Nauka twierdzi, że w lewej półkuli powstają słowa a w prawej półkuli
obrazy. Pomiędzy półkulami musi być integracja, synchronizacja.
Dodatkowo nasza podświadomość jest taka, że pomija słowo nie. Słowo < nie> jest domeną świadomości i ona go pojmuje, jak tez go używa.
Dla podświadomości nie ma czegoś takiego jak:
NIE -ŚCIANA
NIE -CHOROBA
NIE - DRZWI
NIE - IDŹ
NIE -TRZASKAJ
NIE -KRZYCZ
Ma to kolosalne znaczenie np.przy zdrowieniu. Jeżeli mówimy, nie chcę być chory, jaki to komunikat dla podświadomości?
Nie chcesz być chory ... W takim razie, czego chcesz? To, że nie chcesz być chory, nie jest dla podświadomości jednoznaczne z tym, że chcesz być zdrowy. Umysł świadomy to wie. Lewe półkula przetwarza słowa, a w prawej półkuli powstaje najpierw obraz. Jeśli mówimy — nie
chcę być chory.......to w prawej półkuli powstaje obraz choroby i
wszelkich skojarzeń, jakie słowo choroba niesie za sobą. To wszystko
powstaje zarazem w naszej wyobraźni, a to z kolei wpływa na powstanie
emocji. Choroba kojarzona jest z przykrymi emocjami np. strach, złość,
żal. Powstanie takich emocji z kolei wpływa na tworzenie następnie
przykrych myśli - tzw. błędne koło nerwicowe. Czyli wzrost stresu. Stres nie pomaga w radzeniu sobie z chorobą, a wręcz przeciwnie.
Czyli gdzie idę, dokąd zmierzam a nie gdzie nie idę, dokąd nie zmierzam.
Aby sygnał dla podświadomości i dla ciała był jasny i prosty, musi brzmieć - chcę być zdrowy. To też zasada formułowania celów, czyli tego do czego dążymy. Cel musi być jasno określony w pozytywie. Czego chcę, czego pragnę a nie, czego nie chcę.
Aby osiągać to, czego chcemy, należy jasno i wyraźnie to określić. Zwiększamy szansę, że się uda.
Czyli nie mówimy, np.:nie chcę oblać egzaminu,
tylko mówimy:) chcę zdać egzamin.
Np. możemy powiedzieć sobie — nie nauczę się tego do egzaminu. Często
wielu ludzi tak się motywuje. Podświadomość nie bierze pod uwagę < nie> i zostaje, nauczę się do egzaminu. W tym wypadku podświadomość dostała komunikat właściwy. Wielu ludzi ze strachu tak mówi, aby się motywować.
Dlatego,
gdy do czegoś dążymy, gdy czegoś się chcemy nauczyć czy to zdobyć
wiedzę czy umiejętności, albo gdy uczymy innych, to nie mówimy nie rób tego a tego...Zaraz
przypomina mi się pewna matka, która zgłosiła się do mnie po tym, jak
jej niespełna 15 letnia córka miała urodzić dziecko. Pytam matki, a
uświadamiała pani córkę wcześniej? Ona na to, tak- mówiłam jej, aby nie
zachodziła w ciążę. Jakby nie było, ta kobieta w wieku 34 lat została
szczęśliwą babcią:)
Dlatego
w wychowaniu dzieci ważne jest zwracać się do nich wprost, czyli mówić
to, czego od nich oczekujemy, a nie w taki sposób, czego nie mają robić.
Przetestowałam to z matkami. Wszystkie, które zmieniły np. taki
komunikat " NIE TRZASKAJ DRZWIAMI" na taki " ZAMKNIJ CICHO DRZWI"
twierdziły, że dzieci się bardziej słuchają, przestały trzaskać.
Czasami nawet odkrywali, że jak mówili do dzieci, tylko tego nie rób np. nie zbieraj zabawek, to dzieci to robiły>:) Taki komunikat działał z zaskoczenia, raz, a nie cały czas.
Często
nastawienie na tak, jest nastawieniem na pozytyw, na otwartość, na
swobodny przepływ energii, na rozwój. Nastawienie na nie jest negacją i
nastawieniem się na opór, na zatrzymywanie energii. To fajnie widać jak
komuś powiesz coś niezgodnego z jego mapą znanych mu poglądów.
Automatycznie jest nie.
Mamy w zwyczaju dzielić swój czas na to, co muszę zrobić( powinności) i na to co chcę zrobić. Sami czujemy, że te powinności są na nie a to czego
chcemy, jest na tak. W ten sposób fajnie widać, że nastawienie na <
tak > jest lekkie, łatwe i przyjemne. Czasami tak zapędzamy się w
opcji na nie, że nawet może dojść do takiej sytuacji, w której mówimy
sobie — muszę wypocząć. Wypoczynek staje się powinnością, a powinności
wydają się nam kojarzyć w wyobraźni jako obraz budzący nieprzyjemne
uczucia. Dlatego, gdy w swoim umyśle zmienimy słowa,na chcę, mamy więcej energii, inny obraz w wyobraźni i inne odczucia. To jak wymiana jednego pliku na inny - muszę,
na chcę. Niektórzy ludzie tak bardzo są nastawieni na nie, że często
sobie mówią — powinnam być szczęśliwa...itp. Słowa są potęgą, dlatego
warto sobie uświadomić, że używając słowa powinnam o szczęście( czyli
miłe emocje albo spokój) trudno, ponieważ powinność w umyśle źle się
kojarzy. Nadmienię, że dla podświadomości słowo szczęście- też nie
wiadomo co znaczy. Ono zapewne ma znaczenie dla podświadomości.
Czyli albo zmienić powinności, albo je polubić.
Pozwolę sobie podważyć świętość......uważam, że 10 przykazań jest źle sformułowanych..
Po słowie następuje tworzenie wyobrażenia. Polecenie- nie kradnij, wywołuje obraz kradzieży. Nie jest to jednoznaczne z tym, że jak nie kradnij, to co? Obrazem myślowym tworzymy coś konkretnego w podświadomości, dla niej - zostaje kradnij. Uwaga skupia się na kradzieży, a nie na uczciwości. Energia podąża za naszą uwagą, czyli też za naszym słowem. ( ono tworzy plik — słowo, wyobrażenie, emocje, działanie)
Bądź uczciwy! Czyż nie brzmi to lepiej?
Myślimy
słowami, a tworzymy obrazami. Tworzą się ścieżki neuronowe do
wszystkiego, czego się uczymy. Słowo należy do świadomości a obraz do
podświadomości. Ścieżka kradzieży a ścieżka uczciwości, to zupełnie inne
drogi. Ta dualność to dwie strony tego samego medalu. Tylko którą przywołujemy słowem i obrazem?
Na koniec — nie chcę jechać w góry :)) Wiecie zatem, gdzie chcę?
p.s
politycy też często mówili, mówią czego nie nalezy robić. Tylko co z tego wyszło?
piątek, 31 października 2014
wtorek, 14 października 2014
ciemna strona bycia terapeutą
Myślę, że głównym celem terapii powinno być odzyskanie przez pacjenta
zaufania do siebie, jak też to, aby kierował się swoim własnym
emocjonalnym GPS i nie potrzebował więcej terapii, a po terapii radził
sobie.
Terapeuta jednak robi tylko to, co potrafi i jak potrafi. Bycie dobrym terapeutą to wyzwanie. Dlatego chcąc być dobrym terapeutą należy mieć " trudnych " klientów. Należy znać też swoje ciemne strony, swoje cienie...
