcze" odparł Mistrz
Mężczyzna wpadł w gniew , a następnie wybuchł  potokiem zniewag  skierowanych do Mistrza.

Mistrz pełen skruchy rzekł - Proszę o wybaczenie trochę mnie poniosło.
Mężczyzna od razu się uspokoił.

'' widzisz oto masz i odpowiedź: wystarczyło słowo, abyś wpadł w gniew i wystarczyło słowo, abyś się uspokoił.  

Anthony de Mello



Myślę, ze już niczego nie trzeba tłumaczyć, a jedynie możemy się zastanowić  jakich słów  używamy , gdy mówimy do kogoś  i jakich słów używamy, gdy mówimy do siebie.   Słowa   wywołują w nas emocje. 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Jak pozbyć się strachu ?

Co  uznajemy za strach?

1. niepokój
2. panikę
3. przerażenie

Strach zmniejsza naszą motywację  poprzez to, że kieruje uwagę na wnętrze, czyli odciąga nas od  działania.
Przy czym należy zaakcentować, ze naturalny, instynktowny  strach jest potrzebny ponieważ pozwala nam przetrwać poprzez włączenie biologicznego  mechanizmu przetrwania walcz-uciekaj. W ten sposób unikamy niebezpieczeństw.   Tej  naturalnej emocji   możemy być wdzięczni, gdyż wiele razy pomógł nam przetrwać.

Natomiast strach wytworzony przez fantazję, wyobrażenia, wspomnienia jest zbędny i niepotrzebny. Właściwie  to on tylko  męczy  i utrudnia życie.  Może to wydawać się dziwne, ale bez tego sztucznie wygenerowanego strachu można się obejść.

A jakie lekarstwo na ten sztuczny strach?

To nadzieja - czyli  przekonanie, ze będzie dobrze i wiara w to dobrze i w to, ze się uda.  Jednak bez  strachliwego  przywiązania się  do wyniku.  Do odczuwania nadziei każdy z nas jest zdolny, a to znaczy, że lekarstwo mamy stale przy sobie.
Myślę, ze pozytywną i zdrową nadzieję każdy potrafi wytworzyć w swoim umyśle.  Nadzieja  również bierze się z fantazji, wyobrażeń i wspomnień. Dlatego warto przypominać sobie sytuacje, gdy się coś udało dokonać, zrobić czy pokonać.
Jeżeli czegoś  się  boimy, to w tej danej chwili   przenosimy ten strach w przyszłość.  Strach przyczynia się  do produkowania  myśli, które nas jeszcze bardziej straszą. Jak się tak  straszymy, to  nic dziwnego, ze nie chce nam się kroczyć w taką przyszłość.
W nadziei wykorzystujemy ten sam mechanizm. Tylko nie  straszymy się tu i teraz, a mamy nadzieję i myśli, ze będzie dobrze, ze sie uda, tak jaki kiedyś nam się udało (  w tym celu  przypominamy  sobie jak najdokładniej stan emocjonalny w  sytuacji  kiedy nam się udało, lub  wspominamy tę sytuację ) Czyli wybieramy jakiś sukces z przeszłości i niejako rzutujemy go wizualizując  przyszłość.

Myśli dotyczące naszej przyszłości to tylko fantazje, prawda?  to  dlaczego nie miałyby być fajne?
















czwartek, 14 listopada 2013

Czy wybaczać zdrady? jak wybaczać?