Ciągle się szkolę i ciągle wydaje mi się, że jeszcze nic nie wiem. To normalne.im więcej wiesz, tym bardziej masz świadomość, jak mało wiesz." Podziwiam" ludzi, którzy skończą jakiś jeden mały kurs, coś przeczytają i uważają się za wielkich specjalistów. Często takie wspaniałe rady dają:) zabierają się za pomaganie innym.... Skoro wiedzę zdobywam przez lata, racjonalnie wiem, że jednak coś wiem, wiem, że często pomagam...jest fajnie, jak się uda....ale, ciągle się trzeba uczyć i być na bieżąco z nauką.
Jest też mniej przyjemna strona zawodu terapeuty. Nie wszystkim mogę pomóc. Gdzieś „po kościach” czuję komu mogę pomóc a komu nie. Jeżeli nie mam wiary w to, że pacjent sobie poradzi, albo że moje kompetencje tu nie wystarczą, daję sobie spokój.
Mało fajną stroną tego zawodu jest to, że przez pacjenta można zostać zwyzywanym, albo nawet napadniętym, to ryzyko zawodowe. Z tym trzeba się liczyć. To też sprawdzian dla własnych emocji. To, że pacjent wyzywa lub atakuje fizycznie, najczęściej związane jest z jego zaburzeniami osobowości czy chorobą psychiczną. Przyjmuje się, że terapeuta jest bez zaburzeń i przeszedł terapię własną-:), ale praca nad sobą jest ciągle potrzebna. Superwizje są potrzebne. Zarówno terapeuta, jak i pacjent są dla siebie w jakiś sposób "lustrem".
Przez klienta, można też być "zwyzywanym", gdy np. nie dostarczymy klientowi opinii takiej, jakiej on potrzebuje, aby załatwił jakiś swój interes — sądowy, rentowy, dotyczący niepełnosprawności itp. Wymusza na nas odpowiednią opinię a terapeuta czy psycholog musiałby naginać fakty lub podawać rzeczy mało zgodne ze stanem faktycznym. Gdy pacjent jest w terapii można z nim to przerobić. Inaczej jest w sytuacji, gdy po latach zwraca się, aby dostać opinię dotyczącą aktualnego stanu psychicznego i sugeruje psychologowi, co w tej opinii powinien napisać. Odmowa wiąże się z tym, że psycholog mocno naraża się takiej osobie. Wtedy z pacjenta wychodzi to, co mocno ukrywa i najczęściej obraża i w wielkim poczuciu krzywdy odwraca się od psychologa. Często są to ludzie, którzy innych i siebie traktują przedmiotowo.
Obecnie jest tendencja taka, że z pacjentem postępuje się delikatnie, czyli empatia, życzliwość, brak ocen itp. Wszystko po to, aby pomóc i nie pogłębiać oporu. Myślę, że między innymi z tego względu obecnie w terapii nie stosuje się metody konfrontacyjnej, zwłaszcza w uzależnieniach. Jednak uważam, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą i uznać, że metoda konfrontacyjna jest całkowicie „ be". Czasami nie ma wyjścia, bez techniki „ drzwiami w pysk” nie osiągniemy pożądanej zmiany. Oczywiście należy robić to z wyczuciem i gdy mamy głębokie przeświadczenie, że faktycznie to pomoże. Ten sam efekt może też można osiągnąć w inny sposób niż konfrontacja.
Czasami pacjent wymyśla sobie zaburzenia, ponieważ one mogą mu pomóc w sprawach sądowych, rentowych, niepełnosprawności itp. Niestety, psycholog nie jest od tego, aby tylko zadowalać pacjenta czy utwierdzać go w wymyślonych zaburzeniach. Najbardziej roszczeniowi są ci, co sami płacą i uważają, że mają prawo dyktować psychologowi, jaką opinię ten ma im wystawić. Chcąc pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem, nie zawsze spełnia się zachcianki czy roszczenia pacjenta. To może skutkować tym, że pacjent zacznie obgadywać psychologa, trudno...ryzyko zawodowe. Z tym też należy się liczyć. Dlatego, zawierając kontrakt, należy brać pod uwagę wiele ewentualności.
Czy terapeuta ma ulegać manipulacją pacjenta w obawie przed tym, aby nie zostać zwyzywanym? Czy ma ulegać pacjentowi, aby ten nie wystawił mu złej opinii? Tylko dlatego, że płaci.
Oczywiście, że nie.
Terapeuta jednak robi tylko to, co potrafi i jak potrafi. Bycie dobrym terapeutą to wyzwanie. Dlatego chcąc być dobrym terapeutą należy mieć " trudnych " klientów. Należy znać też swoje ciemne strony, swoje cienie...
Ciągle się szkolę i ciągle wydaje mi się, że jeszcze nic nie wiem. To normalne.im więcej wiesz, tym bardziej masz świadomość, jak mało wiesz." Podziwiam" ludzi, którzy skończą jakiś jeden mały kurs, coś przeczytają i uważają się za wielkich specjalistów. Często takie wspaniałe rady dają:) zabierają się za pomaganie innym.... Skoro wiedzę zdobywam przez lata, racjonalnie wiem, że jednak coś wiem, wiem, że często pomagam...jest fajnie, jak się uda....ale, ciągle się trzeba uczyć i być na bieżąco z nauką.
Jest też mniej przyjemna strona zawodu terapeuty. Nie wszystkim mogę pomóc. Gdzieś „po kościach” czuję komu mogę pomóc a komu nie. Jeżeli nie mam wiary w to, że pacjent sobie poradzi, albo że moje kompetencje tu nie wystarczą, daję sobie spokój.
Mało fajną stroną tego zawodu jest to, że przez pacjenta można zostać zwyzywanym, albo nawet napadniętym, to ryzyko zawodowe. Z tym trzeba się liczyć. To też sprawdzian dla własnych emocji. To, że pacjent wyzywa lub atakuje fizycznie, najczęściej związane jest z jego zaburzeniami osobowości czy chorobą psychiczną. Przyjmuje się, że terapeuta jest bez zaburzeń i przeszedł terapię własną-:), ale praca nad sobą jest ciągle potrzebna. Superwizje są potrzebne. Zarówno terapeuta, jak i pacjent są dla siebie w jakiś sposób "lustrem".
Przez klienta, można też być "zwyzywanym", gdy np. nie dostarczymy klientowi opinii takiej, jakiej on potrzebuje, aby załatwił jakiś swój interes — sądowy, rentowy, dotyczący niepełnosprawności itp. Wymusza na nas odpowiednią opinię a terapeuta czy psycholog musiałby naginać fakty lub podawać rzeczy mało zgodne ze stanem faktycznym. Gdy pacjent jest w terapii można z nim to przerobić. Inaczej jest w sytuacji, gdy po latach zwraca się, aby dostać opinię dotyczącą aktualnego stanu psychicznego i sugeruje psychologowi, co w tej opinii powinien napisać. Odmowa wiąże się z tym, że psycholog mocno naraża się takiej osobie. Wtedy z pacjenta wychodzi to, co mocno ukrywa i najczęściej obraża i w wielkim poczuciu krzywdy odwraca się od psychologa. Często są to ludzie, którzy innych i siebie traktują przedmiotowo.
Obecnie jest tendencja taka, że z pacjentem postępuje się delikatnie, czyli empatia, życzliwość, brak ocen itp. Wszystko po to, aby pomóc i nie pogłębiać oporu. Myślę, że między innymi z tego względu obecnie w terapii nie stosuje się metody konfrontacyjnej, zwłaszcza w uzależnieniach. Jednak uważam, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą i uznać, że metoda konfrontacyjna jest całkowicie „ be". Czasami nie ma wyjścia, bez techniki „ drzwiami w pysk” nie osiągniemy pożądanej zmiany. Oczywiście należy robić to z wyczuciem i gdy mamy głębokie przeświadczenie, że faktycznie to pomoże. Ten sam efekt może też można osiągnąć w inny sposób niż konfrontacja.
Czasami pacjent wymyśla sobie zaburzenia, ponieważ one mogą mu pomóc w sprawach sądowych, rentowych, niepełnosprawności itp. Niestety, psycholog nie jest od tego, aby tylko zadowalać pacjenta czy utwierdzać go w wymyślonych zaburzeniach. Najbardziej roszczeniowi są ci, co sami płacą i uważają, że mają prawo dyktować psychologowi, jaką opinię ten ma im wystawić. Chcąc pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem, nie zawsze spełnia się zachcianki czy roszczenia pacjenta. To może skutkować tym, że pacjent zacznie obgadywać psychologa, trudno...ryzyko zawodowe. Z tym też należy się liczyć. Dlatego, zawierając kontrakt, należy brać pod uwagę wiele ewentualności.
Czy terapeuta ma ulegać manipulacją pacjenta w obawie przed tym, aby nie zostać zwyzywanym? Czy ma ulegać pacjentowi, aby ten nie wystawił mu złej opinii? Tylko dlatego, że płaci.
Oczywiście, że nie.
wtorek, 23 września 2014
Czy jesteśmy szympansami? społeczne uwarunkowania
Myślę, iż ważne jest, jak i w jaki sposób tworzymy więzi z ludźmi. Chyba
w tym właśnie, zawiera się mądrość człowieka. Czy dajemy przyzwolenie
na inność? Sobie? Innym? Bardzo słabo. Inności się boimy. A szkoda.
SZYMPANSY, czyli jak działają instytucje społeczne.
Krok I:Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę pozwalającą dotrzeć do banana. Upewnij się, że nie ma innego sposobu, by schwytać banana. Zainstaluj system, który będzie miał za zadanie wylać lodowatą wodę w całym pomieszczeniu (oczywiście przez sufit), jak tylko któryś z szympansów zacznie wchodzić po drabinie. -Szympansy szybko się nauczą, że nie należy wdrapywać się na drabinę.
Krok II:Po jakimś czasie wyłącz system „polewania lodowatą wodą” . Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten nowy wejdzie po drabinie i nie wiedząc czemu dostanie wpierdol od innych. Zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie wpierdol, i to szympans nr 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej. -Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi.
Krok III:Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, a jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na pewno dostanie wpierdol od pozostałych profilaktycznie za samą myśl. Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie dlaczego.
***
Tak sobie myślę, tak działają nie tylko instytucje społeczne. W końcu same instytucje, nic nie robią, ludzie zatrudnieni tam tworzą uwarunkowania. A jak widać, część rzeczy tworzymy nieświadomie.
ile, takich uwarunkowań " zainstalowanych" mamy w sobie? Czy jesteśmy tego świadomi? A ile wyznaczyliśmy sobie swoją wolną wolę ? a ile wolą grupy?
Zatem, więzi pomiędzy nami mogą pomagać i mogą przeszkadzać. Jak wiele rzeczy w życiu. To już przyklad -truizm- nóż sam w sobie nie jest zły, zależy jak go użyją. Z więziami jest podobnie.
Czy znamy to?
1. Ktoś w rodzinie chce się rozwieść, wszyscy biegną godzić. Dawać rady, ze tak nie można.
2. Ktoś, coś chce zmienić w swoim życiu, co innym by nie pasowało. Ci inni, zrobią wszystko, że "biedakowi" się odechce. Wmawiając mu, ze to dla jego dobra.
3. Ktoś w szkole naskarży - tzn.powie Pani prawdę. W ten sposób staje się kozłem ofiarnym i jest szykanowany, jako parówa itp. Mało tego, nikt za ofiarą się nie ujmuje, a zaczynają jej inni dokładać.
4. Jeżeli brygada po pracy idzie na piwo, jeden się wyłamie, to na niego trzeba uważać. Nie wiadomo, co kombinuje, nie integruje się z grupą. Dziwny jakiś. Taki ktoś często został uznany za obcego.
5. Znamy też uwarunkowanie, gdy chodzi o zbiórkę pieniędzy- robi się masówkę i wszyscy wpłacają. Psychoza tłumu robi swoje.
6. Ktoś nakręca strajk- cała Polska strajkowała. Ilu tak naprawdę myślało przy tym samodzielnie?
7. No i politycy, media, reklamy itp. sami wiecie, o co chodzi:D
----------------------------------------------------------------------------
przykład z szympansami pochodzi ze strony tutaj tutaj
SZYMPANSY, czyli jak działają instytucje społeczne.
Krok I:Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę pozwalającą dotrzeć do banana. Upewnij się, że nie ma innego sposobu, by schwytać banana. Zainstaluj system, który będzie miał za zadanie wylać lodowatą wodę w całym pomieszczeniu (oczywiście przez sufit), jak tylko któryś z szympansów zacznie wchodzić po drabinie. -Szympansy szybko się nauczą, że nie należy wdrapywać się na drabinę.
Krok II:Po jakimś czasie wyłącz system „polewania lodowatą wodą” . Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten nowy wejdzie po drabinie i nie wiedząc czemu dostanie wpierdol od innych. Zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie wpierdol, i to szympans nr 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej. -Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi.
Krok III:Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, a jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na pewno dostanie wpierdol od pozostałych profilaktycznie za samą myśl. Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie dlaczego.
***
Tak sobie myślę, tak działają nie tylko instytucje społeczne. W końcu same instytucje, nic nie robią, ludzie zatrudnieni tam tworzą uwarunkowania. A jak widać, część rzeczy tworzymy nieświadomie.
ile, takich uwarunkowań " zainstalowanych" mamy w sobie? Czy jesteśmy tego świadomi? A ile wyznaczyliśmy sobie swoją wolną wolę ? a ile wolą grupy?
Zatem, więzi pomiędzy nami mogą pomagać i mogą przeszkadzać. Jak wiele rzeczy w życiu. To już przyklad -truizm- nóż sam w sobie nie jest zły, zależy jak go użyją. Z więziami jest podobnie.
Czy znamy to?
1. Ktoś w rodzinie chce się rozwieść, wszyscy biegną godzić. Dawać rady, ze tak nie można.
2. Ktoś, coś chce zmienić w swoim życiu, co innym by nie pasowało. Ci inni, zrobią wszystko, że "biedakowi" się odechce. Wmawiając mu, ze to dla jego dobra.
3. Ktoś w szkole naskarży - tzn.powie Pani prawdę. W ten sposób staje się kozłem ofiarnym i jest szykanowany, jako parówa itp. Mało tego, nikt za ofiarą się nie ujmuje, a zaczynają jej inni dokładać.
4. Jeżeli brygada po pracy idzie na piwo, jeden się wyłamie, to na niego trzeba uważać. Nie wiadomo, co kombinuje, nie integruje się z grupą. Dziwny jakiś. Taki ktoś często został uznany za obcego.
5. Znamy też uwarunkowanie, gdy chodzi o zbiórkę pieniędzy- robi się masówkę i wszyscy wpłacają. Psychoza tłumu robi swoje.