Temat stary, ale póki ludzkość żyje, to zapewne będzie ciągle  aktualny, chyba, że taki problem przestanie istnieć.
Nie mniej w dobie rozpadających się małżeństw, debaty na temat wybaczania warto przeprowadzać. Oczywiście nie zachęcam, ani nie twierdzę, ze należy  wybaczać, albo że nie należy.  To znaczy mysle, ze wybaczać, ale kwestia kontynuowania zwiazku, to już  inne zagadnienie. W takiej  kwestii  nie ma co uogólniać, każda relacja jest jedyna  w swoim rodzaju, tak jak każdy człowiek  jest innym istnieniem, wyjątkowym i niepowtarzalnym.   
Zauważyłam pewną prawidłowość w  sytuacji wybaczania zdrady. Przebaczenie łatwiej przychodzi tym, którzy maja coś na sumieniu  lub też  same zdradziły.  Osoby, które nie mają poczucia, że  same  były  nie w porządku,  mają trudności z wybaczeniem.  Nie twierdzą, , ze  jak tak miało parę osób, to jest to jakaś  reguła. 
 Osoby, które   nie nastawiają się na wybaczenie, tylko na  moralność, reguły czy  uznane normy porządnego zachowania, najczęściej  fiksują umysł   na pytaniu......" jak  ona/on mógł".... i skupiają się na "naprawianiu" drugiej  osoby. To skutecznie blokuje ich  samych w oczyszczaniu się z negatywnych uczuć. ..."wpychają"  się w coraz większą spiralę żalu i smutku. Idą tym samym w niewłaściwym kierunku ponieważ zaczynają obwiniać siebie, a rozgrzeszać tamtą osobę.  Dla mnie istotą wybaczenia nie jest rozgrzeszenie tej drugiej osoby  czy naprawienie jej,   tylko oczyszczenie się z przykrych emocji, które  sami poczuliśmy. 
Jesteśmy "egoistami" o tym warto pamiętać, ze dotyczy to każdego  człowieka.
Innym aspektem wybaczania  zdrady jest świadomość, że nikt nie jest naszą własnością.  Pomóc może to, gdy uzmysłowimy sobie, ze jego/jej  intencją nie było robienie  krzywdy, tylko zaspokojenie potrzeb czy pragnień własnych w myśl zasady, ze każdy  jest egoista i dąży do samorealizacji. 
Wybaczania dokonujemy  z takiej samej egoistycznej potrzeby, z jakiej dokonuje się zdrada. W jednym i drugim przypadku chcemy poczuć się lepiej  i rozwiązać jakiś  swój " problem" W wybaczaniu pragniemy oczyścić się z żalu, nienawiści, złości, poczucia krzywdy itp. Zaleganie tych uczuć nie sprzyja zdrowiu psychicznemu.


wtorek, 12 listopada 2013

Jak myślą i czują mężczyźni?

"Pewnego wieczora żona zastała męża nad kołyską , w której leżało ich dziecko..
Stanęła cicho i obserwowała go  w milczeniu.  Mąż wpatrywał się w śpiące w kołysce niemowlę, a na jego twarzy malował się zachwyt i zdumienie przemieszane z niedowierzaniem i nutką  wątpliwości.  Oczy żony, wzruszonej emocjami malującymi się na twarzy męża, zaszkliły się.
Bardzo ciekawa, o czym myśli, objęła go od tylu ramionami i wyszeptała do ucha:
- Powiedz mi, o czym myślisz kochanie?
-To niesamowite odparł mąż z przejęciem - nie mogę pojąc, jak można zrobić tak świetną kołyskę za jedyne 49 dolarów i 99 centow......."

Jest to anegdota na  temat męskich uczuć. Dość zabawna. Trochę prawdy w niej jest.   Mężczyźni przeżywają, ale zazwyczaj mają problem z nazwaniem emocji i wyrażeniem ich na zewnątrz, jak też mają problem z przyznaniem  się  do nich. Ponadto przez wieki byli uczeni i wychowywani w kulcie  <mężczyzna nie płacze>  co sprawiło, ze   emocje głęboko skrywali i dlatego maja  trudności z ich uzewnętrznieniem za pomocą zdrowych i właściwych form ekspresji.
Dzień po dniu warto nazywać i uświadamiać sobie  doznawane drobne emocje, akceptować je.  W ten sposób  można też uczyć  się  kontrolować je -  po to, aby one nie kontrolowały nas. Silne emocje   np.  złość, gdy przejmuje kontrolę sprawia, ze  zachowanie staje się agresywne.  Emocja nazwana staje się natomiast  świadoma i wtedy łatwiej o przemyślane zachowania, których nie trzeba potem żałować.
Zapewne kobieta może pomóc w określeniu emocji czy uczuć, pod warunkiem, ze sama sobie je uświadamia.  


anegdota pochodzi z ksiazki " Męska depresja" Archibalda D. Harta




wtorek, 6 sierpnia 2013

Racjonalna Terapia Zachowania - Maxie C.Maultsby

Ukończyłam szkolenie z Racjonalnej Terapii Zachowania pt. " Od chaosu do samoorganizacji", które prowadzili Aleksandra Wirga i Mariusz Wirga, a także spotkałam się z Panem Mariuszem ponownie na sesji terapeutyczno-szkoleniowej z programu Simontona w Juracie. Wspaniali ludzie, wspaniali nauczyciele. Są Polakami, którzy pracują w Kalifornii. Cenne jest to, że działają również w Polsce, ucząc innych. To tytułem podziękowań :) Zakupiłam też cenną książkę tłumaczoną właśnie przez Pana Mariusza Wirgę Racjonalna Terapia Zachowań.