6. Ktoś nakręca strajk- cała Polska strajkowała. Ilu tak naprawdę myślało przy tym samodzielnie?
7. No i politycy, media, reklamy itp. sami wiecie, o co chodzi:D
----------------------------------------------------------------------------
przykład z szympansami pochodzi ze strony tutaj tutaj
niedziela, 21 września 2014
Nie pozwól, aby system, alkohol itp. zniszczył Ci uczucia.
Czasami emocjonalnie trudno mi sobie samej poradzić, zwłaszcza, gdy pracuję z niedoszłymi młodymi samobójcami. Dobrze, ze jest coś takiego, jak superwizja. Jednak i tak czasami wściekam się na system. Jakby nie było, doceniam emocje w sobie, ponieważ myślę, że nie robię się obojętna, a moja empatia zapobiega znieczulicy we mnie. W końcu każdy się jakos pociesza :D, coś dobrego też dla ludzkości chce zrobić. No i ten wpis, to chyba kawałek mojej wściekłości. Jestem częścią tego systemu i zapewne w jakiś sposób poprzez swoje działania go tworzę. Czasami warto wywalić trochę złości, smutku, bezradności i innych odczuć. Zatem pozwolę sobie...
Relacje społeczne, więzi emocjonalne, które powinny nas odróżniać od zwierząt, okazuje się, że są przeszkodą na rynku pracy. Globalna zależność, gonitwa, presja i konkurencja wymaga od zatrudnionego, aby był dyspozycyjny, najlepiej bezdzietny, nie chorujący, mobilny, gotowy na wszystko i cały czas kreatywny. W paru słowach- po prostu idealnie zaprogramowany automat.
Natomiast poziom zarobków sprawia, ze o wielu rzeczach: mieszkanie, samochód czy też inne drobne dobra, można pomarzyć. To przypomina okres niewolnictwa. Jak zakładać rodzinę, gdy nawet nie stać na wspólne lokum? Brzmi to strasznie, ale dopasowanie do takiego systemu i do takich wymagań, wpływa na zanik więzi ogolnoludzkich i bezwzględną walkę o byt. Paradoksalnie, internet chyba te więzi ocali. Więzi emocjonalne z ludźmi przeszkadzają, ponieważ z konkurencją nie można się zaprzyjaźnić. Potencjalnie, w pracy każdy staje się wrogiem, a jeden drugiemu nie ufa. Zawsze bezkarnie można kogoś " wykończyć" pod warunkiem, ze nie nawiązujemy z nim więzi. Ludzie odcinają się od swoich uczuć ponieważ wierzą, ze życie i świat jest brutalny. To smutne, gdy człowiek zamienia się w automat, czy to seksualny, czy to sztucznie uśmiechający się, w automat do zabijania, wykonywania poleceń itp. Ludzie z większym poziomem świadomości,wrażliwością nie zgadzają się, ale najczęściej jest to bierny opór w postaci twórczości, a nawet, co gorsze, wyjście poza system w alkohol, narkotyki itp. Coraz więcej osób doświadcza też bolesnych porażek w związkach z ludźmi. Od zranionych mężczyzn często słychać- kobietom, to tylko na kasie zależy. A kobiety mówią - faceci to świnie. Pomijam już tu ludzi, którzy są nieśmiali, wrażliwi i nie potrafią przepychać się łokciami lub deptać innych w tym wyścigu szczurów.
Dlatego pamiętajmy, jako istoty społeczne odczuwamy szczęście tylko wtedy, jeżeli czujemy, że związki międzyludzkie nas wzbogacają i zaspokajają nasze potrzeby. To czyni nasze życie spełnionym.
Może warto czasami zadać sobie pytanie - czy wzbogacam lub wzbogaciłam swoją obecnością na tej Ziemi jeszcze kogoś? że choć trochę poczuł/a się spełniona? Lub po prostu, odczuła akceptację i życzliwość.
Oczywiście nie chodzi tylko o głaskanie po główce.
wtorek, 9 września 2014
Jak radzić sobie ze stresem witamina C
Stres!
zmora i wróg, ale też przyjaciel człowieka. Dwa w jednym. Z jednej strony jest konieczny, a z drugiej strony, gdy przekracza możliwości obronne, szkodzi. Stres, to reakcja adaptacyjna do zmieniających się warunków. Organizm dąży do tego, aby wrócić do równowagi. Najczęściej wyróżnia się stres fizyczny, emocjonalny i psychiczny. Nasze ciało, emocje i psychika muszą powrócić do równowagi, aby utrzmac zdrowie i dobry nastrój. To trwa, musi być jakiś czas, aby ten proces dokonał się, czyli wyłączył się mechanizm walcz-uciekaj.
Stres fizyczny niby jest prosty- to np. zmiana temperatury, nagły hałas, zatrucia, złamania, bakterie, wirusy, brak witamin, brak snu, fizyczne przeciążenie, brak ruchu, nadmiar ruchu, operacje, zabiegi itp.
Emocjonalny stres to całe spektrum emocji, które też włączają mechanizm walcz-uciekaj. Ludzie po traumach, czy żyjący w ciągłym stresie, żyją z włączonym mechanizmem walcz -uciekaj, w automatycznej gotowości, co sprawia, że reakcje są na poziomie bodziec -reakcja. To osłabia i wymaga wiele energii i ciągłej uwagi. To sprawia, że występują znaczne trudności z rozluźnieniem. Niektórzy pacjenci nawet w gabinecie nie potrafią się rozluźnić. Tego dopiero muszą się nauczyć. Właściwie to muszą swoje ciało tego nauczyć. Niektórzy traktują seks jako formę rozluźnienia, co w efekcie potem stwarza inne problemy np. skutkuje uzależnieniem od seksu. Niektórzy sięgają po inne używki - alkohol, narkotyki lub zupełnie legalne środki psychotropowe. Niektórzy okaleczają się w celu pozbycia się napięcia z ciała- wtedy na chwilę zamieniają wewnętrzne cierpienie na fizyczny ból.
Stres psychiczny, to też nasza wyobraźnia- np. to ona wie o czekającej wizycie u dentysty, to ona wie o doznanych urazach, krzywdach. To ona tworzy nasze przekonania i myśli. To w wyobraźni myślimy o tym czy o tamtym. Tworzymy sobie różne oczekiwania, które jeśli się nie spełniają powodują nasze cierpienie. To ona tworzy zazdrość, nienawiść, panikę, miłość i całą gamę innych uczuć. Myślenie + emocja to uczucie. Emocja jest krótkim stanem energii i jest raczej bezwarunkowa.
Psychiczny stres jest też wtedy, gdy lekarz mówi - rak czy inna choroba jest nieuleczalna, zamiast powiedzieć, medycyna na tym etapie rozwoju nie potrafi tego wyleczyć!
Psychiczny stres może wynikać z niewłaściwej semantyki, dlatego polecam artykuł :"Licz się ze słowami" Mariusza Wirgi. Przy okazji polecam linki
Właściwe, to głownie chciałam wam napisać, że zwierzęta są bardziej odporne na stres, dlatego, że ich organizm wytwarza WITAMINĘ C. Nasz organizm nie ma tej zdolności. Natomiast nasze biologiczne komórki potrzebują tej witaminy do poradzenia sobie ze stresem, czyli przywrócenia równowagi.
Sami zatem widzicie, jakie mogą być skutki, gdy nie dostarczymy ciału witaminy C.
poniedziałek, 8 września 2014
Jak się leczyć?
Zanim sięgniemy po leki farmaceutyczne, a zwłaszcza psychotropowe, warto zapoznać się z artykułem, (tutaj) . Nadzieja że tabletka nas uzdrowi, szybko pomoże i zlikwiduje objawy naszego cierpienia, w istocie " gubi" nas poprzez to, ze sięgamy po nią chętnie i zbyt często lub pochopnie. Może ktoś pamięta, jaki był bum na antybiotyki i co w efekcie nastąpiło. Tymczasem, powinna ona być dawkowana w naprawdę ciężkich stanach. Poniższe zestawienie ukazuje, na jaki poziom naszej sfery działa tabletka. Wpływa biologicznie, fizycznie na ciało. Nie tylko ze swoim dobrodziejstwem, ale również ze swoimi skutkami ubocznymi. Tymczasem, nasz problem dotyczy najczęściej sfery emocjonalnej. Emocje, w postaci różnych blokad dają o sobie znać poprzez napięcia w ciele, a w efekcie powodują choroby.
Zwykle ćwiczenie fizyczne ( nawet drobne), spokojny oddech oraz odpowiednia myśl, pozwalają na bieżąco uwalniać napięcia z ciała. Najważniejsze, to radzić sobie ze stresem

w skrócie, inaczej nasze sfery można ująć tak:
co robię?
co czuję?
co myślę?
co sobie uświadamiam? w co wierzę? ( nie chodzi o jakąś religię)
sferę fizyczną leczymy poprzez - zioła, lekarstwa, dieta, suplementy, chirurgia, masaże, ćwiczenia, głębokie oddychanie, lewatywy, płukanie okrężnicy itp. Wszystko to, co działa na nasze ciało.
sferę emocjonalną leczymy poprzez - ( to emocje bieżące i wspomnieniowe)- uczucie, uwaga, śmiech i jeszcze raz śmiech , śmiech nieuwarunkowany, zabawa, uwolnienie gniewu, przebaczenie, muzyka, aromaty,barwy, itp
sferę mentalną leczymy poprzez -( to nasze myśli, przekonania, sposób widzenia świata) - placebo, hipnoza, autohipnoza, rozmowa kierowana ,wyobraźnia, wizualizacje, zdrowe myślenie, afirmacje, medytacje, terapia itp
sferę duchową leczymy poprzez -( to też nasza świadomość i nieświadomość, zdolność do wyobraźni) - piramidy, kryształy, oczyszczanie aury, terapeutyczny dotyk, homeopatia, modlitwa, kinezjologia, telepatia, akupunktura, akupresura, wiara, kosmoenergetyka, wplyw drugiego człowieka.
Sferę fizyczną niszczy tez zanieczyszczone środowisko, przetworzona czy zmodyfikowana żywność, grawitacja,promieniowanie,niewłaściwe odżywianie, nadmiar tabletek, urazy, przeciążenia itp.
Na wszelki wypadek w procesie zdrowienia oddziaływać najlepiej na wszystkie sfery. Pomaga i tak najczęściej to, w co wierzymy że pomoże. Dlatego wiara czyni cuda. O tym warto pamiętać.
Tym optymistycznym akcentem życzę Wam i sobie dużo zdrowia :))
piątek, 5 września 2014
prawo przyciągania, a magiczne słowo MAM.
Ludzie swoje szczęście mierzą przez słowo klucz < mam>. Swoje nieszczęście również mierzą przez słowo < mam>. Istnieje też odmiana nie mam.
Zarówno w mowie wewnętrznej jak i w komunikacji zewnętrznej używamy < mam> w odniesieniu do szczęścia :
Mam wspaniałą żonę
Mam wspaniałego męża
Mam wspaniale dzieci
Mam wspaniałą pracę
Mam wspaniały samochód
Mam wspaniały dom
Mam poukładane w głowie
Mam wysoki poziom inteligencji
Mam świetną figurę
Mam wysoko postawionych znajomych
Mam.......lista może być długa itp. itd.
W odniesieniu do nieszczęścia używamy mam, aby określić:
Mam chorą matkę
Mam nieszczęśliwą rodzinę
Mam nadwagę
Mam narąbane we łbie
Mam pecha
Mam kredyty
Mam ból głowy
Mam egzamin w plecy
Mam mało pieniędzy
Mam....itp.
Poczucie własności w symbolu słowa < MAM> sprawia, że w emocjach ( nieświadomość) boimy się stracić. Słowo MAM i to co mam, przykleja się do naszego ego. Ego lubi mieć.
Podświadomość dąży do utrzymania MAM.
Dlatego poczucie mam, w odniesieniu do nieszczęścia, działa tak, że podświadomość również dba o to, aby zachować to, co ma.
co w związku z tym?
To pułapka dla umysłu - bo " on" z jednej strony chce tego mam, a z drugiej strony chce pozbyć się tego mam. Gubi się. Czasami może pozbyć się nie tego MAM, co trzeba :)
Umysł jest niejako w potrzasku, a racjonalny umysł przekazuje podświadomości sprzeczne polecenia. Podświadomośc pomaga utrzymać MAM i nie odróżnia, dlaczego jedno MAM ma zachować, a drugiego MAM, ma się pozbyć. To racjonalny umysł ocenia, natomiast podświadomość zbiera każde doświadczenie i wykonuje nasze polecenia w czasie teraźniejszym. Dla podświadomości nie ma znaczenia, czy to uszczęśliwia czy to unieszczęśliwia. Podświadomośc nie ocenia, tylko zbiera doświadczenia na swój twardy dysk i tworzy programy do działania. Racjonalny umysł ocenia.
Co gorsze, nasze ego może być nienasycone:) Każdy ma różne ego. Np. tyle ma, a będzie cierpieć z powodu tego, czego właśnie nie ma:) Skupia się na braku, a nie na dostatku.To jest główna przyczyna "nieszczęscia" i tego, co do siebie przyciągamy, zgodnie z ostatnio modnym prawem przyciągania. Ciekawe czy im "większe ego", tym większe cierpienie z powodu tego, czego nie ma ? Tego nie wiem. Zapewne ważne są wartości i to, czego tak naprawdę pragniemy, a nie to, co nam się wydaje, ze pragniemy, bo społeczeństwo czy rodzina wmawia nam to, czego powinniśmy chcieć, co mieć. Często można usłyszeć - nie masz jeszcze męża? nie masz jeszcze dziecka? samochodu? no jak to! chyba już najwyższy czas, abyś to miał/a. Dołujące to i wpycha w poczucie jeszcze większego braku, inności, czy bycia gorszym :(
Jeżeli budujemy swoje poczucie bezpieczeństwa, szczęścia, na tym co mamy, to może nadejść taki moment, że za przeproszeniem ( zostaniemy z palcem w tyłku). Męża czy żonę można stracić, znajdzie sobie inną. Pracę można stracić....itp.
Kiedyś w wywiadzie u Romana Polańskiego usłyszałam, że swoje poczucie bezpieczenstwa budował na zasobach. Pomyślałam wtedy, bingo! Poczucie bezpieczenstwa waro budować na swoim wnętrzu, a nie na tym, co zewnętrznie nam się wydaje, ze jest nasze. Umiejętność radzenia sobie ze stresem jest naszym zasobem i naszą umiejętnością, ktorej się uczymy. Rozwój osobisty i zdobywanie informacji oraz wiedzy wynikającej z doświadczenia jest naszym zasobem. Zdrowe przekonania, które nam pomogą osiągać to, czego pragniemy, zawsze się przydają.
Zatem, jak obsługiwać własny umysł, aby nie wpadał w pułapki i nie sabotował samego siebie?
Blog przekracza możliwości wyjaśnienia tego wszystkiego, ponieważ tak naprawdę pracuje się własnym ciałem, biorąc udział w szkoleniach czy warsztatach. W ten sposób można się nauczyć, właśnie tak zdobywa się doświadczenie. Samodzielna droga też jest dobra i możliwa, ale z nauczycielem jest szybsza. Dlatego polecam warsztatowe szkolenie, które będę prowadzić lub inne, które są warte tego.