Cenna książka, a w niej fachowo m.in. opisany jest proces myślenia przed zmianą siebie. Można doświadczyć czegoś takiego, jak lęk przed " sztucznością " niektórzy nazywają to oporem przed zmianą. Wyraz <sztuczność; bardzo mi się podoba, bo często słyszę, gdy w trakcie terapii ..."ale ja tak nie myślę”, „ to co, mam udawać?” „ Przecież nie będę sobą „

A przecież w terapii bierzemy udział dlatego, że chcemy się zmienić. Terapia psychologiczna to nie zmiana twarzy czy korekta nosa, tylko zmiana wewnętrznych przekonań, których często nie widać.....a one wpływają na nasze zachowanie i na nasze samopoczucie, sukcesy, porażki itp. To właśnie, te stare przekonania doprowadziły nas do tego, że teraz coś uwiera ....zatem czy warto je zmieniać, aby żyć inaczej? Czuć się lepiej? Tym bardziej że ten dyskomfort związany ze zmianą przekonań utrzymuje się tylko jakiś czas.....póki tych nowych nie zaakceptujemy jako swoje. To tak samo, jak wkładamy nowe buty i na początku trochę dziwnie...a potem się przyzwyczajamy. Zresztą, całą masę przekonań tych bardziej świadomych czy mniej nabyliśmy w drodze socjalizacji, a w związku z tym, czy one są nasze? Czy może naszych rodziców? A może jakiegoś kolegi ? Albo nauczyciela ? Czyjąś " prawdę " przyjęliśmy jako swoją....

Jakby nie było, to i tak od nas, a nie od terapeuty zależy czy dokonamy w sobie zmiany ....terapeuta podsuwa smakołyki w formie np. pytań, a my i tak musimy to pogryźć, połknąć i przetrawić... Dlatego nikt za nas zmiany nie dokona....

W związku z tym, że zmiana myśli czy przekonań na początku jest nieprzyjemna, czujemy się sztucznie, to albo możemy zaniechać zmiany i zrezygnować z terapii, albo pomimo to, zmieniać się dalej.

Cyt. „ W takiej sytuacji mamy następujący wybór:

a) zmienić myślenie o emocjach, które uważaliśmy za nieodłączny składnik naszego „JA”

b) nadal akceptować (radośnie, stoicko lub z jękiem) niezdrową myśl, że ich nieszczęśliwe odczucia są esencją ich prawdziwego ja.

c) zastosować leki lub doprowadzić do uszkodzenia mózgu, by uczynić się mniej świadomym tego, jak bardzo są nieszczęśliwi. ".

Sięganie po pigułkę " szczęścia" jest niestety bardzo powszechne, zwłaszcza gdy mamy złudzenie, że tabletka załatwi za nas wiele spraw, a tymczasem możemy się stać przy okazji " narkomanami" a wiele osób leczy się potem z powodu uzależnienia od benzodiazepin.

Reasumując :) nie wiadomo, co jest esencją naszego JA ....dlatego w tym układzie warto pozbyć się przekonań, które nam nie służą albo są destrukcyjne dla nas i kreować się na coraz doskonalszego...niektórzy mówią, że esencją naszego prawdziwego ja jest MIŁOŚĆ oczywiście szeroko rozumiana.

A przy okazji :)

Często osoby mówią do mnie tak ..przydałoby się rzucić palenie. Przydałoby się trochę zarobić, przydałoby się schudnąć .....

No przydałoby się :))) też tak uważam, że przydałoby się :D i co w związku z tym? Sami poczujecie, jaka jest ogromna różnica dla motywowania się, gdy powiecie sobie < przydałoby się&gt; .....w przeciwieństwie do < mam zamiar schudnąć, mam zamiar... zamierzam, albo wręcz chcę ...zrobię to ...robię to...>

słowo przydałoby się, niesie za sobą ładunek tego, że ktoś mógłby to zrobić za nas, albo żeby samo przyszło... czy samo się zrobiło....niektórzy wierzą, że to tylko los musi coś zmienić....

Podobnie jest też, iż często osoby mówią lub piszą do mnie tak.....chciałabym się zmienić.... chciałbym coś zmienić .......chciałbym ? Czy naprawdę chcę ?

Chciałbym ... to czas przyszły. To jak stwierdzenie chciałbym np. gwiazdkę z nieba...chciałbym, żeby najlepiej sama spadła... chciałbym, zawiera w sobie element braku mocy, że ja chciałbym, ale kompletnie nie wierzę, że jest to możliwe ....iż mogę to zrobić....

Skoro w mowie wewnętrznej używamy czasu przyszłego <chciałbym >, to najczęściej kończy się tylko na tym, że co dzień chciałbym......... i nie przechodzi, to w chcę tu i teraz...tylko pozostaje w gestii marzeń, czyli przyszłości....a przecież moment mocy, moment naszego działania, robienia czy czynienia jest teraz.....a nie w przyszłości...i nie w przeszłości...

Pamiątkowe zdjęcie z Panem Mariuszem Wirgą jest niezmordowany, cierpliwy, szalenie ciepły i miły, zwłaszcza że do zdjęć były całe tłumy:)




niedziela, 14 lipca 2013

technika emocjonalnej wolności EFT

Gdy coś dolega, to uważam, ze można czerpać z wielu źródeł, aby sobie pomóc. Tak zresztą chyba wielu z nas  robi. Jedną z takich technik samoleczenia  jest technika emocjonalnej wolności, albo emocjonalnego wyzwolenia.   Można ją samemu stosować po sprecyzowaniu  dokładnie swojego problemu.
 filmik   zachwalający   tą  metodę  znajdziecie   tutaj 
Bardzo obszernie o tej technice  znajdziecie  tutaj     i     tutaj   Na  tej stronie jest  również podręcznik EFT  do darmowego pobrania.

 Poniżej grafika przedstawiająca punkty do opukiwania.  Opukiwać się można w ramach radzenia sobie z mniejszym czy większym stresem na zasadzie  profilaktyki.


 Tu  Przykładowy  filmik-  sposób, który można z powodzeniem stosować  też w przypadku  lęku. 

Tu  (najechać kursorem i  nacisnąć  na  pochyły tekst)  również panie z instytutu  fajnie  tłumaczą  jak  to  robić. 

powodzenia  :)))










sobota, 13 lipca 2013

JAK SIĘ LECZYĆ ?

W procesie  zdrowienia  najlepiej, jak zadziałamy na wszystkie  nasze sfery. Chyba już  nie trzeba przypominać, że  nasze przekonania i nasze myślenie ma  MOC SPRAWCZĄ  ponieważ umysł  wpływa na materię, czyli nasze myśli  wpływają na  ciało.  Tradycyjna medycyna odnosi  się do biologii naszego  ciała, czyli naszej fizyczności.  Podobnie, jak w  samochód  trzeba wlewać dobre paliwo czy olej, tak nasze ciało  wymaga dobrego smarowania, czyli właściwego i odpowiedniego odżywiania.  Nadmiar leków może nie być wcale zbawienny dla naszego ciała. 


Na zdrowie  wpływamy poprzez sfery:

CIALO  FIZYCZNE  -
 zioła, lekarstwa, dieta, suplementy, chirurgia, masaże, ćwiczenia, głębokie oddychanie, lewatywy, płukanie okrężnicy itp.

Nikt też nie ma wątpliuwości, ze na nasze dobre samopoczucie ma śmiech, radość, miłe i przyjemne  sprawy, ktore nas spotykają, fajni ludzie wokol nas i odpowiednia życzliwa i  czuła  atmosfera.

Na zdrowie wpływamy  poprzez sferę  emocjonalną następującymi  rzeczami:

CIAŁO EMOCJONALNE -
 uczucie, uwaga, śmiech i  jeszcze raz śmiech , śmiech nieuwarunkowany,  zabawa, uwolnienie gniewu, przebaczenie, muzyka, aromaty,barwy, itp

Oczywiście wiara naszych przekonań czyni cuda.  Myślami programujemy się - im więcej racjonalnego pozytywnego i zdrowego myślenia tym lepiej

Na zdrowie wpływamy poprzez sferę  mentalną za  pomocą następujących rzeczy:

CIAŁO MENTALNE -
 placebo, hipnoza, autohipnoza, rozmowa kierowana ,wyobraźnia, wizualizacje, pozytywne myślenie, afirmacje, medytacje, terapia itp


Też możemy zadziałać na  biopole człowieka. Działanie na biopole to według  fizyki kwantowej najlepszy sposób leczenia dlatego działając na sferę duchową można najlepsze rezultaty osiągnąć. Jednak przypominam - to od nas zależy ponieważ  pomoże to, w co wierzymy, ze pomoże. 


CIAŁO DUCHOWE  -
 kosmoenergetyka , piramidy, kryształy, oczyszczanie aury, terapeutyczny dotyk, homeopatia, modlitwa,  kinezjologia, telepatia, akupunktura, akupresura, wiara...itp.


p.s
kosmoenergetyka działa bez względu czy się wierzy mocno czy słabiej. Bo zawsze w nas jest jakiś procent wiary:D
polecam  też filmik: i szereg innych, które możecie  tam znaleźć.
http://www.youtube.com/watch?v=_ef1MhxLR3A&feature=youtu.be
















czwartek, 11 lipca 2013

Lękowe pytania..lękowe odpowiedzi..