Piszę ten blog dla Was i dla siebie. Chcę też sprzedawać to, co sama kupowałam. Część informacji przekazuję gratis.
czwartek, 4 września 2014
pacjent-terpaeuta, a komunikacja kwantowa
"Leczenie ludzi bez zrozumienia energii to leczenie martwej materii" dr. nauk medycznych Albert Szent-Gyorgyi ( laureat nagrody Nobla 1937)
"W 1998 roku naukowcy zdrapali kilka komorek z podniebienia osoby badanej i umieścili je w probówce podłączonej do wariografu. Następnie również osobę badaną podlączyli do wykrywacza kłamstw, ale w zupełnie w innej części budynku.Pokazywali os.bad. rózne programy telewizyjne- wyciszajace i pełne przemocy. Odkryli, ze komorki z probowki reagowaly dokładnie w taki sam sposob i w tym samym czasie, co osoba badana. Zwiększano odległość pomiędzy komorkami w probówce, a osobą badaną ( doszlo do 8 km), a reakcje dalej były spojne ze sobą.
Podobny eksperyment ( Einstein-Podolsky-Rosen), jednak w eksperymencie brały udział dwie osoby, ktore się wcześniej ze sobą zapoznały. Osoby badane zostały umieszczone w klatce Faradaya, aby wyeliminować pole elektryczne. Mierzono u osob badanych aktywność fal mózgowych za pomocą EEG. Jednemu z badanych zaświecono latarką w oko. Druga osoba wykazywała taką samą reakcję( zmiana fal mózgowych, zwężenie żrenicy) pomimo, ze nie świecili jej w oczy.
Wnioski, jakie wyciągnęli z tych eksperymentów, to takie, że ludzie przekazują sobie informacje na poziomie nieświadomym. Ale tez odbierają te informacje w sposob nieświadomy. Jest dużo filmików o komunikacji kwantowej. Zatem jako ludzie mamy wzajemnie na siebie bardzo duży wpływ.
Czy jest tak? jeden choruje, to inni się też boją. Jak jeden cierpi i narzeka, to inni śpieszą mu z pomocą, z radami itp. Jak siedzimy koło kogoś, kto wewnętrzenie tryska złością czy innymi " czarnymi" myślami, to nawet nie wiemy, dlaczego możemy się źle poczuć. A to odbior informacji na poziomie nieświadomym. Myślę, ze tym, jak tez fizyką kwantową można wyjaśnić psychozę tłumu i wiele innych zjawisk natury społecznej i psychologicznej. Rosjanie też prowadzą wiele badań, ktorych można trochę znaleźć w książkach Dymitra Wereszczagina. Między innymi z jego ksiązek zrouzmiałam, o co tak naprawdę chodzi z naszym układem endorfinowym i encefalinowym w uzaleznieniach oraz z powstawaniem tzw. dołów psychicznych.
Nietrudno wywnioskować, jak wielki wpływ ma to, co jest w "głowie" pacjenta i terapeuty i ile nieświadomego odziaływania, dzieje się poza świadomą rozmową.
Zaobserwowałam, ze im bardziej się spinam, aby pomóc ( wiadomo, moj strach, obawa, wątpliwości, stres, presja) tym mniej pomagam. Dlatego we wszelkich informacjach o rozwoju duchowym mozna przeczytać, ze miłość powinna wypierać strach. Myślę, że w istocie rzeczy, leczy częstotliwość miłości:)) i zapewne wiara, ze tak moze się stać.
wtorek, 2 września 2014
medycyna przyszłości
" Medycyna przyszłości będzie opierać się na kontrolowaniu energii w ciele "
Profesor William Tiller,Stanford University
Kiedyś mówiło się nie mam sił. Dziś powszechnie słyszę - nie mam energii. Chyba już nikt nie ma wąpliwości, że wszystko jest energią, nawet myśl. Gdy medycyna konwencjonalna nie pomaga, to każdy, kto chce być zdrowy, zwraca się w kierunku medycyny alternatywnej. Duży wpływ na leczenie czlowieka zachodu wywiera medycyna wschodu. Coraz bardziej popularne są różne alternatywne techniki. Np. joga śmiechu. Myślę, że w Polsce coraz bardziej popularna metoda. Osobiście metoda bardzo mi się podoba, ponieważ lubię się śmiać. Śmiejąc się, powodujemy inny przepływ energii w ciele. Złoszcząc się, również. Popularnie zwykło się mówić, dobre i złe emocje. Radość, śmiech, dobrze ciału robią, a złość sercu szkodzi. Medycyna chińska kojarzy też określone narządy z konkretnym i emocjami.
Skoro kiedyś Jezus uzdrawiał, to może uzdrowienia na szeroką skalę są możliwe? Tyle, że nie wiemy, jak to robić. Z badań naukowych wynika, ze komórki rakowe mają inną częstotoliwość niż komórki zdrowe. Problem w tym, aby te chore zmieniły częstotliwość na zdrową. Najgorszym wrogiem jest stres. Stres nie pojawia się tylko z zewnątrz, ale pojawia się z wewnątrz - z naszej wyobraźni, z naszych przekonań. Dlatego wyobraźnia może nam pomagać, jak i szkodzić. Skoro myśl, to też energia, to nasze przekonania, czyli coś w co wierzymy, ma zdrowe i chore częstotliwości.
Przy okazji, bardzo ciekawy artykuł (tu) o epigenetyce, a w nim informacje o pamięci komórkowej oraz (tu) o medycynie energetycznej. k
Medycyna energetyczna stara się wyjaśniać wiele rzeczy. Bardzo ciekawy artykuł o tym, ze uzdrowienia nastepują na określonej częstotliwosci, ponieważ natura przejawia się w rytmie.
Urywek artykułu " Żyjąca matryca jest ośrodkiem, w którym zachodzą niezliczone rodzaje aktywności. Pełne zdrowie oznacza, że wszystkie nader skomplikowane połączenia działają bezawaryjnie, a komunikacja odbywa się w komórce poprzez błonę, dalej cytoplazmę aż po jądro komórkowe i materiał genetyczny. Jakakolwiek trauma, czy to fizyczna, czy emocjonalna, przerywa połączenie.Dostarczenie uzdrawiającej energii pochodzącej z urządzenia lub z rąk healera powoduje wznowienie przepływu informacji." :
Przy czym nie ma obiektywnej traumy. Dla kogoś traumą może być już to, że mama na niego krzywo spojrzy i to co sobie pomysli i stworzy w glowie w zwiazku z tym faktem, itp.
Jak zatem zapoczątkować zmianę częstotliowści, aby uruchomic proces zdrowienia? mozna to zapewne zrobić samemu, pod warunkiem, ze wiemy jak. Można skorzystać z pomocy lekarza oraz terapeuty. Jednak bez zmiany niezdrowych przekonań proces zdrowienia może iść opornie.
"Zatem energia płynąca z rąk uzdrowiciela może przekazać je drugiej osobie."
Czy to właśnie robił Jezus? Czy to usiłują robić wspolcześni uzdrowiciele?
Oczywiscie, obecnie nikt przy zdrowych zmysłach nie zrezygnuje z medycyny konwencjaonalnej, ponieważ niejednemu ona uratowała życie, ale też i niejednemu zabrała.
Dlatego nauka, jak i zwykły czlowiek poszukuje i ma prawo.