Dawno  nie pisałam. Przepraszam zatem  moich drogich czytelników  którzy na coś nowego czekali.  Zachęcam  do zadawania  pytań. Jeżeli będę  potrafił,a to odpowiem.

Niektórzy  mają, mogą mieć albo już  mieli coś takiego, jak lęk uogólniony czy lęk społeczny ( tzw. fobia społeczna)  czy inne lęki.... tak jak niektórzy  mieli grypę  czy  inne  dolegliwości  zdrowotne, a o których  już  nie  pamiętają.

Wiecie co jest najstraszniejsze w tym?  

To, ze  Ci ludzie mający  usłyszeli  kiedyś od jakiegoś  fachowca ( autorytetu), ze to nie przechodzi.... i  to przekonanie  staje się  świadomym wirusem, który ciągle zatruwa  i programuje  podświadomość na lęk.  Podświadomość jest jak taśma, na którą nagrywa się   program, a który  potem  odtwarza się  automatycznie i wpływa na percepcję, myślenie,  zachowanie czy nastrój.    Czy  można  sobie  pomóc mając  w głowie , ze  nic z tego? że  to nie przejdzie ? oczywiście, ze  nie ...dlatego  należy to  zmienić.
Ciągle są jakieś  przypadki, których medycyna   nie wyjaśnia.  Ponadto  medycyna, psychologia i inne nauki ciągle się rozwijają,  a teorie i hipotezy    zmieniają się   i dzisiejsza "prawda"   okazuje  się kłamstwem jutro.....
Zatem   czy   można stwierdzić  z  całą odpowiedzialnością, że  to nie przechodzi?
 skąd   możemy wiedzieć,  ze nie przejdzie? 

jeżeli  myślimy ze nie przejdzie, to jasne ze nie przejdzie bo tym  przekonaniem  programujemy podświadomość właśnie na lęk. Jeżeli myślimy, ze przejdzie i programujemy się tą myślą, to oczywiście przejdzie!  


o wiele  prawdziwsze  stwierdzenie będzie ....<to , ze  dziś odczułem lęk, nie znaczy  że on będzie się powtarzał> lub inne  które  będzie  Wam pasować i pozytywnie nakręcać.
Ponadto pytania w stylu < dlaczego  mam  lęk ? > < dlaczego  mi nie przechodzi ?>  nakręcają  świadomość  na  lękowe stany i ona  ciągle   je  "  widzi "  i kieruje  na nie  uwagę . Trzeba  pamiętać, ze  energia podąża  za uwagą.
Dodatkowo  skutek  uboczny takich myśli,  to  złość, żal , poczucie winy,  a  im więcej emocji  tym większe zapętlenie  energii,  a  w efekcie jej  blokowanie.
Takie  stwierdzenia w stylu, jak pójdę tam, to zasłabnę , jak pójdę tam to poczuję lęk ....to jest właśnie  programowanie  podświadomości  na  odczuwanie lęków.... a jednocześnie  jest  to ten  podświadomy  automatyczny  program lękowy...

Terapia lęku to wzmacnianie  biopola  za pomocą energii  i  świadome produkowanie  zdrowych  myśli aż podświadomość  się ich nauczy, a  wtedy   odtwarzają    się  automatycznie.




no i poza tym warto  pamiętać, ze najczęsciej  wpadamy we własne sidła wierząc  w potęgę  naszych  przekonań, jak również w to, ze posiadamy  za ich pomocą  iluzoryczną  kontrolę.  









piątek, 3 maja 2013

racjonalna terapia zachowań


Polecam każdemu artykuł Mariusza Wirgii licz się ze słowami.  Ważne jest to, abyśmy zdali sobie sprawę, ze  myśli, przekonania są naszym wewnętrznym światem. Myśli,  są niczym ścieżki mapy w naszym umyśle.
Umysł lubi pytania i szuka na nie odpowiedzi. Dlatego nie należy zadawać sobie pytań w stylu - dlaczego mam lęki? dlaczego jestem nieszczęśliwy? dlaczego nic mi nie wychodzi?   Co  robi umysl, gdy go o to pytamy? oczywiscie szuka odpowiedzi. Podsuwa nam różne odpowiedzi, chce nas zadowolić i udzielić odpowiedzi na pytanie,  dlaczego jestem nieszczęśliwy, dlaczego nic nie wychodzi, dlaczego mam lęki  itp. W istocie problem jeszcze się  pogłębia poprzez skierowanie własnego umysłu na poszukiwanie przyczyn  nieszczęscia, lęków itp.. Lepiej skierować  go na poszukiwanie rozwiazań - czyli,  jak być szczęśliwym?  jak  to zrobić? jak być zdrowym i odważnym?  Umysł  wtedy pracuje  na ścieżce pozytywnej i poszukuje odpowiedzi  skierowanej na rozwiązanie.

W sytucjach problemowych pomaga nam 5 racjonalnycjh pytań dotyczących naszego myślenia, czy naszych przekonań. Są to pytania z RTZ,  (Racjonalna Terapia Zachowania – RTZ by Maxie C. Maultsby, wyd. II, wydawca i tłumacz: dr Mariusz Wirga)

1.    Czy ten pogląd/  ta  mysl  oparta  jest na faktach?
2.    Czy ten pogląd/ to myślenie  pozwala mi osiągać bliższe lub dalsze cele?
3.    Czy ten pogląd  (  czy takie myślenie) pozwala mi rozwiązywać konflikty lub unikać ich powstawania?
4.    Czy ten pogląd  ( czy takie myślenie ) umożliwia mi czuć się tak, jak chce się czuć?
5.    Czy ten pogląd  ( myśl) pozwala mi chronić moje życie, zdrowie i poczucie wartości?
Jeżeli co najmniej 3 odpowiedzi są negatywne, dany pogląd jest chory (irracjonalny).
Irracjonalne poglądy, myśli czy przekonania sa jak zakłócajace wirusy, ktorych warto się pozbywac, jezeli chcemy być zdrowi, pełni zycia i energii. 


piątek, 19 kwietnia 2013

Jak to z tymi emocjami?

Dlaczego tak nieraz  trudno z emocjami ? ponieważ emocje nie podlegają świadomości:) ileż to razy słyszymy serce sobie, a rozum sobie. Tego trzeba być świadomym- emocje nie podlegają świadomości ( sic!)   Emocje są domeną podświadomości.  Jeżeli złościmy się, ze odczuwamy  np. smutek, złość,gniew , żal, strach... albo smucimy się, że odczuwamy smutek, to warto przestać. Emocje to jest nasz emocjonalny  GPS, ktory prowadzi nas przez  życie. Skąd wiedzielibyśmy gdzie zmierzać bez emocji? bez odczuwania?  Świadomie wyznaczamy sobie cele, a podświadomość również nas prowadzi. To emocje decydują o walce czy ucieczce. Ogólnie mówiąc pomagają nam  przeżyć. Zresztą skoro natura ( albo BÓG) wyposażyła nas w emocje, to na pewno są niezbędne. Skoro  emocje sa potrzebne, to po co się z ich powodu dodatkowo męczyć albo złościć ? Emocje szybko się pojawią  i znikną, jak uświadomimy sobie, co odczuwamy -uświadomić sobie, to znaczy nazwać ją.  Każdą  odczuwaną emocją trzeba  nazwać po imieniu. Nazwana emocja, to emocja uświadomiona.  Podstawowe emocje to strach, smutek, gniew, radość, może jeszcze wstręt i wstyd ( jednak one są bardziej uwarunkowane kulturowo) Nazywając świadomie  emocje, uczymy się  je kontrolować.  My natomiast mamy tendencję taką, ze  jak coś poczujemy  to nie  mówimy sobie - oo  czuje strach, czuję złość. Najczęściej podświadomie czujemy, ale  nie nazywamy.Skutek tego jest taki, że rusza produkcja myśli  - wtedy tez może nastąpić  "nakręcanie się".  Mózg ma to do siebie, ze jak wpadnie w smutek, to trudno mu z tego wyjść i podąża w kierunku smutku i smutnych myśli. To świadomość musi nas z tej ścieżki zawrócić.   Czasami za to, ze  w nas powstają emocje tylko winimy okoliczności zewnętrzne. Niby racja bo gdyby nie bodziec to w nas by reakcji nie było. Jednak jest też tak, ze taki sam fakt może powodować różne emocjonalne reakcje u ludzi. Np. szef czepia się czy krzyczy na pracowników - jeden pracownik cierpi mocno z tego powodu, a  drugi puści to mimo uszu.   Najczęściej  wtedy mówimy - szef mnie wkurzył, a w głowie cała masa przeróżnych myśli, często nakręcających nas na jeszcze większe, albo gorsze myśli i emocje.  Dlatego chodzi o to, aby  to nie emocja wpływała na produkcję naszego myślenia i zachowania - tylko chodzi o to, abyśmy mieli świadomy wpływ na myślenie, a  w efekcie na  emocje.  Tymczasem szef, to też człowiek, który nie zawsze dba o to, abyśmy nie poczuli  żadnych emocji.  Tak samo , jak inni  ludzie - zachowują się, jak zachowują , czyli tak, jak chcą się zachowywać i nie zachowują się tak, jak my byśmy chcieli, aby się zachowywali... My natomiast odczuwamy emocje w związku z ich zachowaniem. Czy jesteśmy w  stanie kontrolować innych, aby zachowywali sie tak, aby nam było dobrze i radośnie ?  