Myślę jednak, że w procesie leczenia wszystko jest dozwolone, zwłaszcza to, co pomaga.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Czy mężczyzna powinien zarabiać więcej?
Jest poglad, iż pomimo, że wyszliśmy z jaskini, to mężczyzna dalej poluje. Zwierzyną są pieniądze, kobiety, alkohol , hazard, albo ryby :D Wszystko na raz albo w różnych wersjach.
Skupię się na tym, że zwierzyna dziś, to biznes i sposób zarabiania oraz posiadania. Może coś w tym jest? Słychac tu i ówdzie, jak męzczyźni narzekają -kobiety lecą tylko na kasę. Pominę, że narzekają jedynie meżczyźni mało zaradni, ktorzy sami nie potrafią polować. Otóż nie uwierzę w to, że TYLKO na kasę. Nie uwierzę w to TYLKO.
Zdolność do zarabiania pokazuje też ogolną zaradność męzczyzny i ukazuje jego cechy charakteru oraz podejście do zycia. Pokazuje też cechy i przymioty psychicznie, jak sam podchodzi do zycia, pieniędzy oraz jak się zachowuje i czy jest skłonny do dawania. Wspolczesnie bez pieniędzy trudno przeyżyć, a przy tylu dobrach, ktore są dostępne na rynku wzrastają potrzeby,a za tym wymagania. Zdolność do zarabiania czy utrzymania się świadczy o innych cechach czy przymiotach psychicznych. Mężczyzna zarabiajacy daje większe poczucie bezpieczeństwa kobiecie i dzieciom( kobiecie bardziej chodzi o dzieci) daje oparcie, że moze na niego liczyć, że w razie trudnych sytuacji, on znajdzie wyjście. Daje jej poczucie, że ona może zadbać o siebie i pięknie wyglądać. Daje jej poczucie, ze mu zalezy, że jest ważna dla niego, bo przynosi jej " zwierzynę " , poluje dla niej i potomstwa. Zastanawiam się w tym ukladzie, czy ta zdolność do zarabiania pieniędzy może być pewną manifestacją wewnętrznego poczucia kobiecości czy męskości? Czy mężczyzna zarabiający dużo, czy więcej od kobiety, czuje się bardziej męski? Czy kobieta czuje się bardziej kobieco, gdy jej mężczyzna zarabia więcej, a do tego sprawia mu to radość, że może jej ofiarować.
Czy po prostu, my nie potrafimy się uwolnić od schematów w postrzeganiu roli i zadań dotyczących naszej płci?
jak wnosi nauka, ktorej płci ? biologicznej, chromosomalnej,gonadalnej,hormonalnej, metabolicznej,mózgowej.
No i ciągle się zastanawiam, na co meżczyźnie sutki?
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Jak radzić sobie z " nieszczęśliwą" milością - część 4
Jak sobie radzić ?
Co dla nas znaczy radzić sobie?
Właściwie z czym mamy sobie poradzić?
Czy miłość może być nieszczęśliwa?
Jeżeli była nieszczęśliwa, albo szczęśliwa, a później stała się nieszczęśliwa, to i tak prawie na jedno wychodzi. Coś nie poszło po naszej myśli. Coś się nie udało, coś się zakończyło, albo było inaczej niż zamierzaliśmy. My nazywamy to nieszczęściem. Tymczasem może to żadne nieszczęscie, tylko doświadczenie życiowe.
Zatem, przeszłość już była i nic nie można w niej zmienić.
Można pomanipulować pamięcią i wspomnieniami, ale przecież nie chcemy okłamywać samych siebie, albo udawać, ze coś jest obojętne skoro uczuciowo dotknęło nas mocno. Doświadczenie jest emocją i przeżyciem emocjonalnym. Może nawet żyjemy po to, aby zbierać doświadczenia. Czy chcemy czy nie chcemy, to z przeszłością się rozstajemy. Czasami sami musimy dać zgodę na rozstanie się z nią. Tak jest też w przypadku tej " nieszczęśliwej" miłości. Oczywiście, ze każdy z nas pewnie chciałby zbierać tylko te przyjemne doświadczenia, ale zdaje się, że jest to nieosiągalne. Skoro przydażąją się nieprzyjemne przeżycia, to po coś zapewne one są. Może na ten moment nie wiemy po co, ale też po co nam przyjemne? Im głębsze przeżycie, tym głębsza zmiana w człowieku.
Problem polega na tym, ze wspominając przeżywamy przykre emocje w tu i teraz Zatem w tu i teraz czego tak naprawdę doświadczamy?
Jest to sprawa indywidualna, ale najczęściej doświadczamy tęsknoty, zazdrości,żalu, smutku, złości, poczucia winy, bezradności, poczucia krzywdy.
Sami widzicie, ze poradzić sobie z takim spektrum uczuć, to nie lada wyzwanie. Zdaje się, iż należy się rozprawić z myślami dotyczącymi każdego uczucia z osobna. Bo uczucia po prostu przeżywamy. To skutek uboczny tego nieszczęliwego zakochania i przeżycia też cudownie pięknych i często namiętnych chwil.
Najczęstszym błędem jest to, ze nie chcemy pamiętać i wypieramy je, a im bardziej wypieramy tym bardziej wspomnienia dają o sobie znać. Tymczasem można zastosować pewną technikę,którą " wymyśliłam" Każdy z nas chyba wie, że jak powie sobie - tylko nie zapomnij o... wie, że właśnie zapomina. Podświadomość nie bierze pod uwagę nie, natomiast bierze pod uwagę słowo zapomnij....dlatego w przypadku nieszczęśliwego zakochania nie mówimy - nie chcę pamiętać ( podświadomość nie bierze pod uwagę nie, tylko bierze pod uwagę pamiętać i wzmacnia " pamiętanie" Natomiast w tamtym poleceniu słownym wzmacnia zapominanie. Często mówię o tym, ze energia podąża za uwagą. Wzmacnia się to, na co kierujemy uwagę. Dlatego komunikat nie zapomnij o np. Marianie, Kaśce itp. jest pomocny i mówimy go tak często, gdy tylko obraz związany z Kaśką czy Marianem pojawi się we wspomnieniu. Czyli, gdy pojawi się myśl, obraz, to wewnętrznym głosem dajemy polecenie umysłowi świadomemu i podświadomemu -
nie zapomnij o .....
Uczucie zazdrości prawie zawsze generowane jest przez konstruowanie obrazów tego, co, jak wierzymy nastąpiło. W odpowiedzi na te obrazy czujemy się źle. Czyli w tu i teraz radzimy sobie z obrazami przeszłości, które generują teraz takie uczucia.
Zazdrość pojawia się na skutek też jakiś myśli czy tworzenia w głowie scenariuszy.
Ponadto, doświadczanie tych uczuć - tęsknoty, zazdrości,żalu, smutku, złości, poczucia winy, bezradności, poczucia krzywdy, niesprawiedliwości powoduje "nakręcanie" przeróżnych myśli i analiz podczas których umysł usiłuje ZROZUMIEĆ. Jeżeli nie rozumiemy jakiego uczucia aktualnie doświadczamy, to o tym powie nam rodzaj pojawiającej się myśli. Trochę smutna wiadomość jest taka, że uczuć się nie rozumie tylko się je przeżywa, czyli doświadcza. Nie da się ukryć, ze lepiej wyłączyć myślenie produkowane w terażniejszości, a dotyczące przeszłości, w stylu- a co by było gdybym zrobił/a tak, a jakby to było gdyby, a dlaczego on/ ona tak mówiła, albo zrobiła itp. W każdym momencie życia postępujemy tak, jak potrafimy najlepiej dla siebie i na tamten moment też postępowaliśmy tak, jak potrafiliśmy najlepiej. Druga osoba również na tej samej zasadzie postępowała.