Świadomości podlega myślenie, analiza, refleksja, retrospekcja. Myślenie można zaobserwować swoją świadomością. Na myślenie możemy mieć świadomy wpływ. Oczywiście myślenie wpływa też na stany emocjonalne oraz na nastroje czy uczucia. W ten sposób pośrednio możemy wpływać na emocje.  Nasza świadomość porusza się za pomocą tychże emocji  i krąży wokół przyjemnych  i nieprzyjemnych dla nas doświadczeń.   Z tym związana jest motywacja naszego życia - do czegoś dążymy, od czegoś uciekamy.  Dążymy do przyjemnego, uciekamy od nieprzyjemnego. Na bazie tego oparte jest też wychowanie dzieci- tzw. kij i marchewka. Stale poruszamy się  w jakimś kierunku.... Nasza podświadomość   ocenia - tu mi dobrze - a tu mi źle. W  dobrze funkcjonującym  organizmie  występuje  dążenie  do równowagi. Właściwie to nasza podświadomość dąży do tej równowagi.  Nasza  świadomość  poszukuje odpowiedzi - co robić, aby było dobrze? co robić , aby nie było nam  źle? Czasami  nic  nie  chcemy zmieniać, aby było nam  dobrze bo sobie myślimy, ze możne samo się jakoś zrobi?  Podświadomość, jak się już czegoś nauczy, to nie chce zmieniać. Świadomie chcemy zmiany, a w podświadomości jest opór.  Zmiany możemy jednak wprowadzać świadomie, najlepiej krok po kroku.  Aby sobie ze  sobą i z życiem radzić, to właśnie fajnie jest znaleźć klucz  do kierowania naszymi emocjami, a  może bardziej do kierowania  naszymi stanami emocjonalnymi.  Po to abyśmy mieli wpływ na siebie i na swoją świadomość tzn.  abyśmy świadomie wpływali na swoje życie, to musimy sobie uświadomić,  jaki  fizjologiczny mechanizm kryje się za dążeniem  przyjemne-  nieprzyjemne. Nie da się ukryć, ze jesteśmy też ciałem, a ciało działa według określonej fizjologii. Emocje  podlegają fizjologii. Ciało jest tak samo ważne, jak  przeżycia wyższego rzędu - mentalne czy duchowe :)) Jak to mówią w  zdrowym ciele zdrowy duch. Jeżeli nie dbamy o ciało,  to nie czujemy się dobrze i komfortowo. Wtedy najlepszy film czy rodzaj sztuki może nas  nie cieszyć, gdy coś dolega.  Zatem, to  za pomocą  ciała  rozwijamy  własną świadomość. Robiąc cos dla ciała, robimy jednocześnie coś dla ducha. Jedność psychofizyczna sprawia, ze metafizycznie jedno na drugie wpływa.   I tak- układ hormonalny ma bardzo duży wpływ na emocje - o tym wiedzą ludzie, którzy mają problemy np. tarczycowe czy inne hormonalne. Pozytywne lub negatywne emocje  to dwa przeciwstawne  neuroprzekaźniki, czyli układ - endorfiny i enkefaliny.
Jeżeli nasza podświadomość  oceni, ze jest nam dobrze to wydzielają się endorfiny i przeciwnie- jeżeli nasza podświadomość oceni, ze nam źle to wydzielają się enkefaliny.  Dobrze jest nam dlatego, że  wydzielające się endorfiny powodują dobre samopoczucie.  Źle jest dlatego, ze rusza produkcja encefalin.
Zasada działania emocji jest taka - jak nam dobrze i wydzielają sie endorfiny to zmniejsza się wrażliwość na bodźce, także bólowe. Większość  drobiazgów w ogóle nie bierzemy pod uwagę, czyli krotko mówiąc jesteśmy nieostrożni. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to złe, ponieważ wtedy jesteśmy narażeni na nieporadzenie sobie z niebezpieczeństwem. Organizm rozdaje energię i nie jest nastawiony na obronę.  Dlatego organizm dąży do równowagi - czyli wydziela  coś przeciwnego do endorfin, a wtedy   następuje równowaga.  W przypadku wydzielania encefalin organizm jest ostrożny , nastawiony na działanie i obronę, czyli na poradzenie sobie z niebezpieczeństwem. Zatem należy sie chyba cieszyć, ze mamy tak mądrą podświadomość, która wie co robi i wie kiedy włączyć  gotowość bojową do obrony.
Poznanie naszego emocjonalnego gps i uświadomienie sobie, ze emocje pozytywne i negatywne sa niezbędne, aby przeżyć i radzić sobie w życiu chyba trochę nas uspokaja :))






środa, 3 kwietnia 2013

cudotwórca dla niewidomych


Przeważnie jesteśmy zapatrzeni na Amerykanow i ich  odkrycia czy  pozycje książkowe. Tymczasem Rosjanie od wielu lat maja ezoterykę na pożądnym naukowym  poziomie. Godna polecenia jest  niesamowita metoda Bronnikowa.  Władimir M. Bronnikow pracuje z niewidomymi  dziećmi i przywrca im mozliwość widzenia. Nie widzą jednak oczami tylko móżgiem. Poswiadomośc jest nieogranioczona, tzn. ma nieogranioczone możliwości. W ciągu jakiegoś cyklu nauki ( bodajże 20 dni) otwierają się inne kanały odbioru, których normalnie ludzie nie wykorzystują.
Jest to po prostu niesamowite.

sobota, 23 marca 2013

"żyj z radością "

Reklamuję dzisiaj książkę " Żyj z radością"  napisana przez buddyjskiego mnicha Yongey Mingyur Rinpoche. Zachodnia nauka powoli dogania rozumienie  buddyjskie. Książka ta jest tym bardziej cenna,że poleca ją  zachodni naukowiec-psycholog Daniel Goleman. Zresztą napisał przedmowę.
Uznanie buddyjskiej myśli przez naukowców nie dziwi, albowiem filozofia wschodu już dawno wyprzedziła naukę  o umysle w drodze retrospekcji, wglądu w  siebie czy  medytacji.
Człowiek , który rozwija sie duchowo siłą rzeczy korzysta z  buddyjskich technik.  Medytacje mają wiele zalet. Buddyzmu nie można traktować , jak religii bo nią  nie jest. Jest to pewien rodzaj nauki. To metoda zgłębiania   doświadczenia  za pomocą  technik umożliwiających  obiektywne badanie własnego działania i  reakcji , które ma na celu uświadomienie sobie - jak pracuje mój umysł. Istota tego jest robić to, co daje spokój , szczęście i zaufanie  oraz unikanie rzeczy, które wywołują niepokój rozpacz i lęk.
Celem  buddyjskiego praktykowania jest uświadomienie sobie własnej doskonałości,ze juz w tej chwili mamy wszystko co potrzeba. Oczywiście to proces , który prowadzi  do takiego spokoju.
Wygląda to nieprawdopodobnie, ale podobno to możliwe:))

Bardzo ważne!!!


Działamy w oparciu o programy podświadomości, jednak   w nowych sytuacjach  podświadomość czeka  na instrukcje świadomości  ponieważ  sama nie wie co robić.  To może powodować odczuwanie  niepewności czy strachu a czasami bezradności. Dlatego też świadomość obserwuje, ocenia sytuacje i podejmuje decyzje i ewentualnie działanie. Każda decyzja , każde działanie niesie za sobą określone konsekwencje,które też bierzemy pod uwagę. 

piątek, 22 marca 2013

Jeżeli masz lęki ....

Pamiętaj - przebijanie się przez swoje lęki  jest mniej przerażające niż życie w  ciągłym lęku, które wynika z poczucia bezradności i braku zaufania do samego siebie. 

Problemem nie jest sam lęk tylko to, czy chcemy się z nim zmierzyć. Ważne jest to,w  jaki sposób  sobie z nim poradzimy.
Źródłem lęku jest zawsze przekonanie - <nie dam sobie rady> , a wynika ono z braku zaufania do siebie.
 Stawiaj  male kroczki  poprzez drobne wyzwania i buduj sobie zaufanie do samego siebie , ze  DASZ RADĘ.....powtarzaj sobie to, jak mantrę , afirmację - dam rade, dam radę ..włóż w to emocje, gdy to powtarzasz - DAM  RADĘ...pozwól sobie dać szansę...jeżeli podejmiesz to ryzyko i przestaniesz z siebie robić ofiarę  to już przechodzisz  do swojej wewnętrznej mocy, którą każdy posiada. 
Człowiek ma w sobie dwa programy - dam rade i nie dam rady ...Tylko Ty  możesz  włączyć u siebie program dam radę - na tym właśnie polega odpowiedzialność.