Z każdym odczuciem rozprawiać się nalezy po kolei. Każde uczucie może generować inne myśli. Póki nie przebaczymy " sprawcy" nieszczęśliwej miłości, to będziemy ofiarą.
Typowym błędem w radzeniu sobie z nieszczęśliwą miłością jest skupianie się na " obiekcie" miłości w różnym zakresie i w różnej postaci np.
-oskarżanie jej/jego, dewaluacja
-na tym, że skłamał, albo coś zrobił
-uporczywe trzymanie się myśli- jak on/ ona tak mogła
-analizowanie jego zachowań,
- myślenie w stylu nie był wart
drugim poważnym błędem jest obarczanie siebie poczuciem winy:
- mogłam przewidzieć
- jestem taka głupia
- dlaczego nie przewidziałam
Aby zacząć zajmowac trochę myśli terażniejszą lub przyszloscią, to dobrze jest ustalić sobie cele małe i duże - czego tak naprawdę chcemy i jak możemy to osiągnąć, jak to zrobić,
Poczucie winy lepiej przenicować na odpowiedzialność za swoje uczucia oraz wybory.
Po każdym doświadczeniu jesteśmy inni, dlatego nigdy nie ma powrotu do tej/ tego dawnego. siebie. Doświadczenia tworzą, napełniają nas przez całe życie, a spełnieniem życia jest chyba śmierć.
Bo co mamy zrobić, gdy druga osoba nie chce już nas, pomimo ze wywołała w nas uczucia? A właściwie, on/a wywołała czy sami sobie je ostatecznie wywołaliśmy?
środa, 20 sierpnia 2014
Cykl- depresja1
Dla odmiany napiszę o depresji, ponieważ informacje te są również ważne w przypadku radzenia sobie w nieszczęśliwym zakochaniu. Następne odcinki wkrótce.
Gdyby nie depresja znanych osób, to zapewne o niej nie byłoby głośno. Mało kto jednak mówi, że biologiczne pokłady depresji uwidaczniają się w tym samym układzie, co nasz mechanizm walcz-uciekaj, czyli w układzie limbicznym. Z tego względu zachorowania na depresję rosną w lawinowym tempie, ponieważ jest to związane ze stresem i postępem cywilizacyjnym. Nie ma co ukrywać, ze osoby np. występujące na scenie są poddani pod działanie ogromnego stresu, krytyki itp.
Czy zatem dziwne, ze artyści lub aktorzy mogą mieć też depresję?
Często nawet w miarę rozgarnięte osoby myślą, że jak ktoś fizycznie się napracuje, albo jak musi zadbać o swój byt, to i na depresje nie zachoruje, ponieważ nie może sobie na nią pozwolić. Może to częściowa prawda ? Ale niestety, znam osoby, które nie mogą sobie na nią pozwolić, a chorują. Rożnica faktycznie jest tylko taka, ze nie mogą sobie pozwolić na zaleganie w łóżku. Muszą się zwlec, aby kupić sobie jedzenie. Są osoby, gdzie bliscy się o to zatroszczą i Ci mogą się " wylegiwać" Oczywiście samo natężenie i przebieg depresji jest różny.
Jakby nie było, obecnie naukowcy i lekarze mówią, że na depresje może zachorować każdy, bez względu na zawód, wiek, płeć, stan posiadania. Zatem można się jej bać, jak raka. Firmom farmaceutycznym to na rękę. Mogą zacierać ręce, że zarobią. Z drugiej strony, na każdą chorobę, każdy z nas może zachorować, a wiec po co oceniać innych przez pryzmat tego, na co chorują? Możemy co najwyżej okazać współczucie lub być zupełnie obojętnymi.
Nauka wskazuje , że depresję na poziomie biologicznym, molekularnym wywołują zaburzenia funkcjonowania przekaźników synaptycznych, głównie serotoniny i noradrenaliny.
Znowu te hormony. Tylko kto lub co kieruje hormonami?
Wiadomo, że ciężko przeprowadzić badania poza zmysłowe, czyli trudno uchwycić poza biologiczne przyczyny. Tym zajmuje się paranauka. To jak np. z muzyką. Słyszymy ją, ale jak naukowo udowodnić głuchemu że ona jest, albo jaka ona jest. Co prawda może odczuć ją za pomocą wibracji, ale jednak musi ją jakoś odczuć. Nauka zatem zajmuje się głównie materią i tym co może zmierzyć, zbadać, posmakować, dotknąć. Gdyby głuchy się upierał, ze tylko prawdą obiektywną jest to, co widzi, to byłby jednak w błędzie.
Poniżej zestawienie na podstawie ksiazki " Zadbaj o mózg" autorstwa Daniel G. Amen. Dzięki temu mozna sobie lepiej wyobrazić, jak to wygląda od strony biologicznej.
Głębokie struktury układu limbicznego ( ośrodek nastroju i więzi międzyludzkich)
funkcje układu limbicznego:
-kontrola nastroju
-przechowywanie wspomnień obarczonych ładunkiem emocjonalnym
-modulacja motywacji
-ustalanie nastawienia emocjonalnego
-regulacja cyklu apetyt/ sen
-kształtowanie więzi międzyludzkich ( emocje)
-zmysł węchu
-libido
-reakcja typu" walka- ucieczka"
problemy związane z nadmierną aktywnością układu limbicznego:
-depresja, smutek
-skupianie się na negatywnych aspektach, drażliwość
-obniżenie motywacji i energii
-negatywne nastawienie, skłonność do obwiniania się, poczucie winy
-zaburzenia snu i apetytu
-wycofanie się z więzi społecznych, izolacja
-obniżone poczucie własnej wartości
-osłabione libido
-poczucie beznadziejności
-spadek zainteresowania zwykłymi rozrywkami
-poczucie bezwartościowości lub bezradności
-poczucie niezadowolenia lub znudzenia
-okresy płaczu
...............................................
Czyli można by rzec - dusza odczuwa depresję w ciele, w myślach, w uczuciach, w działaniu. Przy czym należy pamiętać, ze emocje mają wpływ na produkcję mysli,a myśli mają wpływ na określone emocje i uczucia.
Jak równoważyć nadmiernie pobudzony układ limbiczny?
1. Zwiększenie aktywności kory przedczolowej lewej półkuli mózgu ( wspomaga łączność z układem limbicznym)
2. Ćwiczenia z wykorzystaniem sprzężenia zwrotnego.
3. Intensywne ćwiczenia aerobowe
4. Poradnictwo
5. Strategie poznawczo-behawioralne pozwalające radzić sobie z negatywnymi myślami.
6. Zrównoważona dieta i inne metody działające na ciało.
7. Preparaty uzupełniające : DL-fenyloanalina, SAMe, L-tyrozyna
W głębszych przypadkach stosowanie leków.
Leki stosowane z zaburzeniach kładu limbicznego: bupropion, wenlafaksyna,dezypramina, imipramina, inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (jeśli wspolistnieje jaskra zamkniętego kąta przesączania, leki przeciwdrgawkowe w przypadku ogniskowego wzmożenia aktywności lub cyklicznych zmian nastroju.
Oczywiście leków nie należy brać samodzielnie, tylko pod ścisłą kontrolą lekarza.
Od siebie moge dodać, ze gdy badaja mózg osoby z depresją, to stwierdzaja, ze jest nadaktywność układu limbicznego. Tymczasem przyczyny depresji nie są znane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

